Drodzy tatusiowie,
zastanawia mnie co sądzicie o urlopie bez żony i dzieci?
Jesteśmy małżeństwem od 5 lat i z pozoru wszystko wygląda normalnie. Ale
chyba tylko z pozoru... Kiedyś uwielbialiśmy wspólne wypady, jednak kiedy
pojawiają się w związku dzieci sytuacja robi się nieco inna. Oboje pracujemy,
godzinowo ja może nawet dwa razy tyle co mój mąż (nie licząc zajmowania się
domem, gotowania obiadków, sprzątania, itd). Wolne dni, pewnie jak u
większości z Was, nie zdarzają się nam zbyt często, jednak w tym roku weekend
majowy (bite 8 dni) oboje mamy wolne. Myślę, że każda kobieta spodziewałaby
się w tej sytuacji, że spędzimy go wreszcie razem, gdzieś pojedziemy,
pobędziemy z dziećmi, dla których na codzień mąż i tak ma mniej czasu niż ja,
bo przecież wszystcy wokoło potrzebują, zeby im w czymś pomóc

i wiecznie go
nie ma w domu. A tu mój mąż przychodzi któregoś dnia do domu i oświadcza, ze
wyjeżdża z kolegami na wycieczkę za granicę. Nie padło oczywiście ani jedno
pytanie, czy może moglibyśmy pojechac gdzieś razem z dziećmi. Po prostu
wyjeżdża na te 9 dni i już, a co my będziemy robic to już nasza sprawa. I
pojechał. Ja z dziećmi zostałam sama.
Czy waszym zdaniem to jest w porządku? Powiedział, że chce sobie pozwiedzać,
a z dziećmi to nie ma sensu. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że dzieci
mogły pojechać do dziadków, u których spędzają zawsze wakacje, a my
moglibyśmy miec ten czas dla siebie i spędzić go jak za dawnych czasów.
Pmijam fakt, że bym się nie zgodziła, żeby wyjechać bez dzieci, bo im po
calym roku u boku zaganianych rodziców też nalezy się trochę uwagi i
rozrywki.
Tak czy inaczej cholernie mi przykro, bo czuję jakbyśmy byli dla niego piatym
kołem u wozu. Ale chętnie poznam opinie męzczyzn na ten temat. Prosze panowie
wytłumaczcie mi jego zachowanie, bo chyba zapłaczę sie przez te kilka dni...