sparrow.jack
02.11.10, 11:54
Jak już wiecie, mieszkam z teściową. Ale są dwie kuchnie.
Ostatnio mój zaprasza teściową na obiad co drugi dzień. Teraz jedliśmy razem dwa dni pod rząd, a trzeciego dnia, no cóż, jej nie zaprosiłam. No to ona zrobiła przedstawienie, że jej nie zapytałam, czy może chciałaby z nami zjeść, i standardowo płacz i trzaskanie drzwiami.
Już sam fakt, ze my jadamy razem bardzo często, wszędzie ją zabieramy, a drugi syn w tej samej miejscowości ma prawo do własnego życia, jest frustrujący, a teraz potrafi zepsuć mi każdy wieczór, bo moim obowiązkiem jest zapraszanie jej na obiad. Przecież nie będzie jadła sama, ona sobie nie wyobrażała, że kiedyś we własnym domu będzie traktowana jak gość etc. To powinna być dla mnie oczywista oczywistość. 4 na 7 dni w tygodniu jemy razem. Potrafi przyjść w trakcie obiadu i powiedzieć, że ...mogę jej nałożyć...tak prosto z mostu, tymi słowy....
Co zrobić z człowiekiem, który wszystkimi możliwymi środkami próbuje uczepić się naszego życia? Przecież to nie moja wina, że tak jej się życie ułożyło. I ciągle mówi...u nas w domu, my....a ja się pytam, w którym domu...bo "dom" choć fizycznie jeden, to dwie rodziny i dwa style życia...
I tak od 10 lat, a z roku na rok jest gorzej, bo robi się coraz bardziej nieznośna. Żadna logiczna argumentacja jej nie przekonuje, bo jak tylko dochodzi do wniosku, że mam rację, na zawołanie wpada w spazmy, często mdleje, no i przecież musi postawić na swoim. Ale nie ze mną. Na argument, że w czymś przesadziła, mówi, że jeszcze będą za nią tęsknić, jak umrze...Żenada.
Jak w wieku 60 lat można być takim dzieckiem?