Dodaj do ulubionych

festiwal NA JEDWABNYM SZLAKU - PALMIRA / SYRIA

21.05.03, 01:09
(b)(u)NA JEDWABNYM SZLAKU - PALMIRA(/u)
Pod koniec września zeszłego roku Światowy Dzień Turystyki witałam w
unikalnym miejscu – na Festiwalu „Śladami jedwabnego szlaku”, organizowanym w
Palmirze, stolicy starożytnej krainy królowej Zenobii. Przy okazji spotkałam
się nie tylko z mityczną królową, lecz i z Ministrem Turystyki Syrii Sa’d
Allah Agha Al-Qal’a, będącym gospodarzem tego festiwalu w kraju stanowczo
zbyt rzadko odwiedzanym przez Polaków.(/b)

Karawany z czterech stron świata zatrzymywały się w Palmirze, mieście
królowej Zenobii, jednym z najważniejszych przystanków na jedwabnym szlaku,
pomiędzy najdalszymi, wschodnimi krajami Azji, zachodnim kresem Europy w
dzisiejszej Hiszpanii a tajemnymi kopalniami króla Salomona w Afryce – i
jeszcze bardziej tajemniczymi dla nas gośćmi z tego kontynentu. Było to
spotkanie nie tylko kupców, lecz także różnych kultur, które mieszały się z
lokalną, karawany wiozły nie tylko towary, ale były posłańcami nauki, sztuki
i religii. Poeci, uczeni, podróżnicy, muzycy, artyści podążając do swoich
celów, przy odpoczynku w oazie na pustyni wymieniali się ideami, poglądami,
wierzeniami, zwyczajami. Wśród bazarów i karawanserajów, w cieniu palm,
ludzie w przerwie podróży z każdego krańca świata łatwiej byli zdolni do
dialogu.
Mieszkańcy Palmiry słynęli z gościnności i także teraz witają turystów z
całego świata z otwartymi ramionami i szklankami miętowej herbaty czy
filiżankami beduińskiej kawy. Tak też przyjęli gości festiwalu „Śladami
jedwabnego szlaku”, który odbył się w Palmirze w dniach 27 (Światowy Dzień
Turystyki) - 28 września pod egidą syryjskiego Ministerstwa Turystyki. Aby
wziąć udział w tym wydarzeniu, pojechać musiałam 250 km na wschód od
Damaszku. Autobusy i taksówki trasę tą pokonują w 3 godziny. Nie była to
podróż w nieznane, gdyż Palmira jest największą atrakcją turystyczną Syrii,
wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
W festiwalu uczestniczyli artyści i turyści z różnych stron świata, lecz jako
jedyna chyba tam Polka, mogłam nie tylko wziąć w nim udział, ale i poznać
przesympatycznego Ministra Turystyki, będącego wręcz wulkanem pomysłów,
animatora nie tylko tego przedsięwzięcia, lecz i wielu innych projektów.
Obiecał, iż festiwal w Palmirze na stałe wpisany zostaje do turystycznego
kalendarza, więc zapraszam w to miejsce za rok. Tym bardziej, iż w Palmirze
znaleźć można noclegi na każdą kieszeń – od hotelu ***** po bezpłatne miejsce
na rozłożenie śpiwora w oazie. Są luksusowe apartamenty, tanie campingi,
tworzone są osady dla współczesnych nomadów oferujące im współczesny komfort –
nawet z basenami. Zresztą w całej Syrii za ułamek polskich cen możemy
przenocować, zjeść w restauracji – albo na ulicznym straganie. Wedle
możliwości i zasobności portfela – ale wiele oszczędzając. Może niedługo w
Palmirze ruszy kolejne, przynajmniej w czasie corocznego festiwalu, widowisko
typu „światło i dźwięk”. W wyjątkowo starych i autentycznych dekoracjach.
Zresztą nie tylko wtedy warto zobaczyć imponujące ruiny, lecz o każdej porze
roku. Wielkie wrażenie robi też wschód słońca, gdy nie ma jeszcze turystów i
cały ten teren ma się tylko dla siebie. Świątynię Baala, wielkie kolumnady,
tak zwany „obóz Dioklecjana” wzniesiony na miejscu pałacu królowej Zenobii,
Tetrapylon, amfiteatr, bizantyjska bazylika. Zachód słońca oglądany z
twierdzy arabskiej z czasów wojen krzyżowych jest jakby nierealny. Cienie
wśród ruin zdają się ożywiać stare miasto każdego wieczora. Wtedy to Palmira
rozpływa się w mroku pustynnej nocy, czystej i dziwnie spokojnej.
Zabytki z różnych epok i kultur w jednym miejscu. Stolica jednej z
najsłynniejszej kobiet świata, Zenobii, której jednak żaden portret nie
zachował się, w przeciwieństwie do Nefretete, znanej głównie z wizerunku. A
porównywać ją możemy rolą odegraną w historii jeśli nie do Aleksandra
Wielkiego, czy Juliusza Cezara, to do Kleopatry, królowej Saby albo
Hatszepsut – kobiety faraona.
Jej też głównie poświęcony był ten festiwal a rolę sobowtóra odgrywała
kobieta chyba podobna, gdyż równie piękna, jak nieprzystępna. Za to szybko
zaprzyjaźniłam się z jej festiwalowym „dworem”, „mężem” i „synem”, podobnie
jak z innymi artystami i licznymi dziennikarzami, szkoda, że niemal wyłącznie
z krajów arabskich. Study tour polskich dziennikarzy zaplanowane było
później, akurat, gdy wróciłam do Polski.
Życzliwy był nie tylko Minister Turystyki, lecz i cała jego ekipa, do której,
trochę prawem kaduka, zostałam dopisana, więc z oficjalnym, ministerialnym
identyfikatorem, niemal współorganizatora imprezy, miałam taką samą swobodę
poruszania się po kuluarach, jak obsługujący ją dziennikarze – co maksymalnie
starałam się wykorzystać. Złośliwi powiedzieliby, że pomagał fakt, iż jestem
blondynką – od razu wyróżniającą się z pozostałego, obecnego tam tłumu.
Równie złośliwie im odpowiem, że bardziej wyróżniałam się, jako wprawdzie
zagraniczny gość, lecz znający język arabski, trochę chyba mniej popularny
niż angielski, wśród polskich podróżników i dziennikarzy, zresztą
nieobecnych, nieusprawiedliwionych. Czyżbyśmy ciągle nie wierzyli, że szlak
bursztynowy łączył się z jedwabnym?
Na festiwalu główną, uroczystą trasą wyznaczoną imponującymi, starszymi od
państwa polskiego kolumnami przeszły ponownie karawany z różnych ziem, ze
wschodu i z zachodu. Obładowane wielbłądy, kupcy o różnych rysach twarzy,
odcieniach skóry i szatach, przejechały odziały wojska. Parada dotarła przed
oblicze królowej Zenobii, która przywitała przybyszów. Nastąpiła wymiana
darów.
Te same nacje, które niegdyś się tu spotykały i bawiły, robiły to ponownie.
Hiszpanie i Hindusi, Arabowie i Murzyni. A na pewno pierwszy raz od długiego
czasu, jak wyjaśniał Minister Turystyki, takie spotkanie zorganizowane było w
Palmirze – dotąd traktowanej tylko jako ogromne muzeum na świeżym powietrzu i
teren wykopalisk. Jak dawniej, na wielkim przystanku między Wschodem a
Zachodem, Południem i Północą, w oczach wirowało - od tańca flamenco w
wykonaniu artystów z Kordoby (Merengue de Cordoba), po pokaz indyjskiej trupy
Musafir zakończony tańcem Kobry. Po Hindusach wystąpił zespół z Węgier, a
potem wieczór zakończył się tradycyjną muzyką syryjskiej grupy Al Kassas z
Aleppo.
Następnego dnia prezentowała się kolejna część Europy (Bułgaria i Rumunia)
i kraje arabskie: iracki zespół Maqam, syryjskie grupy Al Inshad i Al Raqa.
Ta ostatnia zrobiła na mnie największe wrażenie. Kilkadziesiąt dziewcząt i
chłopców śpiewało i tańczyło z taką werwą, iż niełatwo było nawet uchwycić
ich fotograficzną migawką. Paradoksalnie – jeśli szereg europejskich zespołów
prezentował nieco sztuczny program folklorystyczny, to ze strony arabskiej
pojawił się folk – muzyka i taniec, śpiew z wyraźnymi, etnicznymi
inspiracjami, lecz nader nowoczesna była to forma, aż po oryginalne pomysły z
ruchomymi dekoracjami. Dlatego pytana w Ministerstwie Turystyki, jaki zespół
mógłby za rok przyjechać z Polski, zamiast „Mazowsza” sugerowałam zaproszenie
raczej Brathanków lub Golec u’Orkiestry.
Podobno każdy ma dwie ojczyzny: swoją własną i Syrię – kolebkę cywilizacji.
Podobnie jak podobno wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Ale to właśnie gdzieś
tu, a nie koło „karczmy, co Rzym się nazywa”, na drodze do Damaszku, apostoł
zadał tak znane w Polsce pytanie „Quo vadis?”
Dlatego na festiwalu przywitano gości nie słowami „Witajcie w Syrii”,
lecz „Witajcie w domu”. Dokąd idę? Niedługo znowu do Damaszku, który stał się
także moim domem. Z wielu powodów. Nie tylko dlatego, że to część krainy,
gdzie zrodziła się cywilizacja judeochrześcijańska – i islamu.
Obserwuj wątek
    • beduinka Re: festiwal NA JEDWABNYM SZLAKU - dokończenie 21.05.03, 01:12
      Nie tylko ze względu na klimat. Także z powodu ludzi. Znaczna część Egiptu czy
      Tunezji odwiedzanych przez licznych Polaków, to albo skanseny dla turystów –
      albo dobrowolne turystów getta. A Syria nie jest jeszcze „zadeptana”, choć
      faktycznie równie dostępna – i piękna. Blisko stąd na turecką Rivierę i nad
      Morze Czerwone. Zdążyłam odwiedzić sąsiednią Jordanię, wykąpać się w Morzu
      Martwym. A ludzie? Studentkę z Warszawy bezinteresownie fetują nomadzi na
      pustyni, ministrowie, dziennikarze. Nawet miejscowi policjanci. Dokąd idziesz?
      Do Syrii. Do Damaszku i Palmiry. Na pustynię i na gorące plaże. Do ludzi, wśród
      których bezpieczniejsza byłam niż na ulicach Warszawy. I szczęśliwsza.
    • laukas Re: festiwal NA JEDWABNYM SZLAKU - PALMIRA / SYRI 30.04.04, 15:32
      A w tym roku też się ten festiwal odbędzie w lipcu? I czy się odbędzie, skoro
      tuż za granicą trwa powstanie przeciw okupantom, a i w Damaszku od czasu do
      czasu ktoś używa granatników?
      • beduinka Re: festiwal NA JEDWABNYM SZLAKU - PALMIRA / SYRI 30.04.04, 15:41
        laukas napisał:

        > A w tym roku też się ten festiwal odbędzie w lipcu? I czy się odbędzie, skoro
        > tuż za granicą trwa powstanie przeciw okupantom, a i w Damaszku od czasu do
        > czasu ktoś używa granatników?

        szczerze mówiąc nie wiem - czy się odbędzie czy nie... miała to być impreza
        coroczna... ale nie w lipcu, lecz w ostatnim tygodniu września (wtedy, gdy na
        świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Turystyki)
    • meiwein Re: festiwal NA JEDWABNYM SZLAKU - PALMIRA / SYRI 10.08.04, 11:02
      witaj,
      czy wiesz może czy (i jak) w tym roku dzień turystyki bedzie obchodzony w
      Syrii??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka