Gość: Vision
IP: *.zabianka.gdi.pl / *.internetdsl.tpnet.pl
20.01.04, 13:19
Wydawać by się mogło, iż Jeffs to w miarę ekskluzywny lokal, z obsługą na
wysokim poziomie. Jednak nic bardziej mylnego, jeśli nie jesteś klientem z
grubo wypchanym gotówką portfelem - bo przy płaceniu kartą pojawiają się
problemy. Miły piątkowy wieczór, spokojna atmosfera, zakłócana jedynie
nerwowym oczekiwaniem na kelnerkę. Na piwo można sobie poczekać 10 minut, a
na rachunek 20... Jednak kiedy jesteś w sympatycznym towarzystwie, człowiek
nie zwraca na to aż tak wielkiej uwagi, aczkolwiek nie sposób zwrócić uwagi
na rachunek, którego nie można zapłacić. Jak chyba każdy sklep, czy
restauracja w Galerii Mokotów, tak i Jeffs obklejony jest przy wejściu
znakami akceptacji najróżniejszych kart kredytowych i płatniczych. Zatem
przy płaceniu rachunku, w sumie na niewielką kwotę bo raptem 60 czy 70zł
wyciągnąłem kartę i podałem kelnerce. Jakież było moje zdziwienie, kiedy
kelnerka powiedziała, że mojej karty Jeffs nie przyjmie. Wiadomo, to nie
kelnerka ustala reguły lecz kierownictwo lub właściciel, zatem poprosiliśmy o
rozmowę z panią menager. Pani menager uroczym głosem i z uśmiechem niczym
księżyc w pełni poinformowała nas, iż kartą nie zapłacimy „bo generalnie to
nie”, bo mają taką a nie inną umowę z bankiem. Zrozumiałbym, gdyby Jeffs nie
posiadał terminala elektronicznego, a jedynie tzw. „żelazko”, jednak klienci
przy stolikach obok, nie mieli problemów z dokonaniem płatności za pomocą
kart, jednak na znacznie wyższe kwoty. Jedyną radą otrzymaną od pani
menager, było to, iż mamy sobie poszukać jakiegoś bankomatu i dopiero potem
uregulować rachunek. Jednak jako klient restauracji, miałem najmniejszą
ochotę na szukanie bankomatu, tym bardziej, iż wchodziłem do niej z
przeświadczeniem, iż mogę zapłacić rachunek za pomocą karty. Na nic zdały się
moje argumenty, że to nie fair wobec klienta, kiedy ten dowiaduje się dopiero
przy płaceniu, iż jednak w ten sposób rachunku nie zapłaci. Pani manager
próbowała skontaktować się z właścicielem restauracji (pan Artur Jarczyński),
celem uzyskania zgody na przyjęcie mojej karty, ten jednak odmówił. Terminal
był oznaczony logiem banku, zatem zadałem sobie trud zadzwonienia do banku i
spytania, czy można tak podpisać umowę, aby jedne karty akceptować, a innych
nie. Odpowiedź z banku była jednoznaczna „Podpisując umowę z bankiem na
rozliczanie płatności za pomocą kart kredytowych i płatniczych, podpisuje się
umowę na wszystkie rodzaje kart akceptowanych przez bank”. Wniosek płynie z
tego prosty, skoro bank wydający terminal akceptuje moją kartę, skoro Pani
manager pyta się właściciela, czy może przyjąć kartę, to jest to po prostu
sknerstwo owego właściciela, który od tak małej kwoty nie będzie płacił
prowizji bankowi.... Ale to przygód w Jeffsie nie koniec. Jeffs nie
dysponuje szatnią, a nawet wieszak koło stolika jest trudno dostępny, bądź
nie ma go w ogóle, zatem wszystkie rzeczy jak kurtki, czapki, szaliki itp.
itd. trzeba umieszczać gdzieś koło stolika. Wychodząc koło 22:30 z
restauracji zostawiliśmy przy stoliku część garderoby, a zorientowaliśmy się
o tym fakcie przy wyjściu z Gal. Mokotów. Niestety przy powrocie do
restauracji rzeczy już nie było i nikt nie wiedział co się z nimi stało.
Podobnie, na zostawiony przez nas numer telefonu i prośbę kontaktu z
właścicielem, aby wyjaśnić mało przyjemną scenę próby zapłacenia rachunku
kartą nikt do dzisiaj nie zadzwonił....
Ktoś chyba zapomniał o starym prawie psychologii konsumenta, iż zadowolony
klient przyprowadzi 3-5 innych klientów, niezadowolony odbierze 12. Zatem
każdemu, kto chciałby spędzić wieczór w Jeffsie odradzam to miejsce, jeśli w
weekend nie chce czekać 20 minut na obsługę, tym którzy wolą karty od
gotówki, a także wszystkim tym, którym zdarza się coś zostawić przy stoliku –
nie odzyskacie już swoich rzeczy.
Niezadowolony klient