W nawiązaniu do watku o kochanku i wpisu w nim Clary, która zauwazzyla, ze jak widzi moralizowanie w XIX-wiecznym stylu to wymięka

- no właśnie.
Czy w kontekście SV dopuszczalne jest takie moralizowanie, w zasadzie przecież nie na temat.
Autorka tamtego watku napisała, ze kochanek to kochanek (w sensie osoba do seksu, a nie facet, z którym jest w związku), bo inaczej pewnie trudno byłoby jej wyjaśnić dlaczego ktoś przychodząc do niej kapie się i przed wyjściem znów się kapie

Nawet b. schludne osoby z reguły potrafią "obić" wizytę nie połączoną z noclegiem u kogoś bez dwukrotnej kąpieli, czy prysznica

, zatem pewnie pojawiłyby się i tak pytania, dlaczegóż znajomek tak się często u niej myje.
Kobitka się nie pytała co kto sadzi o takim układzie, ale dostała "po głowie" za to, ze w takim jest. Czy odpowiadanie tego rodzaju, powiedzmy sobie wprost NIE NA TEMAT, za to zgodnie ze swymi przekonaniami jest w konwencji SV?
Moim zdaniem - nie. mam w związku z tym zapytanie: czy w realu także moralizujący pozwalają sobie na wygłaszanie swego oburzenia mniej lub bardziej zawoalowanego w takich sytuacjach, czy też nie?