Jakie jezyki uwazacie za trudne?
Ja mam dwa jezyki ojczyste, niemiecki i polski. Przy
czym niemiecki jest mi troche blizszy, zwlaszcza jesli
chodzi o wyrazy wulgarne (oj, ile ja to juz razy o malo
co nie obrazilam smiertelnie niechcaco jakiegos geja,
jezeli by nie Mamusia!).
Na codzien sie posluguje sie norweskim. W szkole ucze
sie angielskiego, francuskiego i rosjiskiego (tak,
umiem szczesc jezykow!; no, moze na tym forum sie nikt
do tego nie przyczepi!

)
Wszyscy twierdza, ze norweski i angielski sa takie
latwe jezyki. Ja nie.
W angielskim jeszcze obleci. Moje zdania sa dzielone na
trzy (takie dlugie), wszystkie przecinki wykreslane
motorycznie przez nauczycielke i mam troche problemy z
budowa zdan.
Norweski to katastrofa. Budowa zdan, dlugosc zdan,
wszystko zle. A czasy to maja dwa. Konditional
istnieje tylko w malym stopniu.
Co prawda kiedys jeszcze zwarjuje przez te francuskie
Prepositon (przyslowka, jak dobrze pamietam), ale
slownictwo maja porzadne. I budowe zdan tez.
Rosjiski uwielbiam. Nad Aspektem sie w oglone nie
zastanawiam. Przypadki to koncowki troche sie ucze. Ale
juz w tej chwili jestem w stanie cos powiedziec, kiedy
koledzy sie jeszcze zastanawiaja, jak jest "okno" po
rosjisku.
Wiec od czego Waszym zdaniem zalezy trudnosc jezyka?
Czy od gramatyki, slownictwa? Czy, jak w moim wypadku,
od tego, jak bardzo jest podobny do jezyka (jezykow)
ojczystego (oczystych)?
Pzdr.,
MJ