kacpere
17.09.04, 13:30
Witam,
Chciałbym się podzielić wrażeniami z pobytu w Egipcie z biurem Alfa Star.
Napomknę też tutaj jak do tego akurat biura trafiłem i jakie były plusy i
minusy.
Zacznę może od początku. ;)))))
W tym roku, jako, że braliśmy ślub, wymyśliliśmy sobie, że warunkiem
koniecznym podróży poślubnej będą delfiny. Nie ważne gdzie, nie ważne jak –
mają być delfiny i koniec, bo jeszcze tych zwierzaków nie widzieliśmy na
oczy. Jeden ze znajomych polecił mi Portugalię, jak zapewniał – tam delfiny z
ręki jedzą, itp. itd. Jako, że nigdzie nie znalazłem jednak w necie
informacji o jakichkolwiek delfinach w Portugalii, zaczęliśmy się rozglądać
za innym krajem. W grę wchodziły Włochy i Hiszpania. Kraje arabskie – z racji
nieciekawej sytuacji politycznej, jak i obaw „samych w sobie” – w ogóle nie
były brane pod uwagę. Pochodziliśmy więc po biurach, popytaliśmy i z
przerażeniem spostrzegliśmy, że jedynym miejscem, które spełniłoby wszystkie
nasze wymagania byłby EGIPT!!! Tak, ni mniej, ni więcej, tylko Egipt.
Wybraliśmy sobie biuro – Ecco Holiday (nie wiem czemu, akurat to, nie
pytajcie – chyba dlatego, że mieli najładniejszy folder) i zaczęliśmy żmudne
wyłuszczanie naszego punktu widzenia i oczekiwań wobec takiej wycieczki. A
oczekiwania były prozaiczne: wylot 23.08.2004, Tydzień w Hurghadzie, tydzień
w Sharmie, gdzie chcielibyśmy mieć zagwarantowane pływanie z delfinami.
Bardzo było nam przykro, jak okazało się, że Pan w biurze i owszem, sprzeda
nam tygodniowe wycieczki w HRG i SHA (hotele Palma de Mirette HB w HRG i
Palmyra Resort AI w SHA - w sumie ok. 6000 PLN/2 os.), ale od razu zaznaczył,
że bez delfinów i że nie ma szans przeprawienia się z Hurghady do Sharmy.
Mniej więcej właśnie wtedy odkryłem forum „Wyborczej”. No i zapytałem, jak to
jest z tą przeprawą (mój wątek gdzieś tam leży w czeluściach forum). Z
wielką radością przyjąłem odpowiedzi, że problem nie istnieje. W tamtym wątku
pojawił się też tajemniczy wpis o treści mniej więcej takiej „my takie
wycieczki organizujemy bez problemu”... i prośba o kontakt.
Nie czekając zbyt długo napisałem, znowu informując co bym chciał. Osobą, z
którą się wtedy kontaktowałem, był sam (baczność) szef biura Alfa Star
(spocznij), a odpowiedź przyszła nadzwyczaj szybko (i to telefonicznie). Otóż
zaproponowano mi tydzień w Hurghadzie (Aida Verdi AI), tydzień w Sharmie
(Palmyra Resort AI), delfinarium, przeprawę. Cena za całość: 4800 zł/2 os.
Byłem w takim szoku, że ciężko było mi się podnieść. Wypytałem więc o takie
rzeczy jak ubezpieczenie, przelot, opłaty lotniskowe... Okazało się, że
wszystko było w cenie. Jedynym minusem było to, że wylot miał być z Warszawy,
ale powrót już do Poznania (jestem z Poznania). Jednak stwierdziłem, że
przejażdżka do Wawy dobrze i mi zrobi i nawet tego jako minusa nie liczyłem.
Więc oczywiście się zgodziłem.
Papiery musiałem podpisać do końca kwietnia – to był jeden z wymogów
wycieczki (takie tam różne sprawy organizacyjno-finansowe) ;) i udało się to
nam prawie bez problemu. Jedynym problemem było to, że na podstawie jednej
umowy dostałem 3 rezerwacje!!! Przez prawie cały dzień tłumaczyłem, że nie
interesuje mnie wylot 23.08 do Hurghady, tydzień w hotelu w Hurghadzie i
powrót 11.09 (po dwóch tygodniach) z Sharmu ;))). A i takie „kwiatki” były...
Na szczęście jedna z rezeracji była poprawna (ostatnią lepiej przemilczeć).
Trochę się wtedy podłamałem, ale stwierdziłem, że nie będę robił scen – w
końcu jesteśmy tylko ludźmi i takie rzeczy się mogą zdarzyć. Acha, dodam, że
osobą, z którą się kontaktowałem odnośnie szczegółów był Pan Łukasz Skowron.
Poczytałem sobie forum na temat rzeczonych hoteli i okazało się, że w skład
Aidy Verdi wchodzą 2 hotele: dobry i bardzo dobry. W połowie maja zadzwoniłem
do Pana Łukasza po raz kolejny z mała sugestią, że wolałbym ten lepszy (z
balkonem , większy pokój itp.). Różnica cenowa okazała się dosłownie
śmieszna – 200 PLN. Bez wahania zdecydowałem się na to rozwiązanie (w końcu
to podróż poślubna) i szczęśliwy znowu czekałem na wylot.
Mniej więcej w czerwcu zdarzył się głośny problem turystów z Alfą. Był to
sławetny konflikt z Air Polonią i wycofaniem się przez linie lotnicze z
części czarterów. Poczekałem, aż ciśnienie opadało i po raz kolejny
zatelefonowałem sobie do Pana Łukasza. Ten potwierdził, ze są problemy, ale
że do końca czerwca sprawa się wyjaśni i prosił o kontakt wtedy. OK.,
czekałem. Kolejny raz zadzwoniłem na początku lipca. Okazało się, że sprawa
nie jest taka prosta. Air Polonia nie dorzuciła samolotów, LOT się nie kwapił
także – no i nadal nie wiadomo było ani czym i kiedy polecę, ani jak wrócę.
Przewijały się linie Memphis, ale (mimo, ze miały dobre opinie) jakoś wolałem
nasze rodzime, poczciwe samoloty. W połowie lipca (miesiąc przed wylotem!!!)
sprawa zaczynała mnie niepokoić – co prawda wylot z Wawy 23.08. w sobotę był
jak najbardziej możliwy, ale powrót już nie. Pasował tylko powrót do Wawy w
sobotę 11.09 (nie uśmiechało mi się to) albo w środę 14.09. do Poznania (to z
kolei było przedłużenie urlopu o 2 dni robocze – ryzyko jak cholera). W końcu
jednak zdecydowałem się wybrać rozwiązanie 2-gie. Zawsze to parę dni dłużej
odpoczynku od naszej socjalistycznej ojczyzny, co mogło mieć tylko dodatni
wpływ na samopoczucie ;). Pozostała kwestia ceny. Biuro chciało 5700 za dwie
osoby w sumie, ja oferowałem 5500. To jest mniej więcej o tyle mniej, ile
musieliby mi oddać, gdybym zdecydował się na powrót do Warszawy. Tutaj jednak
nieoczekiwanie zaczęły się schody. Pan Łukasz, mimo, że bardzo chciał, nie
potrafił mi przez 2 tygodnie (dzwoniłem codziennie!) podać jakiejś konkretnej
decyzji. W końcu zdecydowałem się na mail do samego szefa (w końcu on mnie w
to wciągnął) ;). Sprawa została załatwiona w dosłownie 24 h. Moja oferta
została zaakceptowana!!! Kiedy myślałem, że to już koniec przygód – znowu
zaczęły się schody z potwierdzeniami (zmienionych już) rezerwacji.
Przyzwyczajony dałem tydzień Alfie na przesyłanie codziennie faksu. W końcu w
pewnym momencie dotarła do mnie rezerwacja, która miała już prawie wszystko
dopięte – brakowało tylko i wyłącznie małego szczegółu – ubezpieczenia. Na
szczęście po mojej interwencji i to zostało poprawione – co prawda
ręcznie ;), ale już dla świętego spokoju się na to zgodziłem. Jak zresztą
pisałem – nie lubię się kłócić (chyba że muszę) i jestem raczej ugodową osobą.
Po tych wszystkich sprawach formalnych zostało nam tylko czekać ostatnie dwa
tygodnie na wylot (tydzień przed wylotem braliśmy ślub, ale to szczegół ;] ).
No i mieć nadzieję, że nie zmienią nam hoteli ani jeszcze przed wylotem, ani
po przylocie na miejsce...