IP: *.crowley.pl 09.10.04, 14:26
Witam !
Z niepokojem przeczytałam Twój ostatni wpis i martwi mnie brak sygnałów z
Twojej strony. Też jestem pacjentką dr Teresy T. i już sama rozmowa z Nią
działa na mnie kojąco. Czy byłaś u pani doktor ? Jak się czujesz ?
Pozdrawiam !
Obserwuj wątek
    • Gość: ola Re: Do Aidki IP: *.chello.pl 09.10.04, 16:20
      i co u kotów?
      • aidka Re: Do Aidki 10.10.04, 02:18
        dziękuję Oleńko
        Spryciara Mała Dobrej Woli...

        koty...
        tak mnie to męczy

        ale będą u kogoś, kto je kocha już teraz
        gdy mnie nie będzie
        mnie nie kocha
        ale koty tak
        dobrze
        dla kotów

        już teraz tylko ta osoba kupuje im jedzenie i daje,
        żwirku też przydźwiga
        sprząta kuwety
        no bo maja dwie - wciąz są skłócone
        a tak się bardzo kochały
        wszystko mija, co piękne tak szybko i nawet, gdy jest, nie widzisz, że to piękne
        dopiero, gdy znika

        ja z kotami nie dałabym rady
        ponad moje siły
        wszytsko zalezy od dnia
        Słońca albo bezSłońca
        wzięcia tego czy innego specyfiku
        w takiej ilości czy innej

        męczy mnie ich miłość kocia i chęć bycia w moim towarzystwie
        no męczy mnie zmuszanie się, by je głaskać
        okropne - prawda?

        ten stan bezustannego uczucia zmęczenia wszystkim, co się kochało, interesowalo
        takie fizyczne zmeczenie, choć nic się nie robi prawie
        to dodatkowo okropne przy tym psychicznym uczuciu bółu i absolutnej pewności,
        że wszystko jest bez sensu i kompletnie nie ma się z czego cieszyć
        ściskam Was Miłe, Dobre ...
        a.
    • aidka Re: Do Aidki 10.10.04, 02:08
      dzięki za zainteresowanie
      ja już od dawna, 2 miesięcy,chyba nie byłam u pani Dr
      czasem, bywalo, co tydzien latałam
      ale wtedy jeszcze chciałam żyć

      a teraz nie

      teraz mam plan
      przeprowadzam go konsekwentnie
      skoro leków do zabicia się zawsze było za malo, to teraz musi byc tyle, że
      słonia by zabilo

      ale to cięzko uzbierać
      dużo już mam
      ale za mało
      za mało - wciąż się boję

      i dlatego ta mordęga trwa i trwa
      i ją wyciszam pisząc tu
      czy jakies proste rzeczy robiąc
      ale bez relaniów czy innych stu tysięcy róznych - nic nie dałabym rady
      płakac moze
      a i to nie
      bo już mnie tylko taki suchy płacz dusi

      Pani Dr też działała na mnie kojąco
      nawet Jej to mówiłam - sam wygląd, sposób ubierana..
      takie stonowane kolory
      no i rozmowa
      to zawsze była ulga
      ale mnie już nie mozna pomóc

      kiedy Jej mówiłam jak ciężko mi mysleć, że nikomu nie będzie żal, gdy umrę
      tylu lżej się zrobi..
      mówiła, że jej bedzie żal, że jej zależy, bym żyła
      przytuliła mnie na do widzenia...

      teraz nie mam po co iść, bo nie chcę żyć
      nie mam tez kasy

      i po latach leczenia mam jej powiedzieć, że jednak przegrałam..?
      że interesuje mnie tylko doraźne sprawianie sobie ulgi - branie czegoś, co
      zdobędę za darmo, byle mniej bolalo,
      a jednocześnie zbieranie środków, które wystarczą na konieć totalny

      tylko to tak długo trwa
      ja się strasznie
      potwornie meczę
      to jest niewyobrażalne
      kiedy zjem jakies ilosci dorażnych ogłupiaczy po których inni spaliby 3 doby
      ja dopiero wtedy mogę napisać tu
      pokręcić się po tej ruderze ohydnej tutaj

      tak to wygląda

      nikt
      nikt kogo kocham nie chce , bym żyła
      chocby z tego powodu już dawno nie powinnam była żyć
      zawracać głowę Pani Dr
      a Ona
      nawet sama kazała dzwonić, do mnie dzwoniła - jak się czuję

      nawet mi łzy poleciały teraz
      nareszcie
      choc tyle

      Ty trzymaj się, Dziewczynko, Pani Dr
      nie bierz sama leków, nie odstawiaj sama tego, co Ona Ci przepisuje
      jest tak, jak mówisz
      to bardzo dobra, zaangazowana w los pacjenta lekarka
      zresztą dr Wasilewski - szef - nie proponowałby pracy w Centrum byle komu
      żyj
      żyj
      bardzo dziękuję
      a.
      • Gość: ola Re: Do Aidki IP: *.chello.pl 10.10.04, 02:25
        nie wiem, co napisać. O Jezu. Przeczytałam twoje posty (jako Aidki) i stałaś
        się dla mnie kimś...bliskim. To wtedy, kiedy miałaś problemy z komputerem.
        Myślałam o Tobie cały dzień. Tak bardzo bym chciała jakoś pomóc, a tu nie ma
        jak...Mogę tylko przyłączyć się do apelu, żebyś zadzwoniła dzisiaj, jutro do
        pani doktor. Na pewno nie zaszkodzi pogadać z kimś życzliwym.
        o.
        czy spóźnione życzenia urodzinowe nie zabrzmią jak ponury żart? Słyszałam
        kiedyś, że dwa miesiące po urodzinach, to najlepszy astrologicznie okres w
        roku. Może spróbuj jeszcze pożyć...
        • aidka Re: Do Aidki 10.10.04, 02:48
          Gość portalu: ola napisał(a):

          > nie wiem, co napisać. O Jezu.

          nie Oleńko
          nic nie jest ponurym żartem
          wzrusza mnie szczerze to, że tak piszesz
          naprawdę

          wiem , że cały czas jestem przykryta płaszczem z leków
          inaczej nie mogłabym włączyć komputera
          nawet przejść z pokoju do pokoju, gdzie on jest
          ale o tyle lepiej mi pod tym płaszczem, ze mogę cos napisać
          spróbowałam nawet włączyć się w inne wątki, gdzie , widzę, jedni, mocniejsi
          krzywdza drugich, słabych, może nawet bardzo chorych

          gdyby kiedykolwiek ktos przeżył godzinę prawdziwej choroby o jakiej tu mowa
          nie sądzę, by miał chęć gnębić innych chorych
          albo wysmiewać to, co mówilam : wolałabym byc bez rąk i nóg, niz tak cierpieć
          tylko ja bym z tego wyszła
          jak tyle razy wychodziłam
          czasem nawet sama
          bez lekarza
          leków
          ale już z doświadczeniem jak i wsparciem bliskiej osoby
          bo całkiem samej...to nie da rady

          teraz
          pisałam
          sytuacja jest wokół mnie tak dramatyczna, że nie mam żadnej motywacji, by
          próbowac się podnieść
          to nie jest mozliwe
          ktos musiałby poodkręcać wszystko, co się dzieje wokół mnie
          a tego nikt nie zrobi
          ja próbowałam i trwało to lata
          nie moge sobie zarzucić, ze siedziałam i nic nie robiłam
          wszystko zrobiłam : widziałam swe winy i onich mówiłam, przepraszałam,
          wyciagałam rękę, gdzie mogłam - pogodzić się ze światem...
          i nikt nie chciał...
          i usłyszałam tyle razy, że jestem nikt
          a bliska mi osoba w której oczach dostrzegłam pogardę dla mnie i mej
          choroby....- przeraziłam się
          - Ty mnie nienawidzisz. Za co ?! - powiedziałam...
          - Oj, wydaje mi się, że jest o wiele wiecej osób, które nienawidzą cie bardziej
          ode mnie...

          jesli się wie, że zrobiło się wszystko, by byc dobrym
          pozwoliło sie na siebie pluć
          dawać w twarz nadstawiając drugi policzek
          i nic...
          nic się nie zmieniło
          tyle osób...
          moja matka

          matka...
          jedyną córkę zostawiła
          na lat tyle
          i nie usłyszała złego słowa, gdy sie pojawiła
          nie chciała tego wykorzystać
          nie chciała pomóc
          jedynego dzieciaka, ile lat by nie miał, tak zostawić

          a były mąż
          tyle oszustw
          jego rodzice, jak moi, tak sądziłam
          nie moi
          już wiem

          i tyle, tyle jeszcze..
          nie da rady walczyc z tym wszystkim i jeszcze z jesienią...
          wiesz?
          nie da rady

          całuję Oleńko
          a.
          • Gość: ola Re: Do Aidki IP: *.chello.pl 10.10.04, 03:03
            były mąż...jest już byłym mężem. Mama. No nie udał się człowiek panu bogu. Syn,
            jeszcze młody, jeszcze dzieciak. Teściowie, też byli. Masz brata, co z nim?

            Te wszystkie głupie, okrutne słowa mogą wyjść tylko od kogoś, kto sam jest w
            środku przerażony. Albo prymitywny. Wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar.
            Trzeba - dla siebie - spróbować wybaczyć i iść dalej. Albo przeczekać. Jest coś
            takiego w ludziach, że wyczuwają, kto słaby i na nigo wylewają swoje żale,
            świry, demony. Zeby przez chwilę poczuć się silniejszym. I co z tego? I tak są
            nieszczęśliwi.

            Za długo żyłaś dla kogoś. Może spróbuj pożyć dla siebie? Na razie z lekami, a
            kto wie...Wiem, że mieszkasz w Warszawie i wiem, że masz przyjaciół na tym
            forum. Ale gdybyś czegoś potrzebowała...Będę tu zaglądać.
            • Gość: ola Re: Do Aidki IP: *.chello.pl 10.10.04, 03:21
              jeszcze piszesz, że za dużo spraw do odręcenia. Najpierw trzeba wyleczyć
              depresję, albo zaleczyć na początek. Potem stawy, zresztą one i tak poczują się
              lepiej, gdy Ty poczujesz się lepiej. Inne sprawy...później.
              • aidka Re: Do Aidki 11.10.04, 00:38
                ja o tym napisałam wyżej
                bo to szeroki jest problem
                pomyslałam też, że może komuś,komu jest tak bardzo cięzko, ale będzie miał siły
                dość i koncentracji, by przeczytac mój długi tekst, to ja jednak może odrobinkę
                pomogę opisując, jak ja walczyłam i zwyciężałam
                bo to jest do wygrania - zdrowie i życie w tej chorobie

                tylko mój przypadek wiąże się ze zbyt wielkim wachlarzem fatalnych okoliczności
                dlatego tu już nic nie ma sensu

                ale to, co wyżej umieściłam
                do pewnego momentu
                moze być jakąs wskazówką
                zwłaszcza dla tych, ktorych choroba dotkneła pierwszy raz
                albo dla tych do ktorych wróciła, a już sądzili, że poszła od nich na zawsze
                bo to jest do wyleczenia i nawet, gdy są nawroty, to mozna w nich znaleźć jeden
                pozytyw - uczą pogodzenia się z tym, że one będą, wiary, że się już nich
                wychodziło, to i teraz si,e wyjdzie i doświadczenia, jak to najlepiej robić

                moja opowieść, wskazówki czy ich próba raczej
                nie są uniwersalne, bo każdy jest inny
                inaczej wszystko przebiega u różnych osób
                ale może ktoś uwierzy mi, że bywało, iż sama nieomal zupełnie, wyłaziłam ze
                studni tak głębokich, że były blisko środka ziemi
                tyle, że nie było coraz goręcej im bliżej dna studni
                ale coraz większy lód zamrażał serce i to tak bardzo bolało

                ale mozna wyjść
                mozna
                pozdr.
                a.

            • aidka Re: Do Aidki 10.10.04, 19:07
              nie mam nawet brata tak naprawdę
              jestem jedynaczką
              nazywam bratem brata ciotecznego ze Szczecina - miejsca mojego także urodzenia
              trzyma za mnie kciuki
              każe mi pisać, choc wiem, że nie czyta dokladnie
              piszę jednak
              tylko to mogę

              ja myslę, że gdyby koło mnie był ktoś, komu zalezy...
              ja nie umiem walczyc o siebie dla siebie
              nigdy nie umiałam
              to wiąże się też z potrzebą akceptacji
              wiesz - że , jesli zrobię wysiłek, coś ponad Smutkiem, to ucieszę kogoś, komu
              jestem bliska - mamę, brata, siostrę, przyjaciela - a nie ma nikogo takiego ze
              mną i nigdy już nie będzie,kto powiedziałby, gdy sama wyjdę do sklepu i kupię
              bułki, albo wyjdę do ogródka posprzątać, że jestem dzielna i że ten ktoś się
              cieszy..

              ja mam ten feler, że czas u mnie nie leczy ran

              wiele osób, w tym psychiatra, mówią to, co Ty
              i macie rację
              ale ja nie umiem tego zrobić
              nie mozna przestać myslec o tym, co samo wchodzi do mózgu i siedzi tam, uprawia
              bolesne harce, jak moje mysli krążące neuronami i skaczące przez synapsy

              z mężem...
              byloby dalece łatwiej, gdyby wszystko rozegrało się tak, jak sam proponowal
              jak sie umawialismy
              teraz, gdy okazało się, że oszukal mnie ze wszystkim
              kompletnie, na każdym etapie
              że wspieral mnie początkowo tylko po to, bym nie usilowała apelować, domagac
              się swego /nie mogłam wtedy i tak tego zrobić, bo byłam zastygłym w bólu
              manekinem przez niego poruszanym /
              ale on objechał nawet dalszą rodzine ze strony mej matki, by opowiadać, jak to
              mnie wspaniale zabezpieczył
              teraz wiem, że wszystko po to, by uspić moją czujnosć
              by ewentualnie moja rodzina za mnie nie próbowała mnie zabezpieczyć, doradzić,
              by nie opierać sie o słowa, obietnice, ale o sąd i notariuszu
              chodziło o to, żeby uspic tę czujność i dotrwac do chwili, gdy miną terminy
              wszelkich mozliwych apelacji
              i one minęły
              w tym momencie i chwili gdy na dobre związał się z nastepną kobietą, wszystko
              się raptem zmieniło
              nawet nie o pieniądze głównie chodzi
              o sterty jego deklaracji natury emocjonalnej bardziej
              ja tego nie moge przeboleć
              ktoś, kto tyle byl ze mną, jestem matką jedynego jego syna, jedynego dziecka -
              tak mnie skaleczył i kaleczy cały czas
              ta świadomość, że czlowiek, któremu ufałam bardziej, niż sobie samej, z którym
              pewno bym się nie rozstała, gdyby nie kradł powiadomień o terminach rozpraw, w
              tym, pojednawczych, gdzie pewno do rozwodu by wcale nie doszło, jesli dano by
              mi możliwość udziału w takiej rozprawie - ta wiedza mnie rozwala
              jak precyzyjnie obmyślony miał plan on, który chcial się mnie pozbyć, a robiąc
              to oszukiwał dla pieniedzy

              ja mam najnizszą z mozliwych rent
              wie, sam to mówi do tej pory, że bardzo jestem chora
              on ma zarobki duzo ponad przeciętne
              bogatą rodzinę
              to, że on mnie, de facto skazał na przytułek albo smierć sprawia, że nie umiem
              choćby przymglic pamięci o tym
              nie
              nie jest to chęc odwetu czy cos takiego
              tylko ten żal - że ktos tak mi bliski , dla pieniędzy, zrobił cos takiego
              że wie, jak choruję, że nie dojadam i ....buduje rezydencje dla swej nowej pani
              więc pieniądze są potrzebne...

              myślałam duzo o tym czemu aż tak świeże jest to wszystko
              i
              Boże
              bo każdy dzien rozpaczy, rezygnacja z leczenia, niekupione truskawki, płyta
              brodki - wszystko mi to przypomina

              gdyby on choć nie zabrał mi przy okazji tego, co ja sama mialam
              naprawdę moglabym się sama utrzymać
              miec na leki, leczenie, a tak - boje się każdego miesiąca
              najbardziej czynszu i wyłączenia prądu - więc to musze przede wszystkim oplacic
              i miec jedzenie dla kotów, a dopiero potem moje jedzenie
              więc wiesz - mi to ciągle i ciągle jest przypominane
              że on tak mi może robić
              to dla mnie nie do pojęcia
              zupełnie
              nie do pojęcia

              dziś wstałam o 15-tej
              bo tak nie chce mi się do świata wychodzić
              i pierwsze, co zrobiłam to wpakowałam w siebie zastrzyki, jakies doustne
              rzeczy, by ból ustał
              mnie na dodatej, jak każdemu, kto o czyms intensywnie mysli w ciagu dnia nie
              mogąc tych mysli odpędzić, śni się wciąż, jak on mnie wygania, cała jego
              rodzina, która kochałam i kocham, sądziłam też, że jestem kochaną
              wyganiają mnie, powtarzają groźby, które robił mi na jawie, gdy zaczełam
              upominac się o to, co obiecał
              że "zamknie mnie w psychiatryku", "zrobi ze mnie żebraczke i wyląduję na
              ulicy", że "nigdy nie zobaczę syna, synowej, domu , konina," że jesli spróbuje
              przyjechać, to on się postara, "by przywitał mnie kordon policji ", a do domu
              mogę przyjechać, gdy zechcę umrzeć tam.

              dom jest b. ważny
              budowałam go razem z nim
              on mieszka z tamtą i jej dziecmi w jej wielkim domu
              buduje jej kolejny
              a w moim mieszka tylko syn
              bo żona od niego odchodzi, wraca itd.
              umiałabym byc pomocna
              sprężam się, gdy bliskim jest źle
              egoistycznie to dziala - czyjeś klopoty, mnie stawiają na nogi
              nie mogłabym umrzec, gdyby cos zagrażało synowi
              choć on mnie nie kocha i nie chce
              ale umiałabym pomóc
              tylko mąż, wbrew umowie, nie pozwala mi tam przyjechać
              boję się go
              w koninie jest kimś
              ja już nie

              pisałam tu - na depresje z nawrotami, często bardzo cięzkimi z próbami
              samobójczymi, bardzo dawno choruję
              ale nigdy nie było tak, bym była w teh chorobie osaczona beznadziejnym bagnem
              zła z każdej absolutnie strony
              rozstrzaskane jest wszystko, co kochałam i na czym mi zależało
              wszystko
              i dlatego wiem, że tym razem, z tego nie wyjdę
              zresztą nic nie robie , by wyjśc, ale by przetrwac do chwili, gdy będe miała
              jak skutecznie, bez bólu, estetycznie się zabić
              tak to wygląda

              ale jest tu wiele osób, które, są do uratowania
              myslę, że są
              którym cięzko, ale nie mają mysli samobójczych
              a na dodatek nie wiedzą nic o swej chorobie
              o tym , że mozna ją leczyć

              są też tacy, którzy szarżują hasłem depresja, jakby mówili o kacu nastepnego
              dnia po naduzyciu płynów pewnych
              wyolbrzymiają
              podczas, gdy depresji towarzyszy tyle klasycznych objawów
              łatwo odróżnic ją od psychicznego dołka
              wszystkim im mozna pomóc
              mnie nie
              wiesz?
              ściskam
              dzieki za poświęcony czas
              przepraszam za ew. blędy
              kiedyś czytałam sto razy tekst przed wysyłaniem, by nie bylo nawet literówki, a
              teraz...
              no
              nie czytam
              a.
      • Gość: ONA Re: Do Aidki IP: *.crowley.pl 10.10.04, 15:17
        Przeczytałam i... jeszcze mi smutniej. Sama nie wiem co mam napisać...
        Jedyna pociecha w tym, że trafiłyśmy na dobrego lekarza (ja całkiem "z ulicy").
        Może jednak warto abyś skontaktowała się z Doktor, mimo wszystko!
        Jestem z Tobą, pa !!!

        Nie mam sumienia dołować Cię moją historią, bo wyszłaby z tego encyklopedia.
        Sama Dr przyznaje, że są sytuacje, kiedy nie ma tabletek na lepsze życie...
        Ale biorę małe dawki antydepresantów, trudno je dobrać bo mam wiele poważnych
        schorzeń somatycznych i uspakajacze (staram się zmniejszać dawki, ale ciężko
        idzie). Dr też twierdzi,że to raczej nie typowa depresja, ale nerwica reaktywna
        na stres.
        Pozdrawiam i ściskam wirtualnie !
        • aidka Re: Do Aidki 11.10.04, 00:53
          Ona...
          ale mnie nie katują historie innych

          wyznaję zasadę, o czym zresztą pisałam Iron, że każdy człowiek jest altruistą,
          bo jest... egoistą

          nie to, że cieszy mnie, broń Boże, nieszczęście innych, ale jakby budzi z
          letargu i stawia często w gotowosci bojowej szare komórki
          prowokuje do działania
          nie zawsze się udaje odciągnąć mnie od siebie samej, ale często tak
          naprawdę często się jednak udaje
          i myslę jak pomóc komuś, a już samo takie myslenie jest pomocą dla mnie
          stad mówię o egoistycznym altruizmie

          jesli zechcesz mi zaufać, tu albo na priva napisać o Tobie, z pewnością uważnie
          przeczytam, może będę umiała powiedzieć coś mądrego, wpaść na jakiś pomysł,
          który choćby minimalnie ulży Tobie

          ja do dr T też z ulicy trafiłam
          chodziłam do niej, gdy jeszcze na modzelewskiego byli
          tj. część obecnej obsady
          tam o tyle nabrałam zaufania do placówki, e współszefował dr Wasilewski, a jego
          znałam ze stałych audycji w tv
          niezbyt pilnie oglądałam, jak wszystko ostatnio
          ale na tyle pilnie, by zobaczyć światłego lekarza i człowieka, który mówi
          rzeczy mądre i dobre
          i to, co pisałam - ktoś taki nie mógł dobierać sobie byle kogo do współpracy, a
          nasza doktor, której pracę zaproponował, tego dowodem
          gdy przeszli na Nabielaka i tam dr Wasilewski szefuje już sam, to ni chwili nie
          myslałam, gdy dr T. spytała czy chcę zostac w tamtej placówce czy do niej
          chodzić już na nabielaka.
          to było oczywiste, że do niej...

          gdybyś chciała do mnie napisac na priva, to najlepszym adresem jest
          Aleksandra_Zawisza@wp.pl

          bo do skrzynki gazetowej rzadko zaglądam...
          bardzo ściskam
          i jestem Ci wdzięczna, że nawiązałaś ze mną rozmowę
          a.
          • Gość: ola Re: Do Aidki IP: *.chello.pl 11.10.04, 02:09
            jesteś jeszcze?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka