zadyma1
15.10.07, 08:33
Małżeństwo z Florydy wywiozło do Polski 93-letnią Janinę Zaniewską i
ograbiło ją z 250 tysięcy dolarów - twierdzi policja z Palm Beach.
80-letni Aron Bell i jego 59-letnia żona Henryka zostali oskarżeni o
popełnienie wielu przestępstw, w tym porwania, kryminalnego
wykorzystania osób starszych oraz oszustw finansowych. Obojgu grozi
dożywocie. Bellowie przebywają w więzieniu bez prawa do wyjścia za
kaucją przed pierwszą rozprawą, zaplanowaną na 7 listopada.
Według policji Bellowie zdobyli zaufanie staruszki i przejęli
kontrolę nad jej życiowymi oszczędnościami, szacowanymi na 250-300
tys. dolarów, po czym osadzili ją w domu starców w Polsce. Drogą
wielu przelewów bankowych mieli wejść w posiadanie tych pieniędzy i
wydawać je na własne potrzeby. Na koncie Zaniewskiej pozostało tylko
1000 dolarów. Mieli także kontrolować pocztę oraz rozmowy
telefoniczne kobiety.
Cała trójka mieszkała w kondominiach Palm Beach Towers na Florydzie.
Wiosną Zaniewska znikła. Alarm podniosła w sierpniu Pamela Leikala,
menedżer lokalnego oddziału Regent Bank. Powiedziała ona policji, że
miała kontakt z Zaniewską w kwietniu ub.r., kiedy staruszka przyszła
do banku z zamiarem otwarcia konta. Gdy Zaniewska pojawiła się w tym
samym oddziale dwa tygodnie później w towarzystwie Henryki Bell,
poruszała się już na wózku inwalidzkim i robiła wrażenie
zdezorientowanej. Leikalę zaniepokoiło, że Bellowie przejęli
kontrolę nad finansami staruszki. Inni świadkowie także
potwierdzają, że do czasu poznania Bellów Zaniewska robiła wrażenie
osoby energicznej i zdolnej do zarządzania własnymi finansami.
Z raportów policyjnych wynika też, że Bellowie mieli powiedzieć
Zaniewskiej, iż zabierają ją na wakacje do Polski. Zamiast jednak
odwiedzin u znajomych pod Warszawą, staruszka została w maju
przewieziona przez Arona Bella do domu spokojnej starości w
Pobiedziskach w Wielkopolsce i pozostawiona tam bez słowa
wyjaśnienia. Zaniewska powiedziała policji, że drzwi w ośrodku były
zamknięte, co uniemożliwiło jego opuszczenie. W ośrodku umieszczono
ją bez jej zgody. Bellowie wrócili do USA 2 czerwca, oczywiście bez
Zaniewskiej.
Odnalazła ją policja z Palm Beach, która dodzwoniła się do ośrodka
za pośrednictwem Josepha Saleja z lokalnej organizacji
polonijnej. "Dzięki Bogu, że mnie odnaleźliście" - miała powiedzieć
policji. Dopiero wtedy dotarli do niej agenci federalni rezydujący
przy Ambasadzie USA w Warszawie. Na początku października staruszka
mogła wrócić na Florydę. Na razie umieszczono ją w tamtejszym domu
spokojnej starości, a opiekę nad nią przejął stanowy Department of
Children and Families. Najprawdopodobniej już wkrótce sąd wyznaczy
jej sądowego opiekuna. "To straszna historia, ale ze szczęśliwym
zakończeniem" - powiedziała lokalnej prasie Leikala. Policja uważa
ją za osobę, która w największym stopniu przyczyniła się do powrotu
Zaniewskiej z Polski. Leikala odmówiła jednak mówienia o szczegółach
sprawy, powołując się na tajemnicę bankową.
Według lokalnej prasy na Florydzie Aron Bell miał wcześniej nosić
nazwisko Bielski i przeżył holokaust, w którym stracił rodziców i
dwóch braci. Do USA przyjechał w 1951 roku. Jego żona Henryka jest
Polką.
TD, (R)
dziennik.com/www/dziennik/wiad/lok.htm#1