chociaż pytanie powinno być raczej... jak sobie radzicie z wózkiem kiedy dziecko wam z niego ucieka??
problem jest taki.... mój młody ostatnio poczuł wiatr w żaglach i pod koniec spacerów wyrywa się z wózka, chce na nogi. no to ok wyjmuję go... no to on leci gdzie mu się podoba, nie patrząc na nic.... przez ostatnie 2 tygodnie na każdym spacerze miałam pomoc w postaci niespełna 14 letniego brata, który to latał za nami z wózkiem podczas gdy ja latałam za młodym... no ale ferie się skończyły i znów będziemy we dwoje na spacerach.....
nie ma opcji żebym upilnowała młodego ganiając za nim z summitem...

jest za duży i ja ciężki, nie wezmę go i nie wrzucę na plecy... dlatego ostatnie dni biorę mały wózek (czyli Toura) na każdy spacer... no ale bez sensu trochę... summit stoi i się kurzy a ja wszędzie latam z parasolką... ok, młody ją lubi bardzo, ale po co mi w takim razie summit?
jak wy to robicie? chodzicie za dziećmi z takimi większymi wózkami? zostawiacie je gdzieś? kurcze... młody jest za mały wg mnie żeby mieć tylko małą parasolkę... to miała być taka raczej dojazdówka...
a może młodemu to minie?? i zacznie niedługo grzecznie obok mnie i wózka iść? a nie uciekać wszędzie?? już nie wiem co robić.