seremine
05.03.13, 00:40
Na początku lat 50. ubiegłego wieku popijał martini z dżinem (potem wódką) i cytryną. Strzelał z reflektorów astona martina DB5. Uwodził agentki obcych wywiadów i kochał się z nimi w pontonach, w szpitalach i samolotach. Zapewniał Brytyjczykom iluzję wielkości w epoce kartek na bekon i rozpadu brytyjskiego imperium. Dziś Bond (Daniel Craig) w nowym, bardziej realistycznym i chropowatym wcieleniu zamawia zwykłe piwo Heineken, romansuje z rzadka i szanuje kobiety (także M., szefową MI6 – Judi Dench). Z agenta amanta stał się bardziej bohaterem patriotą. Ale to wciąż ten sam agent 007, wielki mit kina i literatury XX wieku.