Znowu trochę obyczajowo. Również wróciłem z urlopu i parę spostrzeżeń mam w zanadrzu

Czy spotkaliście się kiedyś z sytuacją, że w większym towarzystwie poznają się pan z panią i od razu pojawia się między nimi mocna chemia? Przejawia się to np. w tym, że doskonale się rozumieją (komunikacja niewerbalna level max), ich interakcja jest dynamiczna, wydają się doskonale do siebie dopasowani itp. Oczywiście dotyczy to rozmaitych typów charakteru, może być też tzw. "zła chemia", czyli powiedzmy bardzo złośliwy pan spotyka takąż panią i razem "nadają" na innych. Generalnie jednak otoczenie ich odbiera często tak, jakby byli dla siebie stworzeni. Taka odmiana "pioruna sycylijskiego" - Baba pewnie tak by to określiła

I wszystko jest w porządku (no może poza tymi przypadkami "złej chemii"), gdyby nie sytuacja, w której jedna, a co gorsza obie strony są już sparowane, ich partnerzy znajdują się w towarzystwie, tworzą poważne związki (np. są to rodziny z dziećmi) itp. Wtedy robi się mało ciekawie, bo oczywiście ci partnerzy czują, że coś jest nie tak. Dokładnie taką sytuację ostatnio obserwowałem. Spotkanie towarzyskie amatorów pewnego rekreacyjnego sportu, on i ona nieco po 40-ce, ze swoimi rodzinami, poznają się i od razu wiadomo, że to siebie całe życie szukali

Nie wchodząc w szczegóły, rozmawiają kilka godzin ze sobą, żartują, flirtują, zapominają o całym świecie, a ich partnerzy (odpowiednio: mąż jej i żona jego) czują się z tym bardzo niefajnie. Pytanie w kontekście forum: jak żyć?

Tzn. jak powinien/a zachować się mąż/żona takiej "trafionej" osoby, jak otoczenie (np. gospodarz)? Jak wyjść z klasą z takiej sytuacji? Oczywiście o zachowaniu zauroczonych nie mówię, bo to poza kontrolą