liberum_veto
14.10.07, 08:07
Przeciw hucznym obchodom 65. rocznicy powstania Ukraińskiej
Powstańczej Armii protestują zwolennicy tradycji Armii Czerwonej. A
miejscowi Polacy milczą
Rok temu na ulicach Kijowa doszło do starć z weteranami Armii
Czerwonej. I może dlatego tu obchody będą skromne. – W cerkwi
Sofijewskiej zostanie odprawiona msza w intencji UPA, a później
pójdziemy na uroczystą akademię. Na wszelki wypadek będzie nam
asystowała milicja – mówi „Rz” Orest Waskuł, szef oddziału Bractwa
UPA w Kijowie.
– Jeśli upowcy zechcą wyjść na ulice Kijowa, będziemy interweniować –
zapewnia Wałentyn Anastasijew, wiceprzewodniczący Związku Weteranów
Armii Czerwonej.
– Jesteśmy oburzeni obchodami powstania tej zbrodniczej formacji.
Jej żołnierze strzelali w plecy niewinnym ludziom. Widziałem to.
Przez 14 lat mieszkałem w Iwano-Frankowsku (dawny Stanisławów –
przyp. red.).Na zachodzie Ukrainy będzie jednak inaczej niż w
Kijowie.
Pomnik Stepana Bandery, przywódcy Organizacji Ukraińskich
Nacjonalistów (UPA była jej zbrojnym ramieniem), stanie we Lwowie.
Organizatorzy zaprosili nawet premiera Wiktora Janukowycza, który
dowódcę UPA Romana Szuchewycza nazywa sprzymierzeńcem Hitlera.
Szanse, że premier się pojawi, są jednak nikłe.
Kolejny pomnik Bandery stanie w Buczaczu pod Tarnopolem. Władze
obwodu tarnopolskiego organizują akcję na wielką skalę: kombatanci
UPA dostaną dodatki do emerytur, w kinach będą wyświetlane filmy
historyczne. Uczniowie uporządkują pomniki i cmentarze żołnierzy
UPA, odbędą się lekcje o walce wyzwoleńczej narodu ukraińskiego.
W Łucku na Wołyniu – kolebce Ukraińskiej Powstańczej Armii –
przejdzie marsz „Akcja solidarności z UPA”. Radni wołyńscy
zdecydują, które ulice jakich miast nazwać na cześć Bandery,
Szuchewycza i ich współtowarzyszy.
UPA walczyła pod koniec wojny i po wojnie z Sowietami, jednak już w
1943 r. rozpoczęła walkę z mieszkającymi na Wołyniu Polakami.
Wymordowała kilkadziesiąt tysięcy osób, kilkaset tysięcy wygnała,
zniszczyła kilkaset wsi.
– My już do takich obchodów przywykliśmy. Emocje opadły – mówi „Rz”
szef polskiej organizacji w Łucku Walenty Wakoluk. – Zawsze mówię
Ukraińcom, że UPA była zrywem niepodległościowym narodu ukraińskiego
i nic dziwnego, że walczyła z formacjami sowieckimi, niemieckimi czy
nawet polskimi. Ale gdy zaczęli wyrzynać ludność cywilną, to już
była zbrodnia. I przyznam, że Ukraińcy zaczynają tego słuchać.
Franciszka Prus, przewodnicząca polskiego stowarzyszenia z
Włodzimierza Wołyńskiego, nie chce mówić o pomnikach Bandery. – Ja
dalej stawiam krzyże w miejscach, gdzie pochowani są pomordowani
Polacy. Postawiłam już wiele, trzeba postawić jeszcze więcej –
twierdzi.
Piotr Kościński, Tatiana Serwetnyk
Rzeczpospolita, 13-14 pażdziernika 2007
www2.rp.pl/artykul/61974.html