talibanek_talibanek
28.12.09, 12:04
Podczas Świąt moich rodziców odwiedziła moja kuzynka z mężem, dzieckiem i
pieskiem. Piesek nieduży, niehałaśliwy, rasowy, półroczny - pogryzł moim
rodzicom poprzeczki w krzesłach w salonie i to na tyle, że nie da się tego po
prostu zalakierować/zamalować, tylko jest szkoda i tyle.
mąż kuzynki stwierdził, że pieski, tak jak dzieci, po prostu niszczą,
opowiadając jak jakimś znajomym dziecko innych pomazało ściany kabanosem
(dodał przy tym, że przecież malowanie jest droższe niż krzesełko), potem
powiedział, że "dzieci i zwierzęta domowe uczą właściwego podejścia do
przedmiotów" - przypuszczam, że miał na mysli to, że piesek jak dziecko może
zniszczyć to i owo i nie można mieć do niego o to pretensji, bo to tylko
przedmioty. mały drobiazg - to nie były przedmioty należące do niego...
nie było żadnego "przepraszam", "przykro mi", "naprawię", "odkupię", tylko to,
co wyżej, a potem nerw i wymuszone wyjście na spacer z psem.
sytuacja, która mnie zupełnie zaskoczyła i dopiero teraz zaczynam mieć na ten
temat jakieś przemyslenia:
po pierwsze dla mnie piesek i dziecko to nie to samo, zresztą szkody
spowodowane przez jedno i drugie u kogoś w domu należy rekompensować, chyba że
właściciele zdecydowanie się temu sprzeciwiają.
po drugie moim zdaniem przyjście do kogoś w gości ze zwierzakiem wymaga
wcześniejszego pytania, czy gospodarze nie mają nic przeciwko temu, tym
bardziej, jeśli zwierzak niszczy!
w moim domu nigdy nie było zwierząt innych niż chomik i rybki, więc może mam
zbyt radykalne poglądy, ale fakt jest taki, że jak moje dziecko wybije komuś
szybę, to nie mówię mu, że "dzieci niszczą" i odkręcam się na pięcie, tylko
płacę za szybę i już.