dunant
13.11.11, 02:10
Uchodzą za największych klasyków ciężkiego rocka, choć ich najsłynniejsze płyty były kiedyś przez krytyków besztane. Przetrwali, choć pompowali w siebie tony używek. Dziś są znowu razem w oryginalnym składzie Black Sabbath – starsi, mądrzejsi, wolni od dawnych nałogów, z planami nagrania pierwszego od ponad trzech dekad studyjnego albumu.
Informacja o reaktywacji Black Sabbath w legendarnym składzie – takim, jaki znamy z pierwszych ośmiu płyt – to wydarzenie wyjątkowe, nawet biorąc pod uwagę trwającą od wielu lat modę na wszelkiego rodzaju muzyczne come backi. Nie mówimy tu przecież o kolejnej mniej lub bardziej znaczącej grupie, lecz o najbardziej wpływowym zespole w historii muzyki metalowej – zespole, który nie tylko stworzył pod ten gatunek żelazne podwaliny, ale go wspaniale rozwinął i zdefiniował, czyniąc z niego dzieło sztuki. To było kiedyś. A teraz?
Teraz ma szansę zrobić coś jeszcze, gdyż najważniejszym efektem reaktywacji ma być nowa, zupełnie premierowa płyta, która powinna się ukazać jesienią przyszłego roku, nagrana pod czujnym producenckim okiem Ricka Rubina (m.in. Metallica, Red Hot Chili Peppers, Johnny Cash, Linkin Park, System Of A Down, Slayer). Przedsięwzięcie ma być wsparte światową trasą koncertową – rozpocznie się w czerwcu 2012 roku, gdy Sabbaci będą główną gwiazdą festiwalu Download.