dziedzicznacytadelafinansjery
09.12.06, 22:33
Zarty na bok - przyszła pora, aby w kilku słowach podsumwać to, co już wiemy o
"aferze rosporkowej".
Nie ulega wątliwości, że w Samoobronie panowały dosyć paskudne obyczaje,
nawijmy to "polityczno-erotyczne". I wynik badań DNA posła Łyżwińskiego
niewiele tu zmienia. Zmienia natomast wiele, jeśli chodzi o spojrzenie na szum
medialny, jaki panował w tej sprawie od poniedziałku. Podważa bowiem
wiarygodnosć głównego "świadka medialnego oskarżenia" - Anety K. A tym samym
podważa czystość intencji mediów, które podchwyciły temat i dawkowały opinii
publicznej kolejne fakty zwiazane z aferą. Jesli bowiem Łyżwiński nie był
ojcem dziecka pani K., to jaki cel miałoby np. podawanie jej środka na
poronienie przez weterynarza-asystenta? Już po podaniu informacji, że ten pan
jest ojcem chrzestnym tegoz dziecka, widać było ,że to się trochę "nie trzyma
kupy". A informacje te i podobne kawałek po kawałku dawkowano nam w mijaącym
tygodniu.
Naganne rzeczy, okreslane krótkim hasłem "praca za seks", czy raczej "kariera
za seks", owo "ulojalnianie" pracownic biur poselskich i działaczek partii
miało miejsce i nie było tajemnicą. Temat jak najbardziej nadający sie na
dziennikarskie śledztwo i ewentualnie postepowanie w prokuraturze. Ale czy sam
w sobie wystarczający do zbudowania tezy o koniecznosci przeprowadzenia
przyspieszonych wyborów? Do wypowiadania przez Donalda Tuska słów "co jeszce
musi się stac, żeby Jarosław Kaczyński oddał władzę"? Ano niewystarczający.
Dlatego trzeba było czegoś bardziej konkretnego. Aneta Krawczyk pasowała do
tego jak ulał. Kobieta w trudnej sytuacji życiowej, bez dachu nad głową, z
dwójką dzieci zgadza się na upokorzenie. Z tego poniżającego związku rodzi się
dziecko. Dramat. Rodziły się wprawdzie pytania, jak to się stało, że pani bez
dachu nad głową w ciągu kilku lat otrzymała kredyt w banku, kupiła mieszkanie
i pozyczkę zdążyła spłacić. Pojawiały się wątpliwosci, dlaczego kobieta zo
skarżeniem wystąpiła po ponad trzech latach i to akurat w chwili, gdy
przegrała wybory. Ale wątpliwości te były marginalizowane.
Dzień dzisiejszy rzucił na całą sprawę nowe światło. Powstają więc pytania.
Czy prawdziwe informacje o nagannych moralnie praktykach posłów Samoobrony
(aczkolwiek w polityce nienowych) nie miały słuzyć uwiarygodnieniu prowokacji
wymierzonej przeciwko rządowi? No bo dlaczego zwyczaje panujące w Samoobronie
nie stały się przedmiotem artykułów dziennikarskich dużo wcześniej? Nie
docierały takie sygnały? A może te sygnały to było za mało, zeby obalić rząd?
W końcu pozamałzeńskie perypetie czy to Waldemara Pawlaka, czy Ludwika Dorna
opisane przez prasę w niczym im nie zaszkodziły więc i wiadomości o
ewentualnych "skokach w bok" Andrzeja Leppera także nie wywarłyby zamierzonego
efektu.
Tutaj trzeba było czegos więcej, niż tylko orgie z udziałem posłów. Kobieta
zmuszana do seksu w zamian za pracę, ktorej w dodatku aplikowane środki dla
konia aby zabić jej dziecko - to było to! Juz mogła Platforma "wyciągnąć rękę"
do PiS-u i domagać się wyborów, już mogła redaktor Kolenda-Zaleska mówić o
"zamieszaniu PiS-u w skandal z koalicjantem". Czy nie o to chodziło? Chyba o to.
W spsób daleki od przyzwoitości wykorzystano ofiary nagannych praktyk
panujących w Samoobronie do uplecenia politycznej intrygi. A gdy sprawa się
rypła - media zapewne stracą zainteresowanie tym, co faktycznie miało miejsce
w biurach poselskich. I młode działaczki tej partii, dla których ideał sięgnął
bruku i utonął w świńskich propozycjach, zostały potraktowane przez (głównie)
Gazetę Wyborczą i TVN cokolwiek insturumentalnie - nie chcę mówic, że tak
samo, jak przez niektórych polityków Samoobrony - ale takie porównanie samo
się narzuca.
Mam nadzieję, że jakiś niesmak po całej tej sprawie pozostanie nie tylko w
opinii publicznej, ale i wśród autorów całego tego szumu medialnego.
Chwała mediom takim jak Rzeczpospolita, która od początku nie przyłączyła się
do chóru i, nie zaprzeczając faktom, podkreslała wątpliwosci. I właśnie Rzepa,
jako jedna z nielicznych gazet, wyszła z całej tej afery z twarzą. Gratulacje!