yarudon
28.12.05, 14:52
Witajcie!
Mam, podobnie jak większość z was depresję (konkretnie dystymię z bardzo
wyraźną maską lęku). Jest ona powikłaniem tzw. zaburzenia osobowości z
pogranicza (borderline personality, trastorno límite de la personalidad). Mam
za sobą i krótkie stany psychotyczne, i paranoiczne planowanie ataku na mooją
rodzinę, która była przeciwko mnie i mnie prześladowała; miałem też epizody
hipomaniakalne, a w pewnych momentach mojego życia włączały się skrajne idee
naddwartościowe. Teraz przyszedł czas na depresję. Jak się leczę:
1. Farmakologicznie SSRI. Rexetin - czyli paroksetyna, pomost łączący
trójcykliczne leki przeciwdepresyjne z selektywnymi inhibitorami wychwytu
zwrotnego serotoniny. Mam co prawda po niej bardzo utrudnione oddawanie moczu
(działanie antycholinergiczne), ale po innych SSRI mamto samo (z wyjątkiem
citalopramu, po którym mam zajebiście silne bóle głowy, a mój członek nie
uświadcza wzwodu nawet podczas snu - przynajmniej z relacji mojego byłego
faceta, który jest lekarzem).
2. Psychoterapia poznawczo-behawioralna. Co tydzień mam jeden stały punkt
programu: spotkanie z terapeutką. Nawet gdyby mi się świat walił, to MUSZĘ.
Dla borderlinów bardzo ważna jest jakaś stałość w życiu. Psychoterapia
pozwala kontrolować mi emocje. Moje wykształcenie medyczne i zainteresowanie
psychologią oraz umysł ścisły dają mi możliwość szybkiego poszerzania wglądu,
dzięki czemu mogę mniej cierpieć.
3. Znalezienie partnera. To jest pewna trudność: osoba z zaburzeniem
borderline wchodzi bardzo szybko w związki... i bardzo głęboko... ale potrafi
tak samo szybko z nich wyjść: z hukiem! Po drugie znalezienie geja z poza
środowiska (takiego, który będzie chciał utworzyć coś trwalszego i nie
zaczynać od razu od sexu - graniczy z cudem - choć myślę, że mi się udało...
poczekamy, zobaczymy)
4. Sport. Od roku nie uprawiam z powodu kontuzji. Ale wrócę. Choć mam
tendencję do skrajności, bo treningi 2godzinne 6 dni w tygodniu to
zdecydowanie za dużo dla niesportowca. Tu znów widać moje skrajności:
wszystko, albo nic... ale z tym walczę. będę 2-3 treningów na tydzień. Ni
mniej ni więcej. Sport powoduje u mnie poprawę nastroju, pozwala zmniejszyć
dawki leków, zwiększa motywację
5. Wyprowadzenie się od rodziców, tolerancyjnych, wspaniałych ludzi, którzy w
prezencie od Pana Boga dostali wrednego bahora, który bez psychoterapii nie
dawał im żyć. Teraz są oni dla mnie wspaniali. Ja dla nich też :)
6. Spotykanie się z przejaciółmi. Nawet na siłę. Nawet, jak bardzo chce się
pozostać w łóżku cały dzień.
7.Tran rybi i 5-Hdyroksytryptofan (5-HTP) - wspomagacze gdy nie biorę leków,
bardzo skuteczne
A teraz Wy napiszcie, jak sobie z tym zaburzeniem radzicie
pozdrawiam
Yarudon