jerzy_55
28.12.16, 20:52
Kokaina nie tylko dawała modelkom kopa, ale też ułatwiała im odchudzanie.
– Od razu było widać, które biorą. Już po kilku tygodniach ich twarze stawały się bardziej pociągłe. Wyglądały naprawdę cudownie – to im trzeba uczciwie przyznać. Nic tak dobrze nie tłumi apetytu jak kokaina. Kiedy się pracuje z dziewczynami w przebieralni, gdzie siedzą nago, to człowiek staje się ich powiernicą, terapeutką albo prywatnym kącikiem złamanych serc. I oczywiście opowiadają wtedy o narkotykach. Że w piątek i sobotę wieczorem wciągają kokainę i dostają potężnego kopa, dzięki któremu czują, że mogą wszystko, ale są na takim haju, że nie mogą uprawiać seksu, więc potem łykają quaalude (metakwalon, zastępnik barbituranów), żeby się trochę przytłumić i podniecić.
Bohaterką filmu Gia z 1998 roku była wyniszczona narkotykami modelka Wilhelmina Gia Carangi, która w 1986 roku w dwudziestym siódmym roku życia zmarła na AIDS. Zagrała ją Angelina Jolie, a w postać Wilhelminy wcieliła się Faye Dunaway.
– Gia spóźniła się kiedyś dwie godziny na moją sesję wyjazdową do „Ladies’ Home Journal”. To stylistka musi wszystkich obudzić przed sesją, więc stałam pod jej drzwiami i pukałam, pukałam, pukałam, i nic. Leżała na łóżku zupełnie nieprzytomna. Przedawkowała heroinę. Ktoś z magazynu i fotograf zadzwonili po lekarza. A ja musiałam zatelefonować do Willy, żeby nam natychmiast przysłała zastępstwo.
Po śmierci Wilhelminy, która matkowała Gii i Janice Dickinson, do Jerry’ego zadzwonił Richard Avedon.
– Powiedział: Obiecuję, że będę dawał Gii zlecenia, tylko ją do siebie weźcie. Bardzo to było szlachetne z jego strony, że próbował jej pomóc, ale ona nie wytrzymała nawet dwudziestu pięciu minut bez narkotyków i zawaliła już pierwszą sesję. Wysłaliśmy po nią limuzynę, żeby na pewno dotarła na czas, a ona wpakowała do niej swoje psy, żeby sobie pojeździły po Manhattanie – wspominała Eileen.