kontrkultura
24.02.05, 16:40
Proponuje rozważyć problem ze strony historycznej.
Pakt, o którym mówimy, (pozwole sobie odwołać się do moich poprzednich
wypowiedzi) bylo krotko trwala wspolpraca, na ktorej obydwie strony
skorzystaly, dokonujac zbrodniczego podzialu stref wplywu. Nie mozna tego
nazwac pomoca, ale zbrodnia owszem... jak najbardziej...
Dlaczego krotka, ano dlatego, ze jeszcze w Mein Kampf Hitler zawarl plany
podboju i zasiedlenia wschodu - Rosji. Dlatego dyplomacja, choc pelna
lapidarstwa i obietnic, mogla najwyzej odciagnac wojne z niemcami.
O wiele wieksze perspetywy wspolpracy z niemcami mogliby miec Anglicy -
Hitler im proponowal wspolprace, przez co Anglia moglaby zachowac swoje
kolonie. Brytyjczycy nie mieli jednak watpliwosci, ze w takim ukladzie
stracac wplywy na rzecz III Rzeszy Niemieckiej, jednak wahali sie i w koncu
wybrali Churchilla, ktory co do Hitlera byl bezwzgledny... no ale zawsze
mieli pod reka Halifaxa (Brytyjskie MSZ), na ktorego zawsze mogli liczyc w
zawarciu korzystnych dla GB paktow z niemcami, w razie niepowodzenia obrony
wyspy. Zreszta Hitler nie byl lubiany, jednak mozna bylo liczyc, ze nastepny
fuhrer bedzie lagodniejszy i faszystowskie wowczas Niemcy, wczesniej, czy
pozniej ucywilizuja sie.
Rownoczesnie Stalinowi proponowal wspolny najazd na Wielka Brytanie, na co
tez mogl sie skusic. Jedna Stalin mial swiadomosc tego, ze po rozprawieniu
sie z Brytyjczykami, nic go nie powstrzyma przed inwazja na Zwiazek
Razdziecki. Nie mogl tez uwierzyc w to, ze Hitler planuje kolonizacje Afryi,
a nie Rosji, o czym zapewnial Ribbentrop.
Hitler nienawidzil komunizm. Po dojsciu do wladzy, pierwsze, co zrobil, to
wycial w pien niemieckich komunistow. Nie czul tez zadnej sympatii do
Stalina, ani nie mial zamiaru z nim wspolpracowac... na dluzsza mete.
Pakt Ribbentrop - Molotow mial mu zapewnic powstrzymanie od udzialu w wojnie
Anglii i Francji, Stalinowi zabezpieczenie Leningradu i Moskwy. W gre nie
wchodzily zadne uczucia - Hitler byl fanatykiem, Stalin tyranem z zimna
krwia, kierujacy sie rownie zimna i bezwzgledna rachuba.
Na podstawie książki Henry Kissinger "Dyplomacja".