- czyli o uszkodzonym bezokoliczniku. Chodzi o potocyzm, że coś jest nic nie warte, czyli
do δupy. Jeżeli jednak zaistnieje konieczność podkreślenia, że coś jest bardziej niż do δupy, wówczas zastosowanie ma powiedzenie,
o δupę roztrzaś. Ale to jeszcze nie koniec gradacji soczystości wyrażenia, bowiem gdy coś jest jeszcze bardziej niż jw., w użycie idzie określenie
o kant δupy roztrzaś. Jak zauważamy, z bezokolicznika wypada obowiązkowe dla nich "ć", nie wspominając o wykoślawieniu słowa
roztrzaskać. Inkryminowane powiedzenie przyjęło się na całym obszarze naszego kraju, a jeżeli są gdzieś jeszcze enklawy, które tego nie znają, będzie to tam na 100% zrozumiałe.
A teraz pytanie do "szpeców po języku". Czy w mowie pisanej należy uwzględnić "ć" z nazwaniem go niemym? Czy pisać, jak słychać?
Uwaga:
Dla zeufemizowania powtarzającej się części ciała, literę "d" zastąpiłem "δ", czyli deltą. Należy ją czytać po starogrecku, gdyż w nowożytnej brzmi jak dźwięczne, angielskie "th" ("d" po nowogrecku należałoby zapisać przy użyciu "ni" i "tau" (nasz odpowiednik nt).