estyka
28.10.06, 19:59
Krakowski sąd skazał troje lekarzy z prywatnej kliniki ginekologiczno-
położniczej za nieumyślne doprowadzenie do śmierci pacjentki podczas zabiegu
pobierania komórek jajowych do zapłodnienia in vitro.
- Chaos organizacyjny i skala popełnionych błędów przez oskarżonych nie
pozwalają na inną ocenę - uzasadniał wyrok sędzia Wojciech Domański.
Ordynatorowi oddziału Leszkowi J., który uczestniczył w zabiegu, sąd zakazał
przez dwa lata pełnienia jakichkolwiek funkcji kierowniczych w publicznej i
prywatnej służbie zdrowia oraz ukarał go 20 tys. zł grzywny. Ginekologowi
Jarosławowi J. wymierzył karę ośmiu miesięcy pozbawienia wolności, warunkowo
zawieszając ją na trzy lata, oraz zakazał wykonywania zawodu przez rok.
Najsurowiej potraktowano anestezjolog Annę M., którą sąd skazał na dwa lata w
zawieszeniu na trzy, 30 tys. zł grzywny oraz zawiesił na dwa lata w prawie
wykonywania zawodu lekarza.
Do tragedii doszło w kwietniu 2003 r. w prywatnej placówce zajmującej się
leczeniem niepłodności. Beata M. na zabieg przyszła w dobrej formie. Dostała
zastrzyk ze znieczuleniem ogólnym. Zabieg miał trwać około dwóch minut.
Nieoczekiwanie nastąpiło zatrzymanie pracy serca i oddechu. Lekarze
przywrócili je dopiero po chwili, kontynuowali sztuczne zapłodnienie.
Tymczasem stan pacjentki się pogarszał, doszło do niedotlenienia mózgu.
Reanimacja nie przyniosła skutku, nastąpił zgon.
Prokuratura, opierając się na opiniach biegłych, postawiła przed sądem
lekarkę anestezjolog, która podała pacjentce dodatkową dawkę leku
znieczulającego, nie czekając na efekt pierwszej zaordynowanej partii leku, i
zbyt późno zareagowała na niewydolność oddechową. Narażenie pacjentki na
utratę zdrowia i życia zarzucono też ordynatorowi oddziału i ginekologowi,
którzy uczestniczyli w zabiegu, za zbyt późną decyzję o przewiezieniu
pacjentki na oddział intensywnej terapii.
Sąd po rocznym procesie podtrzymał zarzuty. Sędzia Wojciech Domański wyliczał
błędy popełnione przez anestezjolog Annę M., suchej nitki nie zostawił
również na dwóch pozostałych lekarzach, którzy po zabiegu i reanimacji nie
poświęcili już zbytnio uwagi będącej w ciężkim stanie pacjentce. - Aktywność
ordynatora skończyła się na masażu serca, a powinien się interesować, co
dalej dzieje się z chorą - podkreślał sędzia Domański.
Wyrok nie jest prawomocny.