Chciałabym Was prosić o ocenę sytuacji. Mianowicie zbliża się nasz doroczny bal branżowy i koleżanka od lat zajmująca się jego organizacją rozesłała mail z zachętą do uczestnictwa. Do ludzi z branży i jej "okolic", także ludzi w tej branży nowych. Wśród tych "świeżynek" jest chłopak, który pracuje razem z moim przyjacielem.
Chłopak zainteresował się balem i wyraził cheć pójścia.
Niepisana, ale dość konsekwentnie przez wszystkich kultywowaną zasadą tego balu jest, że idzie się na niego bez swojej "połówki" - czy to mąż/zona, czy partner/partnerka, czy narzeczony/narzeczona, chyba, że "połówka" też jest branżowa

, albo z branża związana.
Mój przyjaciel powiedział o tym temu koledze, a on swojej dziewczynie, czy narzeczonej i kobieta zadzwoniła do koleżanki organizującej bal z zapytaniem czy to prawda.
Kolezanka potwierdziła, dodając, że oczywiście nikt nikomu nie zabrania przyjść z kim się chce, jednakowoż z zasady na ten bal chodzą ludzie z branży i "okołobranzowi" i tak się przyjęło.
Jak dla mnie - normalna odpowiedź. Na którą jak się dowiedziałam od koleżanki organizatorki dziewczyna się bardzo obruszyła i wyraziła zdanie, ze to niedopuszczalna sytuacja, niekulturalnie, bez zasad i w ogóle.
Przyznam się, ze ja się troszkę dziwię - nie chce ktoś iśc na imprezę bez swej "połówki" - nie musi iśc, bal nie jest przymusowy

Chce koniecznie iśc z tą "połowką" i łamac przyjęte zasady - tez może. Pyta ktoś czy jest taka niepisana zasada, to odpowiedziano.
A jak Wam się wydaje? Wg Was taka zasada, nawet niepisana, ale przestrzegana jest czy nie jest do przyjęcia?