jutta_t
02.08.13, 15:58
Nie ma dziś jednego przepisu na związek - typu: najpierw etap narzeczeństwa, potem ślub i dzieci. Partnerzy układają swoje relacje w zależności od potrzeb. Niektórzy nie decydują się na wicie wspólnego gniazdka, lecz życie w dwóch odrębnych mieszkaniach. Z jednej strony - takie rozwiązanie daje poczucie wolności, z drugiej - utrudnia stworzenie rodziny.
- Nikt nie wisi ci na głowie non stop, nie wymaga obiadków, pranka i sprzątanka, nie mówi, co masz robić, a co jest zabronione, a jak masz potrzebę spędzić w łóżku całą niedzielę, to leżysz i czytasz - wylicza plusy związku na dwa mieszkania Marta, fotografka i fotoedytorka. - Ale to nie znaczy, że wszystko wolno na zasadzie hulaj dusza, piekła nie ma. Nie zdradzamy się, nie oszukujemy, szanujemy swoje potrzeby. Czasami on u mnie spędza cały tydzień. Albo ja u niego.
Brytyjczycy na taki model związku mają określenie - LAT, czyli z ang. "Living Apart Together", co można przetłumaczyć, jako "życie osobno razem". Czasami oznacza to mieszkanie w innych krajach czy miastach albo tylko w oddzielnych mieszkaniach. Ostatecznie mogą też mieszkać w jednym domu, w którym każdy ma własny kąt, gdzie drugi nie wchodzi mu w paradę.
Po raz pierwszy termin został użyty w 1978 roku przez holenderskiego dziennikarza Michela Berkiela. Określił tak w pewnym artykule swoją relację z partnerką. Od tamtego czasu opisany przez niego model zyskał na popularności również w Polsce, gdzie przybywa związków nieformalnych, coraz częściej spotyka się nietypowe układy rodzinne, które partnerzy sami wypracowują według własnych potrzeb.