afroedyta
01.02.08, 21:36
Już nie wiem co mam robić. Jestem totalnie rozdarta pomiędzy "teorią a
praktyką" odnośnie snu.
Moja córka ma 3,5 miesiąca.
Od jakiegoś czasu układanie jej do snu to męka. Zarówno drzemki dzienne jak i
spanie nocne.
W dzień wygląda to tak, że mała się budzi, przewijam ją, karmię i bawimy się
(albo razem albo Nataszka przez jakieś 20 min sama bawi się zabawką leżąc w
leżaczku). Po 30-40 min. mała daje sygnały, że chętnie by się zdrzemnęła -
robi się marudna, nie interesują ją zadne zabawki, zaczyna ziewać albo trzeć
oczka.
No i się zaczyna:
odłozenie do łóżeczka powoduje po kilku sekundach ryk. Daję smoczka - na
chwilę cisza i potem ryk. Dziecko coraz bardziej śpiące ale drze się.
Uspokajam - mówię szzzzzzzzzzzz, albo mmmmmmmmm - chwilka ciszy i dalej
koncert. Kończy się tym, że albo usypiam ją na rękach prawie ze łzami w oczach
bo mam poczucie, ze nie powinnam tego robić.
Mieszkamy w jednym budynku z teściami więc teściowa która zazwyczaj jest w
domu słyszy płacz małej co jeszcze bardziej powoduje moje wyrzuty sumienia i
myśli ze jestem zła matką i inni też pewnie tak o mnie myślą, bo nie umiem
uspokoić własnego dziecka...
Teściowa, która czasem z mała zostaje, usypią ją albo na rękach, albo cały
czas jej mruczy.
Mój mąż z kolei uważa ze jeśli mała płacze w dzień i nie moze zasnać (wg.
niego Nie CHCE ZASNĄĆ) po prostu nie chce spać i nie musi spać. I np. zaczyna
sie z nią bawić, a ona drze sie coraz głośniej. Z kolei przy wieczornej
drzemce uważa, ze powinnam ją trzymać przy piersi az ona uśnie "na kamień".
Mała je teraz krócej niż np. miesiac temu - najada sie w 10-15 min, a potem to
juz tylko sobie trochę ciumka. Natomiast mój mąż nie jest w stanie pojąć jak
to jest możliwe, że jeszcze 2 tygodnie temu dziecko wisiało u piersi minimum
30 min, przez kolejne 15 było trzymane przeze mnie na rękach a teraz najada
sie szybciej i ja na przykład po 15-20 minutach odbijam je i odkładam do łóżeczka.
Według niego powinnam ją dobrze nakarmić (dobrze to według niego przynajmniej
20 - 30 minut tak jak jakiś czas temu), odbić, ponownie nakarmić, poczekać aż
uśnie i potem delikatnie odłożyć do łóżeczka.
Jeśli dziecko zacznie płakać powinnam natychmast do niego biec i dopóty
tzrymać na rękach albo głaskać po główce, mruczeć bądź robić szzzzzzzzzzzz
dopóki nie zaśnie.
Z kolei moja przyjaciółka za każdym razem wbija mi w głowę, ze powinnam moją
córkę nauczyc zasypiać samej i im wcześniej to zrobię tym lepiej.
A ja już zupełnie nie wiem co mam robić. Jestem załamana.. milion myśli mi
tłucze sie po głowie. Przeczytałam ksiażkę "Język niemowląt" i starałam się
część porad wprowadzić w życie, ale z taką "pomocą" z każdej strony mam ochotę
przegryźć sobie aortę..
Jedyne co udało mi się jako tako wymusić na mężu to to ze dziecko spi u siebie
w łóżeczku. Wcześniej mąż ja usypiał gdzie popadło - w leżaczku (np. nosząc
przez 20 - 30 minut), w wózku.
W nocy mała śpi dosyć dobrze - odpukać milion razy - ok. 8-9 godzin. Budzi się
koło 6 rano, przewijam ją, karmię odkładam do łóżeczka i ona o dziwo sama
zasypia.
Natka jest trochę płaczliwym dzieckiem. Mimo 3,5 miesiaca nie uśmiecha się
jeszcze, co mnie juz totalnie dołuje.
Od tego płaczu ma leciutką przepuklinę pępuszka.
Mimo niskiej wagi urodzeniowej i nietolerancji pokarmowej (nie piszę alergii
bo i tak mąż i teściowa uważają, ze to mój wymysł - krosty na buzi i ciałku,
popękane uszka według nich nie świadczą o żadnej alergii czy nietolerancji..
ale to juz osobny temat) mała jest dosyć silna - pod koniec drugiego tygodnia
zycia podnosiła i trzymała przez chwilę główkę leżąc na brzuszku, w drugim
miesiącu oglądała swoje łapki, teraz wpycha je do buzi, łapie zabawki i trzyma
je przez dłuższy czas.
Pomocy bo "tonę"...