Dodaj do ulubionych

kłopot wychowawczy-doradźcie

22.12.08, 18:26
Otoż tak..jestem w domu z dziecmi narazie, bo szukam intensywnie pracy...Mąż
pracuje i prowadzi firmę.Mam dwójkę dzieci..9 latkę i synka prawie 3
letniego.Dopoki ja jestem z dziećmi to jeszcze ok, dzieci w miare słuchają,
sa grzeczne i jest spokoj w domu.Jak tylko przyjdzie mąż nie da sie wprost
wytrzymac..dzieci staja sie niegrzeczne, rozdarte, non stop domagaja sie
uwagi..mąż bardzo dużo dzieciom pozwala ,gdy ja probuję ich zganic -to mąż ma
do mnie pretensje że ich karam, że na nich krzycze..ale tego nie da sie
wytrzymać ...dzwoni ktos a mały wyje domagajac sie uwagi( maz jak jest w domu
dużo bawi sie z dziecmi, kąpie małego,układa do snu, czyta bajki)..nie sposob
poogladac tv,albo poczytac, przyznam że bardzo mnie to irytuje i jestem tym
bardzo zmęczona już...jak tylko on wyjdzie w domu robi sie cicho i spokojnie.
dzieci nie marudza, maly sie bawi a córka gra,maluje lub robi cos innego...
Z kolei jak jestesmy sami z m jest idealnie..super a jakos w sprawach
wychowania nie mozemy się zgodzic..da ktos sensowną radę??
Obserwuj wątek
    • pola.cocci Re: kłopot wychowawczy-doradźcie 22.12.08, 18:29
      Nic oprocz szczerej rozmowy z mezem mi do glowy nie przychodzi
      • superslaw Re: kłopot wychowawczy-doradźcie 22.12.08, 18:34
        kurcze dlaczego tak sie dzieje....
        • em-su Re: kłopot wychowawczy-doradźcie 22.12.08, 21:01
          rozumiem co masz na mysli, bo tak u mnie bylo i czasami jest. Ja
          staram sie czasem olewac dziecko, mam na mysli, ze robie cos dla
          siebie i wtedy dzi8ecko zaczyna sie bawic samo ze soba. Nie sposob
          jest caly dzien bawiac sie z dzieckiem. Jak tylko maz wroci z pracy,
          to caly czas zmusza do zabawy z dzieckiem, ja mu mowie, ze po co,
          skoro on sam sie bawi czesto i naprawde nie musi byc na okraglo
          zabawiany. Maz tak jak u Ciebie, pozwala mu na duzo, ale ja czesto
          mu to mowie, ze za bardzo go pobudza, za duzo tej zabawy takiej
          energicznej. Ja meza probuje stopowac, gadam mu czesto, ze nie
          dobrze ,ze dziecku na wszystko pozwala.

          Moja siostra mi powiedziala,ze pewnie to jest takie myslenie chlopa,
          ze jak zwrocisz uwage jemu synowi, to mu sie zdaje, ze to jemu
          zwrocilas uwage, i dlatego rozpuszcza tak dzieci.

          Mysle, ze musisz zwracac uwage mezowi nawet przy dzieciach, bo jak
          dzieci widza, ze maz Cie nie slucha, to nie sluchaja tez Ciebie przy
          mezu. Moze mezowi zrobic kilka razy awanture nawet przy dzieciach o
          to rozpuszczanie? Moze wtedy poslucha.
        • thana203 Re: kłopot wychowawczy-doradźcie 22.12.08, 21:16
          Moja 4,5-letnia córka ma tak samo. I absolutnie nie jest to prowokowane w żaden
          sposób przez męża. Czasem jest zmęczony i wręcz nie chce się z nią bawić, a ona
          i tak na jego widok dostaje małpiego rozumu. Wydaje mi się, że to jest po prostu
          nadmiar emocji na widok taty, który jednak rzadziej bywa w domu, niż mama. I
          wybucha ta tęsknota, radość, chęć zrobienia tysiąca rzeczy z tatą - zaraz
          natychmiast - i świadomość, że czasu mało (bo wiadomo, że jak tata przychodzi to
          już wieczór za pasem). Ja tego nie tępię. Dziecko jeszcze nie umie sobie
          poradzić z tyloma emocjami naraz, więc trochę wariuje. Myślę, że u Twoich dzieci
          jest podobnie - to po prostu objaw miłości do taty. Da się wytrzymać.smile
          • soffia75 Re: kłopot wychowawczy-doradźcie 28.12.08, 22:34
            thana203 napisała:
            Wydaje mi się, że to jest po prostu
            > nadmiar emocji na widok taty, który jednak rzadziej bywa w domu, niż mama.

            Thana ma rację, nasza 3-latka reaguje identycznie na widok nas, rodziców, wracających z pracy. Rano idzie do przedszkola, potem jest z babcią (z którą jest bardzo grzeczna), więc kiedy wracamy z pracy, dostaje głupawki z radości. Rzeczywiście, z tego nadmiaru emocji potrafi być nieznośna, ale trwa to dość krótko - jakieś 15-20 minut, potem wszystko wraca do normy.
            Kiedy mała na nasze powitanie reaguje zbyt nerwowo, "wariuje", dajemy jej czas ochłonąć, trochę ignorujemy; ona się wtedy uspokaja, po chwili przychodzi spokojnie się przytulić i z nami pobyć. Do wieczora staramy się, żeby wszystko szło swoim normalnym trybem - i to chyba autorka wątku powinna ustalić z mężem: powrót obojga lub jednego z rodziców nie oznacza, że nagle kończą się zasady i rozpoczyna jakiś małpi gaj. Dziecko może się nacieszyć rodzicami, ile chce, ale nie wolno mu przy tym stawiać wszystkiego na głowie - powinno ono otrzymywać taki właśnie jasny przekaz od obojga rodziców.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka