majak
19.10.09, 16:21
Gdybym miał zawrzeć umowę poprzedzającą umowę główną, nazwałbym
ją "umową wstępną". Gdybym miał zawrzeć jeszcze jakąś trzecią,
prowizoryczną umowę, poprzedzającą tę wstępną, wtedy (i tylko wtedy)
nazwałbym ją "umową przedwstępną". Taka wydaje mi się prosta logika
naszego pięknego języka. A tu powszechnie umowę wstępną określa się
mianem przedwstępnej. Nie jestem na bieżąco w temacie
językoznawstwa, ale wiem, że Rada Języka Polskiego nie próżnuje,
dzięki czemu nasz język stopniowo przestaje być piękny i (w miarę)
logiczny.
Czy ktoś się orientuje, czy "umowa przedwstępna" to jest jakiś
uzasadniony, specjalistyczny termin prawniczy czy też biurokratyczny
potworek językowy?