Dodaj do ulubionych

budowanie związku - perspektywa bpd

27.04.09, 22:48
Witajcie,

Jakiś czas temu obiecałam sobie w końcu spróbować. Poznałam wspaniałego
chłopaka i z nadzieją, że znowu będzie inaczej postanowiłam stworzyć związek.
Oczywiście tak nie jest ale dalej próbuję. I dlatego pytam o Wasze
doświadczenia, jak budujecie związki? czy można to sobie jakoś ułatwić? Ja na
razie ograniczam spotkania jak się da, żeby mnie widział tylko ta lepszą. Ale
już sama widzę, że wszystko wraca do normy. Nie umiem z nim być, zalety stały
się wadami a on doprowadza mnie do szału tym ciągłym naciskaniem i
pytaniami... Ale czy tak się robi?Bo ja po prostu nie umiem inaczej...
Obserwuj wątek
    • pestka835 Re: budowanie związku - perspektywa bpd 28.04.09, 01:44
      Witaj.Ograniczanie spotkan nic tu nieda,bo i tak przyjdzie czas,ze zobaczy to
      czego nie chcialas by widzial i im dluzej bedziesz to ukrywala tym bardziej on
      moze miec do ciebie jakis maly zal,ze taka nie bylas(a bylas tylko jemu nie
      pokazywalas).Ja z moim partnerem jestem niecale 4 lata,moj najdluzszy zwiazek i
      powiem szczerze,ze latwo nie bylo,bo najpierw nie mialam diagnozy i on
      myslal,ze tak z moich humorkow jestem furiatka i choleryczka.Teraz po
      testach,lekarzach wie co jest grane,nie jest idealnie,bo czasem jakby zapomina i
      mnie prowokuje,czasem ja prowokuje a on sobie przeciez na glowe tez wejsc
      nieda.Bywalo bardzo kiepsko,bez powodu mnie draznil,az nie moglam na niego
      patrzec,jego ruchy,oddech,dotyk,spojrzenie,cokolwiek-wszystko mnie irytowalo.Nie
      moglam tego zniesc,czulam z czasem,ze przestalam go kochac,potem nawet
      przestalam lubic.Widzial to,ale nadal byl przy mnie w jakimkolwiek tego slowa
      znaczeniu,bo czasem byl tylko fizycznie,a psychicznie sie wylaczal,bo mial dosc
      wszystkiego.Probowalam zerwac,ale on mi nie pozwolil kilka razy,czasem on
      zrywal,ale wracal,nie moglismy sie dogadac,az do czasu...Zaczelam rozmyslac nad
      soba,swoim zachowaniem i nad tym co jestem w stanie zmienic i pewnego dnia
      trafilam na post "cipiciunki" na tym forum w ktorym sama pisala o swoim mezu,ze
      gdy nauczyla sie go traktowac bardzie po przyjacielsku,kolezensku jej relacje z
      nim sie zmienily.Wzielam to sobie do serca i naprawde dalo to efekty.Taka niby
      prosta rzecz,a na nia nie wpadlam.Zwiazek przestal byc dla mnie taki meczacy,on
      przestal mnie az tak draznic,bo zaczelam go traktowac jak dobrego kumpla,bo
      tylko w jego towarzystwie sie dobrze czuje i jest to jedyna osoba z ktora
      potrafilam wytworzyc wiez.Od kolegi wymagalam mniej niz od partnera i mniej mnie
      draznil,gdy on nie wymagal.Uswiadomilam to sobie,uswiadomilam tez,ze skoro mnie
      akceptuje to chce by poprostu byl,zebym miala obok kogo klasc sie spac,z kim
      obejrzec film itp.On zaakceptowal moje BPD,czasem jemu odbije,czasem mi-kazdy ma
      humory,ale wiem,ze nie wymaga ode mnie tyle i czasami chociaz rozumie przez co
      przechodze.Ja sie tez zmienilam w pewnym stopniu,czasem nawet umiem panowac nad
      soba,przestalam byc zazdrosna,nawet gdy sa dni,ze mnie drazni to mu o tym mowie
      i poprostu nie wchodzi mi w droge,czasem sie obraza i rzuca sie jak ryba bez
      wody he he,ale to nic,bo albo sie poklocimy,albo kazde idzie w swoja
      strone;)Duzo rozmyslalam i powiem ci,ze musisz sie zastanowic jak bardzo ci na
      nim zalezy i ile jestes w stanie z siebie dac,jak bardzo jestes w stanie walczyc
      sama ze soba o to,by miec choc troche lepiej niz mialas by utrzymac zwiazek.To
      wymaga wiele poswiecenia,bo my osoby border mamy nieco trudniej,kazdego dnia
      prowadzimy wewnetrzna wojne ze sama soba i w kazdej chwili cos moze
      wybuchnac.Nagle cos co kochalysmy w jednej godzinie irytuje nas w
      drugiej,jednego dnia kochamy,innego dnia nienawidzimy.Musisz sie z tym
      pogodzic,starac sie zrozumiec swoje zachowania i uczucia,a nastepnie nauczyc sie
      z nimi zyc i troche nad nimi panowac-naprawde mozna:)Postaraj sie wziac ten nowy
      zwiazek bardziej kolezensko to moze nie bedziesz tyle wymagala i dostrzegala
      tego co moze cie ewentualnie draznic,bo od przyjaciol tez wymagamy,ale nie tyle
      co od partnera.No i w przyjacielu tez moze nas cos draznic,ale rowniez nie tyle
      co w partnerze.Mi osobiscie cholernie ulatwilo to zycie:)
      • ewuniaaa_007 Re: budowanie związku - perspektywa bpd 29.04.09, 22:47
        Dzięki Pestko za odpowiedź:) bardzo mi się podoba to co mówisz, dużo o tym
        myślałam i wydaje mi się, że to chyba faktycznie jedyna opcja. Jednak... dla
        mnie to chyba jeszcze za trudne, już chyba wszystko zepsułam. Poza tym chyba
        żeby traktować osobę, z którą jesteś po koleżeńsku trzeba ją po prostu lubić. A
        ja nie umiem lubić osoby, z którą się spotykam, jest tylko irytacja i
        zniechęcenie. Niestety, no ale może kiedyś...
        • pestka835 Re: budowanie związku - perspektywa bpd 30.04.09, 02:03
          Pierwsza podstawowa rzecz to to,ze nie wolno ci watpic i gory zakladac,ze
          zepsulas.Skoro nadal sie spotykacie tzn,ze nie zepsulas.Nawet jak sie zepsuje to
          jest szansa zeby naprawic,ale trzeba chciec.Co do "lubienia" to bywa
          roznie,czasem nawet tego nie czuje,ale nauczylam sie z tym zyc,dla mnie
          osobiscie traktowanie go po "kolezensku" oznacza czasem wielka obojetnosc,ale
          uwazam,ze lepsze to niz ciagle wybuchy,pretensje.Niestety z tym tak jest,bo
          wiekszosc czasu go wlasnie nie lubie;)ale zdalam sobie sprawe,ze jednak lepiej
          jak jest niz mialabym byc sama i znowu zaczac popadac w skarajnosci.Dlatego
          wymusilam na sobie takie,a nie inne podejscie i choc czasem z powodem lub
          bez,ciezko mi zniesc jego towarzystwo to sie staram,bo wiem,ze za kilka godzin
          lub dni przyjdzie ta chwila gdy choc przez pare minut bede przy nim
          szczesliwa,bede czula,ze cos znaczy.Chocby te pare minut,ten jeden dzien,ale
          warto,bo coz nam Borederom pozostalo skoro mamy problemy z uczuciami i ich
          ulokowaniem...Tak naprawde dla wiekszosci z nas zaden nie bedzie
          odpowiedni,kazdy facet bedzie draznil,ale nikt nie chce byc sam,wiec albo cos
          sobie postanowimy,albo zycie z partnerem jako takie bedzie dla nas niemozliwe.To
          co innym(bez BPD) przychodzi bez wysilku i jest w pelni naturalne w to my musimy
          wlozyc mase wysilku,poswiecen,czasem nawet sie zmuszac.Niestety tak juz
          bedzie,ale trzeba nauczyc sie z tym zyc i przyjac,ze jesli nie to to nic.Nikt
          chyba niechce cale zycie skakac z kwiatka na kwiatek,chyba wszyscy pragna
          milosci lub jakiegos uczucia,nawet gdy dsami nie sa zdolni do tego.Wszystko w
          twoich rekach,pamietaj,ze my sami pracujemy w tej chwili na to co nas czeka,bo
          jestesmy juz w pelni swiadome tego,ze mamy BPD i na pewne rzeczy mozemy wplynac
          sami chocby w malusienkim stopniu.Pozdrawiam
          • cipiciunka Re: budowanie związku - perspektywa bpd 30.04.09, 12:59
            Witajcie dziewczyny :)
            Pestka - miło mi, że moje "wieloletnie męczarnie" służą czemuś
            dobremu. Mój facet nie lubi gdy tak mówię, On jednak widzi to
            inaczej. Dla Niego ten czas razem "minął jak 1 dzień".

            Mi chyba było łatwiej wytrwać i wogóle wejść w związek bo gdy się
            poznaliśmy miałam 18 lat i w ciągu chyba 3 m-cy znajomości byłam z
            Nim zaręczona - nie miałam czasu pomyśleć i jedynie ze stresu
            schudłam jak anorektyczka. A co ciekawe od początku znajomości
            nocowałam u Niego i przez jakiś dłuższy czas spałam w pokoju obok i
            nie próbował mnie dotknąć chociaż wiedziałam doskonale, że robię na
            Nim piorunujące wrażenie. Zaczęło się właśnie w taki sposób jaki mi
            najbardziej odpowiadał... i teraz wciąż szanuje moją "odrębność".

            Szybko facet zareagował :) gdyby nie to pewnie do chwili obecnej
            byłabym singlem.

            Ja lubiłam go jednak od początku jako człowieka. Nie ma nikogo
            innego kogo szanowałabym bardziej za ... przekonania, sposób
            postępowania z ludźmi i wyrozumiałość dla mnie. Poza tym był i jest
            nadal bardzo interesującym facetem z silną osobowością.
            Najgorzej tylko znosiłam momenty w naszym życiu gdy czułam,że
            kocham.
            Strasznie mnie złoszczą posty typu... Czy Bpd potrafią kochać?
            Mam ochotę kogoś kto ma co do tego wątpliwości wgnieść w ziemię. Bo
            przecież potrafię i chyba mocniej to przeżywam niż ludzie nie
            dotknięci Bpd !!! Dlatego bronię się przed tym bo tego uczucia
            pragnę ponad wszystko a jednocześnie boli mnie...jak cholera...
        • czita88 Re: budowanie związku - perspektywa bpd 30.04.09, 17:47
          "A ja nie umiem lubić osoby, z którą się spotykam, jest tylko
          irytacja i zniechęcenie. Niestety, no ale może kiedyś... "

          Ewuniu... Skoro tak jest to może nie warto się męczyć, tylko
          poczekać na kogoś kogo pokochasz? Tak na maksa, strasznie, przez
          kogo będziesz strasznie cierpieć (jak to my) ale i przy kim będziesz
          najszczęśliwsza na świecie?

          Wcześniej byłam w 3 związkach (po parę miesiecy, góra pół roku) i w
          każdym w 90% spędzanego razem czasu czułam to co ty. Nie kochalam
          ich i nie mogłam sobie wyobrazić że juz zawsze z nimi będę, itp...

          Teraz jestem z mężczyzną prawie pół roku. I widzę przeogromną
          różnicę!! Zanim go poznałam przyrzekłam sobie że nigdy się nie
          związę z facetem a już na pewno nie zakocham i nie zaangażuję. A już
          po tygodniu "kręcenia" z nim zakochalam się na amen i zapomniałam o
          wszelkich danych sobie obietnicach.

          Dopiero ten związek uczy mnie bycia z drugą osobą. I dopiero przy
          nim zaczęłam zauważać swoje błędy, głupie i chore postępowanie.
          Wcześniej wszystko zwalałam na nich. Uczę się kochać drugą osobę.
          Nie tylko tak żeby mi było dobrze i żeby zaspokoić swoje potrzeby,
          ale tak żeby go zrozumieć, nie wymagać za dużo (jak dotychczas), tak
          by zbliżyć się do ... normalności :).

          Nie będę Cię oszukiwać że gdy kogoś kochasz jest latwiej. Jest dużo
          trudniej. Bardziej się cierpi a każdy (wyimaginowany) zawód jest
          strasznym zaskoczeniem / bólem / wściekłością. Jednak dużo łatwiej
          wybacza się błędy, jest większa motywacja żeby się starać , walczyć
          o związek. Różnica podstawowa to to że widzi się tego sens...

          NIe czuję się na razie pewnie w moim związku, właściwie cały czas
          wisi on na włosku ;) ( przez moje wybuchy i to że często ciężko się
          jest dogadać). Kocham go i przykro mi jak sobie przypominam jak
          bardzo go raniłam wiele razy, jak wydzierałam sie na niego,
          zrywałam, szokowałam go... Gdybym mogła cofnąc czas.. Ale czy gdyby
          tego wszystkiego nie przeżył to znałby mnie naprawdę? WIedziałby z
          kim jest?
          Często sam nie był pewien czy chce ze mną jeszcze być, był
          wyczerpany awanturami, kłótniami, wontami... Ale powolutku ,
          powolutku się zmieniam, staram się, i on to zauważa... Nie tnę się,
          nie dzwonię już do swoich byłych gdy się pokłócimy, próbuję panować
          nad swoimi wybuchami i nie uzywac wyzwisk, nie wyłączam telefonu na
          caly dzień , coraz dłuższe okresy mamy spokojne , bez kłótni (rekord
          póki co to tydzień :P :()... Strasznie trudna jest walka ze samą
          sobą, ale jeśli masz dla kogo, czujesz ze związek z nim jest tego
          warty, chcesz dla Niego jak najlepiej i masz marzenia z Nim
          związane :)....

          DO pestki: Twoja rada odnośnie traktowania związku bardziej jak
          kolezenskiej relacji może mi się przydać i czzuję że moglaby mi
          pomóc :). Pewnie zmniejszyłyby sie moje wymagania i dalabym mu
          więcej swobody (czasem moje telefony, troska, chęć spotykania sie
          codziennie, to go przytłaczało...) , może mniej myślałabym o sobie i
          nie wmawiala sobie wciaz że on ma mnie gdzieś . Chyba spróbuję tak
          inaczej go traktować :), wiem że on potrzebuje czasu, po
          moich "jazdach", i nie powinnam tak naciskać i wciąz walić fochów o
          byle co :(...
          • ewuniaaa_007 Re: budowanie związku - perspektywa bpd 30.04.09, 19:26
            Witajcie ponownie:)
            To co piszecie bardzo podnosi mnie na duchu i daje nadzieję na to, że może być
            inaczej, ale jednocześnie wszystkie opisujecie Waszych partnerów jako silne
            osoby, które mają na tyle siły żeby dać sobie z tym radę i choć trochę nas
            "poskromić". I tak sobie myślę, że może mój problem polega też na tym, że osoby
            które ja poznaję na mojej drodze są zbyt słabe i po prostu nie umieją mnie choć
            minimalnie zdominować. Bo ja i moje mechanizmy obronne są tak silne, że i tak
            zawsze jest po mojemu, a potem przychodzi już tylko brak szacunku "bo on tak
            sobie pozwala wchodzić na głowę". Czita, to co mówisz do mnie przemawia, może
            nie warto się zmuszać i ponosić tych kosztów zmuszania się, ale bardzo mnie boli
            świadomość tego, że nie cieszą mnie takie rzeczy, a powinny. I kiedy słyszę, że
            jak to możliwe, ze wkurza mnie to, że on nalega na spotkanie słyszę tylko, że to
            przecież dobrze i powinnam się cieszyć, a to dołuje jeszcze bardziej. Tesknie za
            ta normalnością i już sama nie wiem co czuję. Czy to intuicja mi podpowiada, że
            to nie to czy to znowu moja choroba. Więc próbuje na siłę. Cipiciunko, to co
            piszesz, jak zachował się Twój facet na początku z tym spaniem jest dla mnie
            przykładem akceptacji, a ja niestety czuję, że tego nie doświadczam. Bo kiedy
            proszę mojego "chłopaka" żeby szedł już do domu bo nie chcę żeby został na noc
            patrzy na mnie jak na kretynkę. Ale nie umiem mu wytłumaczyć co czuję, ale wiem,
            że po kilku godzinach razem jestem zmęczona tak, że potem potrzebuję
            przynajmniej 2 dni przerwy. No i jest jeszcze coś innego dołującego. Tylko fakt,
            że umawiam się czasem z innymi pozwala mi zaakceptować obecnego partnera.
            Naprawdę tego nie rozumiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka