Dodaj do ulubionych

Znowu Kachna do Rumiankowej :))

IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 06.07.02, 11:59

Czesc Rumiankowa,
Az utworzylam nowy watek. Wiesz co, Ty masz zdecydowanie jakies wlasnosci
terapeutyczne i ja nie zartuje. :))Myslalas o tym, by zostac terapeuta? Mysle
sobie, ze bylabys wiarygodna, bo sama masz swoje rozne przejscia, a teraz
radzisz sobie lepiej ze soba i w ogole. Czy ta szkola, w ktorej teraz jestes ma
cos wspolnego z pomaganiem ludziom?

<< :) Wiesz, ja do tej pory wszystko przeliczalam na potencjalnie zgubione
kilogramy ;) Np. jak szlam na 3 miesiace na terapie to automatycznie liczyłam
sobie ile można schudnąć po 3 miesiącach i ile będę ważyć, paranoja ;) Całe
życie
tak przeliczane, liczenie, że "następnego lata" będę szczupła i coroczny zawód,
że jednak nie. I wieczne odkładanie różnych spraw, szczególnie życia
towarzyskiego na "szczuplejszy" czas. Bzdura. >>

Nic dodac. Nadal tak mysle, niestety.

<<Tak to ja bym mogła czekać "z
życiem" do starości. I naprawdę, jak gdzieś czytałam, że nie tędy droga to i
tak nie wierzyłam, że mogłabym być szczęśliwsza i nadal pulchna. >>

Dokladnie tak.


<<A mi też "nie udało się" skończyć żadnych studiów i nie zwalam tego na
depresję.

Studia nie są obowiązkowe :) Ja to sobie marzę, że kiedyś, pójdę po nauki
uniwersyteckie jako pani czterdziestoletnia :) I nic mi nie ucieknie.>>

Z tymi studiami mnie pocieszylas jakos. Dziekuje :). Ciagle jeszcze przejmuje
sie tym, co pomysla znajomi, rodzina. Ze leniwa kretynka ze mnie, skoro nie
skonczylam niczego. Jeszcze nie umiem tego olac. I mam pewne plany w zwiazku ze
studiami. Oczywiscie, jak troche schudne ;)))i juz bede piekna i wspaniala.
Chore, prawda?
Czasem sie smieje, ze jest jeszcze uniwersytet trzeciego wieku ;)), wiec jakby
co...

Pozdrawiam Cie bardzo,

Kachna :)
Obserwuj wątek
    • Gość: Ruminka Re: Znowu Kachna do Rumiankowej :)) IP: *.erathia.szczecin.pl 08.07.02, 15:22
      Witaj ponownie :) To mamy teraz miejsce dla siebie - choc na pewno nie bedziemy
      mialy za zle, jesli ktos ma ochote sie prezylaczyc :)

      > (..)Myslalas o tym, by zostac terapeuta? (..) Czy ta szkola, w ktorej teraz
      jestes ma cos wspolnego z pomaganiem ludziom?

      Hihi, ale mnie pieknie skomplementowalas. No nie wiem, czasem dobrze czuje
      problem (a jak nie czuc czegos co sie samemu przezylo i z czym nadal sie zmaga?),
      po prostu Cie rozumiem. A moja szkola owszem zajmuje sie szkoleniem w pamaganiu.
      Teoretycznie (bo praktycznie to wiadomo jak jest z pracą) mozna po niej pracowac
      we wszelkich placowkach pomocy spolecznej, domach 'spokojnej starosci', domach
      dziecka, opiece spolecznej itd. Ja sobie juz w podstawowoce wymarzylam prace w
      domu dziecka, ale do tej pory wydawalo mi sie to nieosiagalne, szczegolnie w
      okresie kiedy mialam tylko wyksztalcenie zawodowe :)

      Teraz czuje jak wiele moge jeszcze zdzialac.

      > (..) Ciagle jeszcze przejmuje
      > sie tym, co pomysla znajomi, rodzina. Ze leniwa kretynka ze mnie, skoro nie
      > skonczylam niczego. Jeszcze nie umiem tego olac. I mam pewne plany w zwiazku ze
      > studiami. Oczywiscie, jak troche schudne ;)))i juz bede piekna i wspaniala.

      :)) Znam to :) Dlugo tak myslalam, az w koncu mialam tak dosc siedzenia i
      chorowania w domu, ze w wielkiej desperacji poszlam do liceum wieczorowego -
      poszlam jak stalam - ze wszystkimi kilogramami ;)

      A rodzina, znajomi... ja tez sie przejmuje, nie umiem (nie chce?) udawac, grac i
      czesto jak juz sie zaangazuje w rozmowe to wale szczeroscia i wychodze na
      gburowatą dzikuske. A co tam, gorzej bym sie czula przytakujac z usmiechem.
      Kwestia wyboru ;)

      A jak tam (jesli moge spytac) Twoje kontakty z ludzmi? U mnie kiedys przewazal
      strach, zawstydzenie, skrepowanie itd. Teraz juz sie nie boje, nie jestem az tak
      skrepowana i nie strasze miną w stylu "nie zblizac sie!" ;) Im bardziej godze sie
      ze sobą (jeszcze nie smię pisac o lubieniu siebie :), tym latwiej mi wsrod ludzi.

      Pozdrawiam z usmiechem :)
      Rumiankowa
      • Gość: Kachna Re: Znowu Kachna do Rumiankowej :)) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 08.07.02, 20:22
        > Witaj ponownie :) To mamy teraz miejsce dla siebie - choc na pewno nie bedziemy
        >
        > mialy za zle, jesli ktos ma ochote sie prezylaczyc :)
        >
        Jasne, niech sie przylaczaja :)

        Czesc tak w ogole :)
        > >
        > Dzisiaj jakos niefajnie sie czuje. Poplakalam sie z durnego powodu. Ze trudno
        jest kupic jakikolwiek ciuch na moje obecne rozmiary. Bo za mloda jestem, zeby
        sie ubierac jak ciocie po 50- tce ;). Ach...
        > > >
        > > >
        > A jak tam (jesli moge spytac) Twoje kontakty z ludzmi? U mnie kiedys przewazal
        > strach, zawstydzenie, skrepowanie itd.

        Kiedy wygladam jak wielorybica, to czuje sie b. niepewna siebie (na granicy fobii
        spolecznej). Niesmialosc na maksa - maskowana oczywiscie "ze mi nie zalezy". Boje
        sie oceny ludzi. Facetow w szczegolnosci. Teraz czuje sie bardzo, bardzo
        zawstydzona w kontaktach z ludzmi. Czuje, ze wiesz o co chodzi.

        Kiedy szczupleje i czuje sie dobrze - jestem duzo bardziej otwarta,spontaniczna i
        odwazna. Wtedy lubie wychodzic do knajpy, uwielbiam tanczyc, ciesze sie zyciem i
        swoim cialem. Wtedy bywam wrecz nadtowarzyska :)). Z checia poznaje nowych ludzi,
        umawiam sie ze starymi znajomymi, przyjaciolmi. Choc mimo, ze bywam szczupla, to
        mam w glowie ciagle stara plyte z myslami z czasow, kiedy bylam gruba. Cialo sie
        zmienia, a mysli zostaja. Czy wiesz o czym mowie?

        Pewnie ciezko pracowalas i pracujesz nad akceptacja siebie.

        > Im bardziej godze s
        > ie
        > ze sobą (jeszcze nie smię pisac o lubieniu siebie :), tym latwiej mi wsrod ludz
        > i.

        Zgadzam sie i wiem jak to bywa. Czy u Ciebie zgoda na siebie wiaze sie w 99% z
        tym jak wygladasz? U mnie - niestety tak. W 155 % ;))). Latwiej mi sie godzic,
        gdy jest mnie mniej ;)). Wtedy jestem lepsza dla siebie i dla swiata.

        Chociaz nie mam co narzekac, bo mam wokol siebie co najmniej 3 b. bliskie
        kolezanki (ze nie bojmy sie tego slowa - przyjaciolki), ktore znaja moj problem
        juz od kilku lat i nadal chca sie ze mna przyjaznic (ku mojemu zdziwieniu ). Sa
        niezwykle wyrozumiale, wlasciwie, to szczesciara ze mnie, ze je "mam". W "czasach
        swietnosci" mialam duzo znajomych. Coz, 3, czy 4 osoby to moze nie jest duzo, ale
        sa ludzie ktorzy nie maja nikogo, prawda? A Ty, masz wokol siebie przyjaciol?
        (glupie pytanie ;)),jestem pewna, ze masz :).

        Twoje posty sa tak pogodne, mam wrazenie, ze udalo Ci sie nabrac dystansu do
        siebie samej. W ogole, czy Ty tez zmagalas sie z deprecha?

        Rozpisalam sie potwornie :)

        Pozdrawiam bardzo, :)))


        >
        • Gość: Ruminka Re: Tu Rumiankowa :) IP: *.erathia.szczecin.pl 10.07.02, 15:06
          Czesc Kasia :) Jak dobrze ja to znam o czym piszesz! I rozpacz przy kupowaniu
          ciuszkow i "odżywanie" kiedy mnie mniej i wstyd kiedy czuję, że więcej. Tyle, ze
          ostatnio mi sie przestawilo - czuje sie lepiej nie tylko kiedy juz lepiej (tj
          szczuplej;) wygladam, ale rowniez kiedy robie cos w kierunku zadbania o siebie.
          Np bieganie, gimnastyka, uwielbiam wszelkie kremy i maseczki, lubie czasem
          pomalowac paznokcie (co wczesniej bylo wg mnie zabiegiem.. zalosnym;) itd.
          Np dzisiaj mam niezlego stresa - ide pierwszy raz na jogę, grupa dla
          poczatkujacych juz zaczela spotkania tydzien temu, a wiec sie znają, ja nowa i to
          w aktywnosci wsrod obych ludzi - to dla mnie duuuuze wyzwanie. I msksymalnie sie
          mobilzuję, robie chyba wszystko co moze ulatwic to zadanie. Przygotowane ubranie,
          wszystkie rzeczy, no i oczywiscie maksymalne zajmowanie sie cialem :) Depilacja,
          kremowanie itd, a dodatkowo biegi - to mi b. pomoze. Mam juz skurczony zolądek
          itd, ale nie zrezygnuje - pojade tam i bede cwiczyc!

          Co do przyjaciol to zgadlas, mam 4 b. bliskie osoby (oprocz męża). Wiekszosc to
          tez "neurotycy", tylko jedna stara przyjaciolka z podstawowki.

          A depresja - oczywiscie, ze sie z nia zmagam :) Nie napisze w czasie przeszlym,
          bo to jeszcze nie zakonczony proces, ale idzie ku lepszemu :)

          Ciesze sie z naszej pogawedki, b. mila, malo takich :)
          Musze konczyc, bo czas sie szykowac do Wielkiego Wyjscia, mobilizacja na maska,
          trzymaj za mnie kciuki!

          Rumiankowa
          • Gość: Kachna Re: Kachna gada do Rumiankowej :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 10.07.02, 16:19
            > Czesc,

            Trzymam kciukasy za joge :)). I jak bylo? Ha, znowu cos nas laczy :)). Tez kiedys
            lazilam na joge, wiesz? :)Wlasciwie to byla hatha -joga. Joga to mysle dobra
            rzecz, ale trzeba miec mase cierpliwosci do ciala, ktore sie buntuje i nie chce,
            zeby bolalo. Zycze Ci wytrwalosci :)). Slyszalam tez, ze dobrze jest cwiczyc
            oddychanie przeponowe, dziala ponoc uspokajajaco.

            Wiesz Rumiankowa, nie moge sie doczekac, kiedy znowu wroce do zycia, jakie
            prowadzilam jeszcze pol roku temu. Z niecierpliwoscia patrze na to, co jeszcze
            chcialabym zrobic. Kiedy znowu zechce mi sie tanczyc, plywac, cwiczyc dla
            przyjemnosci - wlasnie -. Marze, zeby kupic sobie wreszcie dzinsy (wcale nie
            obcisle, zwyczajne :), zeby przestac sie zakrywac za parawanami z wielkich
            ciuchow.
            Zazdroszcze Ci bardzo, ze jestes juz na tak dobrej drodze. Zazdroszcze - bo wiem
            jak to smakuje, kiedy zaczyna sie oswajac sie z wlasnym, niedoskonalym cialem,
            wiem jak to bywa, kiedy jest lepiej i kiedy chce sie znowu zyc i przyznawac do
            siebie w lustrze.Po raz kolejny jestem na samym poczateczku drogi. Przeraza mnie
            jedynie to, ze wychodzenie z tego moze potrwac nawet kilka lat.

            Napisalas:
            czuje sie lepiej nie tylko kiedy juz lepiej (tj
            > szczuplej;) wygladam, ale rowniez kiedy robie cos w kierunku zadbania o siebie.
            >
            > Np bieganie, gimnastyka, uwielbiam wszelkie kremy i maseczki, lubie czasem
            > pomalowac paznokcie (co wczesniej bylo wg mnie zabiegiem.. zalosnym;) itd.

            No skad ja to znam? :)))) Zgadzam sie, zgadzam sie, zgadzam sie z Toba:)))))
            >
            Np dzisiaj mam niezlego stresa - ide pierwszy raz na jogę, grupa dla
            > poczatkujacych juz zaczela spotkania tydzien temu, a wiec sie znają, ja nowa i
            > to
            > w aktywnosci wsrod obych ludzi - to dla mnie duuuuze wyzwanie.

            Na pewno sobie poradzilas.

            >Depilacja > kremowanie itd, a dodatkowo biegi - to mi b. pomoze.

            Znowu zabrzmailo znajomo :)).

            Mam juz skurczony zolądek
            > itd, ale nie zrezygnuje - pojade tam i bede cwiczyc!

            To mi sie podoba u Ciebie, ze Ty sie nie poddajesz .
            >
            > Co do przyjaciol to zgadlas, mam 4 b. bliskie osoby (oprocz męża). Wiekszosc to
            >
            > tez "neurotycy", tylko jedna stara przyjaciolka z podstawowki.

            Witamy w "klubie neurotykow" ;)). Moi znajomi i przyjaciele sa w
            wiekszosci "zakreceni" (ja nie jestem lepsza). Kazdy z nas ma jakies swoje
            odpaly. Moze dlatego trzymamy sie razem, bo to daje sile (nie ja jedna
            miewam "schizy" :))).Najblizsze relacje mam jednak z kobietami. Faceci - tu mam
            jeszcze sporo do przepracowania, jak sadze. Jesli to nie jest niedyskretne
            pytanie, to jak u Ciebie bywalo/ bywa w relacjach z facetami? Chodzi mi o to czy
            tez przejmowalas sie obsesyjnie swoim wygladem, czy czulas sie niepewnie w ich
            towarzystwie itd? Jesli to zbyt osobiste pytanie - nie musisz odpowiadac, dobrze?
            >
            > A depresja - oczywiscie, ze sie z nia zmagam :) Nie napisze w czasie przeszlym,
            >
            > bo to jeszcze nie zakonczony proces, ale idzie ku lepszemu :)

            Dobrze to znam, Rumiankowa, nawet nie podejrzewasz jak dobrze.

            Jezu mam nadzieje, ze Ci sie nie narzucam tym swoim gadulstwem na forum.

            Trzymaj sie zdrowo (we wszelkim znaczeniu tego slowa :)).


            Pozdrawiam bardzo :))

            Kachna
            p.s. A, Kachna to moj powiedzmy pseudonim artystyczny ;))). Ale nie przeszkadza
            mi zupelnie, kiedy zwracasz sie do mnie Kasiu :)). To urocze bardzo :)))
            p.s. o Jezu, jeszcze jedno - przyslali mi z tego Krakowa (thereat)jakies broszury
            i troche jak dla mnie, sa miejscami za mocno naukowe. Czytalas je moze? Nie
            rozumiem, czy to jest jakas szkola, czy zwyczajna terapia ?Pytam tak z ciekawosci.
            A w ogole, od wczoraj biore seronil i w najblizszych dniach ide obadac sprawe u
            dwoch lekarzy. Pomalu pomalu, jakos to, kurcze, bedzie.
            No to pa :)
            >
            > >
          • Gość: Kachna Re: Kachna gada do Rumiankowej :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 10.07.02, 16:31
            > Czesc,

            Trzymam kciukasy za joge :)). I jak bylo? Ha, znowu cos nas laczy :)). Tez kiedys
            lazilam na joge, wiesz? :)Wlasciwie to byla hatha -joga. Joga to mysle dobra
            rzecz, ale trzeba miec mase cierpliwosci do ciala, ktore sie buntuje i nie chce,
            zeby bolalo. Zycze Ci wytrwalosci :)). Slyszalam tez, ze dobrze jest cwiczyc
            oddychanie przeponowe, dziala ponoc uspokajajaco.

            Wiesz Rumiankowa, nie moge sie doczekac, kiedy znowu wroce do zycia, jakie
            prowadzilam jeszcze pol roku temu. Z niecierpliwoscia patrze na to, co jeszcze
            chcialabym zrobic. Kiedy znowu zechce mi sie tanczyc, plywac, cwiczyc dla
            przyjemnosci - wlasnie -. Marze, zeby kupic sobie wreszcie dzinsy (wcale nie
            obcisle, zwyczajne :), zeby przestac sie zakrywac za parawanami z wielkich
            ciuchow.
            Zazdroszcze Ci bardzo, ze jestes juz na tak dobrej drodze. Zazdroszcze - bo wiem
            jak to smakuje, kiedy zaczyna sie oswajac sie z wlasnym, niedoskonalym cialem,
            wiem jak to bywa, kiedy jest lepiej i kiedy chce sie znowu zyc i przyznawac do
            siebie w lustrze.Po raz kolejny jestem na samym poczateczku drogi. Przeraza mnie
            jedynie to, ze wychodzenie z tego moze potrwac nawet kilka lat.

            Napisalas:
            czuje sie lepiej nie tylko kiedy juz lepiej (tj
            > szczuplej;) wygladam, ale rowniez kiedy robie cos w kierunku zadbania o siebie.
            >
            > Np bieganie, gimnastyka, uwielbiam wszelkie kremy i maseczki, lubie czasem
            > pomalowac paznokcie (co wczesniej bylo wg mnie zabiegiem.. zalosnym;) itd.

            No skad ja to znam? :)))) Zgadzam sie, zgadzam sie, zgadzam sie z Toba:)))))
            >
            Np dzisiaj mam niezlego stresa - ide pierwszy raz na jogę, grupa dla
            > poczatkujacych juz zaczela spotkania tydzien temu, a wiec sie znają, ja nowa i
            > to
            > w aktywnosci wsrod obych ludzi - to dla mnie duuuuze wyzwanie.

            Na pewno sobie poradzilas.

            >Depilacja > kremowanie itd, a dodatkowo biegi - to mi b. pomoze.

            Znowu zabrzmailo znajomo :)).

            Mam juz skurczony zolądek
            > itd, ale nie zrezygnuje - pojade tam i bede cwiczyc!

            To mi sie podoba u Ciebie, ze Ty sie nie poddajesz .
            >
            > Co do przyjaciol to zgadlas, mam 4 b. bliskie osoby (oprocz męża). Wiekszosc to
            >
            > tez "neurotycy", tylko jedna stara przyjaciolka z podstawowki.

            Witamy w "klubie neurotykow" ;)). Moi znajomi i przyjaciele sa w
            wiekszosci "zakreceni" (ja nie jestem lepsza). Kazdy z nas ma jakies swoje
            odpaly. Moze dlatego trzymamy sie razem, bo to daje sile (nie ja jedna
            miewam "schizy" :))).Najblizsze relacje mam jednak z kobietami. Faceci - tu mam
            jeszcze sporo do przepracowania, jak sadze. Jesli to nie jest niedyskretne
            pytanie, to jak u Ciebie bywalo/ bywa w relacjach z facetami? Chodzi mi o to czy
            tez przejmowalas sie obsesyjnie swoim wygladem, czy czulas sie niepewnie w ich
            towarzystwie itd? Jesli to zbyt osobiste pytanie - nie musisz odpowiadac, dobrze?
            >
            > A depresja - oczywiscie, ze sie z nia zmagam :) Nie napisze w czasie przeszlym,
            >
            > bo to jeszcze nie zakonczony proces, ale idzie ku lepszemu :)

            Dobrze to znam, Rumiankowa, nawet nie podejrzewasz jak dobrze.

            Jezu mam nadzieje, ze Ci sie nie narzucam tym swoim gadulstwem na forum.

            Trzymaj sie zdrowo (we wszelkim znaczeniu tego slowa :)).


            Pozdrawiam bardzo :))

            Kachna
            p.s. A, Kachna to moj powiedzmy pseudonim artystyczny ;))). Ale nie przeszkadza
            mi zupelnie, kiedy zwracasz sie do mnie Kasiu :)). To urocze bardzo :)))
            p.s. o Jezu, jeszcze jedno - przyslali mi z tego Krakowa (thereat)jakies broszury
            i troche jak dla mnie, sa miejscami za mocno naukowe. Czytalas je moze? Nie
            rozumiem, czy to jest jakas szkola, czy zwyczajna terapia ?Pytam tak z ciekawosci.
            A w ogole, od wczoraj biore seronil i w najblizszych dniach ide obadac sprawe u
            dwoch lekarzy. Pomalu pomalu, jakos to, kurcze, bedzie.
            No to pa :)
            >
            > >
            • Gość: Ruminka Re: A czesc :) IP: *.erathia.szczecin.pl 12.07.02, 16:09
              Swietnie trzymasz kciuki! Udalo sie :) Spiecie na maksa, ale bylam, cwiczylam i
              bede chodzic regularnie. Podoba mi sie taka 'nauka o ciele', na pewno mi to
              pomoze z oswajaniem sie i poznawaniem wlasnego ciala i jego reakcji. Mialam jeden
              krepujacy moment, kiedy prowadzacy pokazywal na mnie cwiczenie i to w moich
              najgorszych rejonach - tylek, biodra, uda ;) Brrr... ale nie czulam sie tak
              tragicznie, jakbym sie czula jeszcze pare miesiecy temu.

              > Wiesz Rumiankowa, nie moge sie doczekac, kiedy znowu wroce do zycia, jakie
              > prowadzilam jeszcze pol roku temu.

              Rozumiem, ze przeszkoda sa 'tylko' kilogramy?

              > (..) Kiedy znowu zechce mi sie tanczyc, plywac, cwiczyc dla
              > przyjemnosci - wlasnie -

              Czyli znasz to wszystko, to juz duzo, bo WIESZ, ze mozna tak zyc. Byle nie
              przesadzac - nawet joga tego uczy, pamietasz? Niedobry jest nadmiar tak jak
              niedobor. ROWNOWAGA wysoce wskazana :) A nie chcialabys znow chodzic na joge?

              . Marze, zeby kupic sobie wreszcie dzinsy (wcale nie
              > obcisle, zwyczajne :)

              A ja marzylam o sztruksach, ale zawsze sadzilam, ze nie warto sie wysilac i jak
              juz cos kupowalam to wlasnie workowate, bez wiekszego mierzenia, byle na mnie
              weszlo. A teraz mam sztruksy, wszystko jest mozliwe ;)

              > (..)Po raz kolejny jestem na samym poczateczku drogi. Przeraza mnie
              > jedynie to, ze wychodzenie z tego moze potrwac nawet kilka lat.

              Wychodzenie tzn samo chudniecie czy przestawienie sie na rownowage i
              racjonalnosc? To drugie (wg mnie) jest trudniejsze, ale z drugiej strony mozna to
              szybciej osiagnac :)

              > To mi sie podoba u Ciebie, ze Ty sie nie poddajesz .

              To dopiero od niedawna - od paru miesiecy (czy roku). Wiecej od siebie wymagam,
              wiecej wyzwan (wyzwan na swoja miare hehe) podejmuje. A jakies 27 lat
              funkcjonowalam inaczej - czyli mozna sie przestawic!

              > Witamy w "klubie neurotykow" ;)) (..)

              "Swojaki" lepiej sie rozumieja :)

              > (..) Jesli to nie jest niedyskretne pytanie

              Nie ma niewlasciwych pytan, mozesz pytac o co chcesz.

              > to jak u Ciebie bywalo/ bywa w relacjach z facetami? Chodzi mi o to czy
              > tez przejmowalas sie obsesyjnie swoim wygladem, czy czulas sie niepewnie w ich
              > towarzystwie itd?

              Wiesz, ja to bardziej sie krepowalam (i nadal tak jest, choc nie w takiej
              skali) .. kobiet/dziewczyn. Ciezko bylo mi znalezc z nimi wspolny jezyk, wydawaly
              mi sie..hmm... prozne i o wiele bardziej oceniajace niz faceci. Nikt tak nie
              skrytykuje wygladu kobiety jak druga kobieta. Widza wiele rzeczy, ktorych faceci
              nie dostrzegaja i jak dla mnie sa o wiele bardziej krytykanckie. Bardziej mnie
              przerazają ;)
              Z facetami czuje sie o wiele swobodniej, na kolezanskich zasadach. A co do
              relacji zwiazkowych to jako nastolatka mialam dwoch chlopakow - oboje poznani w
              nieco "szczuplejszym" okresie, ale wcale nie bylam idealem wagowym ;) Zawsze bylo
              troszke wiecej. Swojego meza tez poznalam jak bylam szczuplejsza (taka prawie ..
              normalna), to bylo 10 lat temu i jakos mi sie szybko przytylo. Jemu to nie
              przeszkadza, jest slepo zakochany i powtarza mi ze jestem najpiekniejsza ;)
              Przeszkadza mu tylko to, ze ja sie przejmuje swoim wygladem i np rezygnuje z
              wyjscia, albo zle sie czuje. Ale to wszystko powoli zamienia sie w przeszlosc,
              teraz jest inaczej (jak juz wiesz).

              > Jezu mam nadzieje, ze Ci sie nie narzucam tym swoim gadulstwem na forum.

              Jasne, ze nie. Milo mi sie gada :))

              > p.s. A, Kachna to moj powiedzmy pseudonim artystyczny ;)))

              A w jakiej dziedzinie sie "wyżywasz"? Nie mow, ze piszesz wiersze :)

              > (..) przyslali mi z tego Krakowa (thereat)jakies broszury (..)

              Niestety, nie moge Ci w tym pomoc, bo ja tego nie widzialam, przepisalam tylko
              reklame z "Charakterow". A moze napisz do niech maila z pytaniami? A tak w ogole
              to co tam ciekawego pisza?

              > A w ogole, od wczoraj biore seronil i w najblizszych dniach ide obadac sprawe
              > u dwoch lekarzy. Pomalu pomalu, jakos to, kurcze, bedzie.

              No to pieknie! Zaczynasz solidnie dzialac! Trzymam kciuki :))

              Rumiankowa

              • Gość: Kachna Re: A czesc :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 12.07.02, 18:09
                Czesc Rumiankowa,

                Ciesze sie, ze kciuki sie przydaly :))). Pewnie nie taki Diabel byl straszny, co?

                > > >>
                > Rozumiem, ze przeszkoda sa 'tylko' kilogramy?

                Zdecydowanie kilosy.
                >
                > >
                >
                > Niedobry jest nadmiar tak jak
                > niedobor. ROWNOWAGA wysoce wskazana :) A nie chcialabys znow chodzic na joge?

                Chcialabym chodzic na zajecia z tanca. Sa u nas takie zajecia taneczne z
                elementami jogi wlasnie :).To sie nazywa "body conditioning", czy cos takiego.
                Kiedys chcialam sie na to zapisac. Szkoda, ze na chceniu sie tylko skonczylo :(.
                Do samej jogi jestem za malo cierpliwa. Poza tym chce najpierw cwiczyc sama w
                domu, taka zwykla gimnastyke na biodra, talie itp, moze znowu zapisze sie na
                basen i dopiero kiedy poczuje sie pewniej i "fit" :))) pojde na jakies grupowe
                cwiczenia. Kusi mnie ten taniec bardzo (oby znowu na gadaniu sie nie skonczylo ).
                >
                > .
                > > Wychodzenie tzn samo chudniecie czy przestawienie sie na rownowage i
                > racjonalnosc? To drugie (wg mnie) jest trudniejsze, ale z drugiej strony mozna
                > to
                > szybciej osiagnac :)
                To drugie. Bo chudniecie, wbrew pozorom, nie jest takie trudne. Wlasnie-
                najzdrowsza jest ROWNOWAGA.
                >
                >
                >
                > . Nikt tak nie
                > skrytykuje wygladu kobiety jak druga kobieta.

                Swiete slowa.

                Tez kiedys mialam chlopaka, taki pierwszy i powazny zwiazek, jeszcze z liceum.
                Potem bywaly jedynie flirty, nie zawsze udane zreszta. :(
                > .
                > Jemu to nie
                > przeszkadza, jest slepo zakochany i powtarza mi ze jestem najpiekniejsza ;)

                Zazdroszcze Ci, ze masz takiego faceta, ktory Cie akceptuje. Wtedy chyba latwiej
                wychodzic z tego wszystkiego (???). Ja nie czuje sie pewnie, nawet, kiedy wiem,
                ze facetowi sie podobam. Nie mowie nigdy szczerze o mich kompleksach. Przemilczam
                sprawe. Ciagle jestem spieta i sprawdzam, czy zrobilam na nich wrazenie, czy nie.
                O mezu - to pewnie nie mam nawet co marzyc. Jestem w gruncie rzeczy zbyt
                niesmiala i obecnie - faceci mnie przerazaja. Mam paranoje, ze wszyscy na mnie
                patrza krytycznym okiem, ze smieja sie z mojej brzydoty itp. Czasem mam ochote
                wyjsc za maz tylko po to, by pokazac dalszej rodzinie, ze cos znacze. Ze bylam
                wystarczajaco sprytna, by "zlapac " meza. Zalosne, prawda? Wiem, ze nie tedy
                droga, ze pewnie nie powinnam uzalezniac swojego poczucia wartosci od opinii
                innych. Nie wiem jak znalezc oparcie w sobie, jak nauczyc sie nie przerazac
                samotnoscia.
                >
                > Dzisiaj w ogole to nie jest najlepszy dzien. Balam sie zadzwonic do lekarza.
                Wiem ,ze w koncu musze sie odwazyc. I rano nazarlam sie roznych swinstw.
                Wladowalam to w siebie.

                > > A w jakiej dziedzinie sie "wyżywasz"? Nie mow, ze piszesz wiersze :)

                Zdarzalo mi sie. Lubie tez rysowac i spiewac. A Ty jakos sie wyzywasz
                (artystycznie ;)) ? Jesli tak, to jak?
                >
                > > > Niestety, nie moge Ci w tym pomoc, bo ja tego nie widzialam, przepisalam
                tylko
                > reklame z "Charakterow". A moze napisz do niech maila z pytaniami? A tak w ogol
                > e
                > to co tam ciekawego pisza?

                wiesz co, dlugo by tu opowiadac. Uzywaja sporo terminologii rodem z
                psychologicznych podrecznikow (a moze i do psychiatrii nawet). "trauma
                wczesnodziecieca" itp. jesli mi sie uda, to moze przepisze Ci pare fragmentow
                kiedys, dobra?
                >
                > > >
                > No to pieknie! Zaczynasz solidnie dzialac! Trzymam kciuki :))

                No dzisiaj to stchorzylam :(. Dziekuje za kciuki. :)) Naprawde sie przydadza.

                >
                > Pozdrowki,
                >
                • Gość: Ruminka Re: Jestem na chwile! :) IP: *.erathia.szczecin.pl 18.07.02, 19:47
                  Czesc czesc Kasia :) Odzywam sie na chwilke, zeby napisac ze pamietam o Tobie i
                  tylko czekam na dluzsza wolna chwile przy komputerze, zeby odpowiedziec. Jutro
                  wolny dzien to z przyjemnoscia napisze cos wiecej. Trzymaj sie! :)

                  Rumiankowa
                • Gość: Ruminka Re: A czesc :) IP: *.erathia.szczecin.pl 19.07.02, 15:51
                  No to jestem i milo mi będzie wrócić do naszej rozmowy :)

                  > Chcialabym chodzic na zajecia z tanca. Sa u nas takie zajecia taneczne z
                  > elementami jogi wlasnie :).To sie nazywa "body conditioning", czy cos
                  takiego. (..)

                  No to super! Masz juz jakis pomysl, wiesz co moze Ci sie spodobac i co Cie
                  ciągnie, a to b. dużo. Teraz "tylko" trzeba by dobry pomysł wprowadzić w czyn.
                  Pierwszym krokiejm może być telefoniczne dowiedzenie się jak najkwięcej
                  szczegółów, ja tak działam - najpierw "tylko zadzwonię", potem tylko pójdę
                  zobaczyć to miejsce, żebym wiedziała gdzie. Później tylko wejdę, może się
                  spytam co i jak. Czasem można nawet pójść na pierwsze zajęcia w charakterze
                  obserwatora, żeby wiedzieć jak to wygląda. No a potem to już mamy tyle drogi za
                  sobą, że głupio by było zrezygnować ;) Taka droga Małych Kroków wiele razy
                  wspomogła mnie w działaniu. Ja na pewno b. bym Ci doradzała taki taniec, a w
                  zasadzie każdy rodzaju ruchu, szczególnie w grupie. Jakiś czas temu to samo
                  doradzał mi terapeuta - to teraz mądra jestem hihi.

                  Chodziłaś też na basen? Ja też przez jakiś czas, może znów się zapiszę. A
                  chodziłaś jak byłaś super-szczupła czy miałaś troche ciałka?


                  > Tez kiedys mialam chlopaka, taki pierwszy i powazny zwiazek, jeszcze z
                  liceum.
                  > Potem bywaly jedynie flirty, nie zawsze udane zreszta. :(


                  > Zazdroszcze Ci, ze masz takiego faceta, ktory Cie akceptuje. Wtedy chyba
                  latwie j
                  > wychodzic z tego wszystkiego (???).

                  Paradoksalnie i tak i nie. Bo wiadomo akceptacja, miłość i wsparcie to potęga.
                  Ale z drugiej strony on jest tak opiekuńczy, że ja nie musiałabym NIC robić. B.
                  mnie wyręczał, nie musiałam pracować, uczyć się, nawet robić zakupów, jakbym
                  chciała latami siedzieć w domu to bym mogła. Trudniej samemu zacząć działać jak
                  ma się takie wyręczenie ;) A teraz to są chwile, że on mnie nie poznaje - jak
                  się na coś zdobędę, na co wg niego (i mnie też!) zawsze byłam za słaba. Ale mi
                  się to podoba :)

                  >Ja nie czuje sie pewnie, nawet, kiedy wiem,
                  > ze facetowi sie podobam. Nie mowie nigdy szczerze o mich kompleksach.

                  Bo i chyba nie koniecznie trzeba od razu mówić. Skoro on ma oczy to widzi jaka
                  jesteś , jak wygladasz. I skoro się podobasz to tylko się cieszyć. Tak sobie
                  myślę, że dopiero na pewnym etapie znajomości/związku można sobie pozwolić na
                  mówienie o kompleksach - kiedy zbyt szybko zsrzuci się faceta opowiadaniem o
                  swoich wadach to - o zgrozo! - on może je zauważyć! ;) A kiedy nie widzi to po
                  co mu pokazywać, że jedno oko mamy "bardziej" ;)

                  > O mezu - to pewnie nie mam nawet co marzyc. Jestem w gruncie rzeczy zbyt
                  > niesmiala i obecnie - faceci mnie przerazaja. Mam paranoje, ze wszyscy na
                  mnie
                  > patrza krytycznym okiem, ze smieja sie z mojej brzydoty itp.

                  Oj znam to, choć bardziej odczuwałam taką presję ze strony dziewczyn czy
                  kobiet. Jak gdzieś słyszałam śmiech to wyobrażałam sobie, że to oczywiście
                  śmieją się ze mnie - nie tylko wyglądu ale i nieporadności, sposobu chodzenia i
                  tego rodzaju wymysłow. Ale to tylko nasza wyobraźnia, nasze własne wyobrażenie
                  o tym jak nas odbierają. A tłum jest ślpey i najprawdopodobniej nie wyobrębnił
                  nas z plątaniny ulic, wystaw sklepowych i kwiaciarek. Jesteśmy tłem ;)

                  >Czasem mam ochote
                  > wyjsc za maz tylko po to, by pokazac dalszej rodzinie, ze cos znacze. Ze
                  bylam
                  > wystarczajaco sprytna, by "zlapac " meza. Zalosne, prawda?

                  Nie tyle żalosne, co hmm... nierozsądne :) To tak jak czasem małżenstwa fundują
                  sobie dziecko, żeby "scaliło" ich związek. Rzeczywiście nie tędy droga, nikt za
                  nich nie wykona ich własnej pracy. Mąż czy status mężatki nie wykona za Ciebie
                  pracy nad poczuciem wartości i wizerunkiem. I wcale nie jest powiedziane, że
                  jako mężatka zyskasz w oczach rodziny - pewnie więcej zyskasz (jeśli
                  rzeczywiście Ci na tym zależy) kiedy będziesz pewniejsza, kiedy będziesz
                  potrzebowała chować się za zmianą stanu cywilnego. To będzie o wiele bardziej
                  stabilne i prawdziwe. A do tego wcale nie jest aż tak daleko, ja kiedyś
                  myślałam że aby mi pomóc to trzeba zaangażować wieeeele pracy - a tutaj udało
                  mi się powolutku samej sobie pomagać i budować nową wartość bez stawania na
                  rzęsach. Potrzebny mi był "tylko" bodziec i przejście przez granicę wairy w
                  swoje możliwości.

                  >Wiem, ze nie tedy
                  > droga, ze pewnie nie powinnam uzalezniac swojego poczucia wartosci od opinii
                  > innych. Nie wiem jak znalezc oparcie w sobie, jak nauczyc sie nie przerazac
                  > samotnoscia.

                  Właśnie tego całe życie było mi trzeba - OPARCIA W SOBIE I ZAUFANIA DO SIEBIE.
                  Uwierzenia w swoją siłę. Która JEST, na pewno jest w Tobie, tak jak była we
                  mnie nawet wtedy kiedy zupełnie jej nie czułam.

                  > Balam sie zadzwonic do lekarza.
                  > Wiem ,ze w koncu musze sie odwazyc. I rano nazarlam sie roznych swinstw.

                  Czasem trzeba podnieść kilkanaście razy słuchawkę, żeby ten JEDEN raz
                  porozmawiać. Ja to sobie do tej pory piszę na kartce co chcę powiedzieć ;)
                  Postęp jest taki, że nie zapisuję słowa w słowo łącznie z "dzień dobry", ale
                  wypisuję najważniejsze pytania. Trzeba sobie ułatwiać trudne zadania :)

                  > > > A w jakiej dziedzinie sie "wyżywasz"? Nie mow, ze piszesz wiersze :)
                  >
                  > Zdarzalo mi sie. Lubie tez rysowac i spiewac. A Ty jakos sie wyzywasz
                  > (artystycznie ;)) ? Jesli tak, to jak?

                  Piszę, ale nie wiem jak "toto" nazwać - ni to wiersze ni myśli. Takie hmm..
                  skojarzanki, zapis emocji itd. A co ostatnio rysowałaś?

                  > wiesz co, dlugo by tu opowiadac. Uzywaja sporo terminologii rodem z
                  > psychologicznych podrecznikow (a moze i do psychiatrii nawet). "trauma
                  > wczesnodziecieca" itp. jesli mi sie uda, to moze przepisze Ci pare fragmentow
                  > kiedys, dobra?

                  Ok, to ciekawe. Trauma wczesnodziecięca - tutaj to można każdego podpiąć, kto
                  był dzieckiem ;)

                  Trzymaj się i odwagi! Do telefonu, ufania sobie i .. życia :)

                  Rumiankowa


                  • Gość: Kachna No Dobry Wieczor :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 19.07.02, 19:17
                    Czesc Rumiankowa,
                    Komputer naprawiony, wiec zasiadam do pisania. To, co piszesz diabelnie mi
                    pomaga, uspokaja. Dziekuje Ci :))).
                    > >
                    > >> > Chodziłaś też na basen? Ja też przez jakiś czas, może znów się zapiszę.
                    A chodziłaś jak byłaś super-szczupła czy miałaś troche ciałka?

                    Chodzilam jak bylo mnie coraz mniej. Nie wstydzilam sie wtedy wystapic w
                    dwuczesciowym stroju :)).
                    A jak Twoja joga? Chodzisz dalej?
                    >
                    > O facetach:
                    > > >
                    > > Ale z drugiej strony on jest tak opiekuńczy, że ja nie musiałabym NIC
                    robić. B. mnie wyręczał, nie musiałam pracować, uczyć się, nawet robić zakupów,
                    jakbym chciała latami siedzieć w domu to bym mogła.

                    Moze faktycznie nie jest dobrze, jesli facet az tak sie opiekuje (nadopiekuje),
                    bo pewnie to odbiera sily i pewnosc siebie w gruncie rzeczy i jakos malo
                    miejsca pozostaje na partnerstwo. Ale nie bede sie wymadrzala, bo nie mam az
                    tak duzego doswiadczenia z facetami.
                    >
                    > Ale mi
                    > się to podoba :)
                    >

                    Najwazniejsze, ze Ty czujesz sie z tym dobrze i on tez. Moze on ma w sobie duza
                    potrzebe opiekowania sie ?

                    > Tak sobie myślę, że dopiero na pewnym etapie znajomości/związku można sobie
                    pozwolić na mówienie o kompleksach - kiedy zbyt szybko zsrzuci się faceta
                    opowiadaniem o swoich wadach to - o zgrozo! - on może je zauważyć!

                    Tez tak mysle.

                    ;) A kiedy nie widzi to po
                    > co mu pokazywać, że jedno oko mamy "bardziej" ;)

                    Otoz to :))).

                    > Mąż czy status mężatki nie wykona za Ciebie pracy nad poczuciem wartości i
                    wizerunkiem.

                    No racja. Tylko ja chyba juz za dlugo jestem sama i moze gdybym z kims byla,
                    byloby mi latwiej w siebie zaczac wierzyc. Napisalam to i od razu pomyslalam,
                    ze to nonsens. Ze przeciez zaden facet mnie nie "uratuje". Zreszta kto chcialby
                    zwiazac sie z kobieta, ktora marudzi o wlasnym wygladzie, czuje sie wiecznie
                    niepewna i nie ma w sobie wiele interesujacych rzeczy, ktore moglyby go
                    zafascynowac. Daleka droga przede mna, prawda?
                    Krazy nade mna przerazajace widmo staropanienstwa. :((.

                    I wcale nie jest powiedziane, że
                    > jako mężatka zyskasz w oczach rodziny - pewnie więcej zyskasz (jeśli
                    > rzeczywiście Ci na tym zależy) kiedy będziesz pewniejsza, kiedy będziesz
                    > potrzebowała chować się za zmianą stanu cywilnego. To będzie o wiele bardziej
                    > stabilne i prawdziwe. A do tego wcale nie jest aż tak daleko, ja kiedyś
                    > myślałam że aby mi pomóc to trzeba zaangażować wieeeele pracy - a tutaj udało
                    > mi się powolutku samej sobie pomagać i budować nową wartość bez stawania na
                    > rzęsach. Potrzebny mi był "tylko" bodziec i przejście przez granicę wairy w
                    > swoje możliwości.
                    >

                    Dziekuje Ci Ruminko za te slowa. Chyba sobie to wydrukuje :)) i w momentach
                    kryzysowych - bede to czytac. Serio.

                    > >>
                    > Właśnie tego całe życie było mi trzeba - OPARCIA W SOBIE I ZAUFANIA DO
                    SIEBIE.
                    > Uwierzenia w swoją siłę. Która JEST, na pewno jest w Tobie, tak jak była we
                    > mnie nawet wtedy kiedy zupełnie jej nie czułam.

                    Naprawde JEST?
                    >
                    > > Trzeba sobie ułatwiać trudne zadania :)

                    Prawda.
                    >
                    > > > >
                    > Piszę, ale nie wiem jak "toto" nazwać - ni to wiersze ni myśli. Takie hmm..
                    > skojarzanki, zapis emocji itd. A co ostatnio rysowałaś?
                    >

                    Z tym rysowaniem to Cie pewnie rozczaruje, bo nie maluje olejnymi, ani pejzazy.
                    Rysuje tak po swojemu, gdzie sie da, najczesciej dlugopisami, postacie, cos z
                    projektowaniem ciuchow, takie tam.
                    Lazilam tez kiedys na zajecia z ceramiki (glina itp).
                    > > >
                    >
                    >
                    > >
                    Wiesz co, napisze za chwilke drugi list, w ktorym napisze Ci jak to wybralam
                    sie do poradni (zdrowia psychicznego, rzecz jasna). Kon by sie usmial ;))).

                    pozdrowki, :)))

                    Kachna

                    • Gość: Kachna poradnia zdrowia psychicznego ;)) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 19.07.02, 19:37
                      Witam ponownie :))

                      Otoz, zebralam sie w sobie i w ramach experymentu - poszlam do poradni po
                      porade, oczywiscie ;)).
                      Kiedy tam przyszlam, dowiedzialam sie, ze nie zostane przyjeta, bo juz jest
                      komplet osob (kto pierwszy, ten lepszy). Nie zrazona, czekalam dalej, poza tym,
                      przyjmowalo tam jeszcze dwoch psychologow, jakby co. W ogole, stojac w tej
                      poczekalni - stwierdzilam, ze jestem calkiem zdrowa na umysle, serio. :))
                      Troche to bylo przerazajace patrzec na faceta gadajacego do siebie, albo
                      innego, ktory dlubal w nosie, ech...szkoda gadac.
                      Poszlam do pani psycholog nr 1. Od poczatku mi sie nie spodobala. Poinformowala
                      mnie, ze ona nie specjalizuje sie zaburzeniami odzywiania. Jak juz, to
                      alkoholizmem. Powiedziala mi tez, ze nie wygladam jej na osobe ze stanami
                      depresyjnymi, ze to moje klopoty z jedzeniem to zadna choroba, a tym bardziej
                      zaburzenie, bo jak to brzmi. Wyobraz sobie, ze stwierdzila, ze BRAK MI SILNEJ
                      WOLI, ze jestem sceptyczna w stosunku do terapii i nic nie robie. O!
                      Chyba nie musze Ci mowic jak sie poczulam slyszac to wszystko.
                      A, ze moge ewwntualnie isc na trzy miesiace do kliniki na ostry rezim i moze
                      wtedy z tego wyjde.Fantastycznie, prawda?
                      Pani psycholog nr 2 moglaby byc moja kolezanka, ale przynajmniej byla bardziej
                      wyrozumiala i wiedziala co nieco o Gestalcie. Nie oceniala mnie.
                      No i jeszcze Pani psychiatra. Jakos mi sie udalo wcisnac do niej. Bylam akurat
                      zdolowana po rozmowie z pania psycholog nr 1 i zachowalam sie jak istota
                      chwiejna emocjonalnie ;)). Pani zanotowala co mi jest, ile mam lat, co robie w
                      zyciu i z kim mieszkam, po czym wezwala pania psycholog nr 2 i powiedziala,
                      UWAGA: ze mam anoreksje!!!!! ;))))). Niezle, co? :))
                      Wniosek: Nigdy wiecej przychodni panstwowych. Ale wlasciwie, to bylo nawet
                      zabawnie, nie sadzisz?

                      Pozostal mi jeszcze jeden namiar na lekarza, tym razem odplatnego.I jeszcze
                      kolezanka znalazla dla mnie namiary na jakis Klub anonimowych zarlokow, czy cos
                      w tym stylu. Bede tam dzwonic. I czuje, ze to sa wlasciwe tropy.

                      Wybacz, ze tak sie rozgadalam, ale bardzo chcialam sie z Toba tym podzielic.
                      Dziekuje za wysluchanie,

                      pozdrawiam Cie bardzo :))

                      Kachna
                      • nikawa Re: do Kachny i Rumiankowej 21.07.02, 05:01
                        o Boze nie moge uwierzyc temu co czytam- piszecie tak jakby o mnie-wszystko
                        problemy z jedzeniem;znajomymi;lek-przed wszystkim;i najgorsze- nigdy nie wiem
                        jak mam to komus powiedziec- zawsze wydaje mi sie ze jak probuje to nawet
                        lekarz - psycholog- mi nie wierzy- tak jakby chcial mi powiedziec- dziewczyno -
                        co ty wymyslilas?od pazdiernika mam isc na terapie- DDA- dorosle dzieci
                        alkoch. - mimio ze nie jestem bezposrednio corka alkocholika- tylko moja mama
                        jest DDA a ojciec jest uzalezniony od pracy (podobno wychodzi na to
                        samo);podobno ma mi to pomoc- ale czy tam naprawde ktos mnie wyslucha i nie
                        puknie w glowe?
                        teraz mam zwyzke- jest lato-ale idzie zima - panicznie sie jej boje- nie chce
                        juz tracic mojego czasu-caly czas mam dokladnie te mysl w glowie - jak juz
                        schudne to zrobie to i to - tyle ze ja to wiaze z akceptacja innych- bede
                        chudsza to mnie polubia,itd.Zeby was rozsmieszyc napisze ze teraz faktycznie
                        mam z 12 klio nadwagi(po polrocznym nieustannym jedzeniu non-stop)-ale nie
                        wyglada tragicznie (choc moze tak )- ale nawet gdy przy wzroscie przwie 170
                        wazylam 52 kilo to tez sie czulam gruba i myslalm ze jak schudne to na pewno
                        ktos mnie doceni- moze nawet moi najblizsi
                        nie wiem jak i gdzie mam szukac pomocy-z boku wyglada na to ze powinnam byc
                        super szczesliwa- niezle studia,wlasnie pisze ze stanow(nie uprzedzajcie sie
                        prosze)gdzie pracuje-w czasie wakacji, ale to tylko drabinka-zaliczanie zeby
                        ktos mnie docenil,a w srodku galareta;
                        piszecie ze cos bierzecie - co to jest dokladnie- moge to kupic bez recepty-
                        pomaga?
                        jak dobrze dowiedziec sie ze ie jestem sama na tej ziemi-ze niejestem
                        monsrualnym ufoludkiem.Dziekuje
                        • Gość: Kachna Czesc nikawa :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 21.07.02, 10:17
                          Czesc,
                          Fajnie, ze sie odezwalas. :)

                          >i najgorsze- nigdy nie wiem
                          > jak mam to komus powiedziec- zawsze wydaje mi sie ze jak probuje to nawet
                          > lekarz - psycholog- mi nie wierzy- tak jakby chcial mi powiedziec-
                          dziewczyno - co ty wymyslilas?

                          Chyba Cie rozumiem, wiesz?

                          od pazdiernika mam isc na terapie- DDA- ale czy tam naprawde ktos mnie wyslucha
                          i nie puknie w glowe?

                          Z tego co slyszalam i czytalam o DDA - na pewno nic Ci nie grozi i nie sadze,
                          aby wysmiewali sie z tego, co przezywasz. To moze byc dobry trop. To jest
                          przeciez grupa wsparcia, wiec nie beda Cie gnebic, tylko wspierac. pewnie
                          spotkasz tam kilka osob, ktore maja podobnie jak Ty.
                          Wiesz co, niedawno w "Wysokich obcasach" cos pisali o DDA. Nie wiem, czy
                          czytalas. Jesli nie, to moze wkleje Ci ten artykul, dobra?

                          > caly czas mam dokladnie te mysl w glowie - jak juz
                          > schudne to zrobie to i to - tyle ze ja to wiaze z akceptacja innych- bede
                          > chudsza to mnie polubia,itd.

                          Chyba nie musze mowic, jak bardzo jest mi to znajome.

                          Zeby was rozsmieszyc napisze ze teraz faktycznie
                          > ale nawet gdy przy wzroscie przwie 170 wazylam 52 kilo to tez sie czulam
                          gruba

                          No raczej mi nie bylo do smiechu czytajac to, co powyzej. O, Jezu, przy
                          wzroscie 170, 52 kg!!! Musialas wygladac jak trzcina. Ja w zimie, przy ponad
                          170, wazylam 63 kg, wygladalam szczuplo, ale ciagle bylo mi malo i tez
                          widzialam tylko rzekomy "gruby tylek". Teraz mam naprawde gruby i dopiero teraz
                          widze, ze wtedy wygladalam normalnie. Zreszta, kilogramy kilogramami, ale i tak
                          wszystko widac w ciuchach, albo zaczynam sie miescic w stare spodnie bez
                          problemu, albo musze zmieniac garderobe do luznych tunik i wielkich
                          gaci :)).Kilogramy to rzecz wzgledna.

                          i myslalm ze jak schudne to na pewno ktos mnie doceni- moze nawet moi najblizsi

                          Wiem o czym piszesz.

                          > nie wiem jak i gdzie mam szukac pomocy-


                          Mysle ze DDA to jest pierwszy krok. Nie wiem czy mieszkasz w duzym, czy malym
                          miescie, ale jakos po nitce do klebka, mozna cos znalezc dla siebie. Moze
                          zapytasz na tym forum?

                          z boku wyglada na to ze powinnam byc
                          > super szczesliwa- niezle studia,wlasnie pisze ze stanow(nie uprzedzajcie sie
                          > prosze)

                          Dlaczego mialabym sie uprzedzac? Podziwiam Cie za odwage, serio.

                          > ale to tylko drabinka-zaliczanie zeby ktos mnie docenil,a w srodku galareta;

                          Czy to jest tak, ze czujesz sie w obowiazku udowadniac rodzinie, znajomym,
                          calemu swiatu, ze jestes "fajna", rozgarnieta i swietnie sobie radzisz?
                          Udowadniac, ze jednak cos znaczysz?
                          Bede sie powtarzac pewnie, ale znam to znam.

                          > piszecie ze cos bierzecie - co to jest dokladnie- moge to kupic bez recepty-
                          > pomaga?

                          Ja biore seronil (prozac). Nie chce sie wypowiadac w imieniu Rumiankowej, ona o
                          ile sie nie myle bierze fevarin. Moze Rumiankowa sama Ci napisze dokladniej.
                          Jeszcze nie wiem, czy mi pomaga, jeszcze nie zaczal dzialac.
                          Nie da sie tych lekow kupic bez recepty. Jesli trafisz na dobrego lekarza,
                          czego Ci z calego serca zycze, to zapisze Ci leki dobrane do Ciebie. Jesli
                          przegladalas pare watkow na tym forum, to pewnie zauwazylas, ze czesto ten sam
                          lek jednym pomaga, a na innych nie dziala wcale.

                          > jak dobrze dowiedziec sie ze ie jestem sama na tej ziemi-ze niejestem
                          > monsrualnym ufoludkiem.Dziekuje

                          Pewnie ze nie jestes sama z tymi problemami. Super, ze sie odezwalas!!! :)) To
                          juz wymagalo odwagi. Podejrzewam , ze jest nas wiecej, ale nie kazdy ma odwage
                          o tym pisac i przyznac sie.Moze takie pisanie na forum jest dosc
                          ekshibicjonistyczne, ale nie dbam o to. W pewien sposob pomagamy sobie wszyscy
                          dzielac sie swoimi sprawami.

                          Nikawa, trzymaj sie tam za oceanem :)) i koniecznie sie odzywaj, dobrze?

                          pozdrowki dla Ciebie :))

                          Kachna
                          • Gość: Kachna artykul o DDA dla nikawy IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 21.07.02, 10:31
                            Dorosłe dzieci alkoholików

                            Anna Dodziuk 10-05-2002

                            Najważniejsze dla DDA - dorosłych dzieci alkoholików - jest wyjście z izolacji,
                            znalezienie się wśród osób, które z racji podobnych przeżyć potrafią zrozumieć
                            lęk, cierpienie i gniew nagromadzone w dzieciństwie. Muszą wrócić do złej
                            przeszłości, żeby nie reagować na to, co się dzieje teraz, tak samo jak kiedyś

                            Nigdy bym nie przypuszczała, że Irek zechce do mnie przyjść. Nie umiał albo nie
                            chciał powiedzieć przez telefon, czego potrzebuje, a w osobistym kontakcie też
                            nie było mu łatwo: z Kasią, jego żoną działo się coś dziwnego. I nie od
                            tygodnia ani nawet nie od roku, tylko od kilku lat.

                            Kasia miała nasilone lęki i nocne koszmary, panicznie bała się szefa, właściwie
                            nie miała przyjaciół ani innych bliskich ludzi. Z pozoru miała się świetnie,
                            zawsze dobrze ubrana i starannie uczesana, perfekcyjna w wykonywaniu
                            obowiązków, na zewnątrz opanowana i spokojna. Z pewnym "ale", o którym właśnie
                            opowiadał Irek.

                            Jak było kiedyś?

                            "Dlaczego przyszedłeś dopiero teraz?" - spytałam, przypuszczając, że coś
                            szczególnego musiało się zdarzyć u nich w domu. Opowiadać o tym Irkowi było
                            jeszcze trudniej: "Kasia często wścieka się na dzieci, traktuje je
                            niesprawiedliwie, jakby w nią wstępował jakiś zły duch. Nie mogę słuchać, jak
                            każe im się odczepić albo mówi, że są okropne i nie można z nimi wytrzymać.
                            Potem przytomnieje i ma ogromne poczucie winy". Irek kilka razy rozmawiał z
                            żoną, Kasia zgadzała się, że nie powinna tak postępować, nie mógł więc
                            zrozumieć, jak jej zachowanie może się tak bardzo różnić od składanych przez
                            nią deklaracji. "A przyjść postanowiłem - ciągnął Irek - bo nasza córka, 12-
                            letnia Gosia, poskarżyła mi się, że już tego nie wytrzymuje, i obiecałem jej
                            jakoś pomóc".

                            Kiedy ktoś robi rzeczy, których nie chce i żałuje, zawsze podejrzewam, że
                            wyjaśnienie tego postępowania tkwi w przeszłości. Zapytałam więc Irka, co wie o
                            rodzinnym domu swojej żony. "Bolesna przeszłość, a właściwie bolesne uczucia
                            przeżywane w dzieciństwie, trwają w człowieku jakby zamrożone i wracają,
                            sprowokowane przed okoliczności podobne do tamtych dawnych. A więc jak było z
                            Kasią?".

                            To był kolejny trudny próg dla Irka, bo zdecydował się powiedzieć coś, co
                            większość ludzi uważa za informację wstydliwą: "Jej ojciec był alkoholikiem i
                            myślę, że w dzieciństwie przeżyła prawdziwy koszmar. Często bywał pijany, bił
                            mamę Kasi i dzieci, był wiecznie wściekły, obwiniał całą rodzinę o wszystkie
                            swoje niepowodzenia. W domu panowała bieda, a życie Kasi było pełne strachu,
                            krzywdy i poniżenia. Przepraszam, chyba mówię zbyt patetycznie, ale naprawdę
                            tak było. Pamiętam dobrze, jak jeszcze na początku naszej znajomości Kasia bała
                            się wracać do domu albo przychodziła przygnębiona, bo ojciec znowu zrobił
                            straszną pijacką awanturę".

                            Wspomnienia wracają

                            Brakowało mi tylko jeszcze jednego ogniwa: "Kiedy z piciem jej ojca zaczęło być
                            już bardzo źle?". Irek próbował sobie przypomnieć: "Chyba kiedy Kasia miała
                            jakieś 10-12 lat". Chciałam mu pokazać, że to nie przypadek: "Zobacz, tyle ma
                            teraz wasza Gosia i dlatego kłopoty Kasi się nasiliły - córka zaczęła jej
                            przypominać własne koszmarne dzieciństwo. A wtedy trudno opanować emocje, które
                            wracają olbrzymią falą i są bardzo zagrażające. Twoja żona, już kiedy była
                            dzieckiem, nauczyła się tłumić uczucia i nie zdradzać się z nimi. Wtedy mogło
                            by być jeszcze gorzej, zresztą i tak nikt by się nią nie zajął - i mama, i
                            rodzeństwo musieli bronić się przed agresywnym ojcem. Dlatego teraz Kasia
                            nieświadomie usiłuje odgrodzić się od córki, nawet raniąc ją i krzywdząc".

                            Irek chciał wiedzieć, jak pomóc Kasi: "Chodziliśmy już do psychologa i do
                            psychiatry, zgodnie postawili jej diagnozę nerwicy, ale okazało się, że
                            psychoterapia nie pomaga, a kiedy brała leki, po ich odstawieniu lęki i napady
                            złości wracały jak przedtem". Nie zdziwiłam się: "Kasia jest dorosłym dzieckiem
                            alkoholika - jak mówimy w skrócie: DDA - i potrzebuje odpowiedniej terapii,
                            takiej, która uwzględnia specyfikę dorastania w rodzinie, gdzie jeden z
                            rodziców (a zdarza się, że obydwoje) nałogowo pił alkohol. Niestety, nie
                            wszyscy psychoterapeuci są na to wyczuleni".

                            Miałam poczucie, że Irka uspokaja już sama wiadomość, że ktoś będzie w stanie
                            pomóc jego żonie. Spytał jeszcze, na czym ma polegać leczenie. Moim zdaniem - i
                            o tym starałam się go przekonać - najważniejsze dla Kasi i innych dorosłych
                            dzieci alkoholików jest wyjście z izolacji, znalezienie się wśród osób, które z
                            racji podobnych przeżyć potrafią zrozumieć lęk, cierpienie i gniew nagromadzone
                            w dzieciństwie. "Ale po co do tego wracać? - czułam, że Irek nie tyle podważa
                            to, co mówię, ile raczej zbiera argumenty do rozmowy z żoną. - Kasia nawet mnie
                            opowiadała mało i niechętnie".

                            Po co terapia

                            Po co? Żeby przeszłość nie stawała pomiędzy nią a teraźniejszością. Albo
                            inaczej: żeby nie reagować na to, co się dzieje teraz, w taki sam sposób jak
                            kiedyś. Ciągłe napięcie i poczucie zagrożenie czy przekonanie, że nikt jej nie
                            może pomóc, nawet kiedy bardzo cierpi, już nie odpowiadają dzisiejszej sytuacji
                            Kasi: ma dobre małżeństwo, są osoby zdolne ją zrozumieć i wesprzeć, a przede
                            wszystkim jest dorosła i ma dużo więcej sił i możliwości niż w dzieciństwie.
                            Ale wszystko to musi sobie najpierw uświadomić, przyjrzeć się doświadczeniom,
                            zarówno własnym, jak i innych DDA. A potem stopniowo uczyć się, jak inaczej
                            patrzeć na świat: bez lęku i złości, bez poczucia krzywdy i bezsilności. Ale
                            też jak inaczej traktować siebie: odzyskać godność, trafnie odczytywać swoje
                            potrzeby i uczucia, uznawać ich ważność.

                            Wszystkiego tego nie da się zrobić w warunkach domowych, potrzebna jest pomoc
                            psychoterapeutyczna. Zapewniłam Irka, że dziesiątki znanych mi osób przeszły
                            przez terapię dla dorosłych dzieci alkoholików i czują się dzisiaj całkiem
                            dobrze, chociaż przedtem życie było dla nich jeśli nie koszmarem, to
                            przynajmniej bolesnym i dokuczliwym ciężarem. Nie dowierzał: "Naprawdę mogłaby
                            się wyleczyć?".

                            Mam wrażenie, że wiele DDA i ich bliskich nie zdaje sobie sprawy, iż ktoś może
                            im pomóc, a ci, którzy próbowali, w większości stracili na to nadzieję.
                            Tymczasem są już w Polsce placówki, które oferują psychoterapię DDA, chociaż
                            ciągle jeszcze jest ich zbyt mało. Irkowi łatwo było poradzić, dokąd ma zgłosić
                            się jego żona - na szczęście mieszkają w Warszawie.

                            Wiem, że placówki terapii uzależnień (zwane popularnie odwykowymi) źle się
                            kojarzą. Po pierwsze dlatego, że zajmują się leczeniem - a nie karaniem czy
                            potępianiem, jak byśmy często chcieli - sprawców nieprzemijającego bólu i
                            krzywdy swoich rodzin. Po drugie, bo nikt niewtajemniczony nie spodziewa się
                            tam dobrych psychoterapeutów. Tymczasem znaczna część (szacuje się, że od 40 do
                            nawet 80 proc.) leczących się alkoholików wychowywało się w rodzinach, gdzie
                            ktoś nadużywał alkoholu, i to właśnie oni zaczęli upominać się o uzdrowienie
                            również tej części swojej psychiki. A co do fachowego poziomu: od kilkunastu
                            lat zaczął się proces wieloetapowych szkoleń i dzisiaj psychoterapeuci "z
                            odwyku" na pewno nie są gorsi od tych zajmujących się nerwicami czy innymi
                            zaburzeniami emocjonalnymi.

                            Irek kilkakrotnie upewniał się, czy może zacząć mieć nadzieję na poprawę stanu
                            Kasi i czy może taką nadzieję zaszczepić też jej. "Zrozum - tłumaczył mi - jaka
                            to będzie rozpacz, jak znowu nic z całego tego leczenia nie wyjdzie". Starałam
                            się patrzeć realistycznie: "To nie jest leczenie tradycyjnego typu, gdzie
                            lekarz nakazuje pacjentowi, jakie pigułki ma zażywać i jakim poddać się
                            zabiegom. To praca psychologiczna wymagająca udziału osoby będącej w terapii,
                            wręcz jej wysiłku w zaglądaniu do własnego wnętrza, do swoich dawnych i
                            obecnych przeżyć, ale też w korzystaniu ze swoich zasobów. Kasi na pewno się
                            uda, jeżeli jej determinacja będzie równie duża, jak twoja".
                            • Gość: Kachna warszawski adres i tel. do DDA IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 21.07.02, 10:34
                              W Warszawie terapię dla dorosłych dzieci alkoholików prowadzi m.in. Ośrodek
                              Psychoterapeutyczny Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa
                              Psychologicznego, tel. 665 77 17, e-mail: osrodek@ipz.edu.pl

                              W innych miejscowościach o możliwości uzyskania pomocy należy się dowiadywać w
                              placówkach leczenia uzależnień. Przy niektórych z nich lub niezależnie działają
                              grupy samopomocowe DDA.

                        • Gość: Ruminka Re: do Kachny i Rumiankowej IP: *.erathia.szczecin.pl 26.07.02, 17:04
                          Czesc nikawa, witam Cię w klubie :)

                          Wiesz, że piszesz b. chaotycznie - pewnie tez szybko mowisz? :)
                          Ciesze sie, ze znalazlas w naszych slowach wiele swojej prawdy - widzisz, są
                          tacy co Cię rozumieja juz na wstępie :)

                          To b. dobrze ze idziesz na terapie. Ja bylam na 3miesiecznej terapii i b. duzo
                          mi to pomoglo. To byl w zasadzie przelom w mojej sytuacji. Bylo trudno, byly i
                          lzy i bol, ale bylo wielkie oczyszczenie, cwiczenie nowych umiejetnosci, duza
                          ulga i ogolnie Wielkie Przezycie. WARTO. Na pewno bedziesz tam wysluchana, a
                          juz samo to wiele daje.

                          Problem z tym, ze czujesz sie niedoceniana to problem.. tego poczucia, a nie
                          wagi. Wiesz o tym? Zreszta sama piszesz, ze jak bylas szczupla to tez czulas
                          sie gruba. To problem z samopoczuciem, a nie samą wagą. Pewnie o tym wiesz.

                          Co do leków to ja biore antydepresyjne, pomagaja, ale są na recepte. Nie
                          dobieraj sobie sama lekow, jesli rzeczywiscie ich potrzebujesz to niech to robi
                          lekarz.

                          Pozdrawiam cieplo :)
                          Rumiankowa
                      • Gość: Ruminka Re: poradnia zdrowia psychicznego ;)) IP: *.erathia.szczecin.pl 26.07.02, 16:51
                        Nieee nooooo... a zeby ich... śfinie! Kurde, to ja tu taka dobrą robote robie,
                        tak motywuje, a tacy... niedouczeni psychole rozwalaja wszystko tak szybko. To
                        jest naprawde frustrujące - ja mialam szczescie trafic na dobrych, panstwowych
                        lekarzy i zawsze staram sie namowic osoby, ktore maja problemy. I jak mnie
                        skręca jak czasem sie uda, ktos sie wybierze z dobrą wiara, a tam.. spotka
                        kogos niewlasciwego. Przyjmuje to jako moją osobista porazke. Mam tylko
                        nadzieje, ze nie "obrazisz sie" na wszystkich lekarzy ;) Zreszta, po decyzji
                        dalszych krokow widze, ze dzialasz rozsadnie. Tak bywa, ale NAPRAWDĘ istnieja
                        porfesjonalisci i warto ich szukac.

                        > (..) Nie zrazona, czekalam dalej

                        No i kto tu nie jest silny?!? :))) Toż to niezla determinacja, odwaga i upór.
                        Tego wlasnie nam potrzeba :)

                        > Troche to bylo przerazajace patrzec na faceta gadajacego do siebie, albo
                        > innego, ktory dlubal w nosie, ech...szkoda gadac.

                        To prawda... ja tez czekajac ok 2 godz. w kolejce w przychodni napatrze sie (a
                        czasem porozmawiam) z ciekawymi osobami. Ale i tak idac tam spodziewalam sie
                        wiekszych indywidualnosci ;) I zaskoczylo mnie, ze jednak wiekszosc pacjentow
                        wyglada na calkiem normalnych, takie przecietne osoby z ulicy.

                        > (..) ze ona nie specjalizuje sie zaburzeniami odzywiania. Jak juz, to
                        > alkoholizmem.

                        No tak, lepiej pić ;) Poradni, grup wsparcie itd dla alkoholikow, rodzin
                        alkoholikow etc jest dosc duzo, dla narklomanow i lekomanow tez sie znajdzie,
                        gorzej dla innych "problemowcow".

                        >Powiedziala mi tez, ze nie wygladam jej na osobe ze stanami
                        > depresyjnymi, ze to moje klopoty z jedzeniem to zadna choroba, a tym bardziej
                        > zaburzenie, bo jak to brzmi. Wyobraz sobie, ze stwierdzila, ze BRAK MI SILNEJ
                        > WOLI, ze jestem sceptyczna w stosunku do terapii i nic nie robie. O!

                        Czekaj czekaj. Do jakiej terapii? I co mialas juz robic? Przeciez bylas tam
                        pierwszy raz, tak? A to wyglada jak podsumowanie jakiejs toczącej sie terapii -
                        cos zle zrozumialam. A brak silnej woli do czego - do kontroli jedzenia? A
                        kur..cze alkoholikowi tez mowi, ze mu brak silnej woli, a niechcienemu dziecku
                        powie, ze mu brak woli do .. bycia niechcianym...? Cos sie gotuje na
                        taką "pomoc". Sprawy jedzenia nie sa takie proste jak sie niektorym
                        niezorientowanym wydaja - to wielkie emocje i konflikty. Ech... co za
                        niedouczona koza z tej pani.

                        > Chyba nie musze Ci mowic jak sie poczulam slyszac to wszystko.

                        Wiem :( To sie niestety zdarza. Zaburzenia jedzenia to raczej dosc swieża
                        dziedzina, nie to co alkoholizm ;) Miejmy nadzieje, ze z czasem bedzie lepiej z
                        tą wiedzą u "fachowcow".

                        > A, ze moge ewwntualnie isc na trzy miesiace do kliniki na ostry rezim i moze
                        > wtedy z tego wyjde.Fantastycznie, prawda?

                        A co to za ostry rezim?

                        > No i jeszcze Pani psychiatra. Jakos mi sie udalo wcisnac do niej. Bylam
                        akurat
                        > zdolowana po rozmowie z pania psycholog nr 1 i zachowalam sie jak istota
                        > chwiejna emocjonalnie ;)).

                        No i dobrze :) To tez jestes Ty i dobrze, ze widziala Cie taką.

                        > UWAGA: ze mam anoreksje!!!!! ;))))). Niezle, co? :))

                        Nosz kurwa mac. Gdzie Ty bylas? U lekarza wojskowego...??? Skreca mnie na taka
                        ignorancje.

                        > Wniosek: Nigdy wiecej przychodni panstwowych. Ale wlasciwie, to bylo nawet
                        > zabawnie, nie sadzisz?

                        Ha, zabawne przez lzy chyba. Dla mnie nie jest zabawne, jest tragiczne! No
                        jasne, zawsze to nowe doswiadczenie, juz mowilas o sobie - to duzo. PRZELAMALAS
                        SIE i poszlas, czekalas mimo, ze mowili ze nie przyjma - to duze wyzwanie. Za
                        to naleza Ci sie brawa :)
                        Swoja droga z moja terapeutyczna kolezanka doszlysmy do wniosku, ze czasem im
                        cos jest bardziej bolesne, tym wiecej sie smiejemy mowiac o tym.

                        > Pozostal mi jeszcze jeden namiar na lekarza, tym razem odplatnego.I jeszcze
                        > kolezanka znalazla dla mnie namiary na jakis Klub anonimowych zarlokow, czy
                        cos
                        >
                        > w tym stylu. Bede tam dzwonic. I czuje, ze to sa wlasciwe tropy.

                        DZWOŃ. Probuj! To doswiadczenie znaczy tylko tyle, ze w tamtej przychodni nie
                        trafilas na kompetentne osoby. Nie znaczy, ze takich nie ma - są i warto
                        szukac. Pewnie przy tego typu problamach trzeba cos bardziej
                        wyspecjalizowanego - zdecydowanie popieram poszukiwania w ukierunkowanych
                        osrodkach. Aninimowi Zarlocy (dlaczego sie tak brzydko nazywaja..? a nie np
                        Klub Chrupiacej Buleczki? ;) to jest dobry pomysl.

                        > Wybacz, ze tak sie rozgadalam, ale bardzo chcialam sie z Toba tym podzielic.

                        Nie ma czego wybaczac, zawsze jak sie dorwe do kompa z przyjemnoscia wyszukuje
                        wiadomosci od Ciebie :)

                        Nie zrazaj sie tym niepowodzeniem - ja tez pierwszy raz poszlam do kiepskiego
                        lekarza, a teraz jak mi dobrze hihi.

                        Rumiankowa
                        • Gość: Kachna netykieta :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 26.07.02, 17:56
                          Czesc Rumiankowa,
                          Juz myslalam, ze wyjechalas na wakacje, czy cos. Ciesz sie, ze piszesz :))
                          Tak cos czulam, ze sie dzisiaj pojawisz :)) Intuicja, czy co?

                          Wiesz co, chyba lamiemy "netykiete". Weszlam tam dzisiaj i oto co znalazlam:

                          "Jeśli dyskusja przerodzi się w prywatną wymianę poglądów, kontynuuj ją
                          korespondując z Twoimi rozmówcami poza grupą czy forum."

                          I co Ty na to?
                          Mialabys ochote pisywac do mnie na mailowy adres? Gazetowego nie uzywam, mam za
                          to skrzynke na wp. Chcesz adres? :)
                          hmmm, czy jak podam adres netwy na forum, to nie dorwa mnie hakerzy i inne
                          bestie??? ;)))

                          Co do mojej wizyty w PZP - nie traktuj moich "przygod" jako osobostej porazki.
                          Po prostu zle trafilam i juz. Trzeba pewnie sporo determinacji i porazek, by w
                          koncu trafic na kogos dobrego.

                          > > ze jestem sceptyczna w stosunku do terapii i nic nie robie.

                          > > Czekaj czekaj. Do jakiej terapii? I co mialas juz robic?

                          Opowiadalam jej o Gestalcie, na ktory chodzilam i stwierdzila, ze skoro problem
                          wrocil, to przez moje nierobstwo pewnie. To nie sa dokladnie jej slowa, cos w
                          tym duchu.Wiesz co, moze miala odrobine racji?
                          Tutaj na forum pojawil sie watek jakiegos chlopaka i on pisze, ze zapomina o
                          tym, co uslyszal na sesji terapeut. Tez tak czuje. Jakis totalny "Alzheimer"
                          mnie ogarnia, amnezja, a przeciez poznalam kilka cwiczen. ZAPOMNIALAM o nich,
                          dasz wiare? W momentach kryzysowych - NIE PAMIETAM, dzialam automatycznie.

                          > A brak silnej woli do czego - do kontroli jedzenia?
                          Tak.

                          Sprawy jedzenia nie sa takie proste jak sie niektorym
                          > niezorientowanym wydaja - to wielkie emocje i konflikty. Ech... co za
                          > niedouczona koza z tej pani.

                          Pani kozie juz dziekujemy ;)).
                          >
                          > >> > A, ze moge ewwntualnie isc na trzy miesiace do kliniki na ostry rezim >
                          > A co to za ostry rezim?

                          Pobyt w klinice, 24/ h, z pizamka i 3 miesiace terapii non-stop, do
                          wyrzygania ;)). Tak po krotce.
                          >
                          > >> > Gdzie Ty bylas? U lekarza wojskowego...???

                          U psychiatrzycy. Pani doktor. ;))
                          >
                          > >
                          > PRZELAMALAS SIE i poszlas, czekalas mimo, ze mowili ze nie przyjma - to duze
                          wyzwanie. Za to naleza Ci sie brawa :)

                          Oj, no dziekuje, czuje sie prawie zazenowana ;)).

                          > Swoja droga z moja terapeutyczna kolezanka doszlysmy do wniosku, ze czasem im
                          > cos jest bardziej bolesne, tym wiecej sie smiejemy mowiac o tym.

                          Cos w tym jest. A moze to sie nazywa dystans?
                          >
                          > > >
                          > zdecydowanie popieram poszukiwania w ukierunkowanych
                          > osrodkach. Aninimowi Zarlocy

                          Nawiazalam kontakt z jedna laska z AZ, wlasnie. Teraz dobrze by bylo, zebym sie
                          przelamala i przyszla na ich spotkanie. Ta dziewczyna zna tez terapeutke
                          zajmujaca sie m.in. bulimia, wiec wezme namiary i sprobuje.

                          (dlaczego sie tak brzydko nazywaja..? a nie np
                          > Klub Chrupiacej Buleczki? ;)

                          No wlasnie :))), albo Klub Jedzacych Inaczej ;)) KJI,/ Klub Inaczej Jedzacych
                          KIJ ;)))))
                          to jest dobry pomysl.
                          >
                          > >
                          > Nie ma czego wybaczac, zawsze jak sie dorwe do kompa z przyjemnoscia
                          wyszukuje
                          > wiadomosci od Ciebie :)

                          Jezu, naprawde? :)))
                          >
                          >
                          Rumiankowa, na chwile musze wyjsc do shopu ;)), ale mam ochote odpisac Ci na
                          pierwszego posta i na pewno to zrobie jeszcze dzisiaj. No i ciekawa jestem co
                          Ty na to, by pisac na skrzynke? Masz moze skrzynke na gazeta.pl?

                          pozdrowki , :)

                          Kachna
                    • Gość: Ruminka Re: Dzien Doberek :) IP: *.erathia.szczecin.pl 26.07.02, 16:20
                      Nareszcie sie dorwalam do kompa. Cale dnie i do polnocy moj luby morduje sie i
                      nie dopuszcza do komputerowania. A dzis jest w pracy, ja mam czas, wiec jestem
                      i witam cieplo :)

                      > Chodzilam jak bylo mnie coraz mniej. Nie wstydzilam sie wtedy wystapic w
                      > dwuczesciowym stroju :)).

                      Oooo. to dla mnie za mocne wyzwanie ;) Ja tylko jednoczęściowy, tak sie czuje
                      najbezpieczniej.

                      > A jak Twoja joga? Chodzisz dalej?

                      Ha! Nie udalo się :( Nie chodzę. Raz się spozniłam i wrociłam z polowy drogi,
                      drugi raz musialam zostac w domu, a potem to juz bylo b. trudno pojsc, pod
                      koniec miesiaca, praktycznie w polowie kursu wakacyjnego. I zrezygnowalam. No,
                      ale bylam raz, wiem jak to wyglada i wiem, ze odpowiada mi taki rodzaj cwiczen.
                      Zawsze sie czegos nauczylam :) Na pewno kiedys wroce do jogi.

                      > > O facetach:

                      > Moze faktycznie nie jest dobrze, jesli facet az tak sie opiekuje
                      (nadopiekuje) (..)

                      Dla mnie nie bylo dobre - przynosilo dorazne korzysci, ale na dluzszą mete bylo
                      niekorzystne. Choc z drugiej strony, moze potrzebowalam az takiego zagrzebania
                      sie w domu, ucieczki od ludzi, zeby pojawily sie tak silne dolegliwosci, ktore
                      wypchnely mnie do lekarza, potem na terapie i w efekcie zyje o wiele
                      efektywniej. Zawsze jest jakis plus :)
                      Ale mysle, ze nie zawsze dobrym rozwiazaniem jest wyreczanie osoby "slabszej",
                      tak jak nie jest korzystne uwieszanie sie na kims silniejszym.

                      > Tylko ja chyba juz za dlugo jestem sama i moze gdybym z kims byla,
                      > byloby mi latwiej w siebie zaczac wierzyc. Napisalam to i od razu pomyslalam,
                      > ze to nonsens. Ze przeciez zaden facet mnie nie "uratuje".

                      Moze i byloby latwiej w siebie wierzyc... Mogloby sie to wiazac z zaspokojeniem
                      potrzeby bycia akceptowaną, kochaną, potrzeby "przynależności" - to b. wazne.
                      Ale nie sadze, zeby zwiazek sam z siebie rozwiązał wszystkie Twoje problemy.
                      Nie mozna czekac, az ktos wezmie Cie na plecy i poniesie przez zycie ;) Masz na
                      pewno silne, wlasne nogi, tylko nie jestes pewna czy potrafia chodzic po tych
                      wszystkich wertepach zyciowych. Ale na ten brak pewnosci najlepsze jest
                      utwierdzenie sie, ze stawianie stopy za stopą nie jest tak trudne, jak sie
                      wydaje. I nie trzeba od razu lecieć na szczyty górskie, można rozkoszowac sie
                      spacerem po miękkiej trawie. Dobrze mowie? :)

                      Swoja droga probowalas spacerowac boso? Rewelacja, choc trzeba chodzic b.
                      uwaznie. Ja sie ucze, a moja kolezanka (tez z naszych klimatow hihi) chodzi tak
                      od lat, jak tylko ma okazje i kawalek trawy to sciaga buty i chodzi jak po
                      dywanie.

                      >Zreszta kto chcialby zwiazac sie z kobieta, ktora marudzi o wlasnym wygladzie,
                      czuje sie wiecznie
                      > niepewna i nie ma w sobie wiele interesujacych rzeczy, ktore moglyby go
                      > zafascynowac. Daleka droga przede mna, prawda?

                      Heh, cóż za "optymistyczny" opis ;) Ale pewnie gdzies tam w srodku czujesz, ze
                      to jak sie widzisz wynika z zanizonej samooceny, a nie rzeczywistosci. Az sie
                      chce krzyczec - jak to nie ma rzeczy, ktore moga zafascynowac??? To tylko Ty
                      widzisz siebie w skrzywionym zwiedciadle. A tam bym w zyciu nie powiedziala, ze
                      we mnie moze cos fascynowac, ale to nie ja na siebie patrze - to JEGO ma
                      fascynowac i jego oczy sa tu wazniejsze ;) Fakt, ze trudniej zauwazyc cos w
                      osobie, ktora wszystko w sobie chowa, nie chce pokazac i najchetniej
                      zamienilaby sie w przezroczysta bankę mydlaną. O! Mam pomysl, zrob sobie
                      zadanie domowe i sprobuj napisac kilka swoich zalet albo rzeczy, ktore moglyby
                      sie spodobac milemu facetowi - tylko pamietaj zeby patrzec na siebie zyczliwie,
                      z sympatią - wtedy pojdzie o wiele latwiej! :)

                      > > Uwierzenia w swoją siłę. Która JEST, na pewno jest w Tobie, tak jak była w
                      > >e mnie nawet wtedy kiedy zupełnie jej nie czułam.
                      >
                      > Naprawde JEST?

                      Jest :)) Piszesz, kontaktujesz sie w bardzo sympatyczny i ujmujący sposob,
                      potrafisz sluchac i wyciagac wnioski, wiesz co lubisz, masz marzenia... Nie
                      oklapłas calkiem, chcesz sie zerwac. A sila jest, tylko trzeba dac jej szanse i
                      sprobowac. Sprobowac zrobic cos, jakis drobiazg, ktory wg Ciebie wymaga tej
                      sily. Tylko nie na maksa, trzeba wybrac cos na swoja skale. Dla mnie bylo to np
                      zapisanie sie na gimnastyke, a wczesniej... pojscie na zakupy. Wystaw na probe
                      Twoja silę, a zobaczysz, ze jest.

                      > Z tym rysowaniem to Cie pewnie rozczaruje, bo nie maluje olejnymi, ani
                      pejzazy.
                      > Rysuje tak po swojemu, gdzie sie da, najczesciej dlugopisami, postacie, cos z
                      > projektowaniem ciuchow, takie tam.

                      Skad pomysl, ze sie rozczaruje? Jasne, ze to wszystko jest amatorskie, ale
                      wazne, ze to lubisz! Ja lubie pisac i to mi sprawia jakas satysfakcje, to jest
                      b. wazne. Technika mniej wazna :) A masz cos takiego wykonczonego, od poczatku
                      do konca, na lepszym papierze itd? Moze kolejnym razem dlugopis i kartke z
                      zeszytu warto zamienic na blok techniczny i dobry olowek? Czy co sie uzywa do
                      rysowania (ja sie nie znam) - chodzi mi o to, zeby tym rysunkom
                      dodac "profesjonalnosci". Zobaczysz, ze taki sam rysunek zupelnie inaczej
                      prezentuje sie w innej "oprawie". Co o tym myslisz?

                      > Lazilam tez kiedys na zajecia z ceramiki (glina itp).

                      Oooo... to super! I udało Ci sie cos ulepic? To musi byc b. fajne, przyjemne
                      zajecie.

                      > Wiesz co, napisze za chwilke drugi list, w ktorym napisze Ci jak to wybralam
                      > sie do poradni (zdrowia psychicznego, rzecz jasna). Kon by sie usmial ;))).

                      Lece czytac! :)

                      Rumiankowa
                      • Gość: Kachna Dobry Wieczor Rumiankowa :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 26.07.02, 20:36
                        > i witam cieplo :)

                        Witam rownie cieplo -ponownie :))

                        o jodze:
                        > > Zawsze sie czegos nauczylam :) Na pewno kiedys wroce do jogi.

                        Pewnie, ze tak. Przeciez nic sie nie stalo, ze zrezygnowalas. Moze w swoim
                        czasie wrocisz, albo znajdziesz cos innego. Chyba najfajniejsze jest to, ze sie
                        probuje roznych rzeczy. Samo probowanie bywa przyjemne i rozwija, czyz nie?
                        >
                        > > > > tak jak nie jest korzystne uwieszanie sie na kims silniejszym.

                        Zgadzam sie. Eichelberger (czytalas cos tego pana?)cos o tym mowil kiedys.

                        > > > potrzeby "przynależności" - to b. wazne.

                        szalenie wazne

                        > Ale nie sadze, zeby zwiazek sam z siebie rozwiązał wszystkie Twoje problemy.
                        > Nie mozna czekac, az ktos wezmie Cie na plecy i poniesie przez zycie ;)

                        Znowu masz racje, Rumiankowa :))

                        tylko nie jestes pewna czy potrafia chodzic po tych
                        > wszystkich wertepach zyciowych.

                        No nie jestem, niestety. :(

                        I nie trzeba od razu lecieć na szczyty górskie, można rozkoszowac sie
                        > spacerem po miękkiej trawie. Dobrze mowie? :)

                        Dobrze gadasz :))). I madrze.
                        >
                        > Swoja droga probowalas spacerowac boso?
                        Tak i bardzo mi sie podobalo :))))

                        > > Heh, cóż za "optymistyczny" opis ;) Ale pewnie gdzies tam w srodku czujesz,
                        ze to jak sie widzisz wynika z zanizonej samooceny, a nie rzeczywistosci.

                        Maksymalnie zanizonej, niestety.

                        To tylko Ty
                        > widzisz siebie w skrzywionym zwiedciadle.
                        Az sie boje to stwierdzic i pewnie sie powtorze, ale Ty znowu masz racje. :)))

                        O! Mam pomysl, zrob sobie
                        > zadanie domowe i sprobuj napisac kilka swoich zalet

                        Sprobuje (nie pierwszy juz
                        raz). :)))

                        > Piszesz, kontaktujesz sie w bardzo sympatyczny i ujmujący sposob,
                        > potrafisz sluchac i wyciagac wnioski, wiesz co lubisz, masz marzenia...

                        Milo mi po tym, co napisalas. :)) Mam klopoty z przyjmowaniem dobrych slow o
                        sobie, powiedzmy komplementow. Tym razem - nie zaczne sie tlumaczyc, tylko
                        pieknie Ci podziekuje za te dobre slowa. :) I usmiechne sie :)))O!

                        Wystaw na probe
                        > Twoja silę, a zobaczysz, ze jest.

                        Tym co napisalas dodalas mi odwagi i nadziei, ze jednak mozna. Dzieki.
                        >
                        > >> Ja lubie pisac i to mi sprawia jakas satysfakcje, to jest
                        > b. wazne. Technika mniej wazna :)

                        Wiesz, zauwazylam ze lubisz pisac, tzn. chodzi mi o to, ze dobrze sie czyta
                        Twoje posty, masz b. fajne "pioro", masz duza latwosc pisania. Podoba mi sie
                        jak piszesz, czasem z dystansem o swoich nielatwych przeciez zmaganiach. Keep
                        on writting! :)))

                        chodzi mi o to, zeby tym rysunkom
                        > dodac "profesjonalnosci". Zobaczysz, ze taki sam rysunek zupelnie inaczej
                        > prezentuje sie w innej "oprawie". Co o tym myslisz?

                        Ciagle mam za malo wiary w swoje mozliwosci, ale wiesz co, moze faktycznie
                        warto pobrobowac, zamiast kwekolic, ze sie nie ma odwagi.
                        >
                        > I udało Ci sie cos ulepic?

                        Ulepilam aniolka ("poszedl" na prezent dla bliskiej kolezanki :)), jakas
                        postac, uczylam sie lepic kubeczek, ale raczej miska mi wyszla ;)).
                        Wiesz, samo babranie sie w tej glinie jest przyjemne i takie terapeutyczne.
                        Uspokaja na pewno.

                        No, pomalutku koncze,

                        pozdrawiam bardzo :)) i ponawiam pytanie o adres mailowy,

                        Do napisania, :))wspanialego weekendu Ci zycze,

                        Kachna


                        • Gość: Kachna Rumiankowa, where are You ? :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 29.07.02, 18:55
                          Rumiankowa, odezwij sie czasem :)))

                          pozdrowki, :)

                          Kachna
                          • Gość: Ruminka Re: Rumiankowa, where are You ? :) IP: *.erathia.szczecin.pl 03.08.02, 14:50
                            Ojojoj, a to sie porobilo. Wielkie poszukiwania Rumiankowej ;) A ja tu siedze,
                            tylko nie moge czasem dojsc do komputerka, bo mi mąż cos tam dlubie Bardzo
                            Waznego. A czasem jestem wyzęta i tylko siade do jakiejs gierki albo poczytam
                            cos "na leniwca". Ale wciaz jestem :) I ciesze sie, ze pamietasz :)) Tak
                            namnozylysmy tych wątkow, ze juz nie wiem na ktory odpisywac hihi. To zostawie
                            juz wszystko tutaj, ok?

                            REWELACYJNIE, ze nawiazalas kontakt z tą "laską" (jak ladnie :) od AŻ. Cale
                            morze odwagi Ci zycze do kontaktu - wiesz jakie to wazne i mysle, ze postarasz
                            sie zebrac w sobie i isc w tym kierunku :) Ja trzymam kciuki i zycze
                            powodzenia. Dawaj znac koniecznie.

                            Ja spobie jakos radze, choc ostatnio troche gorzej, ale nie padam. Teraz to i
                            tak zupelnie nie to samo co dawniej. Teraz wiem, ze sie podniose i wiem jak to
                            przyspieszyc. Na razie moj swiat nieco stracil barw, zrobil sie jakis szarawy i
                            pokoslawiony. Ale juz wiem, ze to moje skrzywione spojrzenie, ze swiat ma
                            kolory :) Spokojnie, w swoim czasie wroca.

                            Co do netykiety to ja tam nie widze, ze cos lamiemy - tematy jak najbardziej "w
                            temacie" - ja to sobie nawet mysle, ze nie tylo my to czytamy i moze ktos
                            wyciagnie cos dla siebie. A tak pragmatycznie to mysle, ze szybciej tutaj
                            zajrze i odpowiem niz kiedy mail bedzie u mnie na skrzynce ;) Jakos tak mam,
                            mam nadzieje, ze Ci to nie przeszkadza.

                            Czy juz Ci pisalam co zaobserwowalam nt moich snow - obecnych i tych "sprzed
                            leczenia"? Jesli nie to nastepnym razem napisze. I obiecuje, ze bede tu
                            czesciej, bo maz twierdzi, ze "juz" konczy wazna prace i bede miala wiecej
                            czasu z komputerem.

                            A jakie sa Twoje sny? Pamietasz np emocje i jakie przewazaja?

                            Zdrowka tradycyjnie zycze :)) Trzymaj sie i badz silna (oj, ja JUZ widze tą
                            sile!)

                            Rumiankowa
                            • Gość: Kachna niedziela, 4 sierpnia :)) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 04.08.02, 16:18
                              Czesc Rumiankowa,

                              Fajnie, ze wreszcie udalo Ci sie cos napisac. :))

                              Dziekuje, ze trzymasz kciuki i pamietasz o mnie. To naprawde mile. :)Dam Ci
                              znac jak bylo w AŻ.
                              >
                              >Teraz wiem, ze sie podniose i wiem jak to przyspieszyc. >

                              Rumiankowa, nie zrozumialam co mialas na mysli. Dlaczego przyspieszyc?
                              Wyjasnisz mi?

                              Na razie moj swiat nieco stracil barw, zrobil sie jakis szarawy i
                              > pokoslawiony. Ale juz wiem, ze to moje skrzywione spojrzenie,

                              Chyba nie musze Ci mowic, ze znam takie skrzywienia nie od dzis.
                              Mysle sobie (i to nie ja wymyslilam ;)), ze wahadlo wychyla sie w obie strony i
                              nietety bywa tak, ze po euforii przychodzi "dolina". Taka prawidlowosc. Ktos
                              kiedys napisal, ze im bardziej jestesmy podekscytowani (niektorzy nazywaja ten
                              stan szczesciem), to tym mocniejszy przygotowywujemy sobie grunt pod przyszla
                              depresje.
                              Pamietasz jak gadalysmy tutaj o ROWNOWADZE, ktorej potrzebujemy? Nagorsze sa te
                              extremy, nie sadzisz?
                              Kilka razy wychodzilam z zastoju i depresji, kiedy zaczynalam szczuplec w
                              oczach, to nagle wszystko zaczynalo mnie cieszyc. Moze to byla po czesci
                              radosc, ze wyszlam z tej ciemni, nie wiem, ale wtedy zaczynalam przeginac w
                              druga strone. Cieszylam sie szczerze i mialam duzo energii, ale chyba za duzo.
                              Zaczynalam błędnie myslec, ze od tej pory bedzie juz tylko cudownie.
                              Tak zle i tak niedobrze, prawda?
                              Gdyby gdzies rozdawali rownowage, to bym chetnie wziela ;))).
                              Jeszcze nie umiem sie z tym pogodzic, ze bywa roznie, ze kazdego dnia mozna
                              odczuc cala game nastrojow, emocji i chyba nie ma sensu ich tlumic.

                              Myslowitz spiewaja : " Nie poddaj sie,
                              bierz zycie jakim jest...".

                              Nie wiem czy Cie dobrze zrozumialam, jesli nie, to napisz co i jak.

                              > ja to sobie nawet mysle, ze nie tylo my to czytamy i moze ktos
                              > wyciagnie cos dla siebie.

                              Jestem pewna, ze nie tylko my to czytamy :)).
                              Tylko czasem niezle sie rozpisujemy, co? Dwie gaduly :))).

                              > zajrze i odpowiem niz kiedy mail bedzie u mnie na skrzynce ;) Jakos tak mam,
                              > mam nadzieje, ze Ci to nie przeszkadza.

                              Szkoda troche. Ale nie przeszkadza mi to tak bardzo :)).
                              >
                              > Czy juz Ci pisalam co zaobserwowalam nt moich snow - obecnych i tych "sprzed
                              > leczenia"? Jesli nie to nastepnym razem napisze.

                              O snach nic nie wspominalas. To ciekawe, napisz prosze cos wiecej.

                              > obiecuje, ze bede tu czesciej>

                              Ciesze sie ogromniascie :))))

                              > A jakie sa Twoje sny? Pamietasz np emocje i jakie przewazaja?

                              Niespecjalnie. Rzadko w ogole pamietam swoje sny.
                              >
                              > Zdrowka tradycyjnie zycze :))
                              Dzieki, i nawzajem ! :)

                              Trzymaj sie i badz silna (oj, ja JUZ widze tą
                              > sile!)

                              Moja sile? ;)

                              "ona ma sile..." :)))
                              >
                              A, i przelamalam ostatnio jeden z moich lęków - kosztowalo mnie to sporo, ale
                              poszlam do sklepu z ciuchami i mialam w nosie, czy ktos sie na mnie patrzyl,
                              czy nie i co sobie ewentualnie mogl pomyslec. Olalam to zupelnie. Usmiechalam
                              sie. Stwierdzilam tez, ze przesadzam z tym wielorybim wygladem. I ku mojemu
                              zdziwieniu, nie uslyszalam na ulicy zadnego zjadliwego komentarza na swoj
                              temat, a tak sie tego balam. Doszlam do wniosku, ze kazdy jest tak zaabsorbowany
                              soba, ze nie ma czasu przygladac sie moim faldom na brzuchu i wielkiemu
                              tylkowi :)))))
                              Wiec te nasze lęki sa tylko w naszych glowach! A tam urastaja do rozmiarow
                              Bazyliszka.
                              Zaszalalam i kupilam sobie troche ciuchow (odkad zmienilam rozmiar, w wiekszosc
                              starych ciuchow sie nie mieszcze :(.
                              Polecam sklep KappAhl, (nie wiem, czy jest w Twoim miescie?)- jest tam duzo
                              ladnych ciuchow na duze kobiety :)))), ale nie wyglada sie w nich jak wlasna
                              ciocia po 60- tce ;)). Zadne ohydne worki, czy sukienki w palemki z poduszkami
                              (ohyda ;)). Ciuchy sa dobre gatunkowo, choc, przyznaje - drogie niestety. Ale
                              na szczescie - sa przeceny.
                              Powiedzialam sobie tak: Jestem teraz grubsza, chwilowo, i chce byc zadbana
                              grubaska. W odpowiednio dobranych ciuchach, dyskretnie opalona itd.

                              Zrobilam dopiero jeden maly krok, ale pomalu, no nie?

                              Kolejnym bedzie AŻ.
                              I beda nastepne. Kroki, oczywiscie :).

                              Czasem jeszcze sie boje i pewnie nie raz bede. Moje demony nie spia.

                              Martwie sie tylko, ze nie bedzie mnie stac na terapie prywatna. Zostalabym
                              kompletnie bez kasy inwestujac tylko w sesje terapeutyczne. A tu trzeba jakos
                              wygladac, czasem w cos sie ubrac :), pomalowac oko, ma sie ochote na fajna
                              ksiazke czy wyjsc ze znajomymi do knajpy. Potrzeb jest cala masa. Pokus tez.
                              Nie wiem, moze powinnam zrezygnowac z innych przyjemnosci (juz to widze ;)).
                              Moze zdrowie wazniejsze od glupich kosmetykow i szmat? Moze warto przebolec te
                              pieniadze, zeby potem dzieki terapii zyc inaczej i pelniej?
                              A moze znajde cos panstwowo, kto wie.

                              Jezu, jak sie rozgadalam ! Skandalicznie :)))

                              Rumiankowa, trzymaj sie dzielnie i mocno,
                              Daj sobie prawo do slabszych dni, zreszta sama wiesz, co ja sie bede wymadrzac,

                              POzdrawiam Cie bardzo, :))

                              Do nastepnego napisania,

                              neurotyczna :))Kachna


                              • Gość: midm Re: niedziela, 4 sierpnia :)) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.08.02, 17:38
                                Jak widzicie czyta przynajmniej jedna osoba - mam nadzieje, ze nie macie mi
                                tego za zle. Kachna, co do tej terapii (Ruminka sie pewnie pod tym podpisze) to
                                lepiej postawic ja na pierwszym miejscu, o ile jest niezbedna, bo moze nie, a
                                przynajmniej nie intensywna, w wielu przypadkach nie i wtedy lepiej sie zajac
                                tym o czym piszesz czy czymkolwiek innym. Zwlaszcza jesli to kwestia albo-albo.
                                Pamietam jak moja terapeutka mowila, korzystajcie jak mozecie z leczenia dopoki
                                to jest bezplatne, wtedy to sie wydawalo absuradalne, ale rzeczywicie teraz...
                                m.in. dlatego trudno mi sie z nia skontaktpwac, ze zaraz po IPiNie biegnie do
                                prawatnego gabinetu, a tam wizyta 100 zl, na dodatek wakacje. Zreszta mysle, ze
                                moze wystarczylby Ci po prostu sensowny terapeuta, niekoniecznie musi byc
                                jakims wielkim specem od zaburzen jedzenia. Ja ze swoja, jak juz chyba
                                wspominalam prawie nie rozmawialam o tym, a w reszcie terapii (spotkania z nia
                                to byla tylko czesc calosci) nawet nie bardzo bylo jak, bo bylam jedyna osoba w
                                grupie z tym, a mimo to doszlam pod tym wzgledem do siebie. (Dla porownania
                                moja kolezanka, ktora przeszla to samo, ale miala inna - prowadzila jakies
                                dzienniczki jedzenia, miala zalecenia odnosnie do tego co jesc itp, do dzis sie
                                z tym boryka). Akurat przy tych zaburzeniach, to trzeba zajac sie nie
                                jedzeniem. Poza tym zorientuj sie jeszcze w tych panstwowych (dwa namiary,
                                ktore Ci dalam), moze przyznali by Ci jakis termin w ktorejs z klinik. W
                                klinice to, choc zzera to czas to daje chyba wiecej. No i tez, jak to juz
                                pisalam komus innemu, pytaj czy przypadkiem jakis psycholog, ktory ma swoj
                                gabinet, nie ma umowy z kasa chorych. Wtedy sie nie placi.
                              • Gość: Ruminka Re: to juz sroda? IP: *.erathia.szczecin.pl 07.08.02, 12:41
                                Witaj :)) Lubie do Ciebie tutaj pisac i cieszy mnie to, ze jestes :)

                                > >Teraz wiem, ze sie podniose i wiem jak to przyspieszyc. >
                                >
                                > Rumiankowa, nie zrozumialam co mialas na mysli. Dlaczego przyspieszyc?
                                > Wyjasnisz mi?

                                Pewnie :) Chodzilo mi o to, ze wiem jak przyspieszyc wychodzenie z dolkow. Wiem
                                jak sie zmotywowac itd. Tylko kurcze nie mam motywacji do motywowania
                                ostatnio ;) Nie mam zapalu, pedu.. nie chce mi sie chciec? ;)

                                > Mysle sobie (i to nie ja wymyslilam ;)), ze wahadlo wychyla sie w obie strony
                                i
                                > nietety bywa tak, ze po euforii przychodzi "dolina".

                                Czasem heh nie ma specjalnej euforii, a dolina i tak nadchodzi. Ale moze dla
                                nas "normalne" samopoczucie i normalne dni to juz euforia?

                                > Pamietasz jak gadalysmy tutaj o ROWNOWADZE, ktorej potrzebujemy?

                                Pewnie ze pamietam. Trudno ja wypracowac, ale jest mozliwe. Ja teraz pracuje
                                nad rownowaga w jedzeniu - i ogolnie nie jest tak zle, udaje sie.

                                > Kilka razy wychodzilam z zastoju i depresji, kiedy zaczynalam szczuplec w
                                > oczach, to nagle wszystko zaczynalo mnie cieszyc.

                                O tak, tez to znam. Szczuplenie=wiecej energii, odwagi=spotkania z ludzmi,
                                radosc. Ale teraz az tak nie pedze, spokojnie wychodze do ludzi. moze tez
                                dlatego ze az tak szybko nie szczupleje - w koncu mam zachowac rownowage a nie
                                przechodzc na diety.

                                > Jeszcze nie umiem sie z tym pogodzic, ze bywa roznie, ze kazdego dnia mozna
                                > odczuc cala game nastrojow, emocji i chyba nie ma sensu ich tlumic.

                                Bardzo dobrze piszesz. Zgadzam sie jak najbardziej.

                                > O snach nic nie wspominalas. To ciekawe, napisz prosze cos wiecej.

                                Wiec zaobserwowalam taka prawidlowosc. Kiedys, w czasach zamkniecia w domu i
                                ogromu przygnebienia moje sny byly b. przyjemne (powiedzmy statystycznie) -
                                piekne, dobre uczucia, fascynacje, ja urocza a ludzie wspaniali hehe.
                                Potrafilam spac do 13 i zawsze budzilam sie z zalem, ze to koniec i ze znow tu
                                jestem, znow w tym samym... A teraz, odkad zaczelam pracowac nad soba, dzialac
                                i miec o wiele wiecej dobrych dni, to moje sny w wiekszosci sa.. brzydkie,
                                brudne, pelne negatywnych emocji, zalu, zlej rodziny albo jakichs robakow, wezy
                                itd. Budze sie z ulga, ze to tylko sen. Rzeczywistosc jest o wiele
                                atrakcyjniejsza ;)

                                > Trzymaj sie i badz silna (oj, ja JUZ widze tą
                                > > sile!)
                                >
                                > Moja sile? ;)

                                Oczywiscie. I sie nie pomylilam - widzisz? Juz masz dokonania! :)

                                > A, i przelamalam ostatnio jeden z moich lęków - kosztowalo mnie to sporo, ale
                                > poszlam do sklepu z ciuchami (..)

                                Ha! Mowilam, mowilam, ze masz sile! To nie jest wcale takie male dokonanie, to
                                jest jeden z wielkich krokow, ktore uczymy sie robic. Wiem ile to kosztuje,
                                niby "prosta" rzecz, zaykle zakupy, jest masa ludzi,kobiet, ktore kochaja
                                zakupy (naprawde hihi). Ale my musimy sie uczyc rzeczy prostych, uczyc sie po
                                prostu zyc. Jestem z Ciebie dumna :)))

                                > Polecam sklep KappAhl, (nie wiem, czy jest w Twoim miescie?)- jest tam duzo
                                > ladnych ciuchow na duze kobiety :)))), ale nie wyglada sie w nich jak wlasna
                                > ciocia po 60- tce ;)).

                                Nie ma takiego. A z tymi ciuszkami dla puszystych to masz swieta racje,
                                niestety. B. rzadko trafi sie cos fajnego, w wiekszosci to sa te "eleganckie"
                                bluzki w kwiatki, jakies rzuciki itd. Mamy blisko do Berlina i jest tam jakis
                                fajny sklep z wiekszymi rozmiarami o mlodziezowych krojach. Chcialabym tam
                                zajrzec tylko kasy brak. Ale jest pomysl :)

                                > Powiedzialam sobie tak: Jestem teraz grubsza, chwilowo, i chce byc zadbana
                                > grubaska. W odpowiednio dobranych ciuchach, dyskretnie opalona itd.

                                I o to chodzi! To b. duzo. Ja tez kiedys zatruwalam sie mysleniem, ze jak nie
                                wygladam dobrze to nie ma sensu inwestowac w ubranie i dbanie o siebie.
                                Czekalam, az schudne i ludzilam sie tak latami. Kupowalam sobie jak juz
                                musialam tylko t-shirty i workowate, czarne spodnie dresowe. Paranoiczne.
                                Nigdzie nie pojde bo nie mam sie w co ubrac, a nie mam sie w co ubrac bo nic
                                nie kupie, bo czekam az schudne. A czekajac siedze w domu, bez ruchu. I jem.
                                Idiotyczne. A jak zaczelam sie ruszac, to z czasem pokupowalam sobie pare
                                rzeczy, a to pozwala wyjsc bez wstydu i np inwestowac w aktywnosci (np
                                gimnastyke). Widze sens dbania o siebie, a wtedy o wiele latwiej mi to idzie. I
                                widze, ze Tobie tez :))

                                > Kolejnym bedzie AŻ.

                                Jestem tego b. ciekawa!

                                > Moze zdrowie wazniejsze od glupich kosmetykow i szmat? Moze warto przebolec
                                te
                                > pieniadze, zeby potem dzieki terapii zyc inaczej i pelniej?
                                > A moze znajde cos panstwowo, kto wie.

                                Ja mialam szczescie. Bylam na terapii grupowej panstwowo, potem pare miesiecy
                                chodzilam prywatnie, ale teraz znow chodze do psychiatry panstwowo. Moze sie
                                udac, choc doswiadczenia masz niezbyt optymistyczne. Ale ja np tez do
                                pierwszego psychiatry poszlam platnie i byl to pan z serii "wypisywacz recept".
                                Zero rozmowy, zbywanie pytan, 10min na wizyte itd. Dodatkowo pan starszy i juz
                                przygluchy ;) Wyobrazasz sobie jak krzyczysz komus do ucha "mam problem z
                                objadaniem sie!" ? ;)) I po tych wizytach tez sadzilam, ze nic lepszego nie
                                znajde. A jednak.

                                A inwestycje w ubranie i wyglad jak dla mnie sa tak samo wazne jak te w
                                terapie. Trudno ocenic co wazniejsze. Jesli meczylyby Cie dodatkowo nerwicowe
                                objawy somatyczne (lęki, kolatanie serca, dusznosci, skurcze zoladka itd),
                                ktore mocno utrudnialyby zycie to ja bym wybrala leczenie. Ale jesli to problem
                                hmm samooceny, wygladu, poczucia wsrod ludzi itd to praca z samym wygladem jest
                                rowniez wazna. Tak mi sie wydaje. A to AŻ bedzie darmowe?

                                Pozdrawiam Cie najcieplej :)
                                Rumiankowa


                                • Gość: Kachna Re: to juz sroda? IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 07.08.02, 17:27
                                  No czesc, Rumiankowa, ale sie ucieszylam, ze jestes dzisiaj :)))
                                  Teraz to ja bede tylko na chwilke, bo zalatana w pracy jestem i w ogole.

                                  > Tylko kurcze nie mam motywacji do motywowania
                                  > ostatnio ;) Nie mam zapalu, pedu.. nie chce mi sie chciec? ;)

                                  Moze musisz to przeczekac, ten brak motywacji?

                                  > Ale moze dla nas "normalne" samopoczucie i normalne dni to juz euforia?

                                  Strach pomyslec, ale tak moze byc ;).
                                  >
                                  > > Ja teraz pracuje nad rownowaga w jedzeniu - i ogolnie nie jest tak zle,
                                  udaje sie.

                                  Jestem z Toba :))
                                  >
                                  > w koncu mam zachowac rownowage a nie przechodzc na diety.

                                  Slusznie, bo my nie jestesmy na zadnej kretynskiej diecie :))

                                  Te Twoje sny, o Jezu, to sie pewnie meczysz. Ciekawa jestem co na to Pan Freud
                                  by powiedzial ? ;)
                                  Kiedys "spotkalam" Cie na watku o Gestalcie. Nie myslalas, zeby sprobowac
                                  terapii Gestalt wlasnie?

                                  > > Ale my musimy sie uczyc rzeczy prostych, uczyc sie po
                                  > prostu zyc. Jestem z Ciebie dumna :)))

                                  Dziekuje Rumiankowa :)))))
                                  >
                                  > > Mamy blisko do Berlina i jest tam jakis
                                  > fajny sklep z wiekszymi rozmiarami o mlodziezowych krojach. Chcialabym tam
                                  > zajrzec tylko kasy brak. Ale jest pomysl :)

                                  No, to jak bedzie kiedys kasa, to mozesz wyskoczyc do Berlina. Czytalam, ze
                                  jest tam taki przyjemny sklep dla wiekszych niz przecietnie kobiet. Teraz sa
                                  przeceny, czy cos.
                                  >
                                  Rumiankowa, chodzisz na swoja gimnastyke?
                                  > >
                                  Jutro ide do Zarlokow Anonimowych. Napisze Ci jak bylo.

                                  > > > Ale ja np tez do pierwszego psychiatry poszlam platnie Dodatkowo pan
                                  starszy i juz przygluchy ;)

                                  Matko Boska !! ;)))

                                  Wyobrazasz sobie jak krzyczysz komus do ucha "mam problem z
                                  > objadaniem sie!" ? ;))

                                  ;)))) tragikomedia, prawie.

                                  > . Ale jesli to problem hmm samooceny, wygladu, poczucia wsrod ludzi itd to
                                  praca z samym wygladem jest rowniez wazna.

                                  Pewnie bardziej samoocena, chociaz objawy leku tez mi sie zdarzaja.

                                  > A to AŻ bedzie darmowe?>

                                  Tak, bo to grupa wsparcia, jak AA. Moze od czasu do czasu trzeba bedzie cos
                                  dorzucic, bo oni wynjmuja gdzies sale.
                                  >
                                  Rumiankowa, pozdrawiam Cie Bardzo, jak zawsze :)))),

                                  Jesli tylko bede mogla - odezwe sie,

                                  Trzymaj sie i przeczekaj swoje niemoce rozne,

                                  pamietam o Tobie i mysle, :))

                                  Kachna

                                  p.s. Dzisiaj wybralam sie na solar :)))Nawet mi sie podobalo :)))

                                  p.s. na forum dietetyka tez pisuja dziewczyny z kompulsywnym jedzeniem, czy
                                  bulimia. Jesli nie czytalas jeszcze ich postow, to zajrzyj.
                                  Pisalam cos do nich tez (jako suza,:))) rzecz jasna, bo tam trzeba sie
                                  zalogowac).
                                  >
                                  • Gość: Kachna poniedzialek 12 sierpnia IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 12.08.02, 17:51
                                    Czesc Rumiankowa,

                                    Juz sie troche za Toba stesknilam, serio. :))))

                                    Jak tam u Ciebie?

                                    Jesli chodzi o AŻ, to nie dotarlam tam z prozaicznej przyczyny. Pomylilam adres
                                    i przez prawie godzine ich szukalam. Ale kontakt z dziewczyna stamtad mam i od
                                    wrzesnia bede chodzic na spotkania. Bylam na siebie wsciekla, ze nie moglam ich
                                    znalezc. I domyslasz sie pewnie na co mialam ochote - nazrec sie czegos
                                    slodkiego. Zamiast tego - kupilam sobie sok Dr. Witta, multiwitamina :))) i mi
                                    sie polepszylo.
                                    Jak Twoje lekarstwa, dzialaja? Seronil dziala, czuje to. Zniknely moje poranne
                                    lęki, wiecej gadam i jestem bardziej otwarta ( a moze tak, jak powinnam byc,
                                    taka jaka jestem naprawde?? Czy to mozliwe, ze leki wyzwolily we mnie osobe,
                                    ktora lubie, ktore jest kontaktowa itp ???). Pomalu umawiam sie do knajpy, ale
                                    jeszcze czasem robie kilka krokow w tyl. Postanowilam to zaakceptowac i juz.
                                    Jem normalnie, zachcialo mi sie cwiczyc. Fakt, ze prozaczek hamuje mi apetyt i
                                    pomaga w szczupleniu. Jem naprawde wtedy, kiedy jestem glodna. Na razie mi sie
                                    udaje. I chce sie tego nauczyc, do konca zycia jesc normalnie.
                                    Czasem udaje mi sie odnosic do siebie z szacunkiem i jestem bardziej wyluzowana
                                    wsrod ludzi, bardziej szczera. No. "pogadamy" jak bede przed okresem ;)), wtedy
                                    mam obnizony nastroj i w ogole.

                                    Dobra, nie zanudzam, czekam niecierpliwie na posta od Ciebie.

                                    POzdrawiam Cie bardzo, jak zawsze :))
                                    Wirtualnie sie do Ciebie usmiecham,

                                    pamietam o Tobie,

                                    Kachna
                                    • rumiankowa Re: poniedzialek 12 sierpnia 14.08.02, 23:59
                                      Witaj :))

                                      Znów jestem, a co! :) I co tam u mnie? Jakos sobie żuje - hmm.. znacząca
                                      literowka - mialo byc "żyje" ;) Zyje i zuje, troche wiecej jedzonka ostatnio, i
                                      slodyczy tez. I to tej "kompulsywnej". Ale to przejsciowe, przetrwam i wytrwam.

                                      Fevarin dziala, a jakze. Ale zmniejszylam sobie dawke, nie wiem czy dobrze..
                                      moze to stad te gorsze dni (choc z drugiej storny mam tez troche stresow
                                      teraz). Ale nie chce ciagle sie tabletkowac, kiedys bede musiala to odstawic.
                                      Poki co wiem, ze bez leku najblizsze tygodnie/miesiace bylyby koszmarem, wiec
                                      biore, ale mniej o pol tabletki.

                                      Ciesze sie, ze Seronil dziala i Twoje samopoczucie i zdrowie sie poprawia! Jak
                                      ja to lubie jak dobrym ludkom jest lepiej :))

                                      > Czasem udaje mi sie odnosic do siebie z szacunkiem i jestem bardziej
                                      wyluzowana

                                      :))))))))))))))))))))))))))))))))

                                      A co do "przed okresem" to ja tez tak mam - a ostatnio ciagle jestem "przed
                                      okresem" buuu. Ale co tam, zyje i wiem, ze to przejsciowe. Acha, na gimnastyke
                                      nie chodze, bo w wakacje nie ma.

                                      Sprobuj jeszcze raz spotkania AŻ, moze sie udac :)

                                      Podziwiam za sok drWitta :)) Przejde sie na forum dietetyki, i pewnie dodam
                                      pare tematow do "ulubionych watkow" :)

                                      Pozdrawiam Cie cieplo i przepraszam, ze dzis tak krotko, ale juz zasypiam. Pisz
                                      co u Ciebie! :)

                                      Rumiankowa
                                      • Gość: midm Re: poniedzialek 12 sierpnia IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.08.02, 09:11
                                        Ruminka, nie kombinuj za bardzo sama z lekami.
                                      • Gość: Kachna czwartek pietnastego IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 15.08.02, 16:27
                                        Oj Rumiankowa, midm ma racje - lepiej sama sobie nie dawkuj leku. Chyba nie
                                        chcesz sobie zaszkodzic, co? Bylas skonsultowac to z lekarzem?
                                        Rumiankowa, ja tez nie chce cale zycie lykac prozaku. Leki za mnie nie beda
                                        pracowac nad soba i wiem, ze wspieranie sie nimi jest potrzebne tylko chwilowo,
                                        jako wspomaganie.
                                        Wiesz co, dobre jest to, ze Ty juz jestes swiadoma swoich kompulsywnych
                                        sklonnosci do jedzenia i nawet jesli wracaja, to i tak lepiej sobie z tym
                                        poradzisz. Takie mam wrazenie. A moze to nasz "ulubiony" PMS?
                                        Tez mysle, ze przetrwasz, wytrwasz, jak sama napisalas. Latwo mi sie teraz
                                        madrzyc, bo akurat mam taki czas teraz (pewnie za sprawa prozaku), ze mnie do
                                        jedzenia nie ciagnie specjalnie. Niewiele mi potrzeba by sie najesc.
                                        Lykasz chrom na slodyczowe zachcianki? Probowalas?
                                        NIe wiem jak Tobie, ale mi czasem pomaga czytanie o tym, jak sobie radzic z
                                        napadowym jedzeniem. Podrukowalam sobie tego cale stosy z internetu i tam jest
                                        sporo madrosci, jakichs np. cwiczen oddechowych, albo rozmawiania ze swoim
                                        cialem, oswajania go itp. Jesli znasz angielski, to polecam Ci stronki o
                                        jedzeniu kompulsywnym. Fajne, psychologiczne podejscie, bez moralizowania w
                                        rodzaju "muszisz schudnac", "mniej zrec" i "miec silna wole". Jak sobie
                                        wystukasz w wyszukiwarce "eating disorders", to pelno wyswieli Ci sie stron. Bo
                                        po polsku duzo wiecej pisza o anorce i bulimii, a o napadowym duzo mniej.
                                        Moze masz jakies swoje sposoby radzenia sobie z gorszymi dniami. Swoja droga,
                                        ciekawa jestem jakie. Napiszesz?

                                        > Jak ja to lubie jak dobrym ludkom jest lepiej :))

                                        :)))) Dziekuje Ci Dobry Ludku :)))))
                                        >
                                        > A co do "przed okresem" to ja tez tak mam - a ostatnio ciagle jestem "przed
                                        > okresem" buuu.

                                        :((( To nalezymy juz do dwoch klubow: neurotykow i PMS-owcow ;)))

                                        Ale co tam, zyje i wiem, ze to przejsciowe. Acha, na gimnastyke
                                        > nie chodze, bo w wakacje nie ma.

                                        A cwiczysz czasem sama w domu?
                                        >
                                        > Sprobuj jeszcze raz spotkania AŻ, moze sie udac :)

                                        Ide dzisiaj :). Napisze Ci jak bylo, rzecz jasna. A moze w Twoim miescie tez by
                                        sie znalazlo takie AŻ?
                                        >
                                        > Pozdrawiam Cie cieplo i przepraszam, ze dzis tak krotko, ale juz zasypiam.

                                        Alez nic nie szkodzi, ze krotko :)). Ciesze sie, ze sie odzywasz, niewazne na
                                        jak dlugo :)) (choc nie ukrywam, ze lubie bardzo dlugie listy od Ciebie :)))
                                        Pozdrawiam Cie rownie cieplo,

                                        wytrwania, przetrwania, przeczekania gorszych chwil, jakby bylo niefajnie czy
                                        cos, to tez sie odzywaj, jesli mozesz.

                                        Do nastepnego napisania,

                                        Kachna
                                        >
                                        • Gość: midm Re: czwartek pietnastego IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.08.02, 18:15
                                          Jesli nie, a chcialabys i mowisz po angielsku to wejdz tu
                                          www.oa.org/online_meetings.html - nie korzystalam, tak samo z niczego
                                          takiego poza Internetem, ale ludzie sobie chwala (poza tym ja to mialam raczej
                                          anorexie-ewentualnie bulimie).
                                          • Gość: Kachna dzieki midm IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 16.08.02, 14:19
                                            midm, dziekuje za ta stronke o anonimowych jedzacych inaczej ;)), jakos
                                            wczesniej jej nie znalazlam.
                                            Z checia sobie poczytam.

                                            pozdrowki,

                                            Kachna
                                            • Gość: midm Re: dzieki midm IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.08.02, 14:32
                                              To bylo do Ruminki, ale oczywiscie kazdy moze korzystac, po to jest.
                                        • Gość: viva Re: czwartek pietnastego IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 16.08.02, 13:22
                                          Pozdrawiam Kachnę i Rumiankową. Jestem waszą "siostrą w walce z kilogramami",
                                          opisywane przez was objawy nie są mi obce. Od niedawna również lekarz
                                          potwierdził, że mam nerwicę, ale na badanie psychologa muszę poczekać do
                                          listopada :-(. Potem terapia grupowa. Trochę się boję, ale podobno to pomaga?
                                          Czy próbowałyście terapii grupowej? Jakie wrażenia? Ja juz wiem, że będę płakać
                                          cały czas jak bóbr, ale Dobrzy Ludkowie Uczeni w Psychologii powiadają, że nie
                                          ja jedna prawdopodobnie. Dzięki, że wasze posty są ogólniedostępne, bo jak
                                          człowiek poczyta, że jest ktoś, kto ma taki podobny styl i światopogląd, to mu
                                          od razu lepiej. Duże wyrazy sympatii dla Was Obu.
                                          • Gość: Kachna piatek 16 - witam Cie vivo :)) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 16.08.02, 14:16

                                            Czesc Viva,
                                            Fajnie, ze sie ujawnilas, tzn., ze wlaczylas sie do naszej "pogawedki". Witam
                                            Cie serdecznie i cieplo. :))Czyli jest nas wiecej. No i najwazniejsze - nie
                                            jestes sama z tym problemem.
                                            To dobrze, jesli nasze posty tutaj pomagaja nie tylko nam samym. Wiesz, balam
                                            sie troche, ze to za duzy exhibicjonizm, ale teraz juz tak nie mysle.
                                            Kurcze, szkoda ze tak dlugo musisz czekac na psychologa. Dasz rade do tego
                                            czasu? Czy to bedzie bezplatna wizyta?
                                            Swietnie, ze idziesz na grupowa. Osobiscie mam niewielkie doswiadczenie w
                                            grupowej. Zapytaj lepiej Rumiankowej. :)

                                            > Trochę się boję, ale podobno to pomaga?

                                            To zupelnie naturalne, ze sie boisz. Czemu by nie sprobowac, nie masz nic do
                                            stracenia, a wrecz przeciwnie.

                                            > Ja juz wiem, że będę płakać cały czas jak bóbr,

                                            Bedziesz wywalala z siebie rozne emocje. Na pewno naplaczesz sie sporo, ale to
                                            tez pewnie po to, by wyzdrowiec.

                                            ale Dobrzy Ludkowie Uczeni w Psychologii powiadają, że nie
                                            > ja jedna prawdopodobnie.

                                            Pewnie, ze nie Ty jedna :)

                                            >Duże wyrazy sympatii dla Was Obu. >

                                            I nawzajem :)
                                            Dziekuje w imieniu swoim, a Rumiankowa pewnie uczyni to osobiscie jak sie
                                            odezwie :))

                                            Odzywaj sie kiedy tylko mozesz,

                                            Wielkie pozdrowki dla Ciebie,

                                            Kachna

                                            • Gość: Kachna sobota 17 :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 17.08.02, 07:45
                                              Czesc Rumiankowa, czesc Viva, czesc wszystkim, ktorzy czytaja ten watek :)

                                              Rumiankowa, jak sie miewasz Slonce? Troszke sie martwie, ze sie nie odzywasz,
                                              moze po prostu nie masz teraz klimatu, zeby pisac ?
                                              Wiesz, bylam w AŻ. Jesli wiesz jak dzialaja kluby AA to bedziesz miala mniej
                                              wiecej obraz tego jak dziala AŻ. Oczywiscie moj wrodzony sceptycyzm zaczal sie
                                              odzywac kiedy zobaczylam, ze one zawierzaja Bogu itp. Chociaz jedna z zasad
                                              mowi, nie maja na mysli wylacznie Boga z religii chrzescijanskiej,
                                              tylko "jakkolwiek sie go pojmuje". Musze sobie jeszcze poczytac o tych 12-stu
                                              krokach itp. Troche nie podobalo mi sie, ze nie mozna za bardzo reagowac na to,
                                              co ktos mowi. Nie wolno tez wymieniac nazw produktow, ktore sie pochlonelo ;).
                                              Tylko mowi sie ogolnie - "slodycze".
                                              W opowiesciach wielu dziewczyn znajdowalam swoje historie i nawzajem. Ale taka
                                              jest zasada - nie komentowac, nie oceniac. Czasem reagowalam spontanicznie, jak
                                              to ja ;). A i nie wolno przychodzic na meetingi pod wplywem srodkow
                                              zmieniajacych swiadomosc (m.in. antydepresantow!!!). Nie przyznalam sie, ze
                                              biore, bo by mnie wyprosily stamtad. Moze zle zrobilam zatajajac to? Chociaz
                                              wiem, ze bede lykac te prochy tylko jeszcze do wrzesnia. Potem pogadam z
                                              lekarka i niewykluczone, ze juz nie beda mi potrzebne. Mam nadzieje.
                                              Dziewczyn sporo w moim wieku, 23, 24 lata i starszych 28, 29 i dwie kobiety
                                              kolo 50-tki nawet. Z jedna dziewczyna znalazlysmy szybko wspolne artystyczne
                                              klimaty :)), rysowanie, glina itp. W ogole, jakos od razu mnie do niej
                                              ciagnelo. Chcialabym z nia i z innymi laskami stamtad utrzymywac kontakt.

                                              Wiesz nareszcie poczulam, ze ktos rozumie co moglam przezywac, ze nikt mnie nie
                                              ocenia i nie mowi, ze to sa urojone problemy. Rozumiemy sie, bo same to
                                              przechodzilysmy i watpie by ktos, kto sam tego nie przezyl, moglby nas
                                              zrozumiec.
                                              To na razie tyle o AŻ.
                                              Jutro wyjezdzam nad morze, wiec nie bedzie mnie tutaj kilka dni. Ale,
                                              dziewczyny, piszcie, jesli tylko przyjdzie Wam ochota, z przyjemnoscia poczytam
                                              Wasze posty jak wroce z wakacji :)))) Piszcie, please :))))))
                                              Jak juz wroce, to sie odezwe.

                                              Pozdrawiam Was wszystkie, choc w szczegolnosci Rumiankowa i vive,
                                              trzymajcie sie dziewczyny dzielnie,

                                              Usmiecham sie do Was z drugiej strony ekranu :)))))))

                                              Do nastepnego pogadania :)

                                              Kachna
                                              • Gość: Kachna kostium kapielowy ;) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 17.08.02, 07:49
                                                To jeszcze raz ja. Ciekawe, czy sie odwaze wbic w kostium kapielowy i wystapic
                                                na plazy. Uwielbiam plywac i lubie morze, wiec pewnie sie przelamie.
                                                W koncu wieloryby to zwierzeta wodne, no nie ? ;)))

                                                pozdrowki raz jeszcze,

                                                Kachna, o kobiecych ksztaltach :))
                                                • Gość: midm Re: kostium kapielowy ;) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.08.02, 08:14
                                                  I przelam, co tam...
                                                • Gość: viva Re: kostium kapielowy ;)? TAK!!! IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 18.08.02, 03:38
                                                  Hej, tu viva znowu. Kachno, życzę super wypoczynku nad morzem. Byłam i ja w tym
                                                  roku i... (tu wszyscy wstrzymują oddech)tak, nad morzem się rozbieram do
                                                  kostiumu, bo i tak zginę w tłumie, albo wlezę do wody. To ostatnio jedyny
                                                  basen, nad którym się nie wstydzę mojej tuszy. No i zawsze mam ze sobą
                                                  niezawodną męską koszulkę białą, któram ubieram na wędrówkę plażą (a przydała
                                                  mi się szczególnie na trzeci dzień, gdy się zbytnio opaliłam i MUSIAŁAM w niej
                                                  siedzieć, hi, hi). Tak więc plażuj w kostiumie, i nie psuj sobie zabawy.
                                                  Znajdź też sobie jakąś miłą kafejkę internetową i zaglądnij na forum ( ja już
                                                  na trzeci dzień poleciałam do kafejki w Darłowie i przekupując moją córkę
                                                  zakupem zabawek powysyłałam listy i kartki do znajomych).
                                                  Co do mojej wizyty u Mądrych Ludzi w Psychologii Uczonych, to jest to
                                                  przychodnia państwowa, ergo bezpłatna, ale... Stąd te terminy listopadowe.
                                                  Jakoś jednak wytrwać muszę, z Wami będzie już łatwiej.
                                                  Jeszcze raz miłego leniuchowania, przywieź plecak energii:)
                                                  • Gość: midm Re: kostium kapielowy ;)? TAK!!! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.08.02, 08:54
                                                    Viva viva! Choc oczywiscie zycze Ci (pozostalym to juz zyczylam) zebys wyszla z
                                                    tego i wrocila do normalnej wagi.
                                                  • Gość: viva Witaj midm IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 19.08.02, 11:37
                                                    Cześć midm, dziękuję za słowa wsparcia. Tym razem powrót do niższej wagi
                                                    postanowiłam rozpocząć od porządków w głowie i sercu. I wasze pisanie bardzo w
                                                    tym pomaga. Dzień od razu zaczął mi się dobrze po przeczytaniu kilku bratnich
                                                    czy raczej "siostrzanych" postów. Buziaczki:)
                                              • Gość: Ruminka Witajcie Drogie Kobietki :) IP: *.erathia.szczecin.pl 18.08.02, 13:29
                                                Witam cieplo, jestem zyje. Dziekuje Kachna za pamiec, tak mi milo, ze na mnie
                                                tu czekasz :)
                                                Jestem pod wrazeniem odwagi (ha, wiedzialam, pisalam, ze dasz rade!) i spotania
                                                w AŻ. Ciekawe doswiadczenie, mam nadzieje, ze nadal bedziesz sie dzielic
                                                wrazeniami :) A co do zachowania nazw slodyczy to tak sobie mysle czy to nie
                                                jest po to, aby nie nakrecac innym chetki na konkretne jedzonko. To jakby w AA
                                                mowic ze sie pilo koniak, zubrowke z sokiem jablkowym, zywca itd. Moze
                                                rzeczywiscie lepiej tego nie rozgrzebywac i nie robic smaku ;) Z doswiadczenia
                                                wiem, ze jakis obraz czy wlasnie nazwa smakolyku moze za mna chodzic caly
                                                dzien.
                                                Nie wiem czy dobrze zrobie piszac to, ale mam wrazenie ze dobrze zrobilas nie
                                                mowiac o antydepresentach. Przeciez zalezy Ci aby tam byc, a mowiac pewnie bys
                                                stracila ta mozliwosc. To dobra droga - wspierasz sie ile potrzebujesz, a tutaj
                                                z drugiej strony wypracowujesz konkretne wsparcie - aby moc dzialac bez prozacu.

                                                Co do mojego zmniejszenia dawki to macie racje. No i nie udalo mi sie, znow
                                                biore tyle co wczesniej. Fatalnie bylo, znow powrocilo to co kiedys. Boje sie
                                                czy sie od tego w koncu uwolnie. Choc wiele nadziei na umormowanie wiaze z
                                                przeprowadzka i samodzielnym mieszkaniem. Juz za pare miesiecy i bedziemy U
                                                SIEBIE, we dwoje, bez obciazenia... Moj terapeuta, jak do niego chodzilam
                                                pomogl mi okreslic ten stan, w jakim teraz jestem - stan zawieszenie, bez
                                                swojego miejsca, bezp oczucia stabilnosci i bezpieczenstwa. I sadze, tak
                                                mooocno to czuje (!) ze azyl mieszkaniowy wiecej mi da niz miesiace terapii i
                                                lekow.

                                                Mam nadzieje, ze plywasz, opalasz sie i jest blogo w wodzie :))

                                                Rumiankowa
                                                • Gość: viva Re: Witajcie Drogie Kobietki :) IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 19.08.02, 23:09
                                                  Gość portalu: Ruminka napisał(a):

                                                  > Choc wiele nadziei na umormowanie wiaze z
                                                  > przeprowadzka i samodzielnym mieszkaniem. Juz za pare miesiecy i bedziemy U
                                                  > SIEBIE, we dwoje, bez obciazenia... Moj terapeuta, jak do niego chodzilam
                                                  > pomogl mi okreslic ten stan, w jakim teraz jestem - stan zawieszenie, bez
                                                  > swojego miejsca, bezp oczucia stabilnosci i bezpieczenstwa. I sadze, tak
                                                  > mooocno to czuje (!) ze azyl mieszkaniowy wiecej mi da niz miesiace terapii i
                                                  > lekow.
                                                  Byłam i ja ci w podobnej sytuacji. Dopiero po sześciu latach małżeństwa
                                                  dorobiliśmy się wspólnej "dziupli". I to określenie "stan zawieszenia" trafnie
                                                  okresla, co przez te lata czułam. Mieszkanie u tesciów, wynajmowanie mniej lub
                                                  bardziej szczęśliwych mieszkań... Myślę, że przyczyna moich problemow i tuszy w
                                                  dużym stopniu stał sie brak poczucia bepieczenstwa życiowego, w tym brak
                                                  własnego kawałka podłogi.
                                                  Własne mieszkanko dało mi duże poczucie bezpieczeństwa, mnóstwo dobrej energii,
                                                  miejsce do planowanie i realizacji planów i przedsięwzięć. To było 28 m2
                                                  szcześcia. I tego Ci życzę już wkrótce.
                                                  Ruminko, pisałaś kiedys o siostrze starszej i pewnej siebie. Mam podobną i nie
                                                  znalazłam sposobu na jej polubienie. Czy Ty masz jakis sposób na swoją?
                                                  Pozdrawiam Cię ciepło:)
                                                  viva
                                                  • rumiankowa Do Vivy :) Re: Witajcie Drogie Kobietki :) 24.08.02, 15:36
                                                    Gość portalu: viva napisał(a):

                                                    > Gość portalu: Ruminka napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Choc wiele nadziei na umormowanie wiaze z
                                                    > > przeprowadzka i samodzielnym mieszkaniem. Juz za pare miesiecy i bedziemy
                                                    > U
                                                    > > SIEBIE, we dwoje, bez obciazenia... Moj terapeuta, jak do niego chodzilam
                                                    > > pomogl mi okreslic ten stan, w jakim teraz jestem - stan zawieszenie, bez
                                                    > > swojego miejsca, bezp oczucia stabilnosci i bezpieczenstwa. I sadze, tak
                                                    > > mooocno to czuje (!) ze azyl mieszkaniowy wiecej mi da niz miesiace terapi
                                                    > i i
                                                    > > lekow.
                                                    > Byłam i ja ci w podobnej sytuacji. Dopiero po sześciu latach małżeństwa
                                                    > dorobiliśmy się wspólnej "dziupli". I to określenie "stan zawieszenia"
                                                    trafnie
                                                    > okresla, co przez te lata czułam. Mieszkanie u tesciów, wynajmowanie mniej
                                                    lub
                                                    > bardziej szczęśliwych mieszkań... Myślę, że przyczyna moich problemow i tuszy
                                                    w
                                                    >
                                                    > dużym stopniu stał sie brak poczucia bepieczenstwa życiowego, w tym brak
                                                    > własnego kawałka podłogi.
                                                    > Własne mieszkanko dało mi duże poczucie bezpieczeństwa, mnóstwo dobrej
                                                    energii,
                                                    >
                                                    > miejsce do planowanie i realizacji planów i przedsięwzięć. To było 28 m2
                                                    > szcześcia. I tego Ci życzę już wkrótce.
                                                    > Ruminko, pisałaś kiedys o siostrze starszej i pewnej siebie. Mam podobną i
                                                    nie
                                                    > znalazłam sposobu na jej polubienie. Czy Ty masz jakis sposób na swoją?
                                                    > Pozdrawiam Cię ciepło:)
                                                    > viva
                                                  • rumiankowa Do Vivy :) 24.08.02, 15:50
                                                    Jeszcze raz, bo mi sie wcisnal enterek.

                                                    Gość portalu: viva napisał(a):

                                                    Czesc :) Ciesze sie, ze i Ty tu jestes :)

                                                    Dokladnie tak sie czuje w zwiazku z mieszkaniem, jak pisalas. Widac podobnie to
                                                    odczuwalas. Ciesze sie, ze macie swoj azyl, my tez (oby!) niedlugo.

                                                    > Ruminko, pisałaś kiedys o siostrze starszej i pewnej siebie. Mam podobną i
                                                    nie
                                                    > znalazłam sposobu na jej polubienie. Czy Ty masz jakis sposób na swoją?

                                                    Ha! Ja jej NADAL nie lubie! Za duzo zlego mi zrobila, za duzo sie naznecala.
                                                    Duzo by pisac, powiem tyle, ze b. sie jej balam, czesto czulam strach i
                                                    ponizenie. Jak nie jej, to balam sie pijackich przejsc w domu, a w
                                                    ostatecznosci jako napedzacz strachu pozostawala kochana szkółka z jej
                                                    problemami. Siostry nadal nie lubie. Malo sie kontaktuje, "nie bylo okazji"
                                                    nawet zobaczyc jej nowego (od 4 lat) mieszkania. Mam gesia skorke jak musze z
                                                    nia rozmawiac. Ona niczego nie widzi i nie wie jakim byla dla mnie obciazeniem,
                                                    dla niej zycie za szybko sie toczy, aby cos analizowac i pamietac - szybko sie
                                                    klocila, upokarzala, bila, a potem szybciotko sie usmiechala jakby wszystko
                                                    bylo ok. A ja milczalam. Wiesz, przez pewien czas prawie mi wmowila, ze jestem
                                                    niedorozwienieta, naprawde uwazalam, ze nie jestem normalna. To jest silna,
                                                    aktywna osoba o prostym, nieskmplikowanym zyciu wewnetrznym. Nie rozumie, ze
                                                    ktos placze bo sie wzruszyl - dla niej takie emocje nie istnieja. No, dosc o
                                                    tym.

                                                    Jesli moge spytac jak to jest (bylo) u Ciebie? Widzisz jakies podobienstwo? ;)

                                                    Rumiankowa - pozdrawiam!

                                          • Gość: Ruminka Re: czwartek pietnastego IP: *.erathia.szczecin.pl 18.08.02, 13:41
                                            Gość portalu: viva napisał(a):

                                            Czesc Viva, milo widziec tu kolejna bratnia dusze :)

                                            > (.)Potem terapia grupowa. Trochę się boję, ale podobno to pomaga?
                                            > Czy próbowałyście terapii grupowej? Jakie wrażenia? Ja juz wiem, że będę
                                            płakać cały czas jak bóbr (..)

                                            :) Ja bylam na 3miesiecznej grupowej, tez w panstwowej placowce. I b. sobie
                                            chwale, dla mnie to byl przelom zyciowy :) ZDECYDOWANIE popieram pomysl. To
                                            calkiem naturalne, ze sie boisz - podejrzewam, ze wszyscy beda to przezywac.
                                            Placz nie jest niczym zlym, tam jest miejsce i czas na wylanie wszelkich emocji
                                            i uzdrowienie ich. Bedzie i placz i bol, ale to wszystko jest konieczne - im
                                            wiecej sie naprzezywasz tym lepiej. Aby wszystkie złogi brudkow mogly wyplynac
                                            i zostawic czyste miejsca. I pamietaj, ze nikt Cie do niczego nie zmusi, mozesz
                                            robic tyle ile Ty sama zechcesz. Tak wiec nie boj sie, ze bedzesz zmuszona do
                                            czegos czego nie bedziesz chciala. Z tym, ze oczywiscie im wiecej sie
                                            angazujesz tym wiecej wyniesiesz.

                                            Pozdrawiam Ciebie i midm :)
                                            Rumiankowa
                                            • Gość: midm Re: czwartek pietnastego IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.08.02, 15:51
                                              Ruminka, trzymaj sie.
                                            • Gość: midm Re: czwartek pietnastego IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.08.02, 15:53
                                              Ruminka, trzymaj sie.
                                            • Gość: viva Witam w poniedziałek IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 19.08.02, 11:30
                                              Gość portalu: Ruminka napisał(a):


                                              >
                                              > Czesc Viva, milo widziec tu kolejna bratnia dusze :)
                                              > :) Ja bylam na 3miesiecznej grupowej (...).
                                              Ruminko miła! Dziekuję za kilka słów o terapii grupowej. Jeszcze kilka lat temu
                                              tan temat wywoływał u mnie zdecydowany sprzeciw wewnetrzny. Teraz, im wiecej o
                                              tym wiem, tym bardziej jestem przekonana do tej metody. A to powinno pomóc i
                                              wzmóc ;) jej skuteczność.
                                              Pozdrowienia dla Kachny i midm:)
                                              • Gość: midm Re: Witam w poniedziałek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.08.02, 12:04
                                                Ja juz gdzies pisalam o grupowej, wiec nie chcialam sie powtarzac, ale tez jak
                                                najbardziej (i to panstwowa, nie zadna prywatna) popieram.
                                                • Gość: viva Re: Taki dzień, że ratunku! IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 21.08.02, 15:18
                                                  Jakie to strasznie zwodnicze, te dni lepsze z dobrym samopoczuciem i po nich
                                                  takie ciężkie! Zawsze dam się nabrać i myślę, że minęło złe, no to ja sobie juz
                                                  teraz poradze... I co? Siedzę i płaczę. Rano tesciowa mnie lekko zdenerwowała i
                                                  łzy. Potem ok., a po dwóch godzinach płacze i nie mogę przestać... I to na
                                                  ulicy i w autobusie!!! Horror, co? Poleciałam do lekarza domowego, bo czuję, że
                                                  nie pociągne bez pomocy do tych badań listopadowych. Wypisał tabletki i dał
                                                  skierowanie do dobrego psychologa (a przynajmniej takiego, który ma rozsądne
                                                  terminy). No bo jakos trzeba do tych badań szczegółowych w przychodni
                                                  specjalistycznej i ewentualnej terapii grupowej dotrwać... A to jeszcze dwa
                                                  miesiące i trzy tygodnie:(
                                                  Łzawe pozdrowienia od vivy
                                                  • Gość: midm Re: Taki dzień, że ratunku! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.08.02, 15:36
                                                    Viva, bardzo dobrze zrobilas.
                                                  • Gość: viva Midm, pytanie IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 21.08.02, 15:40
                                                    Pochodziłam trochę po forach, często tam radzisz wizyty u specjalistów.
                                                    Dlaczego? Nie poczytaj mi za złe tego pytania, pytam z ludzkiej ciekawości. Czy
                                                    sama jesteś lekarzem, czy po prostu masz dobre doświadczenia? A może wiesz, że
                                                    czasem trudno samemu dostrzec moment, kiedy sam nie uciągniesz?:)
                                                    Pozdrawiam
                                                    viva
                                                  • Gość: midm Re: Midm, pytanie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.08.02, 16:13
                                                    Hmm... Jestem - co moze zabrzmi dziwnie - raczej za tym zeby poznac swoj
                                                    organizm, dbac o niego, doksztalcic sie co robic w drobnych sprawach, ale w
                                                    pewnych, jakichs wiekszych, bardziej skomplikowanych nie mozna (albo
                                                    ewentualnie mozna by bylo tylko nie ma sensu tracic na to kilku lat albo nie
                                                    bardzo oplaca sie to). Trzeba wesprzec sie lekarzem. (Nawet jak kiepski to wie
                                                    nieco wiecej i ma wiecej doswiadczenia.) Mysle, ze jezeli chodzi o psychike, u
                                                    nas w Polsce jest - ciagle jeszcze - ogromna ignorancja, a takze roznego
                                                    rodzaju uprzedzenia, stad zachecam do odwiedzin. Moze tez nasiaknelam, choc sie
                                                    przed tym bronilam jak moglam, tym co w Stanach Zjedn. gdzie lataja do
                                                    specjalisty ze wszystkim. Jesli chodzi o moje wlasne doswiadczenia z lekarzami
                                                    tak w ogole tzn roznych specjalnosci, to mam pewnie jak kazdy, troche dobrych,
                                                    troche zlych. Jesli chodzi w szczegolnosci o psychologow, psychiatrow itd z
                                                    ktorymi mialam sporo do czynienia to... gdyby nie oni to prawdopodobnie nie
                                                    mialabys okazji przeczytac zadnego mojego postu.
                                                  • Gość: midm Re: Midm, pytanie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.08.02, 16:23
                                                    Ale nie traktuje ich jak nie wiadomo jakich autorytetow.
                                                  • Gość: midm Re: Midm, pytanie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.08.02, 16:32
                                                    A... i (bo o tym nie wspomnialam, a moze nie jest to takie oczywiste) sama
                                                    lekarzem nie jestem.
                                                  • Gość: midm Re: Midm, pytanie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.08.02, 16:51
                                                    Czasem tez odsylam do lekarza, bo takowego tu nie ma zeby sie wypowiedzial.
                                                  • Gość: viva Re: Midm, pytanie IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 21.08.02, 20:39
                                                    Dzieki za cierpliwe zaspokojenie ciekawości i wsparcie mailowe:). Czy teraz tez
                                                    mieszkasz w Stanach? Pozdrowionka
                                                    viva
                                                  • Gość: viva Re: Midm, pytanie IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 21.08.02, 20:43
                                                    O, zerknęłam na adres internetowy przy twoim poście i wygląda na to, że piszesz
                                                    z Warszawy. Więc pewnie jednak mieszkasz tutaj... (Niech żyje
                                                    spostrzegawczość!!)
                                                  • rumiankowa Re: Taki dzień, że ratunku! 24.08.02, 15:57
                                                    Viva! Czekaj wytrwale na terapie, a przez ten czas staraj sie "spokojnie
                                                    oddychac". Ja to tak nazywam. Kiedy jestem w napieciu mam wrazenie, ze nie
                                                    oddycham tyle ile potrzebuje, wstrzymuje pelen oddech np wsrod ludzi itd.
                                                    Spokojne, pelne oddychanie odpreza, probuj. Wytrzymasz 3 miesiace - pomysl ile
                                                    takich miesiecy/lat juz wytrzymalas. Dasz rade.

                                                    Rumiankowa
    • Gość: midm Re: Znowu Kachna do Rumiankowej :)) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.07.02, 12:23
      Ciagle sie nie skontaktowalam. Ale zerknij tu:
      users.nethit.pl/forum/read/ajgor/919011/ i moze sprobuj sie dowiedziec w
      miejscach, o ktorych pisza (to panstwowe placowki). Z prywatnych (chyba)
      znalazlam: jakis gabinet prowadzony przez Tomasza Chlebowskiego 820-45-81 i
      jak kiedys czegos szukalam innego to widzialam, ze jakas kobieta cos robi i to
      nawet bezplatnie, ale nie moge teraz na to trafic.
      • Gość: Kachna do midm Kachna do midm :)) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 22.07.02, 14:34
        midm, dziekuje, ze o mnie pamietasz :)
        Chlebowski teraz jest na urlopie, ale dzwonilam do niego wczesniej i pewnie w
        tym tygodniu sie umowie. Fakt, ze wizyty sa platne.

        >> jak kiedys czegos szukalam innego to widzialam, ze jakas kobieta cos robi i
        to
        > nawet bezplatnie, ale nie moge teraz na to trafic.

        To jesli uda Ci sie ja odnalezc, bede wdzieczna :)

        Dzieki midm,
        pozdrowki,

        Kachna
        • Gość: midm Re: Kachna do midm :)) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.07.02, 15:18
          I dla Ciebie. I zycze jeszcze raz zebys z tego wyszla.
          • Gość: Kachna Wrocilam :)))) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 24.08.02, 09:50
            Czesc kobiety Kochane :))

            Ciesze sie ogromnie, ze ten watek nie umarl jeszcze smiercia naturalna ;)).
            Cieszy mnie tez to, ze nasza wirtualna grupa wsparcia ma sie dobrze i rozwija
            sie. Jezu jak sie ucieszylam widzac, ze w czasie mojej nieobecnosci tyle
            pisalyscie. Dzieki!
            Rumiankowa, dobrze, ze juz przestalas experymentowac z lekami.
            Odpisze Ci obszerniej i w ogole, viva, Tobie tez. Chce sie porzadnie wczytac w
            to, co napisalyscie. Viva, dzieki za milego posta przed moim wyjazdem! :)))
            Przywiozlam << plecak pelen energii >>, a jakze! :))))
            Drogie moje, otoz olalam wszelkie moje kompleksy i, UWAGA: rozebralam sie do
            kostiumu i plywalam w morzu!! I co? I nic. Jakos nikt mi publicznie nie wytykal
            duzego tylka i brzucha. Viva, mialas racje - latwiej lazic w kostiumie po plazy
            bo mozna zginac w tlumie.Wiecei co, jadlam rzeczywiscie tylko wtedy, gdy
            poczulam fizjologiczny glod. Wspaniale uczucie. NORMALNE.
            Jadlam duzo ryb i wlasciwie to, na co mialam ochote (oprocz slodyczy ktore
            obecnie w ogole mnie nie kreca, bo jem chrom), korzystalam z pubow wraz ze
            znajomymi, spacerowalam plaza i wyluzowalam sie totalnie. Gdzies przy okazji
            zgubilam 3 kilosy, w tydzien !! :) Fakt, ze po prozacu mniej mi sie chce jesc,
            zreszta jego ubocznym skutkiem jest spadek masy ciala, wlasnie. Czuje sie duzo
            lepiej, duzo lzej. Pora pomyslec o intensywniejszej gimnastyce (nie zawsze sie
            chce ;)). I w ogole, cholernie zachcialo mi sie zyc, wiecie? Oby to nie byla
            tylko chwilowa euforia, wiecie o co chodzi ?

            Dziewczyny, pozdrawiam Was najcieplej jak potrafie i ciesze sie, ze jestescie.
            :))))) Usmiecham sie do Was, czekam na wiesci co tam slychac,

            wakacyjnie wyluzowana Kachna :)))
            • Gość: midm Re: Wrocilam :)))) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.08.02, 12:45
              Nawet jakby byla chwilowa, to jak bedzie Ci gorzej to wracaj do tej chwili tzn
              uswiadamiaj sobie, ze sa takie. Ciagnij leczenie dalej. Mozna z tego wyjsc.
              • Gość: midm Re: Wrocilam :)))) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.08.02, 12:48
                I jeszcze raz zycze zebys z tego wyszla, i Wam wszystkim, i tym, ktorzy
                odwiedza ten watek z tymi i innymi klopotami.
                • rumiankowa Re: Wrocilam :)))) 24.08.02, 16:03
                  Gość portalu: midm napisał(a):

                  > I jeszcze raz zycze zebys z tego wyszla, i Wam wszystkim, i tym, ktorzy
                  > odwiedza ten watek z tymi i innymi klopotami.

                  NO I TOBIE TEZ MIDM! Nie mysl, ze o Tobie zapominamy! :)
                  • Gość: midm Re: Wrocilam :)))) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.08.02, 17:02
                    Tak szczerze to pare razy to tak sobie pomyslalam, ale to nie szkodzi,
                    zwlaszcza, ze ja wchodze tu w innym celu.
            • rumiankowa Re: Wrocilam :)))) 24.08.02, 16:07
              KACHNA - re-we-la-cyj-nie! Swietnie, super, baardzo sie ciesze, ze tak fajnie
              spedzilas ten czas! To wielki sukces, ze tak mozna - tak normalnie, radosnie.
              JA tez tak umiem w sprzyjajacych warunkach :)) Wiec wiem ze moge. I Ty wiesz, a
              to cale Morze Dobra :) Jestem z Ciebie dumna hihi. Nie martw sie czy
              to "chwilowe" czy nie, wazne ze jest, wazne ze po tym zostana wspomnenia i
              doswiadczenia. I wazne ze nabralas wiary i pędu w skrzydelka. Tak trzymaj,
              staraj sie zachowac tez czas jak najdluzej.

              Zdrowka wszystkim !
              Rumiankowa
              • Gość: viva Witam Kochane: midm, Kachna i Rumiankowa IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 24.08.02, 22:31
                Najpierw midm, miło że zawsze mozna liczyć na Twoją obecność i wsparcie. Witam
                też opalona i chudszą (hip, hip, hurra!!!) Kachnę i Runminkę radosną.
                Dobra wiadomość w moich sprawach. Wczoraj zadzwoniła pani, że mam wizytę w
                Ośrodku Leczenia Nerwic już W PONIEDZIAŁEK, a nie dopiero w listopadzie. Super
                wiadomość, Ruminko, do poniedziałku oddycham powoli i dotrwam. Zażywam też od
                środy Afobam i trochę się martwię, bo podobno uzależnia dość szybko, no, ale
                jak wizyta już w poniedziałek, to może mi nie będzie już długo potrzebny. Aha,
                i spię po nim jak SŁOŃ, hi, hi. Nigdy!! nie spałam w dzień, a teraz codziennie
                drzemka kilkugodzinna po południu. Ale za to jakie ładne sny, takie przyjemne:)
                Miłych snów dzisiaj, pa, pa
                viva
                • Gość: midm Re: Witam Kochane: midm, Kachna i Rumiankowa IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.08.02, 22:57
                  Oby przyznali Ci terapie i byla porzadna. (Jak nie to popatrz co jest w innych
                  miejscach, jestes chyba z Krakowa, moja kolezanka, ktora w tym robi - choc
                  glownie z dziecmi - mowila, ze czasem sie mowilo ostatnio, ze sobie najlepiej
                  radza.)
                  Co do mnie to teraz bede miala wiecej pracy i jeszcze rozne dodatkowe rzeczy,
                  wiec moge 'przymilknac', zreszta i tak bym pewnie kiedys to zrobila..., jak cos
                  mozna pisac na konto.
            • Gość: viva Re: Wrocilam :)))) IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 24.08.02, 22:29
              Witaj istoto opalona, szczęśliwa i w morzu wymoczona. Tylko tak dalej, a
              energię "uszparować" na inne (bardziej szare) dni. Życzę Tobie (a i sobie też)
              corocznych pobytów w tym raju dla wszystkich ( bo dla mnie plaża nad morzem to
              jak raj).
              Jak zaczniesz teraz gimnastykę, to jesteś "debeściara" (słówko pochodzi od
              zwrotu "the best") czyli super, czego życzę.
              Do niebawem
              viva
              • Gość: Kachna Dobry wieczor kobiety Kochane :)) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 24.08.02, 23:21
                Czesc Rumiankowa, viva i midm, czesc everyone :)))

                Rumiankowa, ja tu tyle o sobie, a nie wiem jak u Ciebie, jak sobie radzisz.
                Dziekuje za tyle cieplych slow. Usmiecham sie do Ciebie :))) bardzo.
                Vica - trzymam kciuki w poniedzialek, Slonce, koniecznie napisz jak bylo,
                dobrze?
                midm, faktycznie moglas sie poczuc "olana", gloopio mi teraz z tego powodu.
                MOze jakos z rumiankowa zalapalam najblizsze klimy i jakos polubilam ja
                najbardziej, szczerze mowiac i stad mozesz czuc, ze nie "rozmawiam" tyle z
                Toba. Twoje posty sa dla mnie dosc enigmatyczne, wiesz? Ale pamietam jak
                pisalas, ze nie chcesz sie wywnetrzniac na forum i szanuje to. Zreszta bierzesz
                aktywny udzial, nie tylko w tym watku, i czytam, ze w wielu Twoich postach
                naprawde starasz sie konkretnie i rzeczowo pomoc ludziom ( w tym mnie,
                podawalas mi konkretne namiary), ktorzy szukaja pomocy.
                Pewnie mamy nieco inne klimaty, ale nie chcialabym bys czula sie przeze mnie/
                nas/ zapomniana. Odzywaj sie, dobrze? Usmiecham sie do Ciebie :) i do
                wszystkich, ktorych znam i do tych, ktorzy moze tylko czytaja ten watek.
                A, NIKAWA, odezwij sie, cos dawno nie dalas znaku zycia. Dalej jestes w Stanach?

                Pozdrowki dla Was, Kochane, spijcie dobrze,
                bede sie jeszcze odzywac,

                Kachna
                • Gość: midm Re: Dobry wieczor kobiety Kochane :)) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 08:28
                  Kachna, naprawde nie szkodzi.
                  • Gość: Kachna niedziela 25 IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 25.08.02, 16:36
                    Gość portalu: midm napisał(a):

                    > Kachna, naprawde nie szkodzi.

                    No to w porzadku. :)

                    Czesc wszystkim,

                    Dzisiaj mam dzien na sprzatanie, pranie i inne prozaiczne czynnosci. Poczytalam
                    sobie tez stare listy milosne bylego dawnego i starych przyjaciol z czasow
                    licealnych (czytaj: prehistorycznych ;)) i miejscami sentymenty mieszaly mi sie
                    z atakami smiechu. :))))
                    Rumiankowa, nawiaze jeszcze do Twojego << stanu zawieszenia >> jak to
                    okreslilas. Wytrzymacie jeszcze troszke, zreszta z tego co pisalas masz bardzo
                    wspierajacego meza, wiec razem jakos przetrzymacie, tak sadze. I tak dobrze, ze
                    przed Wami perspektywa na wlasny kąt.
                    Wiesz, czasem czuje sie zyciowa nieudacznica, ze w wieku 24 lat jeszcze
                    mieszkam z rodzicami. Owszem mam prace, ale poki co nie wystarczyloby na
                    wynajecie mieszkania. Czasem mam takie "katastroficzne" wizje, ze bede z nimi
                    mieszkala do trzydziestki !!!!, ze sobie nie poradze i nie usamodzielnie. A tak
                    bardzo bym chciala. MOze to trzeba malymi krokami? Czemu wszystkie emocjonalne
                    klopoty i wyciaganie wnioskow przerabiam z kilkuletnim opoznieniem w stosunku
                    do moich rowiesnikow? Oni juz zakladaja rodziny, pokonczyli po bozemu studia
                    itd. Sa emocjonalnie dojrzalsi ode mnie. A, dosc tych porownan i narzekan,
                    ktore donikad nie prowadza, no nie?

                    Wiecie co dziewczyny, tak mi przyszlo do glowy, ze te wszystkie faldy i
                    przyleglosci to tylko OBJAWY tego, co sie dzieje z emocjami. I to nie cialo
                    choruje, tylko dusza. Wiem, ze kiedy ustabilizuje wage i wroce do normalnego
                    rozmiaru ciala - to nie wystarczy, bo problemy w glowie zostana. Trzeba mi
                    bedzie pracy nad soba (daje sobie 2 do 3 lat na to)i najlepiej pod okiem
                    psychologa [jak sie wreszcie z nim skontaktuje, nie omieszkam napisac jak bylo].
                    Chce przepracowac swoj irracjonalny lęk przed facetami, swoja niepewnosc
                    siebie, pomalu zbudowac jakie takie poczucie wlasnej wartosci.
                    Wiecie , tylko boje sie, ze u mnie to kolejny przyplyw slomianego zapalu, ze
                    nie wystarczy mi konsekwencji. Wiele w zyciu rzeczy, mniejszych i wiekszych
                    zaczynalam i potem nie konczylam. Chcby studia - zmienialam, przerywalam itp.
                    Lapalam dziesiec srok za ogon, stawialam sobie same nierealne cele i wymagania.
                    Poprzeczka szla duuzo powyzej realnych mozliwosci. Znacie to?
                    Moim kolejnym krokiem na drodze uwierzenia w siebie bedzie skonczenie chociaz 3
                    letnich studiow. Wtedy zaczne siebie cenic i wierzyc sobie. I jesli wszystko
                    sie dobrze powiedzie - od pazdziernika rozpoczne studia, po raz kolejny w zyciu.
                    Brakuje mi, cholera, samosterownosci, czasem trzeba mnie za przeproszeniem w
                    dupe kopnac bym poszla na jakis egzamin itp. Moi znajomi powiedzieli, ze jakby
                    co, to mam dzwonic do nich i oni mnie "kopna" ;) Tu odzywa sie cholerny
                    perfekcjonizm, myslenie, ze wszystko albo nic. Czytalam gdzies, ze dazenie do
                    perfekcji i wygorowane ambicje to charakterystyczne dla dziewczyn z
                    zaburzeniami jedzenia. A jak jest u Was, dziewczyny kochane?
                    I jeszcze cos, obiecalam sobie, ze bede do Was pisac nawet wtedy, gdy przyjda
                    zalamania i kryzysy. Postaram sie.

                    Rumiankowa, ja tez mialam i mam beznadziejny kontakt z sister (starsza nota
                    bene). Przeplakalam sporo godzin na Gestalcie, bylo roznie miedzy nami. Moze
                    napisze o tym szerzej kiedy indziej. Ona jest tak niedostepna, tak piekielnie
                    cyniczna i zarozumiala, a pewnie jeszcze bArdziej pokrecona niz ja.
                    teraz dla wlasnego dobra trzymam dystans i powoli coraz mniej zalezy mi na
                    blizszym kontakcie z nia. Wlasciwie godze sie na to, ze nie bedziemy niczym
                    przyjaciolki. Na szczescie na brak przyjaciolek i dobrych kolezanek narzekac
                    nie moge. One rekompensuja mi nieudany uklad z siostra.

                    Dziewczyny, za duzo sie rozpisalam i pewnie zaczelam przynudzac, co?

                    POzdrowki najcieplejsze dla Was,

                    Czekam niecierpliwie na wiesci od Was,

                    Macham Wam :))))

                    Kachna
                    • Gość: midm Re: niedziela 25 IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 17:34
                      Kachna, ja sie nie zupelnie zgadzam z tym, ze to tylko emocje, mysle, ze i
                      jakies uwarunkowanie biologiczne, typ osobowosci, to jak sie potoczylo zycie,
                      kultura, w ktorej zyjemy itd. Tak samo jak sie zacznie wychodzic, to moga sie
                      wmieszac rozne, nawet inne, czynniki, w tym czysto fizyczne. To jest wszystko
                      straszliwie trudne, nawet terapetom z tym nie latwo. Ale sporo mozna. Nie boj
                      sie tak o to czy bedziesz konsekwetna, jak sie trafi na wlasciwy trop, to sie
                      jest jakby samo przez sie, choc oczywiscie czasem trzeba sie przymuszac, byc
                      cierpliwym.
                      • Gość: Kachna Re: niedziela 25 IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 25.08.02, 18:11
                        Gość portalu: midm napisał(a):
                        Czesc midm,

                        Masz pelne prawo, zeby sie nie zgadzac, no nie? :)
                        Wiesz, nie do konca mi o to chodzilo, nieprecyzyjnie sie wyrazilam. Chodzilo mi
                        o to, ze otylosc to tylko skutek tego, co dzialo sie w glowie. Zreszta,
                        podejrzewam, ze bulimia i anorka - takze.
                        Zgadzam sie z Toba, ze to moze byc jakis typ osobowosci, mysle, ze sklonnosci
                        do uzaleznien na przyklad (tutj: od jedzenia). Rodzaj obsesji na punkcie
                        wlasnego wygladu, ale ktos powiedzial, ze zaburzenia odzywiania to tylko
                        przykrywka dla PRAWDZIWYCH problemow, ktore siedza duzo glebiej.
                        Nie no, pewnie, ze to zespol roznych czynnikow sprawia, ze wpadamy w to bagno,
                        lub nie. Nie kazda odchudzajaca sie dziewczynka, powiedzmy 15-sto letnia
                        wpadnie w ano czy buli. Ale nie zdawalam sobie sprawy, ze takich kobiet jest
                        pelno i wcale nie trzeba daleko szukac. Teraz na wakacjach zakolegowalam sie ze
                        swietna dziewczyna, jak sie okazalo ano-bulimka.
                        Apropos dziewczyn, to dzisiaj w sklepie zobaczylam jedna, ktora znam tylko z
                        widzenia, z czasow podstawowki. Wtedy byla proporcjonalnie zbudowana seksowna
                        nastolatka, tzn. okragla ladna buzia, proporcjonalne piersi itp. NIE byla
                        absolutnie gruba. Kobieca, po prostu. Zobaczylam ja przy kasie jak
                        kupowala "tekturowy" ;)) chlebek Wasa (lubicie? - I do not)i Marlboro. Miala
                        patykowate ramiona, echo biustu, ogromne oczy na trojkatnej twarzy. Wygladala z
                        tymi oczami, szczegolnie, po prostu PRZERAZAJACO. Fakt, ze byla mocno opalona,
                        ale tak solaryjnie raczej. Przyszlo mi wtedy na mysl, ze ona odzywia sie pewnie
                        glownie tym ohydnym chlebkiem i duzo pali, zeby nie jesc i brob Boze nie
                        przytyc.
                        Moze przesadzam, moze ona nie ma buli, czy ano, moze jestem przewrazliwiona w
                        tym temacie, ale zdaje sie tym razem na moja intuicje i PRZYPUSZCZAM jedynie,
                        ze ona ma klopoty z jedzeniem.

                        > Nie boj sie tak o to czy bedziesz konsekwetna, jak sie trafi na wlasciwy
                        trop, to sie jest jakby samo przez sie,>>

                        Dzieki midm za dobre slowa. Z tym dobrym tropem to masz racje.

                        > choc oczywiscie czasem trzeba sie przymuszac, byc cierpliwym.>>

                        szczegolnie to drugie.

                        pozdrawiam Cie midm i Wszystkich, :)

                        Kachna

                        • Gość: midm Re: niedziela 25 IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 19:26
                          Jest duzo i rozpanosza sie to teraz nawet nie w rozwinietych krajach.
                    • Gość: viva Re: niedziela 25 IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 25.08.02, 20:34
                      Gość portalu: Kachna napisał(a):

                      > Gość portalu: midm napisał(a):
                      >
                      > > Kachna, naprawde nie szkodzi.
                      >
                      > No to w porzadku. :)
                      >
                      > Czesc wszystkim,
                      >
                      > Dzisiaj mam dzien na sprzatanie, pranie i inne prozaiczne czynnosci.
                      Poczytalam
                      >
                      > sobie tez stare listy milosne bylego dawnego i starych przyjaciol z czasow
                      > licealnych (czytaj: prehistorycznych ;)) i miejscami sentymenty mieszaly mi
                      sie
                      >
                      > z atakami smiechu. :))))
                      Lubie okropnie czytać stare listy, szczególnie od jednej z sióstr (tej
                      najbliższej), gromadze stare pocztówki swiateczne i czasem przegladam, zawsze
                      mi to dobrze robi:)
                      > Rumiankowa, nawiaze jeszcze do Twojego << stanu zawieszenia >> jak
                      > to
                      > okreslilas. Wytrzymacie jeszcze troszke, zreszta z tego co pisalas masz
                      bardzo
                      > wspierajacego meza, wiec razem jakos przetrzymacie, tak sadze. I tak dobrze,
                      ze
                      >
                      > przed Wami perspektywa na wlasny kąt.
                      > Wiesz, czasem czuje sie zyciowa nieudacznica, ze w wieku 24 lat jeszcze
                      > mieszkam z rodzicami. Owszem mam prace, ale poki co nie wystarczyloby na
                      > wynajecie mieszkania. Czasem mam takie "katastroficzne" wizje, ze bede z nimi
                      > mieszkala do trzydziestki !!!!, ze sobie nie poradze i nie usamodzielnie. A
                      tak
                      >
                      > bardzo bym chciala. MOze to trzeba malymi krokami? Czemu wszystkie
                      emocjonalne
                      > klopoty i wyciaganie wnioskow przerabiam z kilkuletnim opoznieniem w stosunku
                      > do moich rowiesnikow? Oni juz zakladaja rodziny, pokonczyli po bozemu studia
                      > itd. Sa emocjonalnie dojrzalsi ode mnie.
                      He, he, Kachno kochana. Jestem starsza od ciebie o lat OSIEM, od dawna nie
                      mieszkam z rodzicami i - niestety przerabiam problemy emocjonalne podobne do
                      twoich(życiowa nieudacznica, gorsza od innych, co to wszystko naraz udźwigną,
                      nadwaga z wysokim BMI to właściwie juz tylko "lżejszy kaliber" w porównaniu z
                      poczuciem, że sobie nie radzę, nie poradzę, czeka mnie jakaś życiowa i totalna
                      klęska, a ze mna moja rodzinę). Wiec chyba nie masz opóźnienia:))), bo problemy
                      emocjonalne nie rozwiązane wylezą tak czy tak. Pracuję i tak bym się z tej
                      pracy nie utrzymała:(, "dorabiam" wiec jako mama i żona. I co? Totalny "zez
                      rozbieżny", nie potrafie pogodzic tych ról razem. Raz, czasowo, dwa,
                      emocjonalnie właśnie. Bo w pracy trzeba być twardym i chłodnym, profesjonalnym
                      i zero emocji (tacy ludzie w pracy). A taka postawa przy małej dziewczynce
                      i "ciepłolubnym' mężu to klęska. Albo kolę w domu, albo zbytnio "spoufalam się"
                      w pracy. I to poczucie bycia "nłodszą siostrą całego świata", łeee. Tak wiec
                      reasumując, w moim przypadku ani studia, ani założenie rodziny nie świadczy o
                      emocjonalnej stabilizacji. I myslę, że u innych także. A wiek 24 lata to
                      cudowny czas na poznawanie siebie i realizacje zainteresowań, na które podczas
                      małżeństwa czasu po prostu nie ma (mam nadzieję, że chwilowo).
                      A, dosc tych porownan i narzekan,
                      > ktore donikad nie prowadza, no nie?
                      Tym razem porównanie doprowadziło do tego, że nawet o duzo latek strasza baba
                      ma problemy podobne, więc jesteś do przodu:)))
                      >
                      > Wiecie co dziewczyny, tak mi przyszlo do glowy, ze te wszystkie faldy i
                      > przyleglosci to tylko OBJAWY tego, co sie dzieje z emocjami. I to nie cialo
                      > choruje, tylko dusza.
                      YES!!!! Dokładnie takie mam odczucia.
                      Wiem, ze kiedy ustabilizuje wage i wroce do normalnego
                      > rozmiaru ciala - to nie wystarczy, bo problemy w glowie zostana. Trzeba mi
                      > bedzie pracy nad soba (daje sobie 2 do 3 lat na to)i najlepiej pod okiem
                      > psychologa [jak sie wreszcie z nim skontaktuje, nie omieszkam napisac jak
                      bylo]
                      > .I mnie sie wydaje, że droga tędy wiedzie. Najpierw skołatana duszyczka, a
                      potem sadełko.
                      > Chce przepracowac swoj irracjonalny lęk przed facetami, swoja niepewnosc
                      > siebie, pomalu zbudowac jakie takie poczucie wlasnej wartosci.
                      Dodam jeszcze, że "zakontraktowanie" jedego faceta jako męża nie pomogło
                      uniwersalnie na pewność siebie w stosunku do ogółu:))), więc nie jest to
                      wyjście.
                      > Wiecie , tylko boje sie, ze u mnie to kolejny przyplyw slomianego zapalu, ze
                      > nie wystarczy mi konsekwencji. Wiele w zyciu rzeczy, mniejszych i wiekszych
                      > zaczynalam i potem nie konczylam. Chcby studia - zmienialam, przerywalam itp.
                      > Lapalam dziesiec srok za ogon, stawialam sobie same nierealne cele i
                      wymagania.
                      >
                      > Poprzeczka szla duuzo powyzej realnych mozliwosci. Znacie to?
                      Tak, ale to jest droga samopoznania. Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono,
                      czyli teoria sobie, a prawda wychodzi w obliczu realnej sytuacji. Tez jestem
                      słomianym ogniem i wiem, że są rzeczy, które potrafię stale robić i być może to
                      sa te właśnie, które NAPRAWDĘ i bez fałszu mnie interesują. Myslę, że i Ty masz
                      sprawy, których nie porzucasz i są naprawde Twoje.
                      > Moim kolejnym krokiem na drodze uwierzenia w siebie bedzie skonczenie chociaz
                      3
                      >
                      > letnich studiow. Wtedy zaczne siebie cenic i wierzyc sobie. I jesli wszystko
                      > sie dobrze powiedzie - od pazdziernika rozpoczne studia, po raz kolejny w
                      zyciu
                      > .
                      Rozpoczynaj, kontynuuj, jesteś juz o trzy próby madrzejsza. Czy wiesz, że
                      inteligencja emocjonalna wzrasta w nas całe życie? Czyli i szansa na skończenie
                      Twojego przedsięwziecia (motywacja itp.) są wieksze. (Czy znasz
                      książkę "Inteligencja emocjonalna" Golemana? Polecam, madra i wytłumaczyła
                      mi "mnie" samą i moje pozorne sprzeczności.)
                      > Brakuje mi, cholera, samosterownosci, czasem trzeba mnie za przeproszeniem w
                      > dupe kopnac bym poszla na jakis egzamin itp. Moi znajomi powiedzieli, ze
                      jakby
                      > co, to mam dzwonic do nich i oni mnie "kopna" ;) Tu odzywa sie cholerny
                      > perfekcjonizm, myslenie, ze wszystko albo nic. Czytalam gdzies, ze dazenie do
                      > perfekcji i wygorowane ambicje to charakterystyczne dla dziewczyn z
                      > zaburzeniami jedzenia. A jak jest u Was, dziewczyny kochane?
                      Sama nie wiem. Czy jestem perfekcjonistką? Czy to w moim przypadku nie
                      zarozumialstwo tak mysleć? Wszak tyle rzeczy lezy odłogiem?... Trzeba by mi
                      obiektywnego oka.
                      > I jeszcze cos, obiecalam sobie, ze bede do Was pisac nawet wtedy, gdy przyjda
                      > zalamania i kryzysy. Postaram sie.
                      >
                      > Rumiankowa, ja tez mialam i mam beznadziejny kontakt z sister (starsza nota
                      > bene). Przeplakalam sporo godzin na Gestalcie, bylo roznie miedzy nami. Moze
                      > napisze o tym szerzej kiedy indziej. Ona jest tak niedostepna, tak piekielnie
                      > cyniczna i zarozumiala, a pewnie jeszcze bArdziej pokrecona niz ja.
                      > teraz dla wlasnego dobra trzymam dystans i powoli coraz mniej zalezy mi na
                      > blizszym kontakcie z nia. Wlasciwie godze sie na to, ze nie bedziemy niczym
                      > przyjaciolki. Na szczescie na brak przyjaciolek i dobrych kolezanek narzekac
                      > nie moge. One rekompensuja mi nieudany uklad z siostra.
                      Zapisuje sie wiec i do klubu STARSZYCH SIÓSTR NIE-PRZYJACIÓŁEK. Mam taką (i
                      trzy inne, hi,hi), ale ta jest nie do przejścia, i chyba rzeczywiscie bardziej
                      pokręcona, tylko lepiej zintegrowana.
                      >
                      > Dziewczyny, za duzo sie rozpisalam i pewnie zaczelam przynudzac, co?
                      CO TY, super post, tego mi dzisiaj trzeba było!:)))
                      >
                      > POzdrowki najcieplejsze dla Was,
                      >
                      > Czekam niecierpliwie na wiesci od Was,
                      >
                      > Macham Wam :))))
                      >
                      > Kachna
                      I Tobie, Kachna, i Tobie pozdrówki, machanie łapką i ciepłe myśli:))
                      viva
                      • Gość: viva Re: niedziela 25 IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 25.08.02, 20:39
                        Poprawka, jestem starsza o lat DZIESIĘĆ. Charakterystyczna pomyłka, akurat
                        dla "młodszej siostry całego świata":)))
                        Dobranocki wszystkim:)
                        • Gość: midm viva i jak bylo? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 21:25
                          Napisz.
                          • Gość: viva Re: viva i jak bylo? IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 26.08.02, 21:59
                            Cześć, midm!
                            Dzięki, że pytasz:) Jutro rankiem złożę dokładną relację:). Dobranocki na
                            dzisiaj - usypiam po wczorajszym nocnym "markowaniu".
                            • Gość: midm Re: viva i jak bylo? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 22:02
                              Ok. Wejde jutro, dzis zagladalam i zagldalam, bo czekalam.
                              • Gość: viva Re: viva i jak było? IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 27.08.02, 08:53
                                Witam midm i inne dawno nie widziane i słyszane osoby (Kachne i Ruminke).
                                W poniedziałek jak wiadomo byłam w przychodni. Wcześniej, w sobotę wypełniłam
                                furę testów i zostawiłam na portierni do poniedziałku, ale to bez udziału
                                lekarzy. A wczoraj rozmawiałam z p. psycholog, która wypytała mnie o
                                dzieciństwo, rodzeństwo, akceptację i adaptację społeczną na poszczególnych
                                etapach szkoły, stosunki rodzinne itp. Wpisała wszystko w komputer i
                                powiedziała, że za tydzień kolejna wizyta. Na której dowiem się (mam nadzieję),
                                co mi zdiagnozowano. Powiedziała również, że do wyboru są grupy terapeutyczne
                                poranne - codziennie przez sześć tygodni, lub trzy razy w tygodniu przez trzy i
                                pół miesiąca po południu. Co wolę? Ha, ja już wiem, że uzyskanie takiego morza
                                czasu dla siebie będzie przy dziecku bardzo trudne, ale chyba realniejsze są te
                                popołudniowe. Na koniec zrobiono mi test (śmieszny dla mnie) polegający na
                                odwzorowywaniu - rysowaniu figur geometrycznych. I koniec, karteczka z data
                                wizyty za tydzień.
                                Trochę się rozczarowałam, czekałam na jakieś fajerwerki, a tu nic. Ale nadzieja
                                na poprawę zdrowia już działa. Chociaż do dawnej energii to jeszcze mi daleko.
                                A życie nie czeka i szykuje mi sporo pracy w najbliższe dni właśnie...
                                Pomyśleć, zaplanować, wykonać... To prawie jak Everest.
                                Pozdrawiam cie na nowy dzień
                                viva
                                • Gość: midm Re: viva i jak było? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 09:22
                                  Mam nadzieje, ze znajdziesz kogos do dziecka i bedziesz mogla regularnie
                                  uczestniczyc w zajeciach i ze da Ci to cos.
                                • Gość: Kachna Re: viva i jak było? IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 27.08.02, 20:28
                                  Czesc viva, tu Kachna, nie zapomnialam o Tobie :). Martwie sie tez, ze
                                  Rumiankowa cos nie pisze, czyzby bylo u niej niefajnie? Czesc midm, jako
                                  nieliczna z nas na posterunku :)).
                                  Dzisiaj wpadam tu tylko na chwile, zeby Wam powiedziec, ze pamietam o Was i
                                  zawsze skrzetnie sprawdzam, czy napisalyscie cos nowego. Lubie Was, dziewczyny
                                  kochane (no dobra, kobiety :)).
                                  Viva, dobrze, ze masz juz za soba wizyte w poradni. Pierwsze koty za ploty,
                                  nieprawdaz? Midm slusznie podpowiada, ze dobrze byloby, zebys znalazla
                                  opiekunke do dziecka. Mysle, ze u Ciebie zaczyna sie kulac w dobra strone.
                                  Pomalu.
                                  Viva, jeszcze dziekuje za obszerne odpisanie na moj post o starszej siostrze i
                                  ten, w ktorym sie porownuje i marudze. Niestety zaraz musze zejsc z kompa, ale
                                  w czwartek jesli tylko uda mi sie dorwac, odpisze Ci jak nalezy. dziekuje, ze z
                                  takim zainteresowaniem zareagowalas na to, co napisalam. Kochana jestes
                                  bardzo :))
                                  Trzymajcie sie slonecznie i mocno, Wszystkie :)))
                                  Rumiankowa, napisz chociaz dwa slowa co i jak, bo sie zaczynam martwic ( i
                                  pewnie nie ja jedna).
                                  Do nastepnego napisania,

                                  pozdrowki bardzo :) dla Was Wszystkich,

                                  Kachna

                                  p.s Viva, bierzesz jakies leki? jesli tak, to co to jest?
                                  > >
                                  > >
                                  > > >
                                  >
                                  >
                                  • Gość: viva Re: viva i jak było? IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 27.08.02, 22:39
                                    Hej, dziewczyny, szybciutko i króciutko odpowiadam Kachnie. Tak, od tygodnia
                                    biore Afobam, zdaje się że pomaga. Spałam po nim przez pierwsze trzy dni wiecej
                                    niz zwykle, teraz tylko uczucie zahamowania apetytu (fajny skutek uboczny, choc
                                    w ulotce nie oposany). Więc może sugestia. Jestem spokojniejsza, przesypiam
                                    noce.
                                    Do jutra, Kobitki, hej.
                                    • Gość: Kachna Rumiankowa, gdzie jestes? IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 29.08.02, 11:57

                                      Rumiankowa,

                                      Brakuje Ciebie tutaj na forum, brakuje mi dialogow z Toba, wiesz o tym?
                                      Czy jest tak zle, ze nie piszesz nic tutaj, czy moze tak dobrze?
                                      Daj chociaz znak zycia, dobra?

                                      Trzymaj sie bardzo i zagladaj tu do nas,

                                      zaniepokojona odrobine Kachna
                                      • Gość: Kachna Czesc viveczko :) , czesc midm, czesc everyone :)) IP: *.icpnet.pl 29.08.02, 12:10
                                        Czesc Kobiety KOchane,

                                        jak tam Wam sie zyje? Viva, z tego co piszesz, to jestes juz na dobrej drodze.
                                        Bierzesz leki, pierwszy kontakt z psychologiem zaliczony. Tak trzymaj. Mysle,
                                        ze ma sie ku lepszemu i pomalu dojdziesz do siebie, no nie?
                                        Jesli to nie bedzie niedyskretne pytanie, to napisz ile lat ma Twoja corka?
                                        Ciekawi mnie tez jaki macie kontakt, to znaczy czy musisz / musialas sie
                                        maxymalnie mobilizowac przy niej, by nie widziala Twojej depresji? Mysle, ze
                                        masz duzo trudniej od nas, kobiet, ktore nie maja jeszcze dzieci i zyja
                                        bardziej zaabsorbowane soba.

                                        U mnie ok. Mam teraz przyplyw towarzyskosci :). Ale spokojnie. Prozaczek dziala
                                        jak cholera :)).Choc wolalabym juz go nie jesc i sama uczyc sobie radzic bez
                                        prochow. Ide dzisiaj do Żarlokow na spotkanie, jak bedzie cos ciekawego, to
                                        napisze. Ogolnie ma sie ku lepszemu. Szkoda tylko, ze tylka mi sie jeszcze nie
                                        chce ruszyc, by pocwiczyc. Kiedys lubilam cwiczyc. Wystarczy, ze zaczne i
                                        pewnie samo jakos sie pokula. Mam nadzieje.

                                        Tymczasem lece zrobic pysznego soku ze swiezych owocow :).
                                        A, viva, przypomnij mi, jesli mozesz, zebym odpisala Ci na starsze posty, na
                                        ktore obiecalam Ci, ze odpisze. Czy obrazisz sie bardzo, jesli nie odpowiem w
                                        tej chwili, bo nie moge akurat teraz posiedziec przy kompie na dluzej.

                                        POzdrawiam bardzo Was wszystkie :)))

                                        Kachna - na dobrej drodze vel Kachna << w dobrym stanie >> ;))
                                        • Gość: midm Re: Czesc viveczko :) , czesc midm, czesc everyon IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.08.02, 13:37
                                          Oby tak dalej Ci szlo. A Ruminka to rzeczywiscie moglaby sie odezwac.
                                          Ja to mam zaburzenia jedzenia juz za soba od kilku lat, teraz troche czego
                                          innego w zwiazku z czyms, co wspomnialam gdzies tam w innym watku (nie lubie o
                                          tym pisac), ale to powinno minac z czasem.
                                        • Gość: viva Re: Czesc viveczko :) , czesc midm, czesc everyon IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 29.08.02, 14:58
                                          Cześć Dziewczyny, moja Kochana Grupo Wsparcia Emocjonalnego.
                                          Siedzę przy kompie i łzy mi wiszą u rzęs, bo od soboty BUUUUUUUUUU!! nie będę
                                          mieć łącza internetowego w domu. Niby wiąże się to z miłą przeprowadzką, ale
                                          telefonu, a tym bardziej łącza narazie mieć nie będę. Co oznacza, że wizyty u
                                          Was rzadziej, pozostają mi kawiarenki internetowe. JUŻ czuję sie odcięta:((

                                          Trafiłaś Kachno w sedno z tą córcią. Ma cztery latka, bardzo inteligentny i
                                          madry emocjonalnie dzieciak. I niestety, jak mamusia płacze od rana i popłakuje
                                          jej sie cały dzień, to sie ukryć nie dało. Bardzo dzielnie zajmowała się wtedy
                                          sobą tj. bawiła prawie cały dzień sama, choć zwykle lubi zajmować sobą cały mój
                                          czas.
                                          Ma odczucie, że mało czasu jej poświęcam i pyta, czy to choroba, jak mama tak
                                          cały czas płacze. Budzi to we mnie ogromne poczucie winy, że nie
                                          mogę "sprezentowac" jej wesołej i aktywnej Mamy na codzień. Dlatego też chcę
                                          szybko wyjść z tego smutku.
                                          W ogóle jak człowiekowi czasem trudno sie zająć samym sobą, to zajęcie się
                                          Ważnym Małym Człowiekiem jest jeszcze trudniejsze. A jeśli jest to chory Mały
                                          Człowiek, to poprostu Everest.

                                          Fajnie Kasiu, że masz okres towarzyski, oblizuję sie na myśl o soczku.
                                          Podziwiam, że tak aktywnie i "wielodrogowo" walczysz z nękającym
                                          nas "nadmiarem". Bo i dbasz o duszę u Dobrych Ludzi w Psychologii Uczonych i
                                          wsparcie u AŻ i na Forum, soczek i ćwiczonka. Dzielna z Ciebie K:)achna.
                                          A a propos poczucie, że powinnaś działać i bez Prozaczku. No cóż, brałam kiedyś
                                          Bioxetin (prozac o innej nazwie) i p. doktor przepisująca go (choc nie
                                          psychiatra) twierdziła, że są ludzie, którzy w naszej strefie klimatycznej
                                          powinni go brać regularnie całe "ciemne" i bezsłoneczne pół roku czyli jesień-
                                          zima. Owi sami, którym tak brakuje światła słonecznego.
                                          Dodam jeszcze, że też martwie się o Ruminkę, no bo gdzie ona jest? Może
                                          wypoczywa niespodziewanie? Czego jej życzę.
                                          Dziewczyny, ten post taki długi, bo boję się, że nie będę juz miała czasu
                                          napisać tak dużo. Tak więc od soboty widzimy się rzadziej:(, ale będę wpadac i
                                          czekam z niecierpliwością, co napiszecie.
                                          Pa, Kachno miła; pa, midm tajemnicza, ale niezawodna zawsze; pa, Ruminko, jak
                                          sie odnajdziesz
                                          viva

                                          • Gość: midm Re: Czesc viveczko :) , czesc midm, czesc everyon IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.08.02, 16:10
                                            No to rzeczywiscie strata (i to nie tylko jesli chodzi o pisanie do nas), ale
                                            jak bedziesz chodzic na terapie, to znajdziesz sobie i tam wsparcie. W razie
                                            czego pisz z kafejki. Nawet co jakis czas tak, zeby wiadomo bylo, ze jakos
                                            idzie.
                                            • rumiankowa Wychodze z cienia 30.08.02, 16:02
                                              Czesc Kochane Kobietki, witam Was cieplo (tfu, chlodno w taki gorąc).
                                              Przepraszam ze sie nie odzywalam, przeczytalam wszystkie listy i wstyd mi sie
                                              zrobilo - tyle nawolywan bez mojego odzewu. Bardzo Wam dziekuje, ze pamietacie
                                              o mnie i wolacie. Naprawde sie "rozmiekczylam", kochane jestescie! :)

                                              A ja, no coz... a, co bede owijac, powiem wprost: nie czulam sie za dobrze, nie
                                              ma co opisywac objawow bo pewnie dobrze je znacie, w kazdym razie troche sie
                                              wycofalam i lezakowalam w domu. Powoli sie wygrzebuje. Wczoraj np juz bylam na
                                              calodziennej wybieczce rowerowej z kolezanka (tez "w temacie";). Przejechalysmy
                                              mase kilometrow, posiedzialysmy w lesie, pogadalysmy. Przyjechalam cala spocona
                                              i zmachana, a dzis boli mnie tylek hehe, ale mam b. sympatyczne wspomnienia :)

                                              I Kochane moje - jade na weekend nad morze! Wzielam przyklad z Kachny i
                                              odwaznie poszlam dzis kupowac stroj kapielowy. I udalo sie, juz w drugim
                                              sklepie mialam troche roznych do mierzenia, przymierzylam i nie zalamalam
                                              sie ;) Kupialam i jestem naprawde zadowolona, jest dobry gatunkowo (nie
                                              pytajcie o cene! choc i tak byl w przecenie posezonowej), dosc ladnie na mnie
                                              lezy i ma dobrze skrojony "stanik", nie rozplaszcza mi cyckow, za to ladnie je
                                              trzyma. I taki wzor jakis "wyszczuplajacy". No to mam sie z czego cieszyc ;))
                                              Ale Wy same wiecie jak duzo to kosztuje.

                                              Jade jutro rano, bede do poniedzialku, jade z kolezanka co z nia bylam na
                                              rowerach (kiedys tu o niej pisalam, ta z bulimia). Męzus niestety zostaje w
                                              domu, musi pracowac. Jade z nastawieniem na kąpiel, opalanie i odprezenie :)

                                              To tyle u mnie. Ciesze sie Kachna, ze dobrze sie czujesz! A ze chcialabys bez
                                              Prozaca - ba, w swoim czasie i tak bedziesz mogla :) Beda doswiadczenia, cos
                                              bedzie juz przelamane, bedziesz "wprawiona". Powoli, i tak duzo robisz.
                                              Dopinguje Cie bardzo w tym nowym stylu zycia :) I masz racje - problemy sa w
                                              naszej duszy, a nie w ciele.

                                              Viva, swietnie ze bedziesz chodzic na terapie - wiesz ze ja sobie to b. chwale,
                                              b. duzo mi to dalo, pomoglo. Wierze, ze i Tobie pomoze. Nastaw sie na prace nad
                                              soba, im wiecej z siebie dasz tym lepszy bedzie efekt. Ha,
                                              wczoraj "podsluchalam" taki fragmencik rozmowy "wiesz.. ten terapeuta.. jest b.
                                              wymagajacy.. i oczekuje duzego wkladu pracy.. no wiec nie jestem do niego
                                              przekonana". Mam nadzieje, ze Ty podchodzisz rozsadnie do leczenia i nie
                                              czekasz, ze terapeuta bedzie leczyl samym glaskaniem :)) Wszystlko jest do
                                              przejscia, pamietaj ze robisz tam to na co TY SAMA sie zgodzisz.

                                              midm, dziekuje ze tu jestes - stale i stabilnie :) Pozdrawiam Cie b. serdecznie.

                                              Kochane, jutro bede plywac! :)))

                                              Papapapa
                                              Rumiankowa
                                              • Gość: midm Re: Wychodze z cienia IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 17:32
                                                Ruminko, pozostaje Ci tylko zyczyc ladnej pogody!
                                              • Gość: Kachna To teraz idziesz do slonca ? :)) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 30.08.02, 18:32
                                                Rumiankowa,

                                                Mam nadzieje, ze wyjdziesz do slonca z tego cienia. Trzymam kciuki :)

                                                Baw sie dobrze i nie przejmuj sie "gabarytami" :)).

                                                Trzymaj sie mocno,

                                                Ciesze sie, ze dalas wreszcie znak zycia,

                                                pozdrowki dla Ciebie i everyone,

                                                Kachna :)


                                                p.s. wlasnie zalozylam obcisla, dluuga sukienke, ktora cudnie podkresla moje
                                                faldki, troche mnie to stresuje, ale jakos nie potrafie z niej zrezygnowac.
                                                Wylaze dzisiaj wieczorem i zamierzam troche sobie popic, wiec prozaczku dzisiaj
                                                nie zjem ;)
                                                • Gość: Kachna Odwieżam wątek :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 04.09.02, 18:58
                                                  Czesc dziewczyny kochane,

                                                  TYlko odswiezam ten watek, jaby co ;))
                                                  Rumianko i jak sie udal weekend nadmorski? Odezwiesz sie kiedys? :))
                                                  Viva, czytasz sobie ten watek? Pozdrawiam Cie i macham do Ciebie.
                                                  Czesc midm, jak sie miewasz? Pozdrowienia dla Ciebie :).
                                                  Kurcze, martwie sie, ze ten nasz watek wkrotce umrze smiercia naturalna - viva
                                                  nie moze pisywac, Rumiankowa milczy jak zakleta (pewnie tez nie moze).
                                                  Zostaniemy same z midm, chyba, ze ona tez przestanie pisac :((. wtedy bede
                                                  pisala sama do siebie, o!! :))
                                                  Znalazlam swienego psychologa, nie inwazyjny, otwarty i nie zdziera kasy (50
                                                  PLN za godzine, znizki dla studentow), nie obiecuje cudow. Powiedzial, ze
                                                  bedzie nieraz bolalo i czy jestem gotowa na konfrontacje z ciemna strona
                                                  ksiezyca. Mysle, ze jestem, ale sie boje. Na koniec pierwsze sesji -
                                                  rozplakalam sie. Nie wiem dlaczego. Poczulam sie jak mala dziewczynka,
                                                  przerazona i nierozumiejaca czego sie boi. Gadalismy o moim leku przed ocena
                                                  przez facetow. To jest moj spory problem i bede nad tym pracowac.
                                                  Niestety, nastepna sesje mam dopiero w padzierniku, bo na razie nie mam wiecej
                                                  kasy. Bede lazic raz na 2 tygodnie i to powinno wystarczyc.
                                                  Rumiankowa, dziewczyny, od pazdziernika zaczynam studia 3 letnie!!! Po raz
                                                  trzeci lub czwarty w zyciu. Musze cholera wytrwac! Z mala pomoca
                                                  przyjaciol....:))
                                                  Juz pewnie Wam pisalam, ze daje sobie 2 do 3 lat na dojscie do siebie. Lata,
                                                  ktore nie beda perfekcyjne, bo zdaza sie pewnie poslizgi i zalamania ale nie
                                                  dopuszcze do nawrotu jedzeniowego ciagu. Nie chce i juz. Nie bedzie TYLKO
                                                  super, ja wiem.
                                                  Nie moge sie doczekac, kiedy odstawie ten cholerny prozac :). Juz za kilka dni.
                                                  Dziewczyny, nabralam apetytu na zycie, a nie na zarcie, dacie wiare ???!!

                                                  Trzymajcie sie Slonca wszystkie mocno i cieplo,
                                                  odzywajcie sie, jak tylko mozecie, chociaz na chwilunie, dobra?
                                                  Lubie Was wszystkie i pamietam o Was,

                                                  pozdrowki :))))

                                                  Kachna
                                                  • Gość: midm Re: Odwieżam wątek :) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.09.02, 19:36
                                                    Jak na razie ciagle pisuje, tyle, ze moze mniej regularnie.
                                                    Ciesze sie, ze sie trzymasz, ze zaczynasz studia (jakie? - tak z ciekawosci) i
                                                    obys skonczyla, no i oczywiscie, ze znalazlas psychologa. Mam nadzieje, ze Ci
                                                    pomoze. Z tego na co ja moge zwrocic Ci uwage to nie obiecuj sobie, ze "nie
                                                    dopuscisz do nawrotu jedzeniowego ciagu", to jest cos co jest poza Toba,
                                                    przynajmniej teraz i chocbys nie wiem jak to kontrolowala, to moze sie zdarzyc,
                                                    wlasciwie to jesli terapia bedzie prowadzona porzadnie, nawet przez jakis czas
                                                    sie nasilic, ale staraj sie tym nie przejmowac, koncentruj sie na terapii, na
                                                    wprowadzaniu roznych rzeczy, ktore bedziecie omawiac w zycie (no chyba, ze w
                                                    tym bylyby tez zalecenia zwiazane z jedzenia, wtedy tak), jak sie podleczysz,
                                                    to bedziesz mogla to kontrolowac.
                                                  • Gość: Kachna Odpowiadam midm :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 05.09.02, 23:13
                                                    Czesc midm kochana :)

                                                    <zaczynasz studia (jakie? - tak z ciekawosci)>

                                                    anglistyke

                                                    << to nie obiecuj sobie, ze "nie dopuscisz do nawrotu jedzeniowego ciagu", to
                                                    jest cos co jest poza Toba,>>

                                                    O Boze, to mnie przerazilas, to naprawde nie amm na to wplywu, jestem calkiem
                                                    bezwolna? Moze zle Cie zrozumialam ?

                                                    > nawet przez jakis czas sie nasilic >>

                                                    O Boze, nie strasz midm !!! Ale wierze Ci, bo z tego, co pisalas jestes juz
                                                    kilka lat po "chorobie" i masz jak mniemam, spore doswiadczenie, wiec nie bede
                                                    sie buntowac, tylko wyslucham chetnie "rady" kogos, kto jest juz o pewien etap
                                                    madrzejszy ode mnie. Naprawde dziekuje za szczerosc, midm.
                                                    ,
                                                    >jak sie podleczysz, to bedziesz mogla to kontrolowac. >>

                                                    To juz zabrzmialo optymistycznie :))).
                                                    Boje sie tylko, czy wystarczy mi odwagi, by wprowadzac te nowe rzeczy w zycie,
                                                    czy nie wycofam sie w ktoryms momencie w zludnie bezpieczny swiat objadania sie
                                                    tak jak to robilam do tej pory :(.

                                                    Pozdrawiam Cie midm bardzo, dziekuje za dobre slowa,

                                                    spij dobrze i odzywaj sie koniecznie tutaj, dobra?

                                                    Kachna
                                                  • Gość: midm Re: Odpowiadam midm :) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.09.02, 23:33
                                                    > anglistyke
                                                    No to super!

                                                    >
                                                    > << to nie obiecuj sobie, ze "nie dopuscisz do nawrotu jedzeniowego ciagu
                                                    > ", to
                                                    > jest cos co jest poza Toba,>>
                                                    >
                                                    > O Boze, to mnie przerazilas, to naprawde nie amm na to wplywu, jestem
                                                    calkiem
                                                    > bezwolna? Moze zle Cie zrozumialam ?
                                                    Dobrze.


                                                    >
                                                    > > nawet przez jakis czas sie nasilic >>
                                                    >
                                                    > O Boze, nie strasz midm !!!
                                                    Nie strasze, raczej chce Cie przygotowac.

                                                    Ale wierze Ci, bo z tego, co pisalas jestes juz
                                                    > kilka lat po "chorobie" i masz jak mniemam, spore doswiadczenie, wiec nie
                                                    bede
                                                    > sie buntowac, tylko wyslucham chetnie "rady" kogos, kto jest juz o pewien
                                                    etap
                                                    > madrzejszy ode mnie. Naprawde dziekuje za szczerosc, midm.


                                                    > ,
                                                    > >jak sie podleczysz, to bedziesz mogla to kontrolowac. >>
                                                    >
                                                    > To juz zabrzmialo optymistycznie :))).
                                                    I tak mialo, wiedz, ze to wszystko prowadzi wlasnie do tego. A nawet wiecej,
                                                    nie bedziesz musiala kontrolowac. Badz dzielna, wytrwala, cierpliwa, warto dla
                                                    tego.


                                                    > Boje sie tylko, czy wystarczy mi odwagi, by wprowadzac te nowe rzeczy w
                                                    zycie,
                                                    Mam nadzieje.

                                                    > czy nie wycofam sie w ktoryms momencie w zludnie bezpieczny swiat objadania
                                                    sie
                                                    >
                                                    > tak jak to robilam do tej pory :(.
                                                    Nie martw sie nie mozna wycofywac sie w neiskonczonosc, w pewnym momencie
                                                    siegnelabys dna i wolabys wtedy sprobowac czegokolwiek co moze ewentualnie by
                                                    pomoglo, oby tylko to nie trwalo. (Ale oczywiscie lepiej tego nie doswiadczyc i
                                                    zabrac sie za siebie wczesniej. Poza tym wbrew pozorom nie tylko przy anorexii
                                                    i bulimii jest zagrozenie smiercia, przy innych tez w tym samobojstwa.)

                                                    >
                                                    > Pozdrawiam Cie midm bardzo, dziekuje za dobre slowa,
                                                    Nie ma sprawy.

                                                    >
                                                    > spij dobrze i odzywaj sie koniecznie tutaj, dobra?
                                                    Postram sie.

                                                    >
                                                    > Kachna
                                                  • Gość: midm Re: Odwieżam wątek :) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.09.02, 14:22
                                                    A Ty Ruminko odezwij sie.
                                                    No i pozdrowienia dla vivy jak bedzie to czytac.
                                                  • Gość: Kachna Rumianko zyjesz? IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 05.09.02, 23:05
                                                    Rumiankowa, bo sie wkurze ;))).

                                                    Jesli jest tak zle, ze nie mozesz pisac, to Sloneczko, trzymaj sie mocno.
                                                    Pracuje teraz na kompie i martwie sie autentycznie co z Toba, czy wrocilas cala
                                                    i zdrowa itp. Jesli jestes cala i zdrowa, to prosze wyprowadz mnie z bledu,
                                                    dobrze?

                                                    trzymaj sie Kobieto Wspaniala, jesli mozesz, to nie uciekaj, prosze.
                                                    Chyba, ze musisz, ja rozumiem jak to czasem bywa.

                                                    W kazdym razie, spij dobrze i jesli mozesz, to napisz chociaz, ze zyjesz,
                                                    dobrze?

                                                    Bardzo pozdrawiam,

                                                    Kachna
                                                  • Gość: Kachna Viva, usmiechy dla Ciebie :))) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 05.09.02, 23:17
                                                    Viveczko Droga :),

                                                    Nie zapomnialam o Tobie, ciekawe jak tam u Ciebie sprawy sie maja ???
                                                    Pamietam tez o tym, by powrocic szerzej do pewnych watkow, ktore poruszylas
                                                    kiedys w jednym z postow. Poki co zalatana jestem za bardzo by napisac Ci to,
                                                    co chcialabym.
                                                    Bardzo serdecznie Cie pozdrawiam,
                                                    Spij spokojnie :)))

                                                    Kachna

                                                    p.s. Wybacz, ze tak zdawkowo napislam, ale sama rozumiesz- roboty pelno, czasu
                                                    jak na lekarstwo ,
                                                    np to pa, na razie,

                                                    K.
                                                  • Gość: midm Ruminko odezwij sie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.09.02, 19:18
                                                    Bo... no rozne mysli chodza po glowie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka