kornel-1
14.08.10, 18:16
Do Abisko dotarliśmy wieczorem. Byliśmy chyba jedynymi pasażerami wysiadającymi na tej maleńkiej stacyjce. I tak naprawdę nie wiedzieliśmy, czy to jeszcze Szwecja czy już Norwegia. Wokół nas rozciągały się Góry Skandynawskie. Odległe szczyty pokryte były śniegiem, choć przecież był to sierpień. Nie było jednak zimno, słońce wychylało się wciąż zza chmur i ogrzewało nam twarze.
Sprawdziliśmy rozkład jazdy na następny dzień, zajrzeliśmy nad wodospad z hukiem spadający ze skał i podreptaliśmy w stronę skrytego w zagajniku lapońskiego skansenu. Oglądaliśmy drewniane chatki o różnym przeznaczeniu, akcesoria myśliwskie i traperskie. Pilnie zapisywałem ich długaśne nazwy w języku Saamów.
Weszliśmy głębiej w las. Tu było cicho i spokojnie. Wyszukaliśmy w miarę suche miejsce i rozbiliśmy nasz maleńki namiot. Słońce pochylone wciąż nisko wcale nie miało ochoty schować się za horyzontem. Byliśmy przecież kilka stopni geograficznych na północ od koła podbiegunowego. Miała to być nasza pierwsza noc bez zachodu i bez brzasku. Na taką noc czekaliśmy, przyjechaliśmy tu po to, by przeżyć coś wyjątkowego.
W końcu chmury zakryły całe niebo, w lesie zrobiło się ponuro. Zagotowałem wodę na kuchence, Sylwia zrobiła kanapki, wypiliśmy herbatę. Była północ, wciąż widno, choć znacznie się ochłodziło. Wskoczyliśmy w ubraniach do śpiworów, by zdrzemnąć się na kilka godzin.
Rano zbudziły nas ptaki. Niebo nadal było zachmurzone, rozgrzała nas herbata. Po śniadaniu poszliśmy szukać reniferów. Były! Pasły się na łące, kilka sztuk w odległości może 20 metrów. O, jakże byłem zadowolony z tych widoków!
Link bezpośredni: Abisko
Kornel