Dodaj do ulubionych

wmawiam sobie chorobę?...

06.07.04, 17:13
może wcale nic mi nie jest?
może sobie to tylko wymyśliłam?
taka ucieczka - ze strachu przed życiem, nieznaną przyszłością..
doskonałe usprawiedliwienie braku odwagi, żeby coś ze sobą zrobić..

bo ja już całkiem się w tym pogubiłam..
nie mogę tego zrozumieć, objąć w jakiś sposób..
może tylko podświadomie bronię się przed życiem stanami lękowymi, wycofaniem,
żeby usprawiedliwić porażkę.. która z ich przyczyny może nastąpić..

błędne koło..
niby chcę coś zrobić, ale nie mogę, bo nie pozwalają mi na to lęki - które są
reakcją obronną na strach przed zrobieniem tego, co chcę..
bez sensu..

czy to możliwe, zeby mechanizmy obronne działały na własną niekorzyść?

a może to wszystko nie prawda..
te stany lękowe, omamy, derealizacje, myśli..
może to tylko zły sen..
może ja to tylko wymyśliłam..

już niczego nie jestem pewna.. :(


--
nevada - puch marny
w ogromie kosmicznej przestrzeni
Obserwuj wątek
    • rzeznia_nr_5 Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 17:21
      nevada_blue napisała:

      > może wcale nic mi nie jest?
      > może sobie to tylko wymyśliłam?
      > taka ucieczka - ze strachu przed życiem, nieznaną przyszłością..
      > doskonałe usprawiedliwienie braku odwagi, żeby coś ze sobą zrobić..
      >
      > bo ja już całkiem się w tym pogubiłam..
      > nie mogę tego zrozumieć, objąć w jakiś sposób..
      > może tylko podświadomie bronię się przed życiem stanami lękowymi, wycofaniem,
      > żeby usprawiedliwić porażkę.. która z ich przyczyny może nastąpić..
      >
      > błędne koło..
      > niby chcę coś zrobić, ale nie mogę, bo nie pozwalają mi na to lęki - które są
      > reakcją obronną na strach przed zrobieniem tego, co chcę..
      > bez sensu..
      >
      > czy to możliwe, zeby mechanizmy obronne działały na własną niekorzyść?
      >
      > a może to wszystko nie prawda..
      > te stany lękowe, omamy, derealizacje, myśli..
      > może to tylko zły sen..
      > może ja to tylko wymyśliłam..
      >
      > już niczego nie jestem pewna.. :(
      >
      >
      > --
      > nevada - puch marny
      > w ogromie kosmicznej przestrzeni


      To jest ciekawe.Zwykle osoby chore(z psychozami) nie mają poczucia że mają
      psychoze.A co jeśli ktoś jest pewien że ma psychoze a jej nie ma to czy przez
      to że jest pewien że ją ma mimo że nie ma to staje się psychotykiem skoro ma
      urojenia że jest chory na psychoze?

      ;-))
      • nevada_blue Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 17:27
        rzeznia_nr_5 napisał:

        > To jest ciekawe.Zwykle osoby chore(z psychozami) nie mają poczucia że mają
        > psychoze.A co jeśli ktoś jest pewien że ma psychoze a jej nie ma to czy przez
        > to że jest pewien że ją ma mimo że nie ma to staje się psychotykiem skoro ma
        > urojenia że jest chory na psychoze?
        >

        aleś mi to jeszcze zagmatwał..
        a ja już niczego nie jestem pewna..
        nawet samej siebie..
        kiedyś myślałam, ze mam po prost bujną wyobraźnię - teraz nazwano to omamami i
        derealizacjami..
        nie twierdzę, ze mam jakąś psychozę - bo jej nie mam..
        są chwile kiedy w ogóle wątpię w jakąkolwiek swoją chorobę - jak teraz..
        i nie dociera do mnie nawet fakt, ze muszę brać tabletki, bo inaczej znów
        wracają stany lękowe, bezsenność i cała plejada innych paskudztw..

        bez sensu to wszystko..
        już sama nie wiem, co o tym myśleć.. :(
    • an271 Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 17:54
      NEVADO NAPISZ COS WIECEJ O SWOICH OMAMACH O DEREALIZACJI. JAK SIE TO PRZEJAWIA.
      W JAKICH MOMENTACH, CHWILACH. CO CZUJESZ, JAK SIE CZUJESZ GDY SIE POJAWIAJA.
      MOZE TO TWOJE NARKOTYKI, KTORE WYWOLUJA CHWILE EKSCYTACJI, ZAPOMNIENIA,
      UZALEZNIAJA BO SMAKUJA, A JEDNOCZESNIE POWUDOJA,, ZE TWOJA WEWNETRZNA
      PRZESTRZEN OGRANICZJA, NIE POZWALAJA CZUC, DOSWIADCZAC, KOCHAC...
      • rzeznia_nr_5 Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 18:00
        an271 napisała:

        > NEVADO NAPISZ COS WIECEJ O SWOICH OMAMACH O DEREALIZACJI. JAK SIE TO
        PRZEJAWIA.
        >
        > W JAKICH MOMENTACH, CHWILACH. CO CZUJESZ, JAK SIE CZUJESZ GDY SIE POJAWIAJA.
        > MOZE TO TWOJE NARKOTYKI, KTORE WYWOLUJA CHWILE EKSCYTACJI, ZAPOMNIENIA,
        > UZALEZNIAJA BO SMAKUJA, A JEDNOCZESNIE POWUDOJA,, ZE TWOJA WEWNETRZNA
        > PRZESTRZEN OGRANICZJA, NIE POZWALAJA CZUC, DOSWIADCZAC, KOCHAC...


        Ale pierniczysz.Idź sobie Coelho poczytaj może.No i nie drzyj ryja to przede
        wszystkim.
        • an271 Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 18:14
          wiesz co rzeznia, ciezko mi sie zyje, a czasmi nawet ciezko byc,a twoje hamskie
          odzywki dzialaja na mnie tak, ze mialabym ochote zniknac w ogole, gdy czytam co
          pisza inni ciebie unikam, bo sie boje, momo, ze jestem osoba w srednim wieku
          potrafisz sprawic, ze czuje sie jak mala dziewczynka, gdybym mogla to bym
          sobie poplakala
          • rzeznia_nr_5 Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 18:25
            an271 napisała:

            > wiesz co rzeznia, ciezko mi sie zyje, a czasmi nawet ciezko byc,a twoje
            hamskie
            >
            > odzywki dzialaja na mnie tak, ze mialabym ochote zniknac w ogole, gdy czytam
            co
            >
            > pisza inni ciebie unikam, bo sie boje, momo, ze jestem osoba w srednim wieku
            > potrafisz sprawic, ze czuje sie jak mala dziewczynka, gdybym mogla to bym
            > sobie poplakala


            No to rzeczywiście katorga po prostu.Tylko ja mam przykre wrażenie że twoje
            egzaltowane teksty służą bardziej zaspokojeniu twoich własnych potrzeb niż
            komukolwiek miałyby pomóc.Są po prostu irytujące.Tak samo jak pisanie hamstwo
            przez samo "h".
      • nevada_blue an271 06.07.04, 18:26
        zgadzam się z Rzeźnią - pieprzysz trzy po trzy :/
        nie biorę żadnych narkotyków - za to końskie dawki neuroleptyków i
        antydepresant..
        o swoich omamach i derealizacjach już kiedyś pisałam:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=13076453&a=13076453
        ech, szkoda słów.. :(
    • beekeeper Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 18:32
      moim zdaniem to są prawdopodobnie lęki przed porażką właśnie. a są one
      bezpośrednim efektem pewnych wymagań, maksymalistycznych bardzo, jakie sobie
      stawiasz. jeśli mówisz np. „nie mam nic do powiedzenia światu, bo ktoś kiedyś
      już lepiej, błyskotliwiej etc. to powiedział”, „nie dla mnie pisanie” etc. – no
      to dla mnie taka rezygnacja z czegoś, dlaatego tylko że może nie osiągnie się
      szczytu szczytów - brzmi bardzo znajomo (nerwicowo). mówiłaś że terapeutka
      uchyla się od diagnozy, no cóż jak już pisałem, tak bywa często z powodów
      pozamerytorycznych. jeśli masz taką możliwość, może rozważ na poczatek zmianę
      terapeuty (inna sprawa czy latwo znajdziesz kogos wiarygodnego)
      pozdr.
      beekeeper
      • looserka Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 19:10
        Nevado, skłaniałabym się także do sugestii beekeepera o zmianie terapeuty.
        Jeśli to jedna i ta sama osoba, która "waha się przed postawieniem diagnozy", a
        jednocześnie faszeruje Cię neuroleptykami - to ja bym dała nogę.
        • an271 Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 19:14
          przrpraszam za moja glupote, za moje hamstwo przez samo h, zazdroszcze ci
          nevado twojej wrzliwosci, umiejetnosci mowienia o sobie, skupienia na sobie
          uwagi


          moze w niebie wszyscy bedzie rowni
          • nevada_blue Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 19:22
            ja również Cię przepraszam - wkurzyły mnie te narkotyki..
            do niedawna sama nie umiałam się w swojej sprawie odezwać..
            ale znalazł się ktoś, kto to we mnie odblokował..
            i po raz drugi w życiu nauczyłam się mówić..

            czego i Tobie życzę :)
            • an271 Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 19:57
              nevada_blue napisała:

              > ja również Cię przepraszam - wkurzyły mnie te narkotyki..
              > do niedawna sama nie umiałam się w swojej sprawie odezwać..
              > ale znalazł się ktoś, kto to we mnie odblokował..
              > i po raz drugi w życiu nauczyłam się mówić..
              >
              > czego i Tobie życzę :)
              nevado, mówiąc o narkotykach nie maialam na mysli towich lekrstw to
              nieporozumienie to bylo takie prownanie tych twoich urojen omamow do
              narkotykow, a raczej do tego co chwilowo daja czlowiekowi wiem juz teraz ze to
              bledne myslenie z mojej strony bo za malo wiedzialam o tobie i twojej sytuacji
              pozdrawiam
              >
        • nevada_blue Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 19:20
          looserka napisała:

          > Nevado, skłaniałabym się także do sugestii beekeepera o zmianie terapeuty.
          > Jeśli to jedna i ta sama osoba, która "waha się przed postawieniem diagnozy",
          a
          >
          > jednocześnie faszeruje Cię neuroleptykami - to ja bym dała nogę.

          tylko, że ta "wahająca się" postawiła mnie w miarę na nogi..
          choć całkiem do pionu to jeszcze trochę..
          ona jest naprawdę dobrym i doswiadczonym lekarzem..
          nie zamierzam zmieniać, bo uważam, ze dobrze trafiłam..
          a te neuroleptyki mi pomogły - wcześniej lęki i napady paniki nie dawały
          normalnie żyć..

          ona po prostu nie skupia się na nazewnictwie - tylko próbuje mnie wyleczyć..
          to mi potrzebna jest nazwa, bo bez tego nie wiem co mi jest i czy w ogóle..
          nie potrafię tego objąć, nazwać, zrozumieć..
          i czasem - jak teraz - wątpię czy to wszystko jest naprawdę..
          choć boję się sama odstawić leki, zeby nie wróciło..

          nieproste to wszystko..
          • lucyna_n Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 19:40
            Nevado, ja tez czasem mysle ze sobie to wszystko wmowilam ,kiedys nie bylo a teraz jest, jak to
            mozliwe?
            ale prawda jest taka ze nie mozna sobie wmowic atakow paniki, ani nerwicy czy depresji , cos tam
            gdzies sie dzieje w naszych glowach, nie da sie tego uchwycic nie ma jasnego klarownego
            wytlumaczenia, Nie mozna zrobic badania ktore na wydruku wykaze ze jest nam to i to bo taka czy inna
            chemia w mozgu odbiega od normy, ale nie sa to wytwory naszej wyobrazni.
            Czasem mysle ze latwie by bylo chorowac na raka niz takie niewiadomoco.
            trzym sie cieplo, wbrew wszystkiemu i wszystkim jesli bedzie trzeba.
          • beekeeper Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 19:44
            nevada_blue napisała:

            > ona po prostu nie skupia się na nazewnictwie - tylko próbuje mnie wyleczyć..
            > to mi potrzebna jest nazwa, bo bez tego nie wiem co mi jest i czy w ogóle..
            > nie potrafię tego objąć, nazwać, zrozumieć..
            > i czasem - jak teraz - wątpię czy to wszystko jest naprawdę..


            nie powinno być tak, że ona cię leczy już jakiś czas, a ty nie masz od niej
            jakiegoś feedbacku i jak sama napisałaś, nawet nie jesteś pewna czy w ogóle
            jesteś chora... ona nie powinna się kreować na szamankę której masz zaufać,
            tylko razem z tobą rozpracować pewne bolesne sprawy, tłumacząc i w razie
            potrzeby nazywając je.
            • looserka Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 20:10
              Też tak uważam.Sama nie mam zaufania do lekarzy, którzy nie mówią otwartym
              tekstem, mam wówczas wrażenie, że sami nie do końca wiedzą, jaką chorobe
              właściwie leczą.
              A tak przy okazji,Nevado, mogłabyś podać leki, które bierzesz, i w jakich
              ilościach?
              • lucyna_n Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 20:27
                po co? masz zamiar postawic jej diagnoze?
                • looserka Re: wmawiam sobie chorobę?... 06.07.04, 20:33
                  zapytać nie wolno, czy jak?
              • nevada_blue looserka... 06.07.04, 20:33
                leki, które biorę:

                rano:
                Seronil [ fluoksetyna] 10 mg
                Zolafren 5 mg
                Lucetam 400 mg

                w ciągu dnia - 1 lucetam 400

                wieczorem:
                Zolafren 10 mg
                Spamilan [buspiron] 10 mg

                moja lekarka twierdzi, że nie powinnam się teraz skupiać na nazewnictwie
                choroby, tylko na tym, zeby wrócić do pionu.. nie wiem czemu unika rozmowy o
                diagnozie, bo sama chciałąbym wiedzieć co mi jest.. bo to jak pisze Lucyna -
                ani to prześwietlić, ani na żadnym wykresie tego nie zarejestruję.. takie
                niewiadomo co.. a jak robi się nieco lepiej, to mam wątpliwości czy mi w ogóle
                coś jest - jak teraz..
                • rzeznia_nr_5 Re: looserka... 06.07.04, 20:38
                  Nevado już to sugerowałem wcześniej.Zmień lekarza.Albo przynajmniej skonsultuj
                  sie u innego.Jest tyle PZP możesz umówić się i do 10 różnych naraz.
                • lucyna_n Re: looserka... 06.07.04, 20:38
                  Wiesz to dopiero poczatek drogi do wyleczenia wiec moze to i dobry objaw ze wydaje Ci sie chwilami ze
                  nic Ci nie jest? Najwazniejsze ze podjelas leczenie , czyli zrobilas ten trudny pierwszy krok, teraz trzeba
                  czasu i "jeszcze bedzie przepieknie, jeszcze bedzie normalnie" :)
                  przytulam do serca
                  Lucyna
                  • rzeznia_nr_5 Re: looserka... 06.07.04, 20:41
                    lucyna_n napisała:

                    > Wiesz to dopiero poczatek drogi do wyleczenia wiec moze to i dobry objaw ze
                    wyd
                    > aje Ci sie chwilami ze
                    > nic Ci nie jest? Najwazniejsze ze podjelas leczenie , czyli zrobilas ten
                    trudny
                    > pierwszy krok, teraz trzeba
                    > czasu i "jeszcze bedzie przepieknie, jeszcze bedzie normalnie" :)
                    > przytulam do serca
                    > Lucyna



                    Te jak piszesz "trudny pierwszy krok" to podjęło b.wiele osób ale z tego faktu
                    niekoniecznie cokolwiek wynika.
                    • lucyna_n Re: looserka... 06.07.04, 20:47
                      ale moze wyniknac
                • looserka Re: looserka... 06.07.04, 20:42
                  No to trochę tego jest... ale myślę, że masz chociaż prawo wiedzieć, czy
                  cierpisz na zaburzenia typu nerwicowego czy o innym charakterze. jesli lekarz
                  włacza do leczenia taki arsenał leków, to chyba jakąś, przynajmniej wstępną i
                  ogólną diagnozę musiał postawić.
                  No dobra, a pytałam, bo spotkałam się z przypadkiem, kiedy ewidentna nerwicę
                  psychiatra "leczył" jedynie gignatycznymi dawkami psychotropów, o psychoterapii
                  nie wspominawszy. Efekty dla pacjenta były wiadomo jakie, czyli "co się
                  polepszy, to się popieprzy".
                  A stawiać diagnoz nie mam zamiaru nikomu.
                  • rzeznia_nr_5 Re: looserka... 06.07.04, 20:44
                    looserka napisała:

                    > No to trochę tego jest...


                    Trochę???To jest istny arsenał.
                    • lucyna_n Re: looserka... 06.07.04, 20:50
                      no fakt troche tego jest...
                    • nevada_blue Re: looserka... 06.07.04, 20:51
                      rzeznia_nr_5 napisał:

                      > Trochę???To jest istny arsenał.

                      serio?
                      rety - a to dopiero w tych dawkach na mnie działa..

                      co do wstępnej diagnozy to mam:
                      zaburzeie depresyjno-lękowe o możliwym podłożu psychotycznym [ze względu na
                      nasilenie stanów lękowych]

                      tylko, ze to jest strasznie ogólne i niewiele mi mówi..
                      ale niewykluczone, ze skonsultuję to kieś z innym lekarzem, choć swojej lekarce
                      ufam i wierzę, ze wie co robi..

                      po prostu jak się robi lepiej, to zaczynam mieć wątpliwości czy w ogóle jestem
                      chora i czy to wszystko nie jest jakiś wytór mojej wyobraźni.. za to jak się
                      pogarsza - bo to jest taka sinusioda - to nie mam już tych wątpliwości :P
                      • tinu diagnoza domowa, wystawiona w najlepszych 07.07.04, 08:23
                        intencjach - przez moją Ma:

                        wreszcie dojrzewasz
                        (po przestajesz widzieć czarno i czarno i czarno)

                        a na delikatną sugestię, ze to może leki
                        - leki, to tylko sztuczne wspomaganie...


                        ja tam nie wiem
                        ale na samą myśl, że mogłoby wrócić to, co było wcześniej
                        robi mi się niedobrze

                        a wcale nie jest mi świetnie i kolorowo
    • mskaiq Re: wmawiam sobie chorobę?... 07.07.04, 06:23

      czy to możliwe, zeby mechanizmy obronne działały na własną niekorzyść?

      To nie mozliwe, stan ktory ma nam pomoc nie dziala przeciwko nam. Moze warto
      zastanowic sie nad tym czy to jest stan obronny.
      Serdeczne pozdrowienia.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka