Dodaj do ulubionych

Młodzież doipominaosie o skatepark

25.06.05, 11:13
A cy bedzie go miała???

Zakopiańscy deskorolkarze chcą skateparku z prawdziwego zdarzenia. Najlepiej -
zadaszonego i ogrodzonego: aby nikt nie niszczył znajdujących się w nim
urządzeń. Wszystko rozbija się jednak o teren i pieniądze na taką inwestycję.

Zakopiańscy deskorolkarze, korzystający ze skateparku, narzekają, że jest on
notorycznie dewastowany i zaśmiecany przez grupy chuliganów.

- Rozwiązaniem problemu mogłoby być wybudowanie ogrodzonego skateparku,
najlepiej przykrytego, albo w ogóle umiejscowienie go w jakiejś hali -
twierdzą deskorolkarze. - Dopóki Zakopane nie będzie miało skateparku z
prawdziwego zdarzenia, nikt nie będzie nad nim panował. A taka potrzeba jest,
bo młodzież, która przyjeżdża do naszego miasta, często pyta o miejsce, gdzie
można pojeździć na desce.

Zofia Kiełpińska, naczelniczka Wydziału Turystyki i Sportu Urzędu Miasta
tłumaczy, że obecny skatepark, znajdujący się koło budynku Zespołu Szkół
Zawodowych przy ul. Kasprusie (dawne TTA), jest najlepszym rozwiązaniem z
możliwych. Przyznaje jednak, że przypadki dewastacji są dużym problemem.

Wydajemy rocznie na skatepark 180 tysięcy złotych. Pieniądze idą na nowy
sprzęt oraz na naprawy - mówi Kiełpińska. Podkreśla, że skaterzy nigdy nie
wychodzą od niej z pustymi rękami. - Zajmuję się tą sprawą osobiście i jestem
w ciągłym kontakcie z panem Rafałem Jabłońskim, który się nimi opiekuje.
W zeszłym roku powiedziałam im: stwórzcie grupę i jeżeli macie jakieś
pomysły, przyjdźcie porozmawiać. Wyrazili zgodę, ale od tego czasu nikt się
tutaj nie pojawił.

Zofia Kiełpińska informuje, że atestowany sprzęt, stanowiący wyposażenie
skateparku, wcale nie jest tani. Sporo kosztowało także przeniesienie
urządzeń spod schroniska młodzieżowego "Szarotka", gdzie powstała nowa
komenda straży pożarnej, na obecne miejsce.

- Dla nich świat zaczyna się i kończy na desce. Dla mnie nie, bo są jeszcze
inne dyscypliny sportu, o które muszę zadbać - mówi Zofia Kiełpińska. -
Budowa zadaszonego skateparku to wydatek rzędu 600-700 tysięcy złotych.
Zresztą miasto nie ma terenu, gdzie można by było go postawić. Przede
wszystkim asfalt musi być gładki, więc żadne boisko szkolne nie wchodzi w
grę. Myślę, że obecne miejsce jest całkiem dobre, ale to jest teren szkoły i
nie wiadomo, co z nim dalej będzie...(KOV)

Nojgorse to tótó, ze Pani Zosia na deskorolce nie jeździ i ni mo
zamiaru, nei co? Jyj nie trza skateparku, haj! Hehe...
Telo.Pozdr. dlo Pani Zosi!
Obserwuj wątek
    • ciupazka Re: Młodzież dopomina sie... o adrenalinę.... 06.08.05, 08:31
      Wakacje z adrenaliną

      Z paralotniami jest ten problem, że ze względu na pogodę nie zawsze da się
      polatać. Na zdjęciu paralotniarz nad Tatrami.

      Rafting, wspinaczka, rajdy terenowe czy lot motolotnią to nie są sporty dla
      wybranych. Za stosowną opłatą każdy może zasmakować przygody i podnieść sobie
      poziom adrenaliny. Z roku na rok coraz więcej osób wybiera aktywny wypoczynek
      zamiast opalania się nad rzeką lub spacerowania zatłoczonymi Krupówkami.
      Wakacje z przygodą najczęściej spędzają pracownicy dużych firm.

      Nasi główni klienci to firmy fundujące swoim pracownikom imprezy integracyjne -
      przyznaje Andrzej Maciata, ratownik TOPR, szef zakopiańskiej firmy Explorer. -
      Organizujemy dla nich kompleksowy pobyt z raftingiem, hydrospeedem, rajdami
      terenowymi czy zajęciami linowymi - wspinaczką, zjazdem w tyrolce, przeprawami
      linowymi. Indywidualni klienci pojawiają się rzadko.

      - Mamy klientów indywidualnych, ale zdecydowaną większość stanowią imprezy
      integracyjne dla grup zorganizowanych - przyznaje także Piotr Sikora ze Szkoły
      Kajakarstwa Górskiego i Raftingu "Retendo". - Z roku na rok obserwujemy coraz
      większe zainteresowanie aktywnym spędzaniem wolnego czasu.

      - Przez ostatnie lata obserwujemy, jak imprezy integracyjne ewoluują od modelu
      polegającego na wypiciu jak największej ilości wódki, do aktywnego spędzania
      czasu. To cieszy - dodaje Andrzej Maciata.

      Na lądzie

      Dużym zainteresowaniem cieszą się rajdy terenowe, oparte na scenariuszach gier
      przygodowych i organizowane często w połączeniu ze szkoleniem psychologicznym.
      Uczestnicy pod okiem instruktorów według wskazań GPS pokonują przeszkody
      napotkane w terenie i rozwiązując różne logistyczne zdania docierają do celu.

      - Organizujemy rajdu piesze, rowerowe i samochodowe, które odbywają się na
      Podhalu i Spiszu - mówi Andrzej Maciata. - Staramy się wplatać w to element
      poznawania kultury regionu i jego zabytków - niekoniecznie tych bardzo znanych.
      Kacwin, Trybsz, Nowa Biała - to miejscowości leżące poza głównymi szlakami
      turystycznymi, a bardzo ciekawe.

      W programie rajdów terenowych znajdują się często elementy wspinaczki, zjazd na
      tyrolce i rozmaite przeprawy linowe. Można także zejść pod ziemię. Zwiedzanie
      nieudostępnionych turystycznie jaskiń tatrzańskich pod opieką ratowników TOPR
      może być sporym przeżyciem. "To niesamowite, ile się można o sobie dowiedzieć,
      spędzając parę godzin w jaskini" - przyznaje na stronie internetowej firmy
      Explorer Karina Szantruczek, doradca VIP z Banku Zachodniego WBK.

      W powietrzu

      Ale poznawanie Podhala podczas rajdów terenowych i eksploracja jaskiń to nie
      wszystko. Można także spojrzeć na góry z lotu ptaka, szybując na paralotni w
      tandemie z doświadczonym instruktorem. Możliwości jest sporo - latać można z
      Gubałówki, z Nosala, a nawet z Kasprowego Wierchu i Czerwonych Wierchów. Jeżeli
      oczywiście są warunki.

      - Z paralotniami jest problem pogodowy - przyznaje Andrzej Maciata. - Ze
      względu na warunki nie zawsze da się polatać, dlatego nie traktujemy ich jako
      głównej atrakcji. Częściej wykorzystujemy motolotnię. Latanie na niej w rejonie
      Nowej Białej jest sporą atrakcją - widać z góry piękny przełom Białki, a obok
      są płaskie tereny, na których bez problemu można startować i lądować.

      Zainteresowaniem cieszą się także tandemowe skoki spadochronowe. Wykonuje się
      je z wysokości 4 000 metrów, co pozwala na ok. 50 sekund wolnego opadania przed
      otwarciem spadochronu. Instruktor i uczeń zawieszeni są na jednej uprzęży
      podłączonej do dużego spadochronu szybującego na wysokości ok. 1 800 metrów.
      Gdy instruktor otwiera spadochron główny, następuje kilkuminutowy lot, podczas
      którego pasażer może sterować spadochronem. Nad samą ziemią pilot potrafi
      wyhamować szybkość prawie do zera, dzięki temu lądowanie jest bardzo łagodne.

      W wodzie

      Kiedy nie ma wiatru i nie można wzbić się w powietrze na paralotni, warto
      poszukać atrakcji w wodzie. Tym bardziej że na Podhalu nie brakuje rwących,
      górskich rzek. Największym zainteresowaniem cieszy się rafting, czyli spływ
      pontonami górską rzeką oraz hydrospeed polegający na pływaniu z pomocą
      plastikowej deski.

      - Wykorzystujemy głównie przełom Dunajca, który ma bardzo dużą zaletę: jest to
      rzeka bezpieczna, ale dająca satysfakcję. Poza tym jest tam stały poziom wody,
      regulowany przez zaporę w Czorsztynie - nie ma więc problemów z nadmiarem czy
      niedoborem wody - tłumaczy Andrzej Maciata. - Robimy też czasem spływy na
      Słowacji, na rzece Beli. Ale jest to bardziej wymagająca rzeka, dlatego
      zabieramy na nią tych klientów, którzy się sprawdzili na Dunajcu.

      Każdy z uczestników raftingu zostaje odpowiednio przeszkolony, wyposażony w
      piankowy strój i kask. Później pozostaje mu już tylko zmaganie się z rwącym
      nurtem w pięcioosobowym pontonie. Wrażenia są niezapomniane.

      - Oprócz raftingu i hydrospeedu oferujemy także kanorafting na pneumatycznych,
      dwuosobowych kanadyjkach oraz spływy jednoosobowymi kajakami - dodaje Piotr
      Sikora. W ofercie "Retendo" znajduje się także... kajakowe rodeo (ang.
      playboating). W czasie zabawy w rodeo łódka najczęściej nie pokonuje żadnej
      odległości, a kajakarz kręci się we wszystkie możliwe strony, wykorzystując w
      tym celu siłę wody. Cała trudność polega na kontrolowaniu łódki podczas obrotów.

      Sporty dla wszystkich

      Co ciekawe, ekstremalne sporty podczas wakacji nie są wcale domeną ludzi
      młodych. Wśród uczestników raftingu, wspinaczki, lotów na paralotni czy rajdów
      terenowych zdarzają się nawet siedemdziesięciolatkowie.

      - Jeżeli chodzi o wiek, to nie ma reguły. Na ogół są to ludzie w wieku 30-40
      lat, ale zdarzają się także osoby starsze. W zeszłym roku mieliśmy na przykład
      grupę Amerykanów, z których najmłodszy miał 75 lat. Zorganizowaliśmy im rafting
      na Dunajcu i bardzo im się podobało - mówi Andrzej Maciata.

      - Wśród klientów indywidualnych przeważają rodziny, więc różnica wieku jest
      spora - od młodzieży po osoby w średnim wieku - dodaje Piotr Sikora.
      ( MICHAŁ M. KOWALSKI


      Nei piyknie, zamiast wódki i piwa lepso jest we wakacje i nie ino
      sportowo adrenalina ! I tak trzymać!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka