Robiąc w domu porządki po tragedii jaka mnie spotkala (stąd dluższe milczenie) znalazlem w przeglądanej książce swoją parafraze, którą przepisalem, a napisalem tak dawno, ze o niej zapomnialem. Ale najpierw oryginal durnej piosenki i nie mniej durnych slów, a nastepnie moja przygópiasta parafraza
=-=
Już miesiąc wzeszedł, psy się pośpiły
I coś tam klaszcze za borem
Pewnie mnie czeka mój Filon miły
Pod umówionym jaworem
Nie będę sobie warkocz trefiła,
Tylko włos zwiążę splątany,
Bo bym się jeszcze bardziej spóźniła,
A mój tam tęskni, kochany
Prowadź mnie teraz, miłości śmiała,
Gdybyś mi skrzydła przypięła,
Żebym najprędzej bór przeleciała,
Mego Filona ścisnęła
Już miesiąc wzeszedł, psy się pośpiły
I coś tam klaszcze za borem
Pewnie mnie czeka mój Filon miły
Pod umówionym jaworem
=-=
Znany laurofil, ten słynny Filon
Prosto do domu swego mknie
Przepuścił w karczmie cały swój bilon
Sołtysa suki obudził dwie
Pośród oklasków dalej pomyka
Co to tak klaszcze? Licho wie
Jawory mija, ludzi unika
Lecz w ręce zaraz im wpadnie
Co tu się dzieje? Jest otoczony
Przez wszystkie Laury jakie znał
I ze zmęczenia zrezygnowany
Choć każdy we wsi mu klaskał
Brawa nie milkły i po godzinie
Filon na laurach spoczął już
Dalszego ciągu więcej nie będzie
Bo raptem przepadł jak w wodzie nóż