Dodaj do ulubionych

Czy tu są sami lekomani

IP: *.pedagog.uw.edu.pl 16.07.02, 13:42
Mam "depresję lękową" plus natręctwa, ale udaje mi się nie brać leków i robie
wszystko żeby ich nigdy nie potrzebować. Jak czytam to forum to widzę kupę
ludzi którzy chcą się podpierać lekami przez całe życie. Jakoś psychoterapia
nie jest w cenie. Za droga?
specials@hoga.pl
Obserwuj wątek
    • Gość: Krzysiek Re: Czy tu są sami lekomani IP: *.4.PRE / 192.168.200.* 16.07.02, 17:49
      Nie o to chodzi. W sprawach endogennych psychoterapia
      niewiele pomaga, po prostu czegos masz za malo, czegos za
      duzo i tego sie silami natury nie zawsze da zrobic.
    • Gość: Marysia Re: Czy tu są sami lekomani IP: *.chello.pl / *.chello.pl 16.07.02, 20:54
      Gość portalu: Qelter napisał(a):

      > Mam "depresję lękową" plus natręctwa, ale udaje mi się nie brać leków i
      robie
      > wszystko żeby ich nigdy nie potrzebować. Jak czytam to forum to widzę kupę
      > ludzi którzy chcą się podpierać lekami przez całe życie. Jakoś psychoterapia
      > nie jest w cenie. Za droga?
      > specials@hoga.pl

      W przypadku depresji lękowej niezazywanie lekow powoduje z roku na rok
      pogarszanie sie stanu zdrowia.
      I w koncu przychodzi taki dzien, ze i leki nie sa juz w stanie wiele pomoc.
      Tylko szybka farmakoterapia daje w wiekszosci przypadkow skuteczne leczenie.
      Mysle, ze powinienes porozmawiac na ten temat z lekarzem psychiatra, nie
      psychologiem bo ten bedzie doradzal Ci wlasnie psychoterapie, na temat
      leczenia farmakologicznego.
      Oczywiste jest, ze najlepiej jezeli nie musi sie zazywac lekow.

      Pozdrawiam
      Marysia
    • Gość: df Re: Czy tu są sami lekomani IP: *.dnet.pl / 10.1.18.* 17.07.02, 10:35
      Cholernie idiotyczne podejście do życia (typowe dla świeżych psychologów).
      Przecież współczesne leki na natrectwa i depresje są nieszkodliwe i nie
      powodują uzależnienia. Wiec po co sie męczyć? Chyba tylko po to, zeby za kilka
      lat stwierdzić ze sie straciło najlepsze lata zycia.
      • Gość: Qelter Zbiorczo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.02, 19:16
        Zgadam się, że w zaburzeniach nie-nerwicowych leki są niezbędne przez długi
        czas -chociaż znane są przypadki wyleczenia schizofreników lub nawet socjopatów
        czy jak ich zwać, wydaje mi się, że na tym forum są jednak głównie neurotycy
        (borderline itp.) i o nich -uściślam- głównie piszę.

        Są na pewno depresje wywołane wadliwym metabolizmem, ale mam wątpliwości
        przynajmniej co do części przypadków. Na stan psychiczny człowieka wpływa wiele
        substancji produkowanych w różny sposób i musiałoby "według mnie" zabraknąć
        większości z nich do trwałego obniżenia nastroju.
        Po drugie, nie znam dobrze badań tylko kiedys obiło mi się o uszy na wykładzie,
        że ludzie z takim metabolizmem po prostu nie czują się tylko gorzej ale też
        przejawiają zachowania społeczne typowe dla "emocjonalnie chorych". Znowu kto
        jest chory "emocjonalnie"? Czy grają społeczne role chorych dlatego, że
        dowiedzieli się o chorobie? Czy społeczeństwo ich tak ustawia-może powstaje
        pętla?

        Oraz nastawienie lekarzy, którzy też mogą mieć swoje podświadome lęki i starać
        się spychać je w pacjentach. W EEG wyszły mi pewne zmiany i łatwo by było przy
        odrobinie chęci zacząć szperać w innych odchyleniach od normy które prawie
        każdy ma włączając w to wrażliwość. Tak jak rodzice czasem faszerują dzieci
        lekami, bo łatwiej im schować własny problem a gdy ktoś chce to chorobę
        znajdzie lub wywoła, tak samo mogą robić lekarze, którzy rzadko praktykują
        własne superwizje.

        Co do niezażywania leków w depresji lękowej to mój stan z roku na rok się
        polepsza nie pogarsza -teraz. Wcześniej na pewno dobrze było wziąć leki, tylko,
        to że mam depresję dowiedziałem się od lekarza, sam nie wiedziałem jak ten stan
        nazwać.
        W najgorszym okresie depresji albo napadów lękowych miałem ciągły silny lęk i
        faktycznie zależało mi tylko na tym, żeby wziąć jakiś Rudotel. Z tym że ten
        stan po pewnym czasie minął głównie dzięki psychoterapii (też lekom
        uspokajającym, antydepresyjnym). Warto po prostu w miarę szybko pozbawić się
        fałszywej podpórki, nastawić się na taki cel.
        Rozmawiałem z terapeutą a on typowo -"jak pan chce to mogę polecić lekarza a
        jak nie to nie" tak że nie nakłaniał mnie za bardzo w żadnym kierunku.

        )Cholernie idiotyczne podejście do życia (typowe dla świeżych psychologów).
        )Przecież współczesne leki na natrectwa i depresje są nieszkodliwe i nie
        )powodują uzależnienia. Wiec po co sie męczyć? Chyba tylko po to, zeby za kilka
        )lat stwierdzić ze sie straciło najlepsze lata zycia

        Być może moje podejście wydaje Ci się typowe dla świeżych smakowitych
        psychologów . Do "życia"? może do jego ważnych części i dlaczego cholernie
        idiotyczne? Neurotyczne zaburzenia biora się bardzo oględnie -
        psychoanalitycznie opisując, z naszych nie do końca uświadamianych dążeń -
        czegoś nie możemy spełnić a chcemy i tak to mieć -jest niezbędne do życia. Leki
        i narkotyki pomagają przez jakiś czas zagłuszać te pragnienia np. zamiast
        miłości dostać wrażenia albo pseudo spokój.
        Czy dążenie do radzenia sobie w miarę możliwości samemu w życiu jest
        idiotyczne?

        Nie opowiadaj bajek, że jest taki -poza może wodą- lek na świecie, który nie ma
        skutków ubocznych i jest całkiem nieszkodliwy. Te o których mówisz wymyślono
        często dopiero kilka, kilkanaście lat temu i nie mogą być tak naprawdę
        całkowicie przetestowane. Firmom farmaceutycznym zależy na ich propagowaniu aż
        do następnych wcieleń pacjentów włącznie, stąd próbują wmówić, że można je
        wiecznie brać.
        Jeśli ktoś na tym zarabia to często (a na pewno rynkowe zakłady) chce by
        kupować jego produkt w jak największej ilości. W dodatku nasza cywilizacja
        promuje "proste i łatwe rozwiązania."
        Ciekaw jestem jak działa po nich wątroba, nerki, żyły itd. -choć na pewno
        lepiej niż po starszych generacjach leków.

        Czy nie powodują uzależnienia? Spójrz na tych, co leczą się z hazardu lub
        obżarstwa albo internetu czy seksoholizmu (powoduje chyba tylko ból jąder lub
        jajników). Chodzi raczej o efekt psychologiczny - o podpieranie się nie swoja
        siłą. Marihuana np. też na dobrą sprawę nie uzależnia ale staje się czasem
        pomostem do czegoś mocniejszego, poza tym wieloletnie "spawanie" jednak zmienia
        mózg.

        Rzeczywiście w najcięższym okresie lęku i depresji warto coś wziąć, żeby się
        nie męczyć. Samo męczenie nie przynosi poprawy. Odniosłem po prostu wrażenie,
        że na forum jest dużo ludzi-neurotyków, którzy nie potrafią żyć bez leków a
        nawet preferują je nad psychoterapię. Może ci w lepszym stanie nie pisują już w
        internecie? Albo terapia nie jest dostępna i dobrze znana? Albo inaczej lepiej
        nie rozwiązywać swoich problemów, nie przestawiać sobie świata, bo to zbyt
        ciężkie, zmienia tak trudno zbudowany znany-bezpieczny ale zawsze świat?
        Piszę tak nie dlatego żeby kogoś potepiać. Cierpiący musiał sobie
        poradzić w niszczący go na dłuższą metę sposób, bo nie było innego wyjścia.
        Myśle tylko, że warto zaryzykować (jeszcze mi się w pełni nie udało) odrzucenie
        starej metody. Mozna to porównać do zmiany sposobu zarabiania pieniędzy na
        poziomie wystarczającym do jedzenia i picia na pracę pozwalającą chodzić do
        kina ,czytać książki i podróżować. Albo kochanie się i korzystanie z
        plastikowej panienki.

        W Polsce wśród lekarzy dominuje chyba podejście raczej medyczno-lekowe, więc
        promują je wśród pacjentów. Znajomy opowiadał mi jak kilka lat temu na
        wykładzie jeden ze znanych psychiatrów i psychologów , żebym nie skłamał K.
        Jankowski opowiadał, że w Polsce stosuje się elektrowstrząsy zakazane przez WHO
        (Światowa Organizacja Zdrowia, do której należymy), a w USA w tym samym czasie
        zastanawiają się czy nie ograniczyć do pewnego stopnia używania ich w
        reanimacji po zwykłych wypadkach, bo nie wiadomo czy wędrujący po ciele prąd
        nie nisczy ważnych komórek nerwowych.
        Oczywiście, tutaj lepiej żyć niż być może stracić te pare neuronów.
        Elektrowstrząsy stosowane wobec chorych psychicznie dają krótkotrwałą poprawę i
        ulgę -lekarzom.
        Daje to też pewien niedoskonały opis stanu psychiatrii w Polsce. (Chociaż nie
        tylko, wbrew filmom w Ameryce psychoanaliza nie jest wcale taka popularna, wolą
        krótkoterminowe terapie grupowe oraz leki)
        Zdarza się, że sami psychiatrzy pogardliwie traktują psychoanalizę i inne
        terapie.

        Życie bez leków nie równa się chyba straceniu paru lat? Skąd wiadomo, które
        lata są najlepsze? Te kiedy bierze się prochy? nb. Kiedyś oglądałem program o
        pewnym Albańczyku, który został aresztowany przez słżby Envera Hodży w wieku
        nastu lat, wyszedł z więzienia po 60-tce po obaleniu komuny. Po raz pierwszy
        wtedy miał kobietę, urodziły mu się dzieci. Chociaż to telewizja, wydawało mi
        się, że był naprawdę szczęśliwy a stracone lata nie budziły w nim już żalu.
        Podbudował mnie ten program.
        Na forum jest trochę buddystów, a w buddyźmie często mówi się o "tej jednej
        chwili" i nie chodzi tylko o samą koncentrację, ale też o moment oświecenia o
        który warto zabiegać przez cale doczesne życie.
        Powtarzam , chodzi mi o niebranie leków wtedy kiedy tylko się da.

        Jeśli bierzesz leki już parę lat to współczuję, jeśli możesz to naprawdę
        szczerze i bez złośliwości radzę iść na sensowną terapię - żaden rozsądny
        psycholog nie każe Ci ich od razu rzucić, będzie Cię na pewno zachęcał ale
        wiedząc o Twoim stanie nie będzie narażał na niepotrzebne cierpienia. Widziałem
        po sobie jak w trudnych momentach terapii (bolesnych) sięgałem po alkohol -
        oczywiście nie na sesji. Kiedy tylko uświadamiałem sobie takie momenty -mogłem
        odstawić piwo na bok. Pewien poziom cierpienia na terapii jest nieunikniony -
        mozna to polubić bo od razu daje autentyczną satysfakcję ze zwycięstwa i
        rozwiązania problemu-kawałek szczęścia. Biorąc leki w trudnych chwilach robi
        się tak jak pijąc alkohol. Nie zawsze wiemy , że pijemy bo mamy trudny moment.

        Zaczynając wątek chodziło mi właśnie o takie sytuacje, gdy latami bierze się
        leki na nie kierując sposób roz
    • _vivien_ Re: Czy tu są sami lekomani 22.07.02, 02:38
      Gość portalu: Qelter napisał(a):

      > Mam "depresję lękową" plus natręctwa, ale udaje mi się nie brać leków i robie
      > wszystko żeby ich nigdy nie potrzebować. Jak czytam to forum to widzę kupę
      > ludzi którzy chcą się podpierać lekami przez całe życie. Jakoś psychoterapia
      > nie jest w cenie. Za droga?
      > specials@hoga.pl
      Gość portalu: Qelter napisał(a):

      > Mam "depresję lękową" plus natręctwa, ale udaje mi się nie brać leków i robie
      > wszystko żeby ich nigdy nie potrzebować. Jak czytam to forum to widzę kupę
      > ludzi którzy chcą się podpierać lekami przez całe życie. Jakoś psychoterapia
      > nie jest w cenie. Za droga?
      > specials@hoga.pl

      Przepraszam, ale mówisz bez sensu. Najwyraźniej sądzisz, ze deresja depresji
      równa,a korzystanie ze zdobyczy naukowych człowieka jest czymś negatywnym.
      Leki są po to, by leczyć i wspomagać psychoterapię, albo odwrotnie,
      psychoterapia moze wspomagać leczenie prochami.Jak ktoś już tu zauważył, po to
      naukowcy się trudzą, by można wyprodukowac leki coraz bardziej skuteczne i bez
      dotkliwych skutków ubocznych. Ktoś, kto przezył głęboką depresję i wydostał się
      z mroków z pomocą leków, wie o czym mówię. Wie też, iż w tej najgorszej fazie
      nie moze być mowy o terapii. I wie takze, ze wydobycie się z sieci mysli
      samobójczych też zawdziecza antydepresjakom. Czyli, być moze zawdzięcza życie
      lekarzowi, ktory trafił z odpowiednim lekiem. Bywa, ze zajmuje to sporo czasu,
      bo kazdy pacjent jest inny, każda choroba też inna, więc czasem szuka się leku
      trochę po omacku. Ale zadręczanie się i ryzykowanie pogłębienia złego stanu
      tylko po to, by "bohatersko" mówić, ze tabletek żadnych się nie bierze - to bez
      sensu.
      vivien

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka