Dodaj do ulubionych

Z innej beczki

26.05.06, 12:37
A czy was nie drażni, że w amerykańskich filmach tłumaczonych na polski
(chyba nie przez komputer) wszyscy się tykają? Ostatnio zdziwiłem się srodze,
jak sędzia zwracał(a) się do podsądnej per ty. Czyżby temu sędziemu (tej
sędzi?) chodziło o rozluźnienie atmosfery? Tak jak Drzyzdze?
Obserwuj wątek
    • pam75 Re: Z innej beczki 26.05.06, 17:49
      Ciekawy temat. Czy tłumacz dialogow(filmowych) w języku obcym powinien
      zachowywać zwyczaje bohaterów filmów , czy dopasowywać ich zwroty do
      przyzwyczajeń odbiorców w innych krajach.W Ameryce forma mówienia na "ty" jest
      powszechna i w tłumaczeniu polskim zachowanie tej formy w
      sytuacjach "urzędowych" może zaskakiwać przyzwyczajonych do oficjalnego
      języka.Zauważyłem,że wprowadza się w tłumaczeniach zwroty w trzeciej osobie -
      niech oskarżony wyjaśni, niech sąd weźmie pod uwagę itp. - choć słyszymy
      wyraźnie "You".
      Czy nie jest to jednak w jakimś stopniu wypaczaniem rzeczywistości?
      • stefan4 Re: Z innej beczki 26.05.06, 18:22
        pam75:
        > W Ameryce forma mówienia na "ty" jest powszechna

        Ależ nie! W Ameryce mało kto zna słowo ,,ty'', powszechnie mówi się ,,you''. A
        jak to tłumaczyć na polski, to sprawa kontekstu.

        Jeśli w kontekście występuje gdzieś w okolicy Mr Nazwisko, to ,,you'' oznacza
        ,,pan'' a nie ,,ty''. Jeśli zaś występuje Imię, to ,,you'' oznacza ,,ty''. Nie
        zdarza się, żeby występowały oba. Rzadko się zdarza, żeby nie występowało
        żadne. Po polsku można przez kilka lat odzywać się przez ,,pan'' do
        przypadkowego znajomego z wyprowadzania psa i nie wiedzieć, jak on się nazywa.
        W Ameryce raczej należy to wiedzieć, bo co jakiś czas trzeba wypowiedzieć jego
        Imię lub Mr Nazwisko. Właśnie po to, żeby ustalić dystans. Np.
        ,,
        • meduza7 Re: Z innej beczki 26.05.06, 22:17
          ciekawy przypadek wystąpił swego czasu w "Archiwum X". Tłumacz najwyraźniej nie
          mogąc sobie dać rady z "you" w relacjach Skinner - Scully czyli szef -
          podwładna, wprowadził formę "wy". Zróbcie to i to. Macie się zameldować.
          Dobrze, że nie "towarzyszko"!
        • pam75 Re: Z innej beczki 27.05.06, 00:52
          Ameryce forma mówienia na "ty" jest powszechna

          Ależ nie! W Ameryce mało kto zna słowo ,,ty'', powszechnie mówi się ,,you''. A
          jak to tłumaczyć na polski, to sprawa kontekstu.



          Masz rację, że polskie „ty” jest w Ameryce mało znane, zaś powszechnie w tym
          znaczeniu mówi się „you”. Twoje uwagi na temat, kiedy to „you” oznacza „pan” są
          raczej radami dla tłumacza, aby tekst przystawał sytuacyjnie do przyzwycza-jeń
          polskiego odbiorcy. To my tak chcemy to odbierać. Rzeczywiście, jeśli się do
          kogoś mówi po imieniu, to dosyć naturalne dodawać „ty” (choć mówimy też „Panie
          Stefanie”wink, jeśli wymieniamy nazwisko, to raczej z „pan”.
          Podany przykład,,
          • stefan4 Co znaczy ,,you''? 27.05.06, 08:29
            pam75:
            > Podany przykład,,
            • stefan4 Re: Co znaczy ,,you''? 27.05.06, 09:32
              pam75:
              > Ciekawe, jak przetłumaczono by w Ameryce takie zdanie z filmu:” Szanowny
              > Panie, niech Pan poprosi pana szatniarza, żeby zawołał tę panią od
              > sanitariatów, bo ten pan przy sąsiednim stoliku pojechał do Rygi i potrzebna
              > jest ścierka” (tekst J.Dobrowolskiego z filmu? No, właśnie…?)

              stefan4:
              > W Ameryce?
              > ,,
              • pam75 Re: Co znaczy ,,you''? 27.05.06, 11:27
                Choć nie ze wszystkim sie zgadzam, dzięki serdeczne za nieznane mi dotychczas
                szczegóły.I za przekład.
                Pam
    • negevmc Re: Z innej beczki - hebrajski 27.05.06, 18:56
      jacklosi napisał:

      > A czy was nie drażni, że w amerykańskich filmach tłumaczonych na polski
      > (chyba nie przez komputer) wszyscy się tykają?

      Nie sądze abyście oglądali izraelskie filmy (nie należą do moich ulubionych)
      ale gdybyście przez przypadek, kiedyś .. to zapewne zwrocilibyście uwagę, że
      na tych filmach... wszyscy sie tykają. W przeciwieństwie jednak do problemów
      z tłumaczeniem z angielskiego/amerykańskigo w hebrajskim nie ma wątpliwości
      forma ty i wy jest zupelnie inna i rzeczywiście wszyscy w Izraelu się "tykają".
      Łatwo jeszcze przetłumaczyć gdy dziennikarz pyta się ministra
      (dosłownie) : "panie ministrze, co myślisz na temat ostatnich wydarzeń".
      Wiadomo, że w tłumaczeniu na polski będzie "co pan myśli" ale juz w scenie z
      policjantem wypisującym mandat nie będzie takie oczywiste. On na prawdę zwróci
      się do mnie po przeczytaniu nazwiska na prawie jazdy "per Mosze" a ja do niego
      per ty (a jeśli przeczytam plakietkę na mundurze to "per Avram") i nie będzie
      to nic niewłaściwego - co kraj to obyczaj. W tłumaczeniu jednak na polski w
      hipotetycznym filmie zabrzmi to pretensjonalnie nieprawdaż ?

      Zostałem niedawno przedstawiony w pracy pewnemu człowiekowi. Na oko był o
      jakieś 30 lat starszy ode mnie. Przez parę minut rozmawialiśmy po hebrajsku
      używając normalnej w tej sytuacji formuły "ty" (proszę zwrócić uwagę na
      okoliczności: widzimy się pierwszy raz w życiu, on jest dużo starszy ode mnie)
      do momentu kiedy okazało sie, że obaj znamy polski. Przeszliśmy więc nasz język
      ojczysty (ang: mother tounge, heb: sfat haem dosł. język matki) i... druga
      osoba liczby pojedyńczej nie przeszła mi przez gardło wink. Po prostu nie da
      się !

      Tak więc rzeczywiście istnieje tu problem. Tłumaczyć dosłownie zachowując
      lokalne realia (rozmawiam z tym gościem na ty bo tak na prawdę jest) czy
      przekładać także owe realia (rozmawiam z gościem per pan bo inaczej dla
      polskiej widowni wydałoby się wręcz żenujące) ?
      • jottka Re: Z innej beczki - hebrajski 27.05.06, 22:11
        no ale to jest klasyczny problem tłumacki i nie ma co jednakowoż wyważać
        otwartych drzwismile zwłaszcza w wypadku amerykańskich filmów


        tzn. mam na myśli, że stefan wyjaśnił dokładnie i po bożemu,o co idzie - nikt
        nigdy w przekładzie w dowolną stronę nie przekłada li i jedynie kolejnych słów z
        języka wyjściowego na język docelowy, bo jak to ktoś swego czasu zauważył 'jeśli
        przełożymy paszkowskiego z powrotem na angielski, to jeszcze nie znaczy, że
        wyjdzie nam szekspir'smile


        innymi słowy - tłumaczy się, rzecz jasna, słowa, ale i ekwiwalenty, i wreszcie
        konteksty, i do tego wszystko narazsmile czyli, jak to ujął stefan, nie piszemy
        pozornie w zgodzie z literą 'co myślisz, panie brown', tylko jako świadomy
        tłumacz dostrzegamy, że ów 'pan brown' wskazuje na pewien stopień
        sformalizowania rozmowy, oglądamy uważnie sytuację, w jakiej pytanie się
        pojawiło i dopiero wtedy, stosując odpowiednie ekwiwalenty języka docelowego,
        przekładamy na 'no i co pan myśli na ten temat' czy podobnie

        nb. filmowej zwykłej rozmowy z sąsiadem nie możemy przełożyć, jak sugerowano
        wyżej, 'i co pan myślisz na ten temat', bo taki zwrot w języku polskim nie jest
        zwrotem 'przezroczystym', lecz może świadczyc np. o braku wykształcenia
        pytającego, może sugerować miejską gwarę, może być - odwrotnie - ironią itp.


        natomiast rozwiązanie zagadki filmu hebrajskiego uzależniłabym od kontekstusmile
        tzn. jeśli film byłby np. standardowym kryminałem, to zdecydowałabym sie na
        tłumaczenie kontekstu, tj. do sędziego i ministra po polsku przez ty sie nie
        zwracamy - jak rozumiem zresztą, tego ministra też jakoś dopieszczamy słownie, a
        nie od razu lecimy 'słuchaj, stary, weź mi powiedz..'?smile tzn. zakładam, że
        istnieją jakieś sformalizowane przejawy szacunku dla powagi urzędu

        ale jeśli film oddawałby, no nie wiem, trudne realia życia w kibucu, to mogłabym
        sie zdecydować na zachowanie form oryginalnych, bo wtedy ta, powiedzmy, egzotyka
        zwracania sie do siebie podkreślałaby, że oto oglądamy dzieło traktujące o życiu
        odmiennej społeczności - no ale to by najpierw trzeba było zobaczyć film, a
        potem decydowaćsmile
      • stefan4 Re: Z innej beczki - hebrajski 27.05.06, 22:43
        negevmc:
        > Zostałem niedawno przedstawiony w pracy pewnemu człowiekowi. Na oko był o
        > jakieś 30 lat starszy ode mnie. Przez parę minut rozmawialiśmy po hebrajsku
        > używając normalnej w tej sytuacji formuły "ty" (proszę zwrócić uwagę na
        > okoliczności: widzimy się pierwszy raz w życiu, on jest dużo starszy ode mnie)
        > do momentu kiedy okazało sie, że obaj znamy polski. Przeszliśmy więc nasz
        > język ojczysty (ang: mother tounge, heb: sfat haem dosł. język matki) i...
        > druga osoba liczby pojedyńczej nie przeszła mi przez gardło wink. Po prostu nie
        > da się !

        Moim zdaniem postąpiłeś prawidłowo. Widać hebrajskie ,,ty'' odnosi sie do
        trochę innego kontekstu niż polskie ,,ty''.

        To jest trochę skomplikowane, bo czasem należy tłumaczyć zachowując tradycję
        tłumaczeniową, np. w modlitwach, w których do Boga zwracamy się przez ,,ty''
        tylko dlatego, że w językach starożytnych to jest jedyna forma 2.os.l.poj. Tak
        naprawdę to wiem tylko o łacinie, resztę zgaduję.

        Gdybyśmy przełożyli ,,Quo vadis, Domine?'' na ,,Dokąd pan idzie, proszę pana?'',
        to wprawdzie zachowalibyśmy właściwy dystans pytającego do pytanego, ale
        zgubilibyśmy koloryt tamtych czasów, bo tradycja tłumaczenia takich zwrotów
        przez ,,ty'' jest w języku polskim mocno ugruntowana.

        Ale przy przekładach między współczesnymi językami współczesnych dialogów raczej
        bym tłumaczył znaczenia a nie słowa.

        - Stefan

        www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
      • negevmc jottka i stefan4 - będę się jednak upierał... 28.05.06, 13:19
        że nie jest to takie proste. Obydwoje stanowczo opowiadacie się za tłumaczeniem
        z uwzględnieniem okoliczności

        stefan:
        > Gdybyśmy przełożyli ,,Quo vadis, Domine?'' na ,,Dokąd pan idzie, proszę
        > pana?'', to wprawdzie zachowalibyśmy właściwy dystans pytającego do pytanego,
        > ale zgubilibyśmy koloryt tamtych czasów, bo tradycja tłumaczenia takich
        > zwrotów przez ,,ty'' jest w języku polskim mocno ugruntowana.
        >
        > Ale przy przekładach między współczesnymi językami współczesnych dialogów
        > raczej bym tłumaczył znaczenia a nie słowa.

        jottka:

        > natomiast rozwiązanie zagadki filmu hebrajskiego uzależniłabym od kontekstusmile
        > tzn. jeśli film byłby np. standardowym kryminałem, to zdecydowałabym sie na
        > tłumaczenie kontekstu, tj. do sędziego i ministra po polsku przez ty sie nie
        > zwracamy - jak rozumiem zresztą, tego ministra też jakoś dopieszczamy
        > słownie, a nie od razu lecimy 'słuchaj, stary, weź mi powiedz..'?smile tzn.
        > zakładam, że istnieją jakieś sformalizowane przejawy szacunku dla powagi
        > urzędu

        > ale jeśli film oddawałby, no nie wiem, trudne realia życia w kibucu, to
        > mogłabym sie zdecydować na zachowanie form oryginalnych, bo wtedy ta,
        > powiedzmy, egzotyka zwracania sie do siebie podkreślałaby, że oto oglądamy
        > dzieło traktujące o życiu odmiennej społeczności - no ale to by najpierw
        > trzeba było zobaczyć film, a potem decydowaćsmile

        nie mam oczywiście co do tego wątpliwości chciałem tylko wskazać na czające się
        problemy. Oczywiście, że przykład sędziego lub ministra tłumaczyłbym Wysoki
        Śądzie czy Panie Ministrze bo "nawet" w hebrajskim istnieją sformułowania
        oddające odpowiedni szacunek (chociaż także zawierają 2 osobę l.p.).
        Problemem natomiast jest rozmowa z nowo poznanym dużo starszym człowiekiem czy
        policjantem na drodze bo właśnie cały dowcip polega na nie okazywaniu tego
        szacunku akurat językiem. Innymi słowy nie jest tak jak stefan sugeruje, że
        "ty" po hebrajsku i po polsku "ma inne znaczenie". Ma dokładnie to samo (wobec
        możliwości okazania szacunku innymi zwrotami) ale używa się właśnie tych
        najprostszych, bezpośrednich zwrotów. Wydaje mi się, że nieco zawile tłumaczę
        więc posłużę się innymi przykładami:
        Zostałem przyjęty do pracy, eleganckie biuro, sekretarki, "ą" i "ę" ale w
        pierwszej rozmowie z szefem zwracam się do niego po imieniu i per ty i to jest
        jak najbardziej powszechne, normalne i zwyczajowo przyjęte. Tu nie ma miejsca
        na "trochę inne znaczenie" zaimka ty. Po prostu kulturowo przyjęte jest zwracać
        się do wszystkich po imieniu od "największego" dyrektora po "ostatnią"
        sprzątaczkę.
        Inny przykład:
        Córka przyprowadza koleżankę (lub kolegę wink do domu po raz pierwszy,
        przedstawia mi ją, ja się witam, mówię, że mam na imię tak i tak i choć ja mam
        ponad 40 a ona 14 lat zwraca się do mnie per "tak i tak".
        A propos, pamietam , że niektóre koleżanki, imigrantki z byłego ZSRR zwracały
        się do mnie owszem po hebrajsku ale z przyzwyczajenia w 2 osobie liczby
        mnogiej ! chcąc zapewne oddać szacunek dorosłej osobie.

        Tak więc w tym hipotetycznym izraelskim filmie TRZEBA przetłumaczyć dialogi
        dosłownie niezależnie czy jest on o kibucu (rzeczywiście w kibucach stosunki są
        dużo mniej oficjalne) czy o policjantach i złodziejach czy o przygodach nowo
        przyjętego do firmy softwarowej programisty. Wszyscy do siebie mówią per ty i
        PER TY MAJĄ NA MYŚLI, inaczej można stracić połowę z przedstawionych stosunków
        międzyludzkich. Wracajac do problemu przedstawionego na początku wątku tłumacz
        może mieć prawdziwy dylemat: z jednej strony wszyscy "tykają" na prawdę a nie
        tylko z powodu "specyfiki języka" a z drugiej trudno od np. polskiego widza
        wymagadć żeby poważnie takie zachowanie traktował (tzn, wiarygodność fabuły
        mogłaby ucierpieć). Zgodnie z zasadą tłumaczenia konwencji i znaczeń możnaby
        wymagać wycięcia z polskich filmów wszystkich scen całowania w rękę kobiet.
        W wielu krajach (w tym w IL) nie jest to przyjęte i może być bardzo mylnie
        zrozumiane. Mam kolegę, który przyjechał kilka lat temu z Brazylii i do dzisiaj
        nie może się "powstrzymać" od całowania wszystkich na powitanie w policzek !

        Trzeba więc wg mnie czasem właśnie zachować dosłowność języka aby ukazać
        specyfikę odmiennej kultury.

        Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka