reszka2
23.03.04, 22:50
Witajcie, dziewczyny.
Z uwaga czytam wasze forum.
Jak może niektóre z was wiedzą jestem lekarzem rodzinnym. Zrobiłam tą
specjalizacje z czystego przekonania, bo podobała mi się idea całościowej
opieki nad rodziną. Wasz uwagi i spostrzeżenia sa dla mnie prawdziwa
skarbnica wiadomości – dziękuje że zechciałyście się tym podzielić.
Chciałabym was zapytać o pewną rzecz.
Kiedyś byłam na stażu na zachodzie i miałam tam okazje zobaczyć jak
zorganizowana jest opieka nad rodzinami z problemem takim jak Wasz – utrata
dziecka, urodzeniem ciężko chorego dziecka – od momentu wykrycia choroby lub
wady genetycznej, i dalej, oraz w sytuacji kiedy mama dowiadywala się dopiero
po porodzie że jej dziecko ma np. zD.
Czy mogłybyście się podzielić tym, jak potraktowała was polska służba
zdrowia? Czy po otzrymaniu wyniku badania potwierdzającego istnienie wady
zaoferowano wam pomoc psychologa, czy czułyście że jest wam potrzebna, a może
nie chciałyście o tym rozmawiać z osoba życzliwą, ale przecież obcą? Czy ktoś
pomógł wam w sytuacji kiedy wasze dziecko zmarło wkrótce po porodzie, czy
zostawiono was same z waszymi odczuciami? Czy w ogóle potrafiono z wami o tym
rozmawiać? Czy chciałyście rozmawiać z osoba szkolona w tym kierunku?
W programie studiów medycznych, pomiędzy podręcznikiem Bochenka a tomami
interny nie ma miejsca – moim zdaniem – na naukę empatycznego podejścia do
pacjenta. Albo ma się szczęście i trafi się na lekarza który tę umiejętność
posiada wrodzoną, albo nie – i wtedy jest koszmar, który pozostawia dodatkowe
rany, których mogloby nie być. Mnie to wyjątkowo oburza i dotyka, nie mogę
się z tym ani pogodzić, ani tak po prostu przejść do porządku dziennego.
Jeżeli zechcecie się podzielić waszymi spostrzeżeniami będę bardzo
wdzięczna. Może być na forum, może być na priva. Może to być początkiem
artykułu który chciałabym napisać. Bo same wiecie, że urodzić po ludzku
zdrowe dziecko w Polsce, to nadal bywa problem. A tym bardziej dziecko chore.