ja22ek
11.01.08, 10:02
Dywagacje na temat języka czeskiego w innym wątku skłaniają mnie do
ujawnienia rozrywki, którą często nawet półświadomie uprawiam.
Chodzi mianowicie o fonetyczne wędrówki, czyli próby odtwarzania
dawnych postaci wyrazów oraz znajdowania wspólnego dziedzictwa
słowiańskiego czy też indoeuropejskiego.
Zdaję sobie przy tym sprawę, że większość tych wędrówek odbyli nie
raz znawcy historii języka, ale i w normalnej turystyce nie
przeszkadza nam, że ktoś już przed nami odwiedził Wawel (a nawet go
opisał).
Ostatnio np. wziąłem sobie słowo 'ser'. Jak wiadomo, w dobie
średniopolskiej połączenia i/y+r przechodziły w 'er/yr (zjawisko to
znane jest też angielszczyźnie, p. wymowa słowa 'stir'). Mamy
więc 'syr', zaświadczony choćby u naszych czeskich sąsiadów. Z kolei
głoska 'y', kiedy nie jest wynikiem stwardnienia 'i', jest potomkiem
długiego 'u'. Więc mamy już prasłowiańskie 'suur'. Trudno tu nie
zauważyć zbieżności ze słowem 'surowy'! Ale jeśli przeskoczymy do
dzieniny germańskiej, napotkamy na oboczność 'uu/au' (np. Kuh/cow,
nun/now). Więc 'suur' jest jak niemiecki wyraz 'Sauer' lub
angielski 'sour'. Skądinąd wiemy, że 'z' zapożyczane z zachodu do
polszczyzny we wczesnym średniowieczu dawało 'ż'. Więc
niemieckie 'Sauer' - a wówczas jeszcze 'suur' - przechodzi na naszym
gruncie w 'żur'.
Mamy zatem wcale liczną rodzinkę: żur, kwas (niemiecki), ser,
surowy, z której tylko żur i kwas są na pierwszy rzut oka z sobą
powiązane. Ależ sery powstają przez zakwaszenie mleka podpuszczką, a
surowe jabłka bywały kiedyś kwaśne!
Przy okazji można się pozastanawiać nad wyrażaną w języku wizją
świata dawnych ludzi.