Dodaj do ulubionych

zamojscy wolontariusze

10.12.04, 11:46
Jakze ja lubie czytac takie teksty: Krystyna Rybińska-Smyk, nauczycielka z
Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 w Zamościu i uczennice ze Szkolnego
Klubu Wolontariatu otrzymały tytuł Wolontariusza Roku.
(www.kronikatygodnia.pl)
Obserwuj wątek
    • januszx Re: zamojscy wolontariusze 10.12.04, 12:42
      brawo , świetnie :-)) , a można wiedzieć za co ?
      pozdrawiam przedsiatecznie
      J
    • blotniarka.stawowa Re: zamojscy wolontariusze 10.12.04, 12:46
      Brawo pani Krystyna i dziewczyny!
      www.kronikatygodnia.pl/tekst.php?abcd=7489&dz=3

      Kazda forma wolontariatu zasluguje na uznanie, ale ta chyba szczegolnie. Jest
      tylu ludzi "innych" wsrod nas, pozwolcie ze wkleje moj wlasny watek z innego
      forum na temat traktowania "innosci" wsrod nas. (Przepraszam tych, co czytaja
      drugi raz).
      ----------------
      Swiatlo napisal:
      >Stefka Kolbuska nie była jedyną taką ofiarą. Pamiętam był w Józefowie taki
      >panek malowanek. Chodził zawsze w garniturze i krawacie, zadbany,
      >wyperfumowany. Przesiadywał całymi dniami w kawiarni, nie wiem z czego się
      >utrzymywał. Potem się powiesił.
      >Jak teraz go sobie przypominam, to mam hipotezę że myślę był to ukryty
      >homoseksualista. W tamtych surowych czasach w małych wiejskich
      >społecznościach tacy ludzie nie mieli szans na ujawnienie się i normalne życie.
      >Przez całe życie więc musieli się ukrywać, co prowadziło w efekcie do depresji,
      >zaburzeń i samobójstw.
      >Zreszta w tamtych czasach cała Polska była taka. Nawet w warszawskich
      >szkołach znęcano się nad słabymi i innymi.
      --------------------

      To prawda. Takie byly czasy i to nie tylko w Polsce, ale i na swiecie.
      Powiedzenie "kazda wioska ma swojego glupiego" istnieje tez w jez. angielskim
      ("every village has its idiot"). Zwykle byl to jakis odmieniec,
      niekoniecznie osoba chora psychicznie. Mogl to byc ktos kaleki, slaby czy
      generalnie "inny".

      W wiosce mojego dziecinstwa byl nim Jodko (Jutko). Byl to kawaler, ktory byl
      zawsze zasliniony, lubil biegac i bawic sie z dziecmi, ktore go obrzucaly
      kamieniami i bily kijami. Na szczescie mial rodzine, wiec nie byl bezdomny i
      nie musial zebrac. Byl tez jeden garbus, ktory byl zamykany w domu przez
      rodzine, wiec nikt nie wie do konca, kim byl. Umarl jako mlody czlowiek.
      Pozniej, w miescie, byla to "Warszawianka" – stara kobieta, zebraczka, bez
      jednej nogi, poruszajaca sie o kulach. Zwykle biegaly za nia hordy
      dzieciakow podstawiajace jej kije pod kule, by sie przewracala na bruk..
      Warszawianka mieszkala w piwnicy, ktora jej nawet kwaterunek miejski jakos
      przystosowal do zycia, zalozyl zamek do drzwi itp. (no bo przeciez
      prawdziwego mieszkania kwaterunkowego bylo szkoda dla niej). Okien w tej
      piwnicy nie bylo – bo zaraz po zalozeniu wybijano je kamieniami.
      Przychodzila do nas czasem sie pozywic – zawsze siadala na laweczce w
      przedpokoju i tam na kolanach jadala, nie chciala wejsc nawet do kuchni.
      Wiedziala ze strasznie smierdzi i byla wdzieczna jak ja mama wiodla do
      lazienki i pozwalala umyc twarz i rece. Opowiadala o zyciu w Warszawie, ale
      nic z tego nie pamietam.
      W mojej szkole dzieci strasznie dokuczaly woznemu – byl to mlody czlowiek,
      ktorego przewina bylo to, ze nosil bardzo grube szkla w okraglych oprawkach.
      I te wlasnie okulary chlopcy mu tlukli regularnie, rzucano tez za nim
      kamieniami. Az w koncu nie wytrzymal i zloil jakiemus skore, za co zostal
      wyrzucony ze szkoly. Potem pracowal jako listonosz.

      A teraz cos z czasow wspolczesnych. Mamy przyjaciol – malzenstwo,oboje
      niepelnosprawni, znamy sie od czasow szkolnych. Dziewczyna pochodzi z
      hrubieszowskiego, zachorowala na chorobe Heine-Medina (polio) w
      dziecinstwie. Przeszla niezliczona ilosc operacji, i co kilka lat ma
      nastepny zestaw srub wmonotowywany w kolana itp. Zycie miala strasznie
      ciezkie (ojciec pijak zostawil rodzine, matka zmarla na raka, czworo
      dzieci). Wiedziala ze jedyna droga dla niej to wyrwanie sie z rodzinnej wsi –
      do internatu technikum w miescie, potem studia, ktore ukonczyla utrzymujac
      sie wylacznie ze stypendium. Poslubila niepelnosprawnego chlopaka. Pracuje
      duzo i ciezko, zarabia godziwie, chodzi o kulach, ale zyje godnie – a mnie
      ogarnia uczucie wdziecznosci , ze nie przypadl jej los "Warszawianki" i
      innych. Bez watpienia zyjemy w generalnie lepszych czasach, ale niestety nie
      wszedzie jeszcze na swiecie...

      Moze to i patetyczne, ale chcialabym by ten wpis oddal hold cierpieniom,
      jakie byly udzialem Stefki Kolbuski, "Panka-Malowanka", Warszawianki, Jutka,
      Pana Woznego, oraz garbusow i tych o ktorych nie wiemy...

      Jesli znacie takich nieszczesliwych ludzi, wymiencie ich tutaj – niech to
      bedzie takie chocby najskromniejsze zadoscuczynienie, ktorego nie doczekali...

      • januszx Karolcia Pypowa 10.12.04, 13:08
        Wspominam Karolcie Pypową , mieszkała na wsi mojego dziadka , samotnie
        Chatka , kryta strzechą , w jednej izbie kepisko i jej łóżko, obok w sąsiednim
        pomieszczeniu mieszkała krowa bardzo sucha i dwa prosiaki , Karolcia nie miała
        prawie pola oprócz kilkunastoarowej przydomowej działki. Pomimo ,że działo się
        to jakieś dwadzieścia lat temu juz wtedy uważana była za bardzo biedna
        kobietę ,jednak Jej najwiekszą udręką była wielka samotność...
        J
        • koziorozka wolontariusze w Zamosciu 10.12.04, 15:08
          Wspanialej nauczycielce Krystynie Rybińskiej (i jej podopiecznym) wyslalam
          gratulacje, wyrazy podziwu i zyczenia (na adres szkoly: ekonomikzamosc@wp.pl).
          Moze sie ucieszy?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka