Tak mi się nasunęło w związku z wymianą zdań w wątku o panu malującym się, ale też z obserwacji w realu.
Otóż - wszyscy, albo prawie wszyscy mamy jakies ograniczenia własne, które kazą nam nie wchodzić w określone relacje z różnymi ludźmi, z różnych powodów.
Oczywiście dyskryminacja ze względu na pochodzenie, płeć, wiek, swiatopoglad czy orientację seksualną jest zakazana (zakaz ten dot. np. pracodawców jest poniekąd martwy nierzadko), ale sami sobie dajemy prawo do mówiąc kolokwialnie niezadawania się z kimś na polu prywatnym z powodu ww. spraw.
Nie pamiętam czy na tym forum, czy na innym (ale chyba na innym) toczyła się dyskusja w temacie związku bezdzietnej kobiety z dzieciatym facetem. Kiedy jakiś dyskutant napisał, ze w życiu nie wszedłby, jako bezdzietny w związek z dzieciatą - zakrzyczano go, ze głupek, doopek i zero empatii itd. Tymczasem w moim odczuciu całkiem normalny chłop! Nie widzi się w takiej relacji, to i nie chce w nią wchodzić.
Pozostaje kwestia tego, w jaki sposób zakomunikuje to zainteresowanej.
No i teraz sprawa przedstawia się tak: ja uważam, że całkiem nie od rzeczy jest po informacji pani, ze ma dzieci grzecznie powiedzieć, ze się nie jest w związku z tym zainteresowanym kontynuowaniem znajomości na polu damsko-męskim. To jest jasne, uczciwe i co ważne nie pozwalające na domysły pani dlaczego to koniec, postawienie sprawy. Jednakze sądząc po reakcji na forum (tamtym) moznaby uznać, ze takie szczere wyznanie to wręcz zbrodnia!
Ja sama mam teraz taki "dylemacik". Poznałam ostatnio zawodowo grupę tzw. "narodowców". Przy okazji autoryzacji jeden z nich wyraził nadzieje, ze spotkamy się pozazawodowo. Tymczasem ja prywatnych kontaktów z osobami o takich poglądach mieć zdecydowanie nie chcę.
Jeśli panu idzie o relacje damsko-meską - to pół biedy (nie wiem jeszcze o jaką mu idzie) - jestem w związku, nie zamierzam zmieniac partnera, na romans czy flirt nie mam ochoty. Ale jeśli panu idzie o relację towarzyską to pasowałoby odmawiając wchodzenia w nią powiedzieć, że zwyczajnie nie odpowiadają mi jego poglądy i stąd nie chcę znajomości na polu prywatnym. To zapewne zakończyłoby wszelką dyskusję, ale jak znam życie nie zostało by odebrane jako grzeczne, kulturalne.
A wy jak sadzicie i jak radzicie sobie (i innym) w podobnych sytuacjach?