Dodaj do ulubionych

Mieszkanie za oknem

03.12.15, 16:52
Zastanawiałam się czy pytanie to zadać tutaj, czy na jakimś forum dla kobiet albo poświęconemu związkom i relacjom w związku... Ale chyba sprawa dotyczy przede wszystkim zasad dobrego wychowania. Od 3 lat mieszkam z chłopakiem w wynajętym mieszkaniu. Razem z nami mieszka jeszcze jedna para, nasi przyjaciele. My w jednym a oni w drugim pokoju. Mieszkanie ma dość niski standard, ale jest tanie i przede wszystkim położone jest w znakomitym punkcie komunikacyjnym. Dość powiedzieć, że do pracy wszyscy mamy 15-30 minut (a każdy pracuje gdzie indziej). W zasadzie wszyscy mieszkamy tu, gdzie mieszkamy tylko ze względu na lokalizację i cenę oraz oczywiście na to, że we czwórkę naprawdę fajnie się dogadujemy. Wszyscy jednak jesteśmy już w takim wieku, że myślimy o własnym lokum (około 30stki i trochę po). Cztery miesiące temu mój chłopak zdecydował się na kredyt mieszkaniowy. Miał trochę uskładanych pieniędzy, pomogli mu nieco rodzice, więc miał wkład własny i kredyt dostał. Tak się złożyło, że na mieszkanie w bloku... który jest budowane na przeciwko naszego miejsca zamieszkania. Dokładnie na przeciwko. Z okien widzimy powstający blok. Na początku żartowaliśmy sobie, że codziennie idąc do pracy dogląda budowy swojego mieszkania smile Po jakimś czasie jednak te żarty stały się już nudne, a on cały czas je powtarza. Irytuje mnie to, naszych przyjaciół zresztą też. Czy wypada zwrócić mu uwagę, że to już nikogo nie śmieszy? Nie chcemy wyjść na zazdrosnych i czepialskich. I druga sprawa. Z tym kredytem i wyborem mieszkania sama mu pomagałam i zachęcałam go do tego, gdy miał chwilę zwątpienia. Mieszkanie będzie gotowe do wprowadzenia się za niecałe pół roku a my nadal nie rozmawialiśmy co dalej. Czy ja mam z nim zamieszkać, jak to ma wyglądać? Nie poruszałam tego tematu w trakcie rozmów o kredycie, myślałam, że on poruszy, ale tego nie zrobił. Niezręcznie jest mi teraz wchodzić na ten temat. Nie chcę, żeby wyszło, że się wpraszam. Powinnam mu o tym powiedzieć? Jeśli tak, to w jaki sposób? Sytuacja wygląda tak, że on już zapowiedział naszym przyjaciołom - współlokatorom, że wyprowadza się tyle, co będzie mógł zamieszkać w nowym miejscu. Na razie spłaca już kredyt, mimo że jeszcze nie mieszka w tym mieszkaniu. Termin odebrania kluczy już ma, więc wiemy kiedy to jest. Przy tej okazji również nikt nie poruszył sprawy, a co ze mną. Czy sam się wyprowadza, czy razem ze mną. Współlokatorzy to przyjęli do wiadomości i o nic nie pytali, zapowiedzieli tylko, że może na jego miejsce przyjdzie ich koleżanka. Ja nic nie powiedziałam. Rozmawiałam o tym z przyjaciółką (współlokatorką) i ona też mi powiedziała, że sytuacja jest dziwna, ale oni to odebrali tak, że tylko on się wyprowadza, ale beze mnie. Poprosiłam ją, żeby poruszyła ten temat jak będziemy wszyscy, ale stanowczo odmówiła mówiąc, że nie chce się mieszać w nasze sprawy. Co robić? Jak nie wyjść na desperatkę? Jak zachować się grzecznie w takiej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • triismegistos Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 17:07
      Co do pierwszego pytania. Tak, komu jak komu, ale tobie z całą pewnością wypada zwrócić uwagę.
      Co do drugiego, to zupełnie nie to forum, idź na jematkę.
    • pendello Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 17:10
      Nie to forum! Oba pytania nie mają nic wspólnego z sv, tylko właśnie z ułożeniem sobie relacji w związku. Twoja pierwotna intuicja była słuszna. Zadaj te pytania na forach kobiecych.
    • vivi86 Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 17:18
      1-koleżanka ma rację, że się nie miesza
      2-jak to jest, że dwoje ludzi będących ze sobą na tyle blisko, że ze sobą sypiają nie może porozmawiać o wszystkim?
      3-właśnie m. in, dlatego jestem za mieszkaniem z mężem. nie z konkubentem czy "chłopakiem(?)" po 30, tylko z mężem
      • anastazyl Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 17:42
        vivi86 napisał(a):

        > 1-koleżanka ma rację, że się nie miesza
        > 2-jak to jest, że dwoje ludzi będących ze sobą na tyle blisko, że ze sobą sypia
        > ją nie może porozmawiać o wszystkim?

        Popieram.

        > 3-właśnie m. in, dlatego jestem za mieszkaniem z mężem. nie z konkubentem czy "
        > chłopakiem(?)" po 30, tylko z mężem

        Ale to 30+ to czyj ma być wiek? Mężczyzny czy kobiety? A jeśli mężczyzna ma 33 a kobieta 25, to może z nim zamieszkać czy nie? Pytam serio i jestem ciekawy Twojej opinii. I jeszcze zupełnie na marginesie, bo z zasadami savoir vivre nie ma to związku, to zdajesz sobie sprawę, że dla mężczyzny jest bardzo wygodny taki układ, że kobieta wpada do niego tylko na noc / weekend a on mieszka sam? Znałem i znam bardzo wielu mężczyzn, którzy mają takie "dochodzące" dziewczyny, ale ponieważ mają wolne mieszkanie na co dzień, więc i pokus znacznie więcej smile
        • vivi86 Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 20:08
          Mężczyzny Anastazyl, mężczyzny smile 30+ to mężczyzna, a nie "chłopak". Para jest ze sobą już jakiś czas, tak mniemam i oboje, również pan są w wieku kiedy należy wiedzieć czego się chce od życia.

          Kochamy się, mamy wspólne cele? Dążymy do nich. Nie? Rozstajemy się.

          Nie ogarniam sytuacji, kiedy 2 dorosłych ludzi będących na tyle blisko, że łączy ich seks nie może porozmawiać o wszystkim i tu się akurat zgadzamy.

          A jeszcze bardziej nie ogarniam sytuacji, kiedy w takiej konkubenckiej kochającej się parze pani musi forsować ślub czy dziecko latami, a i wiele innych spraw na zasadzie szukania sposobu na chłopczysia 30+ i jak w durnawej komedii-by tak mu coś zapodać, by on w sumie myślał, że to jego pomysł. Byłoby to nawet śmieszne, gdyby ni to, że to Tragedia. Żenada. Patologia. Relacja samotnej matki z dokazującym synusiem. Dlaczego kobiety to robią...?
          Dla kobiet ten układ albo od początku wygodny nie jest, albo z czasem wygodny być przestaje smile
          • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 10:50
            Wiesz, pomijając jakieś szaleńcze uczucia, to kobiety robią cos takiego, bo w wielu z nich pokutuje poglad, ze kobieta bez mężczyzny nic nie znaczy oraz taki, ze kobieta w pewnym wieku nie ma juz szans na zwiazek.
            To determinuje nie tylko godzenie sie na układ jaki opisałaś, ale i na wszystko inne co jest niewygodne, a nawet upokarzające. Np. na zdrady partnera/małzonka albo na układ pół na pół bez względu na zarobki. Znam taką pare małzeńską, w której pani wszelkie wydatki zwiazane z utrzymaniem domu i dziecka pokrywa 50/50 z męzem. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że jest spora dysproporcja w uposazeniu tego pana i pani na korzyśc pana. Państwo maja rozdzielnośc majątkową (pan pani przekonał, że przeciez prowadzi dzialałnosc, więc w razie wu ...), mieszkają w domu postawionym przez pana przed slubem. W sumie ta kobieta jest tam na zasadach współlokartorki, mimo, ze sa małzeństwem i mają dziecko. Co najciekawsze to nie pan, a pani dązyła do ślubu i to bynajmniej nie z wielkiej miłosci, ani liczac na majątek meza (podejscie do tych spraw pana znała przed ślubem). Ona po prostu uwazała, że juz czas jej za mąż, a lepszego niż ten nie znajdzie - załosne, ale fakt
        • kora3 Anastazyl :) 04.12.15, 10:41
          Tak sobie pomysłałam, ze męzczyzna to jest gośc, który na ogoł pracuje i zarabia. Takowego stać na hotel, więc to, czy mieszka sam, czy nie ma tu mniejsze znaczenie smile
          Natomiast jak się teraz zastanowic idąc Twoim tokiem myslenia, to ja mam mega wygodna sytuację: mam mieszkanie, które w dodatku dostalam od partnera, w którym to mieszkaniu bywa on tylko w weekendy. Zatem TEORETYCZNIE mogłabym tam zapraszac tabuny panów. No własnie - teoretycznie- bo przecież zawsze można mieć wscibskich sąsiadów i zawsze osoba bliska moze się pojawić nagle, nieoczekiwanie, bez zapowiedzi.
          • anastazyl Re: Anastazyl :) 04.12.15, 15:41
            Na jakimś innym forum czytałem niedawno wątek o kobiecie, która podejrzewała męża o zdradę (poszlaką był drugi numer telefonu trzymany w biurze). I tak rozwinęła się, jak zwykle nie na temat, cała dyskusja o tym, że każdego pracującego mężczyznę stać na agencje towarzyskie, hotele, utrzymanki itp. Ktoś sensownie zauważył, że po pierwsze to nie prawda, mało kogo stać na regularne zabawy tego typu (bez uszczuplania majątku i obniżania standardu życia), a po drugie, że większość mężczyzn woli "przygodę", "podryw" i "zmienność" niż ciągle tę samą kochankę czy regularne wizyty w agencji. I ja się z tym zgadzam.
            Twoje porównanie z mieszkaniem uważam za absurdalne. Dla statystycznej większości kobiet nie jest jednak frajdą wypad do klubu/baru i przyprowadzenie sobie mężczyzny na jedną noc, a dla większości mężczyzn tak (to, że tego nie potrafią, to inna sprawa). Także analogii prostej tutaj nie ma.
            Poza tym jest oczywiście cała masa wyjątków. Mam kolegę, który bez seksu żył prawie 35 lat (w tym wieku przeżył swój pierwszy raz). Mam przyjaciele, który jest do szpiku kości monogamiczny i od 20 lat ma jedną i tą samą partnerkę - swoją żonę. I to są właśnie te wyjątki. Wszyscy pozostali (a mam naprawdę wielu męskich znajomych), mieszkanie samemu traktowali zawsze (będąc nawet w poważnych związkach, w tym w narzeczeństwie) jako doskonałą okazję do "spontanicznych akcji".
            Także nie mydl oczu Pani, która założyła ten wątek i nie udowadniaj jej, że mieszkanie oddzielnie jest fajne dla kobiety. Na ogół nie jest.
            • kora3 Re: Anastazyl :) 04.12.15, 16:01
              Ależ ja tej pani - załozycielki watku nie miałam zamiaru przekonywac do czegokolwiek - odniosłam się do Twojej wypowiedzi.
              Mówisz, ze masz tyle obserwacji życiowych, a twierdzisz, że dla większości kobiet przygoda na jedną noc nie jest frajdą smile Owszem - czasem jest.
              To czym się posługujesz to stereotypy, w mysl których mezczyźni myslą o seksie, a kobiety o uczuciach. Męzczyznie seks jest potrzebny, a kobiecie niekonieczniesmile To naprawde nie jest prawda ...To jaki człowiek ma stosunek do seksu w swoim wykonaniu zalezy od wielu rzeczy, ale od płci najmniej smile Silne zależy od przekonań/swiatopogladu/wychowania, ale równie silnie od np. stanu uczuć i ogólnie okolicznosci zyciowych. Nie w tym jednak rzecz ...
              Rzecz w tym, że podany przez Ciebie przykład z innego forum zaprzecza Twej teorii - pan podejrzany o romans mieszka wszak najpewniej z żonąsmile Zatem domniemanej kochanki nie przyprowadza do mieszkania/domu swego, a mimo to zachodzi podejrzenie o zdradę.
              I całkiem mozliwe, ze podejrzenie jest słuszne, bo jesli się CHCE coś zrobić na serio, to si pokona rózne trudnosci, z których brak mozliwosci zaproszenia pani do siebie jest najmniejszą smile
              • kora3 W temacie głownym wątku 04.12.15, 16:47
                Jesli chodzi o głowny temat watku Anastazylu, to przyznam, ze dla mnie opisana tu sytuacja jest kosmiczna.
            • minniemouse Re: Anastazyl :) 11.12.15, 03:42
              anastazyl napisała:
              Dla statystycznej większości kobiet nie jest jednak frajdą wypad do klubu/baru i przyprowadzenie sobie mężczyzny na jedną noc,

              moze cos robisz nie tak...

              Minnie
      • triismegistos Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 17:58
        No ba. Wszak gdyby wątkodajka mieszkała z rodzicami, albo koleżanką jej mężczyzna natychmiast wtajemniczyłby ją w swoje poczynania tongue_out
        • vilez Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 18:39
          Przepraszam, obok tematu: czy można prosić o nieużywane okropnego "wątkodajka"? Ze względu na niebyt ciekawe konotacje językowe.
          • pendello Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 18:45
            vilez napisała:

            > Przepraszam, obok tematu: czy można prosić o nieużywane okropnego "wątkodajka"?
            > Ze względu na niebyt ciekawe konotacje językowe.

            Podpisuję się. Jest to wyjątkowo głupie i irytujące. A przede wszystkim niepoprawne. I oczywiście te brzydkie skojarzenia. Każde słowo zawierające sufiks "dajka" w odniesieniu do kobiety, będzie miało jednoznacznie negatywne konotacje.
            • matylda1001 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 00:29
              Pozwólcie, że się przyłączę do prośby. Słowo, nie dość, że niesympatyczne, to na dodatek lekceważące Autorkę/Autora danego wątku. Przecież nie tak trudno zapamiętać nick.
        • vivi86 Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 21:22
          triis, w małżeństwie takie sprawy są oczywiste, w konkubinacie niekoniecznie i....jest jak u autorki wątku smile

          To jest właśnie ten drobny niuans.
          • triismegistos Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 08:13
            To nie jest kwestia formalizowania bądź nie związku, tylko relacji międzyludzkich. Trochę mnie śmieszy uważanie ślubu za ratunek przed wszelkim złem, wystarczy sobie skoczyć obo, na życie rodzinne żeby się przekonać, że ślub ani nie generuje magicznie wspólnoty majątkowej, ani wtajemniczania kobiety w swoje sprawy, ani trwałości pożycia.
            • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 08:50
              dokładnie Triismegistossmile w samo sedno
            • vivi86 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 09:45
              generuje, chyba, że mąż i żona spiszą umowę małżeńską majątkowąsmile
              inaczej z chwilą zawarcia małżeństwa powstaje wspólnota majątkowa.

              A te relacje są częściej pogmatwane w konkubinacie. Dziwnym trafem, jak ktoś jest w stanie publicznie powiedzieć, że dalej nie szuka, że znalazł drugą połowę na resztę życia i chce założyć rodzinę to nie ma problemów typu seks i mieszkanie tak, ale wspólne plany nie/nie można o tym porozmawiać jak u autorki.

              A jak nie mówi to ma powód.
              • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 10:24
                Vivi - wspólnota majątkowa nie obejmuje majątku nabytego/otrzymanego przed ślubem, ani nabytego/otrzymanego w trakcie trwania małżeństwa, jesli kasa, z ktorej nabyto nie stanowi czesci wspólnej, a takze jesli majątek darowano/został otrzymany poza wspólnotą małzeńską (przykłady takiego otrzymania/darowania: darowanie komuś i tylko komus, bez wspómałzonka czegoś, dziedziczenie z ustawy, albo testamentu).
                • vivi86 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 14:32
                  Nie obejmuje. Ale po ślubie życie i jego koszty to już kwestia wspólna. Doposażenia mieszkania i być może spłaty kredytu też. To idzie z pensji, która jeśli nie ma intercyzy jest już majątkiem wspólnym.
                  • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 15:01
                    No to tak, ale zważ na to, że nie wszyscy ludzie utrzymuja się z pensji, albo tylko z pensji. w skład majątku wspólnego nie wchodzą nagrody za szczególne osiągnięcia, stypendia, wygrane, darowizny i spadki. Jeśli zatem z takiej kasy pan spłaciłby kredyt juz po slubie, to nadal mieszkanie byłoby tylko jego.
                    • baba67 Re: Mieszkanie za oknem 05.12.15, 13:37
                      No napisałam to przecież.
              • triismegistos Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 13:18
                generuje, chyba, że mąż i żona spiszą umowę małżeńską majątkowąsmile
                inaczej z chwilą zawarcia małżeństwa powstaje wspólnota majątkowa.

                Czyli wszystkie historie o przemocy ekonomicznej są wyssane z palca?


                A te relacje są częściej pogmatwane w konkubinacie. Dziwnym trafem, jak ktoś jest w stanie publicznie powiedzieć, że dalej nie szuka, że znalazł drugą połowę na resztę życia i chce założyć rodzinę to nie ma problemów typu seks i mieszkanie tak, ale wspólne plany nie/nie można o tym porozmawiać jak u autorki.

                Nie jestem pewna, czy dobrze cię zrozumiałam, ale
                a) owszem, są małżeństwa, które nie rozmawiają o takich sprawach, małżonkowie, którzy snują życiowe plany nie wtajemniczajacy w nie małżonek i żony, które na różnych forach się dopytują, czy wypada męża zapytać czemu ma zapasowy tajny telefin
                b) są konkubinaty ze wspólną kasą, wspólnym snuciem planów, z uwzględnianiem konkubinów w takich na przykład przeprowadzkach
                Oczywiście zawsze można się obrazić na rzeczywistość i nie przyjąć ich istnienia do wiadomości.
                • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 14:17
                  smile wiesz Triismegistos- widze, że ten wątek jest ze tak powiem hehe wykorzystywany jak wiele innych do tego, żeby udowadniac jak małżeństwo jest ekonomicznie lepsze od wolnego związku. smile
                  Jako osoba mająca doswiadczenie w obu rodzajach zwiazków mogę być doskonałym przykładem na te, że jest wręcz przeciwnie. Ale tylko przykładem, tak zresztą jak każda inna osoba będąca w formalnym lub nie związku.

                  A prawda jest taka, że bezpieczeństwo ekonomiczne w zwiazku zależy od dwoch rzeczy...Pierwsza jest prozaiczna - kasa po prostu. Jesli jej nie ma to nie ma zabezpieczenia i cześć. Druga jest bardziej wzniosła - po prostu ludzie smile - albo ktos jest chętny do tego, żeby druga osobę traktowac z troską o nia, albo nie.

                  Jeśli nie - nie ma znaczenia czy maja jakieś śluby, czy nie.
    • ewa_2009 Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 19:40
      Jeśli nie chcesz rozmawiać z chłopakiem, to poczekaj te pół roku z założeniem,że zostajesz tam, gdzie mieszkasz. Najwyżej się mile zdziwisz. Ale jak będziesz inwestować w mieszkanie chłopaka, to zostawiaj sobie faktury.
    • makolagwa2 Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 20:57
      Trudno doradzić coś innego niż rozmowa z chłopakiem, ale w pierwszej kolejności pomyśl, na jakich warunkach ewentualnie zgodziłabyś się z nim zamieszkać. Jeśli zamieszkacie razem, można dzielić wszystkie koszty na pół, co oznacza że spłacałabyś kredyt za mieszkanie, które nie jest twoje. Z drugiej strony, gdybyś miała płacić tylko połowę rachunków, a kredytu nie, czy będziesz miała poczucie, że w odpowiednim stopniu uczestniczysz w domowym budżecie. Przytaczam teraz własne dawne refleksje z czasów, w których zastanawiałam się, czy i na jakich zasadach zamieszkać z chłopakiem, który ma mieszkanie w kredycie... stanęło na tym, że on swoje mieszkanie przeznaczył na wynajem i wspólnie zamieszkaliśmy w innym - wynajętym. Tym samym, każde z nas miało dokładnie taki sam "status lokatorski"; płaciło tyle samo, decydowało w tym samym stopniu o urządzeniu mieszkania itp. Domyślam się, że obecnie twój chłopak i ty żyjecie razem na podobnych zasadach, ale ten etap niebawem ma się zakończyć, dlatego im szybciej omówicie, co ma być potem, tym lepiej.
      Napisałaś, że niezręcznie ci poruszać ten temat, bo nie chcesz się wpraszać.. ale niezależnie od tego, co postanowicie,ta sprawa dotyczy też twojej przyszłości, więc pytanie o to, co dalej, jest jak najbardziej uzasadnione. Tym bardziej, że "współlokatorzy zapowiedzieli", że być może z tobą w pokoju zamieszka ich koleżanka. Jeśli dojdzie do sytuacji, że ktoś nowy miałby się do ciebie wprowadzić, powinnaś wiedzieć o tym jak najszybciej i móc sama zdecydować, kim będzie ta nowa osoba.
      • salsa.lover Re: Mieszkanie za oknem 03.12.15, 22:25
        Rzeczywiscie pytanie nie z dziedziny sv a raczej związków.
        Nie podoba mi się postawa Twojego chłopaka i mam dziwne podejrzenia, że on planuje się wyprowadzić sam. Uważam, że brak rozmowy z Tobą w tej sytuacji jest nieuczciwy, już nie tylko ze względu na to, że przecież jesteś jego dziewczyną i chyba coś Was łączy.
        Ale też w końcu razem wynajęliście to mieszkanie z przyjaciółmi, jak się domyślam, razem płacicie tam czynsz. Jeśli on zamierza się teraz z tej umowy zwinąć to przecież powinien z Tobą o tym porozmawiać, dąć Ci jakiś czas do postanowienia co dalej z Tobą. W końcu to Ty w razie czego będziesz zmuszona dzielić pokój z inną osobą.
        Skoro on nic nie mówi o tym, że zamieszkacie tam razem to dość jasno świadczy o tym, że nie ma takich planów. Proszenie koleżanki o pośrednictwo w dopytywaniu pana o jego plany jest zupełnie nie na miejscu, to Twój facet i powinien mieć na tyle odwagi aby z Tobą sprawę załatwić.
        Ja na Twoim miejscu albo bym z nim o tym wprost i bezpośrednio rozmawiała (bez stawiania się w pozycji proszącej desperatki ale bardziej na zasadzie: macie wspólne zobowiązanie z dwójką innych ludzi, co z tym robicie)
        Chociaż, nie, na Twoim miejscu byłabym chyba na niego zbyt mocno wkurzona. Pewnie mimochodem (przy nim) bym gdzieś rzuciła do pozostałej dwójki, że trzeba zacząć szukać współlokatorki i że chcesz ją poznać skoro masz z nią dzielić pokój.
        • matylda1001 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 00:50
          salsa.lover napisała:

          >Pewnie mimochodem (przy nim) bym gdzieś rzuciła do pozostałej dwójki, że trzeba zacząć szukać współlokatorki i że chcesz ją poznać skoro masz z nią dzielić pokój.<

          Właśnie coś takiego miałam zamiar zaproponować. Po takiej uwadze partner będzie musiał zając jakieś stanowisko, bo może być i tak, że dla niego jest sprawą tak oczywistą, że przeprowadzą się razem, że nie przyszło mu do głowy, że trzeba o tym porozmawiać.
          Swoją drogą... Jeśli trzyletnie spanie w jednym łóżku i jadanie ze wspólnej miski nie wytworzyło takiej bliskości, żeby można było ze sobą swobodnie rozmawiać o przyszłości, to ja tę (wspólną) przyszłość czarno widzę.
      • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 09:02
        Hmm dla mnie Twoje rozumowanie jest dziwne - sorry. Na tej zasadzie, to ja powinnam od mojego byłego meza, jak jeszcze był aktualnym pobierać opłate za wynajem, bo przecież mieszkanie, do którego się wprowadził bylo moje przed slubem smile
        Wg mnie, skoro dwie osoby w zwiazku ustaliłyby tak, ze mieszkanie spłaca tylko 1 osoba i stanowi ono tylko jej majątek, to ona spłaca a druga partycypuje w kosztach utrzymania (czynsz, media).
    • lati7 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 01:02
      Twój chłopak ewidentnie unika rozmowy na ten temat, nie wspomina i nie snuje z tobą planów.. Niestety nie bierze ciebie pod uwagę.
      Sama wiesz, że jak potrzebował porady i wsparcia w zakupie mieszkania, to wyrażał się jasno i mówił o swoich wątpliwościach, oraz chętnie korzystał z pomocy ... Teraz już nie potrzebuje wsparcia..
      Bardzo mi przykro, ale chyba domyślasz się co usłyszysz od niego? Pewnie, że chciałby się urządzić..i że nigdy nie mieszkał sam ..chciałby spróbować w pojedynkę, a w ogóle to będą karawany odwiedzin rodzinki..i tobie to będzie na pewno przeszkadzać.. A tak naprawdę to co ci to przeszkadza? Będziecie się widzieć przez okno i blisko macie do siebie...
      Myślę (mam nadzieję, że się mylę) że ta sytuacja zweryfikuje KIM jest twój chłopak i czy straciłaś na niego swój czas..
    • hybriska Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 03:54
      Może jestem staroswiecka, ale masz świetną okazję zweryfikować na czym naprawdę stoisz jeśli chodzi o ten związek. Nawet jeśli facet zaproponuje wspólne mieszkanie ale bez żadnych innych deklaracji ani snucia wspólnych planów, to według mnie jest duże prawdopodobieństwo że taki stan będzie trwał i trwał. Jeśli Ci to nie odpowiada to może więc lepiej korzystając z okazji dać znać ze przeprowadzka do jego kupionego mieszkania to już dla Ciebie duża różnica, musisz to przemyśleć i chcesz porozmawiać jak on to dalej widzi?
      Skoro jednak nic nie proponuje to zacznij się zachowywać jakbyś faktycznie miała w obecnym mieszkaniu zostać, czyli szukanie współlokatora, poznanie koleżanki przyjaciół, przeglądanie ofert wynajmu 1-osobowego pokoju. Może mu się "przypomni" ze nie uregulowal z Tobą tej sprawy. Jak nic nie dotrze spytalabym chłodno wprost czy dobrze rozumiesz ze on się sam przeprowadza bo chcesz podjąć ostateczne decyzje co do wynajmu. Jednak jeśli dojdzie już do tego etapu to facet powinien być spalony
    • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 08:29
      Hmm no to tak : chłopak się pewnie cieszy z tego mieszkania, więc powraca do tematu - ze za czeto i to już nudne, to inna sprawa. smile Ale przecież nie móiwi nic nieprzyjemnego dla innych - zatem jak dla mnie - uprzejmie ignorować.
      Twoja przyjaciółka ma rację, ze nie chce się mieszać w te sytuację. To jest sprawa miecdzy Wami. I podzielam tu poglad kogos tam z wątku - nie rozumiem, jak można z sobą na taki temat nie pogadać będąc parą (mam na mysli parę w powaznej fazie). Nie chodzi bynajmniej o to, ze trezba być w zw. sformalizowanym smile - nie, to nie ma nic do rzeczy (z doswiadczenia smile)
      Z boku w Waszym przypadku wyglada to tak: albo twój chłopak za oczywiste uwaza, ze wyprowadza się sam i dlatego nie porusza tematu, albo przeciwnie - za oczywiste uwaza, ze wyprowadzacie sie razem i dlatego nie porusza. Nikt tu z nas tego nie wie, więc jedyny sposob to zapytać.
      Jak? No najprościej - zapytaj jak widzi Wasze relacje po wyprowadzce - po prostu.
    • vivi86 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 10:07
      Jeszcze jedno-ktoś tu pisze, że on nic nie mówi, bo
      -albo dla niego jest oczywiste, że przeprowadza się sam
      -albo dla niego jest oczywiste, że przeprowadzacie się razem

      Ponieważ z tego co piszesz, on zawsze na ten temat mówi JA, a nie MY stawiałabym na pierwszą opcję.

      Nie znam was, nie obserwuję sytuacji, ale moim zdaniem gdyby uwzględniał Ciebie mówiłby MY, a nie JA
      • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 10:33
        No wiesz, nie wiem, to chyba zależy od człowieka - ja np. tak mam w swoim zwiazku, ze mówię np. kupiłam tę kanapę, bo funkcjonalna, cghociaż kupowaliśmy razem i to za kasę mojego partnera smile - mówię ja, bo ja podjęlam decyzję co do zakupu - zwyczajnie. Nie przyszłoby mi do głowy, że ktoś intetpretuje to w ten sposób, że ta kanapa (przykładowo) jest tylko moja smile
        Ale jak słusznie zauważasz - nie znamy osoby, ani relacji - dlatego moja rada jest najprostsza - zapytac, jak widzi pan ich relacje dalej.
        • vivi86 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 12:14
          to jest nieco inna sytuacja Koro. Kupienie kanapy do mieszkania to zmiana dość kosmetyczna. Kupno mieszkania i wyprowadzka to zmiana rewolucyjna.

          Kanapę kupić możemy sami, ale jak np ktoś jest w związku małżeńskim to nie powie-ja się przeprowadzam, tylko my się przeprowadzamy. I nigdy jak miało chodzić o parę i o tak dużą zmianę nie słyszałam JA tylko MY.
          • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 12:30
            Hmmm no pewnie masz nieco racji i pewnie też sporo zależy od kontekstu i tego, komu i w jakim celu przekazuje sie daną informację np. o przeprowadzce. Przykładowo - gdybym np. musiała odwołać jakieś wczesniej zaplanowane sprawy zawodowe ze względu na konieczność wzięcia urlopu na czas przeprowadzki, to najpewniej informując o tym powiedziałabym, że przepraszam, ale przeprowadzam się itd. Nie przyszłoby mi do głowy używac formy - my.

            Tu jednak sytuacja jest inna, bo rozmowy tocza się z osobami bliskimi - przyjaciółmi.

            Tak czy owak - ja smile nie widzę innego sposobu, niż porozmawiać gosciem.
            • vivi86 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 14:35
              W pracy załatwiając urlop też nie przyszłoby mi do głowy użyć formy My. W mieszkaniu z parą przyjaciół na jego miejscu nie przyszłoby mi do głowy użyć formy-Ja.

              Oczywiście o ile mieszkać tam mają oni nie on.

              A czy zauważyliście, że poza jedną chwilą zwątpienia pan nie angażuje autorki w wybór i urządzanie mieszkania?

              Autorko jak to jest? O co pytał? Wybieraliście lokalizację? Projekt? Wnętrze? Rozkład pokoi? Meble? Symulację wykonania pod klucz? Jeżeli para ma poważne plany to BEZWZGLĘDNIE robi się to razem. Nawet jak płaci jedno, a z tym nie byłoby wiadomo-wszak pan bierze kreyt na x lat, a nie kupuje za gotówkę.
              • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 14:46
                No wiesz - nie wiem czy bezwzględnie para robi takie rzeczy razem, pewnie zależy. Czasem od czysto obiektywnych rzeczy. Np. moja mama nie mogła na tatę liczyc w temacie aranżacji mieszkania, bo go zwyczajnie nie było nie tylko w domu, ale i w kraju smile Za to tata niekoniecznie mamę absorbował przy np. zmianie samochodu - moja mama do teraz na autach się nie zna smile

                Ja z kolei sama znalazłam mieszkanie, które mój partner mi kupił - wówczas jednak nie wiedziałam, że ma zamiar kupić je mnie, załozenie było takie, że ma zamiar kupić, żebyśmy razem zamieszkali. Poszukiwaniem odpowiedniego lokum zajmowałam się ja dlatego, że w tym mieście ja już wówczas mieszkałam kilka lat, a mój partner znał je bardzo pobieżnie. I np. dana ulica, czy dzielnica podana w ogłoszeniu nic mu nie mówiłasmile Wspólnie ustaliliśmy tylko wielkość mieszkania, jakie ma być kupione.
                • vivi86 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 17:20
                  Tyle, że tutaj autorka ewidentnie czuje się za mało zaangażowana w sytuację. Do tego stopnia, że budzi to jej wątpliwości i co więcej podobnie uważają jej przyjaciele-ludzie, którzy dobrze znają i ją i jej chłopaka
                  • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 17:41
                    Vivi - juz do kogoś tu napisałam - dla mnie cała ta sytuacja jest kosmiczna.
        • matylda1001 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 13:05
          Korciu, takie cos jest możliwe tylko dlatego, że czujesz się pewnie w związku. Znam pary gdzie nawet 20-letni związek małżeński nie ośmieli żadnej ze stron do takiego (dla mnie oczywistego) podejścia. Napisałam, że być może dla partnera Autorki jest sprawą oczywistą, że przeprowadzą się razem, ale prawdę mówiąc nie bardzo w to wierzę. Gdyby miało tak być to Autorka nie miałaby teraz dylematów, bo po prostu by to czuła, nawet bez słów. Jest inaczej, to znaczy, że ten związek opiera się raczej na praktycznej stronie życia a nie na uczuciowej. Tak jest wygodniej, ale czy obojgu? oto jest pytanie... Już nie raz pisałam przy różnych okazjach, że to wspólne mieszkanie wcale ludziom na dobre nie wychodzi, szczególnie kobietom. Mówię to o ludziach młodych, takich bez wcześniejszych doświadczeń. Najczęściej jest tak, gdy oboje znajda się poza miejscem skąd pochodzą - np. studenci lub pracujący w dużym mieście. Decyzja o stworzeniu pary jest często pochopna, wymuszona niejako decyzją o wspólnym zamieszkaniu, żeby obniżyć koszty utrzymania. Potem mijają lata, a oni są bardziej współlokatorami niż parą. Bez więzi, bez bliskości, bez wspólnych planów. Kobiety wychodzą na tym gorzej, bo mają trochę inne oczekiwania od życia niż mężczyźni. Myślę, że tak może być w omawianym przypadku, skoro Autorka woli pytać obcych ludzi na Forum, niż wprost zapytać człowieka, z którym żyje. Nie wyobrażam sobie żeby ten mężczyzna mógł wyprowadzić się do swojego mieszkania ot, tak sobie. Dla mnie byłby to koniec związku.
          • kora3 Miła Matti 04.12.15, 13:24
            Mam wrażenie, że pisząc ze mną od dawna już smile powinnaś wiedzieć, ze jestem jak najbardziej za tym, by w zwiazku realizować się tak, jak się chce, a na kompromisy nie ma miejsca w sprawach dla kogoś kluczowych.
            Jesli dla kogoś jest wazna formalizacja związku np., to powinien się wiązać z osobą, dla której jest ona co najmniej dopuszczalna.

            Z tym co piszesz o sudeckich parach, to trochę Matti kosmossmile Z paru powodów - otóż wlasnie na studiach chyba najłatwiej mieszkać z kimś/paroma osobami na zasadach współlokatorskich. Zatem mając na uwadze zmniejszenie kosztów nie trzeba zaraz współtworzyć z kimś pary, żeby razem mieszkac smile
            • matylda1001 Re: Miła Matti 06.12.15, 13:28
              kora3 napisała:

              >> Z tym co piszesz o sudeckich parach, to trochę Matti kosmossmile Z paru powodów -
              > otóż wlasnie na studiach chyba najłatwiej mieszkać z kimś/paroma osobami na zas
              > adach współlokatorskich. Zatem mając na uwadze zmniejszenie kosztów nie trzeba
              > zaraz współtworzyć z kimś pary, żeby razem mieszkac smile <

              Kosmos? Przyjeżdzaja na studia, wynajmują jakiś kąt w studenckim mieszkaniu, poznają kogoś, zaczynają się spotykać i dochodzą do wniosku, że mogą zamieszkać razem, nie tracąc czasu na randki. Znają się troszeczkę ale przecież mieszkając razem poznają się lepiej. I tak już zostaje - z przyzwyczajenia, dla wygody, dla oszczędności (we dwoje taniej). Najczęściej taki stan rzeczy trwa do chwili ukończenia studiów, wtedy przychodzi czas na zmiany i często okazuje się, że obie strony rozstanie przyjmują z ulgą, bo to co było traktowały jako stan przejściowy. Gorzej jeśli jedna strona podchodzi do życia poważniej. Obserwowałam wiele takich przypadków wśród znajomych moich dzieci, bo za moich czasów, wiadomo. Jak chcieliśmy być razem, to musieliśmy się pobrać i koniec.
              • kora3 Re: Miła Matti 06.12.15, 13:46
                Matyldo smile powiem Ci tak - ja za moich studenckich czasów (I studia, dzienne, lat 5) miałam chyba ze 6 chłopaków po kolei, z którymi chodziłam smile niezwykle podobnie wygladało to z moimi koegami i nielicznymi koleżankami roku, choc wyjatki owszem się zdarzały. W tym wieku mało kto tkwi z sobą z przyzwyczajenia Mattt, naprawdę. Studenckie wspólne mieszkania to najczesciej stancje oplacane przez rodziców, rzadziej cos wynajetego przez samego studenta (w sensie za jego). Rotacja w takich mieszkaniach moze być i jest spora. I to nawet niekoniecznie z racji rozstań tych na ogół zwykle nietrwałycgh par, ale po prostu ludzie ze studiów rezygnują, zmieniają na inne i zwykle nietrudno znaleźć wspóllokatora na miejsce tego kto odejdzie.
                Znam to takze z doswiadczeń dzieci znajomych. Ot bliska kolezaka do poczatku tego roku akademickiego dwoje dzieci w jednym z baaaardzo "studenckich" miast. Brat i siostra mieszkali wspólnie w dwopokojowym mieszkaniu - wynajetym na ten cel. W wakacje brat pojechał na wyjazd, tam poznał jakąs panne, zakochał si bez pamięci i resztę wakacji wykorzystał na przeniesienie się na ten sam kierunek, tylko w innym miescie, gdzie panna studiuje. No, ale przecież nie mogł zostawić siostry w mieszkaniu samej, bo wszak rodzicom wzrosłyby koszty utrzymania tegoż. Z ich wspólnych znajomych płci obojga było cos 15 osob chetnych zająć jego pokój.

                Matti, naprawdę poza wyjatkami studenckie pary rzadko sa z sobą z przyzwyczajenia. wynika to z czynników czysto obiektywnych - rzadko w tym wieku są powazne zobowiaznia zwiazkowe (np. dzieci), więc modeli na które sobie mozna wymienić aktualny jest duzo smile , ze znalezieniem wspóllokatora nie ma problemu, wiec ...
                • vivi86 Re: Miła Matti 06.12.15, 14:08
                  Zdziwiłabyś się smile widuję takie pary. Czemu się nie rozpada? Albo jedno traktuje związek poważnie, albo nie chce odejść nim nie znajdzie właściwej osoby. Ja to nazywam metodą małpki-puszczę jedną lianę jak chwycę się kolejnej, nie wcześniej,
                  • kora3 Re: Miła Matti 06.12.15, 14:13
                    Alez ja tez znam takie pary, także małżeńskie, ale raczej nie studenckie.
                    Po prostu na studiach, kiedy człowiek jest młody i bez zobowiązań powaznych, a wokół pełno ludzi o podobnym statusie, nową jak to ładnie ujęłaś "lianę" - bardzo latwo chwycić, wrecz mozna w tychze przebierac, wybierac.
                    Potem wymiana na inny model moze juz nie być az tak łatwa, bo się ma zobowiazana w postaci np. dzieci, wspólnego kredytu, a ludzie w adekwatnym wieku wokół TAKZE te zobowiązania mają.
                • matylda1001 Re: Miła Matti 07.12.15, 00:45
                  kora3 napisała:

                  > Matyldo smile powiem Ci tak - ja za moich studenckich czasów (I studia, dzienne, lat 5) miałam chyba ze 6 chłopaków po kolei, z którymi chodziłam smile <

                  Chodziłaś, a nie mieszkałaś. Przypuszczam, że gdybyś zamieszkała z tym pierwszym, to tych pięciu pozostałych by raczej nie było.
                  • kora3 Re: Miła Matti 08.12.15, 10:22
                    A ja myslę, że byliby Matti. Ja zaczynając studia miałam 20 lat smile Nie myślałam wówczas o jakichś poważnych związkach - z chłopakiem przedstudenckim rozstałam się na studiach, bo chciał sie żenić, a to przecież nie ta faza, zeby o czymś na powaznei mysleć.
      • vezbetka Re: Mieszkanie za oknem 05.12.15, 22:24
        vivi86 napisał(a):

        > Jeszcze jedno-ktoś tu pisze, że on nic nie mówi, bo
        > -albo dla niego jest oczywiste, że przeprowadza się sam
        > -albo dla niego jest oczywiste, że przeprowadzacie się razem
        >
        > Ponieważ z tego co piszesz, on zawsze na ten temat mówi JA, a nie MY
        > stawiałabym na pierwszą opcję.

        Jestem po rozmowie. We dwójkę sad Powiedział, że na razie chciałby zamieszkać sam, urządzić mieszkanie i zobaczyć jak to jest być na swoim, a po pół roku mogłabym się do niego wprowadzić. Rozpłakałam się i zapytałam czy to znaczy, że między nami koniec. Powiedział, że absolutnie nie, żebym nadal tu mieszkała, a on będzie płacił swoją część czynszu (350 zł), żeby nikt nie musiał się na jego miejsce wprowadzać. Powiedział, że będziemy się nadal bardzo często widywali, nocowali raz u mnie, raz u niego, w końcu będziemy sąsiadami. Powiedział, że mu na mnie zależy i widzi nas razem, ale po prostu chce mieć trochę czasu i prywatności. Powiedział, że nie dłużej niż pół roku. Trochę mnie uspokoił, uzgodniliśmy sprawę ze współlokatorami, ale nadal mam wątpliwości...
        • kora3 Hmmm 05.12.15, 22:41
          No wiesz, przede wszystkim dobrze, że porozmawialiście, wiesz na czym stoisz. Ładnie ze strony chłopaka, że bedzie płacił swoją cześć czynszu, bys nie musiała dzeilić z nikim przypadkowym pokoju.
          Jednoczesnie przyznam, że jest dośc dziwne, iz skoro jesteście parą i to nie tak krótko, zakłada, że te 6 miesiecy pomieszka sam. Czy się tym nalezy niepokoic Ty sama wiesz najlepiej, bo Ty go znasz.
          Gdyby mnie przyszło to oceniac, tak to dośc dziwne jest. Ale bralabym też pod uwagę to, że osoba pracująca i w tym wieku moze być nieco zmęczona mieszkaniem "po studencku", czyli tak jak mieszkacie. Jestem w stanie zrozumieć, że ktos chcialby po takiej "komunie" zwyczajnie odreagować.
          • vivi86 Re: Hmmm 06.12.15, 09:37
            Mnie dziwny wydaje się rozkład czasowy. Tu nie chodzi o płacenie czynszu mieszkając gdzie indziej od jutra tylko od za pół roku, o ile nie będzie obsuw, ale załóżmy, że nie będzie.

            Jak pisałam studencką komunę odreagowuje się w parze. Chyba, że pan komunę w związku też chce odreagować, ale to niepokojący znak, takie-zróbmy sobie przerwę.

            To co mi się nasuwa to
            1. ma wątpliwości, dotarło do niego na jakim etapie sprawa się znajduje /rychło w czas.../
            2. zrywa na raty

            Przy czym jak mówię-znam tylko Twój Autorko opis sytuacji i reakcję tudzież zdanie Waszych przyjaciół
            • kora3 Re: Hmmm 06.12.15, 10:39
              Nie wiem Vivi, po prostu przyszlo mi do głowy, że ogólnie taka komuna studencka, można być zmęczonym, szczególnie, gdy się już studentem nie jest
            • kora3 Czynsz 06.12.15, 10:42
              Nie, no ja przeczytałam raz jeszcze post watkodawczyni i rozumiem, że chlopak zadeklarował płacenie tych 350 złotych, które dotychczas płacił PRZEZ te pół roku, kiedy dziewczyna będzie mieszkać w tym pokoju solo, żeby nie było koniecznosci "dobierania" sobie przez nią wspóllokatorki
              • vi_san Re: Czynsz 06.12.15, 11:08
                Koro, ale popatrz realnie: pan "musi odreagować" mieszkając solo [nie ze swoją [ponoć kochaną] dziewczyną. Ok? No, średnio, ale niechby. Pan ma kredyt [zakładam wstępnie, że rata to nie 50,- miesięcznie?], oprócz raty musi normalnie utrzymać swoje nowe locum, nabyć drogą kupna meble jakieś, drobiazgi itd, i OPRÓCZ TEGO ma zamiar płacić te 350,-? Za mieszkanie w którym nie mieszka? Nagle mu zarobki wzrosły? Pani nic o tym nie pisze - pisze natomiast, że obecne mieszkanie wynajmowali także ze względu na cenę [podkreśla to co najmniej dwukrotnie!], z czego wnioskuję, że zarabiają oboje przeciętnie. I, serio, wierzysz, że chłopak przy przeciętnych zarobkach będzie przez pół roku za okno wyrzucał 350,- dla samej przyjemności patrzenia jak leci?
                No, niestety, moim zdaniem [ale, podkreślam, tylko MOIM], to "początek końca". Nie zapominaj, Koro, że oni są razem od trzech lat! A pan ewidentnie podkreśla, że to będzie JEGO mieszkanie, nie ich, pani nie ma nic do powiedzenia w kwestii koloru ścian i podłóg, w kwestii wyboru mebli... Ewidentnie, moim zdaniem, pan podkreśla "ja" a nie "my". A pół roku mieszkania osobno - to, sorry, ale oznacza "Będziemy się widywać jak JA będę miał ochotę"... Co nie wróży dobrze.
                • kora3 Re: Czynsz 06.12.15, 11:32
                  Miła Vi -san - zaczne od tego, że moja uwaga o czynszu była a propos wypowiedzi Vivi, która chyba nie zrozumiała do końca.
                  Ale przyznam, ze też się nad tym o czym piszesz zastawiałam i również uznałam, że państwo oboje są uposażeni podobnie, raczej przeciętnie (no chyba, ze w zwiazku z kredytem pan znalazł intratniejsze zajęcia - ale fakt - nic o tym nie ma). Więc faktycznie średnio to widzę logicznie - gość bedzie mieć do spłacania kredyt (czy tez juz ma byc może) i przy tym obciązeniu, nie jakichś bardzo wysokich zarobkach, deklaruje te 350 zeta przez 6 miesięcy żeby zobaczyć, jak się mieszka samemu? Jestem w stanie wyobrazić sobie taka sytuację w wykonaniu kogos, kogo na to zwyczajnie stać i te 350 zeta miesiecznie nie stanowi dlań wydatku. Z opisu jednak wyglada, ze najprawdopodobniej - stanowi.
                  I tu masz rację, że już niezaleznie od uczuc i chęci odpoczynku po "komunie" osoba pragmatyczna skłaniałaby się raczej ku jak najszybszym zamieszkaniu z watkodawczynią by ta przy podobnym uposazeniu mogła partycypowac w bieżących kosztach utrzymania mieszkania, niż ku mieszkaniu samemu opłacając w dodatku jeszcze pokój w którym nie mieszka.

                  Ile para jest z soba w zasadzie nie wiemy, wiemy, że od 3 lat mieszka razem i tymi przyjaciółmi - to tak na marginesie.

                  Jak wspomniałam, mnie się ta sytuacja także wydaje dziwna. Vivi napisała, że gośc zrywa z wątkodawczynią na raty. No moliwe akurat. Ciekawa jestem co na to Baba, która zawsze podkreśla, ze w wolnym zwiazku przecież nornalnie bierze się walizki, jak się chce odejśc (albo wystawia) i problemu nie ma.
                  Jesli jest jak przypuszczacie Ty i Vivi, to zastanawiajace dlaczego gośc to robi. Pomijając juz fakt, ze Baba oczywiscie nie ma racji, tu gośc moż grac na zwłokę, bo jeszcze przez pół roku przyjdzie mu mieszkać z dziewczyną i parą przyjaciół. Pomijając juz mozliwe (wnosze ze znajomosci forum teraz) uwagi, że chce sobie jeszcze "pokorzystać" z "darmowego seksu" przez wspomniane pół roku, rozumeim, ze oznajmienie pannie teraz ze to koniec byłoby dla goscia obciazone sporym ryzykiem dyskomfortu. Bo wlasnie jak wspomniałam, jeszcze te pół roku musi tam mieszkać, a pewnie jego postawa nie spotkałaby się z aprobatą nie tylko wątkodawczyni, ale i pary ich przyjaciół. Nie wykluczam, że te następne pół roku gosc moze dawac sobie i jej na po prostu rozluźnienie znajomosci zmierzające do rozstania. Jesli tak, to ładnie, że chce pokrywac swoja czesc pokoju nie mieszkjąc w nim (o ile rzecz jasna z tej deklaracji sie wywiąze). Natomiast nieładnie, że kłamie, jesli ma intencje jakie przypuszczasz. Przyznam, że Twoje przypuszczenia trzymają się mocno kupy, poza jednym: trudno rozluźnic znajomośc tego rodzaju mieszkając jak to mówią za płotem. Ale przyznaje, że wg mnie ejst to do zrobienia.
                  -
                  • vivi86 Re: Czynsz 06.12.15, 11:50
                    Koro, mi chodzi z tym rokiem o to, że:
                    1. pół roku pan mieszka w komunie i płaci za pokój, który zajmuje
                    2. pół roku (kolejne) mieszka u siebie i zamierza płacić za pokój, którego nie będzie korzystać, bo będzie mieszkać w mieszkaniu.
                    =W sumie rok

                    Moim zdaniem to pierwsze półrocze to dość, by sprawa się zaczęła rozmywać, a raczej wyklarowała. W kierunku zerwania na raty, bo to moim zdaniem pan uskutecznia. I wnioskuję na podstawie niekompletnej (perspektywa autorki+zdanie przyjaciół) informacji, ale mi nie o aspekt ekonomiczny chodzi.

                    Co zrobiłabyś osobiście na miejscu pana gdyby relacja była dla niego rozwojowa?
                    Powiem Ci co ja bym zrobiła.

                    Zatem
                    Jestem facetem ca 30 (troszkę przed/troszkę po). Mam dziewczynę, mieszkamy razem 3 lata. Edukacja zakończona, praca jest. wiem, że to TA, a teraz w dodatku mam lokum nie kiedyś w perspektywie tylko za pół roku odbieram klucze.

                    Co z przeprowadzką? To jest sprawa oczywista, ale pytanie muszę zadać.
                    Bo w naszej kulturze tak jakoś jest, że się pyta dziewczynę...Czy zostanie moją żoną smile

                    Jeżeli to TA, praca jest, mieszkanie jest to na co czekać?
                    JEŻELI

                    Ale. Po TRZECH latach mieszkania razem pan tego NIE WIE? I to jest słynne sprawdzenie się? To ile można się sprawdzać? Bo znam i takich co 5 lat się sprawdzają i nic...nie wiedzą.

                    Ja jako facet będący 3 lata i to mieszkający nie randkujący z panną oświadczyłabym się czyli zrobiła krok naprzód. Pan się cofa i to nie cofa na zasadzie nie idzie naprzód=cofa się tylko cofa się bo idzie, ale WSTECZ. Rozluźnia łączącą ich relację.
                    • kora3 Re: Czynsz 06.12.15, 12:24
                      Wiesz Vivi, bardzo możliwe. Mam nieco inne podejscie do formalizacji związku, jak sadze, niż Ty, bo raz się na nia zgodziłam niechętnie i więcej nie zamierzam, ale pomijając już te oświadczyny - kilkukrotnie w tym watlu wyraziłam niepokoj ze tak powiem w temacie tego zwiazku. Chyba w wymianie mysli z Babą, która wspominała o biologicznym zegarze koboety (nie kazdy chce miec dzieci, ale wiekszosc chce) pozwoliłam sobie zauwazyć, że para mieszkając w "studenckiej komunie" raczej nie mogła na serio planowac potomstwa. Teraz jednak sytuacja się zmienia, więc ...
                      To były oczywiscie moje i Baby rozwazania na pewnym poziomie ogolnosci, bo watkodawczyni nic nie wspominała o checi posiadania dzieci.

                      Poidsumowujac, dla mnie jak wspomniałam oczywistością byłoby w opisanej sytuacji, że państwo para razem przeprowadzają się do nowego lokum pana. Jak ustaliliby ewentualne dzielenie się kosztami utrzymania (i ewentualnie kredytu) mieszknia, to juz ich sprawa. Slub do tego niepotrzebny, ale jesli pani jest proślubna, to powinna to zakomunikowac chłopakowi. Np. "wiesz, co innego takie mieszkanie po studencku, ale juz w takiej powaznej sytuacji, ja się nie widzę w stałym zwiazku bez ślubu" - inna sprawa, że takie rzeczy ludzie ileś tam lat z sobą bedacy i 3 lata meiszkający, to raczej powinni o siebie wiedzieć.

                      Dla mnie oczywistoscia było, że kiedy mój partner zapytał mnie o to, czy zgodziłabym się wspólnie z nim zamieszkać nie szło o żadne hehe próby, bo pomimo tego, ze nasza znajomosc była wowczas stosunkowo krotka, to bardzo intensywna i bardzo duzo z sobą rozmawialiśmy, więc znaliśmy swe wzajemne podejscie do zycia.
                  • baba67 Re: Czynsz 06.12.15, 12:53
                    Pan po prostu nie chce rezygnować z wygody seksualnej poniewaz wyprowadzić sie teraz nie chce(bez sensu) a poszukiwanie pani z która bedzie spedzal miłe chwile baaardzo problematyczne (nawet załozywszy że nowa pani traktuje bzykanko wyłącznie rekreacyjnie) te pół roku o suchym hm pysku go przerazaja.Kolejne pół roku to czas na szukanie nowej miłości .Nowej miłości się nie wprowadzi do mieszkania ale spotykać sie będzie gdzie.Kolejne pare lat beztroski ze wszystkimi wygodami zapewnione . Korciu ja z pewnym zdumieniem odkrywam , że coraz częciej się z TObą zgadzam!
                    Co ma robić dziewczyna ? jeśli seks z panem jet w stanie potraktować praktycznie (nie każdy tak umie) to radzilabym chocia przestac inwestowac uczuciowo w ten związek. Niech traktuje siebie jak jak singielkę (choc łatke Kaśki od Andrzeja bedzie miała) bo przeciez mozna poznawać nie tylko pojedynczych nowych ludzi ale całe srodowiska gdzie bedzie kobitka do wzięcia. Niekoniecznie musi sie to wiązać od razu z goraczkowym poszukiwaniem partnera. po prostu trzeba znależć sobie środowisko gdzie partner nie będzie aktywnie funkcjonował. To nigdy nie zaszkodzi a zawsze sie opłaci nawet jesli partner ma powazne zamiary . po poł roku czyli po wyprowadzce wszytko stanie sie jasne bardzo szybko-albo partner stwierdzi że ta kasa to za duzo i placić przestanie albo zaproponuje wspolne mieszkanie. Może tez płacić ale watpie przy niwym lokum wdatki mnożą sie jak króliki szybko sie zderzy ze ścianą.naprawdę dużo łatwiej jest odejśc kiedy się ma swoje własne środowisko osób z którymi można się spotkać.
                    • kora3 Re: Czynsz 06.12.15, 13:00
                      No wiedziałam Babo, ze taką argumentacje wysuniesz - znam Cię przecież smile
                      O "łatce od" - juz pisałam - bzdurasmile
                      A nowych ludzi Babo zawsze warto poznawać, czy się jest w zwiazku, czy nie.
                      Mam jednak do Ciebie pytanie w zwiazku z tym "darmowym seksem", tylko nie chciałabym zaśmiecac wątku o tak naporawdę czym innym.
                      • baba67 Re: Czynsz 06.12.15, 13:33
                        To żalezy od człowieka czy jest latka czy nie,Moze akurat Watkodawczyni jest osobą towarzyska i ma wielu znajomych w różnych miejscach zatem łatka tu nie funkcjonuje. Na ogol po 3 latach związku to sie już w swoim środowisku zaczyna stanowić połówke przynajmniej tam gdzie najczęściej spedzamy czas.Walka z nawykami myślowymi otoczenia bywa długa i frustrująca.Lepiej zmienić otoczenie.
                        Gdybys uważnie czytała moje posty tobys dostrzegłą że uznaje fikanko jako czynnośc prozdrowotna która jest korzyścią obustronna.Dużo większa częsć kobiet jednakże nić mężczyzn(i Ty tez podejrzewam mocno) nie podchodzi do tego na zasadzie jestem zdrowąosobą, potrzebuję tomi naprawde wszystko jedno że partner nie chce poza łożem mieć ze mną wiele wspólnego.
                        Ten pan od mieszkania to przedstawiony w najgorszym scenariuszu takie podejście ma .
                        • kora3 Re: Czynsz 06.12.15, 13:57
                          Babo - nie wiem. Co do Twego pytania - nie wiem. Wychodzę z załozenia, ze na tyle sie znam, na ile mnie sprawdzono. Nie bylam w takiej sytuacji, więc nie wiem, czy moglabym funkcjonować w układzie czysto seksualnym. Podejrzewam, ze tak, gdyby mi to w danym momencie życia odpowiadalo.
                    • vi_san Re: Czynsz 08.12.15, 10:00
                      Babo, nie zgodzę się z tobą, że panu chodzi o "darmowy seks". "Darmowy seks" to dla niego, moim zdaniem, tylko bonus. Panu zaś chodzi przede wszystkim o to, by w spokoju doczekać zamknięcia budowy przez dewelopera i odbioru kluczy. Gdyby to powiedział pani, z którą mieszka od trzech lat - zapewne spotkałoby się to oświadczenie z płaczem, scenami, intrygami, dezaprobatą przyjaciół - współlokatorów itd. Na co mu ten cyrk? No to się podeklaruje na odczepnego, byle doczekać do ukończenia budowy...
                      Zdecydowanie poznawanie nowych ludzi zarówno z perspektywą zakończenia związku jak i w trakcie trwania tegoż w dobrym zdrowiu - jak najbardziej wskazane.
                      • baba67 Re: Czynsz 08.12.15, 10:05
                        No w sumie masz rację.Pół roku spokoju.
                      • kora3 Re: Czynsz 08.12.15, 10:06
                        No widzisz Vi - san - błedem jest własnie takie myslenie, że poznawanie nowych ludzi powinno miec miejsce, gdy zwiazek się kończy, ewentualnie jest zakończony. A w zwiazku należy skupiac się wyłącznie na partnerze i wokół niego budować swoje relacje z innymi. To powoduje "przyspawanie się" do partnera (choc na miejscu par5tnera moze być ktokolwiek albo grupa ludzi) i w momencie kiedy z jakichś przyczyn związek, albo inna relacja się kończy taka osoba zostaje de facto sama.
                        • vi_san Re: Czynsz 08.12.15, 10:14
                          I przecież w tej kwestii mamy identyczne zdanie, co napisałam powyżej. big_grin
                          Wśród nowych ludzi zawsze może się trafić ktoś interesujący [i niekoniecznie zaraz kandydat na nowego pana/nową panią!], poza tym szerokie grono znajomych [wcale nie koniecznie wspólne z partnerem] nijak nie szkodzi związkowi!
                          • kora3 Re: Czynsz 08.12.15, 10:26
                            Ale ja wiem ze masz podobne, ot taka refleksja to byla ...
                  • matylda1001 Re: Czynsz 06.12.15, 13:11
                    kora3 napisała:

                    >Ciekawa jestem co na to Baba, która zawsze podkreśla, ze w wolnym zwiazku przecież nornalnie bierze się walizki, jak się chce odejśc (albo wystawia) i problemu nie ma<

                    Nie wiem co na to Baba, ale czyż nie na to zapowiada się w tym związku? Gdyby Autorka była żoną, to mężowi zapewne nawet do głowy by nie przyszedł pomysł, że może się wyprowadzić sam. Partner może to zrobić, bo formalnie nie ma ŻADNYCH zobowiązań. Zabierze swoje walizki, przeniesie na drugą stronę ulicy i po kłopocie.

                    > Jesli jest jak przypuszczacie Ty i Vivi, to zastanawiajace dlaczego gośc to robi>

                    Właściwie sama sobie odpowiedziałaś na to pytanie. Tak, może grać na zwłokę, bo obecny stan rzeczy jest dla niego bardzo wygodny. Gdyby teraz powiedział, że odchodzi, to skomplikowałby sobie parę spraw, a tak, to może Autorkę zniechęci czekanie i ona zdecyduje o rozstaniu? On wtedy będzie mógł zgrywać biednego misia.

                    > trudno rozluźnic znajomośc tego rodzaju mieszkając jak to mówią za płotem<

                    Żeby tylko takie problemy były. W końcu to nie dwa domki jednorodzinne z ogródkami. A i Autorka kiedyś się wyprowadzi z wynajmowanego lokum.
                    • kora3 Re: Czynsz 06.12.15, 13:21
                      Matyldo, a dlaczego masz przekonanie, że jakby pani byla zona, to wyniesienie się ze wspólnego lokum byłoby niemozliwe?smile Toz malo takich sytuacji ?
                      A przy okazji, zalozylam wątek i ciekawam Twej opiniismile
                      • matylda1001 Re: Czynsz 06.12.15, 13:41
                        kora3 napisała:

                        >> Matyldo, a dlaczego masz przekonanie, że jakby pani byla zona, to wyniesienie się ze wspólnego lokum byłoby niemozliwe?smile <

                        Już widzę jakąkolwiek żonę, która ze spokojem słucha, jak kochający mąż ni z tego, ni z owego oswiadcza, że wyprowadza się sam bo chce odpocząć, zaznać spokoju i poeksperymentować z wolnością smile

                        > Toz malo takich sytuacji ? <

                        Na tyle mało, że ja jeszcze o takiej nie słyszałam. Owszem, bywa, że panowie się wyprowadzają, ale na ogół zapowiadają wtedy koniec związku, a nie odreagowanie wspólnie spędzonych "małżeńskich" lat.
                        • kora3 Re: Czynsz 06.12.15, 13:53
                          matylda1001 napisała:
                          >
                          > Już widzę jakąkolwiek żonę, która ze spokojem słucha, jak kochający mąż ni z te
                          > go, ni z owego oswiadcza, że wyprowadza się sam bo chce odpocząć, zaznać spokoj
                          > u i poeksperymentować z wolnością smile


                          Matyldo, pod spodem opisałam Ci praktyke jak mozna to łatwo zrobić. Czy zona słucha ze spokojem nie ma znaczenia kochana w sytuacji adekwatnej (mieszkaniowo np.) do tu opisanej. Moze se słuchać niespokojnie, ale co zrobi? Jesli facet chce rozstania, to jej groźby, ze poda go o rozwód tylko mu na rekesmile Niech podaje - on się w zwiazku źle czuje, chce odpocząć, przemyśleć, wykazuje dobra wolę, ale jesli ona nie chce ...Wazne, zeby go nie nakryła, ze ma kogoś (bo wtedy rozwód z orzekaniem, dłuzszy i mniej komfortowy) i wazne by nie miała prawa do mieszkania - jak to zrobić - opisałam. Gosć się wynosi do mieszkania, które rodzice, bray, siostra, przyjaciel, kuzyn wzieli w kredycie smile Po pół roku nie bycia razem de facto sąd uzna, ze nastapił trwały i całkowity rozpad pozycia smile

                          >
                          > Na tyle mało, że ja jeszcze o takiej nie słyszałam. Owszem, bywa, że panowie si
                          > ę wyprowadzają, ale na ogół zapowiadają wtedy koniec związku, a nie odreagowani
                          > e wspólnie spędzonych "małżeńskich" lat.


                          Matyldo, a nei słyszalaś nigdy, że małzonkowie dają sobie czas...?)
                          >
                    • kora3 W praktyce Minnie 06.12.15, 13:35
                      Gdyby pani była zoną, to pan chcac się wymiksować z tego zwiazku postapiłby następujaco jak znam zycie: on dałby rodzicom swoje uskladane pieniądze, oni dorzuciliby swoje i kupili by mieszkanie na siebie. oanu nawet nie musiałaby o tym wiedzieć smile Nastepnie powiedziałby żonie, ze się wypaliło i ze sie wynosi zeby sprawę premysleć przez pół roku - poszłaby na to, albo nie, ale guzik by mogła zrobić smile Pracuje, ma na utrzymanie, mieszkanie jest wynajate, wiec ...Po pół roku pan podalby o rozwód i bez najmniejszych problemów by go dostal, bez zadnych szans dla pani na te osławione alimenty na nią. Po uprawomocnieniu się wyroku przepisałby z rodzicami kredyt na siebie i se mieszkanko spłacał. Da się? Da smile
                  • vi_san Re: Czynsz 06.12.15, 16:32
                    Autorka wątku nic nie wspomina, żeby pan z okazji nabycia kredytu i mieszkania zdobył nowa pracę, zlecenia - w każdym razie dodatkowe źródło dochodów. A o uposażeniu, zarówno swoim jak i pana pisze, że są "zbliżona", ale już fakt wynajmowania niskostandartowego lokalu WŁAŚNIE ze względu na cenę [co dwukrotnie podkreśla w pierwszym poście] świadczy, że nie są to żadne kokosy zarobkowe. Jak piszesz - gdyby w grę wchodził ktoś zdecydowanie zamożny [albo też gdyby sytuacja finansowa pana uległa znaczącej zmianie in plus] - miałoby to sens. Ale pani nic o tym nie wspomina... Natomiast ponoć pan deklaruje, że nie chce się rozstać, a tylko chce sam przez pół roku pomieszkać i zobowiązuje się przez te pół roku płacić tak, jakby mieszkał - to, sorry, ale ja bym tego "nie kupiła". Jak pisałam: w okresie najbardziej gorączkowych wydatków, kiedy to liczy się człowiek z każdym groszem, on deklaruje, że wywali do śmieci [de facto] 350,- miesięcznie? I nie przelicz tej kwoty ani na część raty, ani na panele do pokoju, ani na lepszą kuchenkę ani na nowe zasłony czy co tam sobie wymyślił?
                    Do tego dla mnie wyjątkowo znaczące jest to, że w tym okresie "urządzania" mieszkania - on ani myśli dopuścić dziewczynę do prawa głosu. Czyli nawet jeśli za te pół roku on jej łaskawie pozwoli się wprowadzić - to ona będzie "u niego" i może będzie miała pięknie urządzoną kuchnię, ale już w tej kuchni bez zgody pana nie będzie mogła zamienić miejscami talerzy i salaterek bez pytania o zgodę.
                    A oceniając co kieruje panem - raczej nie chęć "darmowego seksu" [chociaż jest to niewątpliwy "bonus ze współmieszkanki"] - raczej chęć spokojnego doczekania do przenosin "na swoje". Panna się uspokoiła, poczekać się zgadza, wspólni przyjaciele też uważają sprawę za "załatwioną", a potem? Ano, niestety [moim zdaniem] najpewniej pan wyprowadzi się na swoje i tyle go widzieli. No bo przecież nie może płacić, bo ma kredyt/wydatki, a poza tym z jakiej racji ma płacić skoro nie mieszka? Gdyby od razu powiedział wprost, że za pół roku [o ile nie będzie obsuwy na budowie] ma ich w nosie - jeszcze by od ręki znaleźli np. wspominaną koleżankę i zażyczyli sobie, by równo z dniem "za pół roku" wynosił się na cztery wiatry? A na budowie może być jakiś przestój, cokolwiek... Do tego, gdyby postawił sprawę jasno musiałby liczyć się z tym, że przez te pół roku panna będzie sceny urządzać, płacze, podchody, wciągać w intrygi wspólnych przyjaciół, którzy tez mogą go potępić, a przecież do czasu postawienia tego "gniazdka" gdzieś mieszkać musi...
                    • baba67 Re: Czynsz 06.12.15, 18:53
                      No zdobyl nowa prace i to super platna-nasz troll animacyjny jest kreatywny za co chwała bo ja lubie historyjki z dynamika.
              • vezbetka Re: Czynsz 06.12.15, 15:15
                kora3 napisała:

                > Nie, no ja przeczytałam raz jeszcze post watkodawczyni i rozumiem, że chlopak z
                > adeklarował płacenie tych 350 złotych, które dotychczas płacił PRZEZ te pół rok
                > u, kiedy dziewczyna będzie mieszkać w tym pokoju solo, żeby nie było koniecznos
                > ci "dobierania" sobie przez nią wspóllokatorki

                To nie jest problem dla niego. Od dwóch miesięcy zarabia prawie 11 tys. a rata kredytu to 4000 miesiecznie. 350 zl to dla niego niewielki wydatek. Rozmawialiśmy jeszcze o tym i powiedział, że chce sam pomieszkać też dlatego, żeby nauczyć się efektywnie gospodarować finansami. W ogóle zapewniał mnie, że to wszystko wyjdzie na dobre naszej przyszłej rodzinie, bo on nauczy się dodatkowo odpowiedzialności i samodzielności, co jest mu szczególnie potrzebne odkąd zajął ważne stanowisko w firmie, w której pracuje. Racjonalne powody ma. Boję się po prostu, że przyzwyczai się do życia samemu, że kogoś pozna i po prostu mnie zostawi sad
                • vivi86 Re: Czynsz 06.12.15, 15:47
                  Jak już musieliście startować od mieszkania razem to finansów i gospodarowania uczcie się wspólnie.

                  Efektywność uczenia się solo finansów w parze jest równa efektywności uczenia się finansów dla pary w komunie studenckiej-czyli ZEROWA

                  Zatem dla mnie racjonalne to nie jest, szczególnie jeśli Ty/Wy planujecie ślub, kiedyś dziecko-planujecie?

                  * przez określenie "startowaliście" rozumiem mieszkanie przed ślubem
                • salsa.lover Re: Czynsz 06.12.15, 21:59
                  vezbetka napisał(a):

                  > się efektywnie gospodarować finansami. W ogóle zapewniał mnie, że to wszystko
                  > wyjdzie na dobre naszej przyszłej rodzinie, bo on nauczy się dodatkowo odpowied
                  > zialności i samodzielności, co jest mu szczególnie potrzebne odkąd zajął ważne
                  > stanowisko w firmie, w której pracuje. Racjonalne powody ma. Boję się po prostu
                  > , że przyzwyczai się do życia samemu, że kogoś pozna i po prostu mnie zostawi :
                  > (


                  Wybacz, ale to wszystko brzmi jak mydlenie oczu i albo facet gra na zwłokę i chce zobaczyć jak się sytuacja potoczy, albo zrywa na raty i próbuje powoli poluzować więzy.
                  Spłacanie kredytu i jednocześnie płacenie za pokój w którym się nie mieszka po to tylko by jego dziewczyna się do niego nie wprowadziła? To nie ma żadnego racjonalnego sensu. To sposób by mieć spokój do momentu kiedy się wyprowadzi.
                  Ktoś już również zwrócił uwagę na aspekt użądzania nowego mieszkania. To zazwyczaj jeden z najfajniejszych momentów dla pary, szczególnie po latach mieszkania w komunie. Wspólne wybieranie mebli, koloru ścian, co gdzie będzie stało. To, że on Cię z tego etapu wyklucza jest moim zdaniem jednoznaczne jakie tak naprawdę ma plany na przyszłość.
                  • kora3 Re: Czynsz 07.12.15, 08:37
                    Zgadzam się z twoimi sugestiami, poza jedną smile - ze etap aranżacji mieszkania jest taki cudowny dla pary. Ja w tym niczego fascynującego nie znajduje - naprawdę
                    • vi_san Re: Czynsz 07.12.15, 08:47
                      Koro, ale weź pod uwagę, że Ty już kilka razy swoje locum urządzałaś! A dla wątkodawczyni - to miałoby byc pierwsze mieszkanie, wspólne z ukochanym. Pierwsze, w którym może wybrać kolor podłóg, odcień mebli, fakturę i wzór tkanin obiciowych i zasłon okiennych. Poza tym czym innym by było, gdyby to ONA powiedziała "zrób sam, a ja będę miała niespodziankę", a czym innym jest, kiedy on mówi "spadaj, nie masz nic do powiedzenia". Zakładam, że rozumiesz różnicę?
                      • kora3 Re: Czynsz 07.12.15, 09:00
                        vi_san napisała:

                        > Koro, ale weź pod uwagę, że Ty już kilka razy swoje locum urządzałaś!

                        No tak, ale wcale nie było to dla mnie jakims szczegolnym przezyciem powiem Ci smile

                        . Poza tym czym innym by było, gdyby to ONA powiedziała "
                        > zrób sam, a ja będę miała niespodziankę", a czym innym jest, kiedy on mówi "spa
                        > daj, nie masz nic do powiedzenia". Zakładam, że rozumiesz różnicę?


                        Alez tak, tak Vi-san smile Ja się odmiosłam tylko do tezy, że dla kazdej kobiety to taka megafrajdasmile
                        Nie za bardzo pamiętam, jak urządzałam swe pierwsze mieszkanie. Natomiast ostatnie - no mój znajomy mieszkanie obejrzał, wprowadził parametry do kompa i zaproponował kolorystyke, fakt raczej znajac moj ogolny gust . Pokazał mi symulację na kompie, zaakceptowałam z jedna poprawką smile
                        • vi_san Re: Czynsz 07.12.15, 09:17
                          Nie chodzi nawet o jakieś wzniosłe przeżycia przy wybieraniu sedesu porcelanowego. Ale w ogóle o prawo głosu. O podejmowanie wspólnie pewnych decyzji, zw3łaszcza, że dotyczyć mają mieszkania, w którym [hipotetycznie] mają mieszkać razem! O najbardziej prozaiczne sprawy! O to, czy szuflady w kuchni zainstalować pod wszystkimi blatami z wyjątkiem szafki narożnej, czy lepiej zrobić jeden "słupek" cały z szuflad w kuchni? Czy lepiej wybrać panele z sosny [tańsze] czy lepiej jednak dołożyć i wybrać drzewo wenge [droższe, ale za to bardziej trwałe], w oknach lepiej żaluzje listewkowe z bambusa, czy rolety? A może rolety rzymskie? łóżko lepiej postawić wezgłowiem do ściany z oknem, czy raczej prostopadle? I tak dalej.
                          Poza tym pan [nie chłopak! 30 lat to już mężczyzna!] nie sugeruje nawet śladowo, że ma zamiar liczyć się z gustem i potrzebami wątkodawczyni.
                          • kora3 Re: Czynsz 07.12.15, 09:51
                            Vi - san powtarza, ze wiem o co ci chodzi smile
                          • kora3 Pytanie do Vi -san w tem. urzadzania 07.12.15, 09:56
                            Tu sytuacje mamy, jaką mamy i nie o taka chce zapytać. Chce zapytac o taką: jest facet/babka ma juz swoje lokum, urządzone "pod" swoj gust. Pojawia się ktos w jego/jej życiu podejmuja decyzję, ze się wprowadza i? Zrywają panele i glazurę, sprzedają meble i zamawiają inne, by było pod gust obojga?smile Nieco prześmiewcze, ale ...
                            • vi_san Re: Pytanie do Vi -san w tem. urzadzania 07.12.15, 10:13
                              Normalni ludzie oczywiście nie zrywają glazury itd. Natomiast przy najbliższym remoncie generalnym łazienki - decyzję podejmują wspólnie. I tak dalej. Tu [w opisanej sytuacji] tego "wspólnie" nie ma, jest "ja" - pana i "może kiedyś my" pani.
                            • vivi86 Re: Pytanie do Vi -san w tem. urzadzania 07.12.15, 10:15
                              Ale tu nie mamy do czynienia z sytuacją pan ma mieszkanie, panią poznaje później, zakochują się jeszcze później. Tu pan i pani mieszkają ze sobą na stancji 3 lata (niech zgadnę-żeby się sprawdzić przed założeniem rodziny, co jak pan mówi jest w planach)
                              To jest ZUPEŁNIE INNA i NIEPORÓWNYWALNA sytuacja.

                              Tu z powodzeniem mieszkanie, w którym ponoć mają mieszkać oboje urządzić można wspólnie.

                              Tak samo jak nie mówimy czy kobiety ogółem lubią urządzać mieszkanie tylko o tej konkretnej, która-jeśli to nie fake-nie czuje się dobrze z sytuacją, w której jest, kiedy to pan co najmniej daje do zrozumienia, że jak on zakładam dużo więcej zarabia (autorka nie napisze, że zarabiają porównywalnie, a on naprawdę sporo) to on decyduje, ona ma się dostosować, a co najwięcej i bardziej prawdopodobne-jak pisałam. Zrywa na raty.

                              Uczenie się finansów w związku solo?????
                              • vivi86 Re: Pytanie do Vi -san w tem. urzadzania 07.12.15, 10:34
                                A czemu skłaniam się ku temu, że jest to zerwanie na raty?

                                Bo gdyby to było zarabiam-płacę-decyduję to oni zamieszkaliby tam razem tylko pani pisałaby nam, że pan jej nie dopuszcza do głosu i wszystko wybiera sam.

                                Tu pan nie chce jej wpuścić na teren nie-neutralny.

                                Dużo trudniej rozejść się z prywatnego raczej stałego lokum niż tymczasowej komuny studenckiej. Sytuacja jest szczególnie niezręczna gdy z intencją by druga osoba się wyprowadziła nosi się właściciel mieszkania. W takiej sytuacji faktycznie lepiej nie dopuścić do wprowadzenia niż potem....no właśnie. Odkręcać, poprosić o wyprowadzkę itp.

                                I lepiej nie przemeblowywać świeżo umeblowanego mieszkania tylko od razu urządzić po swojemu i tylko po swojemu.
                              • kora3 Vivi 07.12.15, 10:42
                                Ale moje pytanie do Vi -san było czysto teoretyczne przecieżsmile
                        • matylda1001 Re: Czynsz 07.12.15, 12:38
                          kora3 napisała:

                          > Ja się odmiosłam tylko do tezy, że dla kazdej kobiety to taka megafrajdasmile <

                          Nie dla każdej ale dla zdecydowanej większości tak. Dla mnie to jest megamegafrajda smile Wprawdzie mieszkanie mam drugie w dorosłym życiu, ale za sobą kilka remontów, przemeblowań i za każdym razem jest to dla mnie fajne przeżycie. Naprawdę nie wyobrażam sobie że mąż wyłącznie decyduje o zmianach. Prawdę mówiąc wolałby żebym to ja zdecydowała ale zawsze jakoś go wciągam w tę przyjemność.
                          • kora3 Re: Czynsz 07.12.15, 12:56
                            No widzisz - a ja znow niespecjalnie się takimi rzeczami "podniecam" - od zawsze. Dlatego z wielką radością powitalam czasy, gdy profesja projektanta, czy jak wolisz aranzatora wnetrz przestała w Pl byc tylko z filmów zachodnoich znanasmile, a wszystko mozna sobie obejrzeć z której chcesz strony na symulacji komputerowej.
                            Tak naprawdę Matyldo bardzo niewiele osob ma taką wyobraźnię przestrzenną, że potrafi "w głowie' zaprojektowac sobie wystój mieszkania. Komuś się WYDAJE, że to bedzei ładnie, fajnie, a wychodzi czasem tak, że ło nie daj Bóg smile
                            Dlatego ja w takich kwestiach nie stronię od opinii profesjoinalistów
                            • salsa.lover Re: Czynsz 08.12.15, 10:58
                              kora3 napisała:

                              > No widzisz - a ja znow niespecjalnie się takimi rzeczami "podniecam" - od zawsz
                              > e. Dlatego z wielką radością powitalam czasy, gdy profesja projektanta, czy jak
                              > wolisz aranzatora wnetrz przestała w Pl byc tylko z filmów zachodnoich znanasmile
                              > , a wszystko mozna sobie obejrzeć z której chcesz strony na symulacji komputero
                              > wej.
                              > Tak naprawdę Matyldo bardzo niewiele osob ma taką wyobraźnię przestrzenną, że p
                              > otrafi "w głowie' zaprojektowac sobie wystój mieszkania. Komuś się WYDAJE, że t
                              > o bedzei ładnie, fajnie, a wychodzi czasem tak, że ło nie daj Bóg smile
                              > Dlatego ja w takich kwestiach nie stronię od opinii profesjoinalistów


                              Ale przecież to zupełnie nie w tym rzecz. I naprawdę, wiele osób woli jednak samodzielnie wybrać sobie kolor ścian i mebli jaki lubi niż zdawać się na gust tzw dezajnerów, bo niestety czasem to wychodzi tak że pożal się boże.
                              Zresztą, symulację komputerową też można sobie oglądać we dwójkę i wspólnie decydować. Albo w pojedynkę i drugiej osoby w związku do żadnych decyzji nie dopuszczać. Nie rozumiem po co rozważać setki teoretycznych scenariuszy, które nie mają wiele wspólnego z pytaniem autorki wątku.
                              • kora3 Salsa.lover 08.12.15, 11:02
                                ponowię zapytam: czy pojecie "dygresja" jest ci znane?
                                • salsa.lover Re: Salsa.lover 08.12.15, 11:13
                                  kora3 napisała:

                                  > ponowię zapytam: czy pojecie "dygresja" jest ci znane?

                                  Doskonale znane. Jest dygresja i jest też totalne przejmowanie dyskusji i zamęczanie rozmówców SWOIMI poglądami, opiniami i własnymi przeżyciami.

                                  A ja ponownie zapytam czy kulturalnie jest wtrącać do czyjegoś pytania (które jak sama przyznajesz uważasz za kosmos) i na 100 postów prowadzić osobiste wycieczki i własne rozważania mało związane z tematem.
                                  Kulturalna osoba, jeśli nie ma nic do powiedzenia w temacie to z pewnością nie "uprowadza" rozmowy i nie rozważa w nieskończoność swoich własnych dygresji.
                                  • kora3 Re: Salsa.lover 08.12.15, 11:17
                                    Regulamin forum nie zabrania miec swoich przemysleń na temat przemysleń innych ludzi smile
                                    W normalnej rozmowie także ludzie "tak mają", że reagują na pars pro toto smile
                                    • salsa.lover Re: Salsa.lover 08.12.15, 11:40
                                      kora3 napisała:

                                      > Regulamin forum nie zabrania miec swoich przemysleń na temat przemysleń innych
                                      > ludzi smile
                                      > W normalnej rozmowie także ludzie "tak mają", że reagują na pars pro toto smile


                                      Nie pisałam o regulaminie forum tylko o tym co jest kulturalne a co niekoniecznie, skoro już piszemy na forum SV.
                                      Gdyby w normalnej rozmowie na moje pytanie/prośbę o radę ktoś przez resztę wieczoru toczyłby swoje przemyślenia na temat dziesiątek hipotetycznych scenariuszy oraz uznał to za doskonałą okazję do wygłoszenia swoich poglądów na temat małżeństwa, śmierci, wyborów prezydenckich i gazów cieplarnianych, to z pewnością przy następnej okazji unikałabym takiej osoby i nie miała najmniejszej ochoty wdawać się z nią w rozmowy.
                                      • kora3 Re: Salsa.lover 08.12.15, 11:48
                                        Odpisałam Ci w innym poście, ale powtórzę - idąc Twoim tropem myslenia niekulturalne są także ...Twoje wypowiedzi w tym watku smile
                                        Bo kobieta nie pytała jak oceniamy te sytuację "zwiazkowo" tylko czy zgodne z SV bedzie porozmawiać z partnerem na temat. No na tym etapie zwiazku - zgodne. No i tyle - cała reszta dotycząca rad, domysłów na temat tego co pan mysli, co planuje są poza tematem SV przecież. smile
                                        • salsa.lover Re: Salsa.lover 08.12.15, 12:07
                                          kora3 napisała:

                                          > Bo kobieta nie pytała jak oceniamy te sytuację "zwiazkowo" tylko czy zgodne z S
                                          > V bedzie porozmawiać z partnerem na temat. No na tym etapie zwiazku - zgodne. N
                                          > o i tyle - cała reszta dotycząca rad, domysłów na temat tego co pan mysli, co p
                                          > lanuje są poza tematem SV przecież. smile
                                          >

                                          Proponuję Ci więc jeszcze raz przeczytać wątek założycielski. Autorka owszem, ma wątpliwości czy to właściwe forum, po czym jednak zadaje pytania prosząc o radę czy powinna z nim zamieszkać, czy powinna z nim porozmawiać.
                                          I kilka osób (również ja) właśnie do tego się ustosunkowało.

                                          Ty natomiast rozpoczęłaś własne dywagacje oraz jakieś osobiste dyskusje z Babą kwestionując konsekwencję w jej poglądach. Co to ma wspólnego z Vezbetką?
                                          Owszem, wolno Ci, regulamin nie zabrania. Ale takie zaśmiecanie czyjegoś wątku fajne nie jest.

                                          W konsekwencji wątek dobił 100 postów czym ktoś wyrazi zdziwienie, że autorka się nie odzywa i pewnie troll. A ja się jej wcale nie dziwię, bo też by mi się odechciało odzywać jakby ktoś mój problem i mój wątek "uprowadził" do swoich celów. Nie każdy ma czas i ochotę przekopywać się przez dziesiątki niezwiązanych z nim i z tematem postów by wyłuszczyć z tego jakieś konkretne porady.

                                          Może warto się nad tym zastanowić zanim kolejny wątek zostanie wypaczony dziesiątkami "dygresji" a jego autor zniknie bez śladu.
                                          • kora3 Re: Salsa.lover 08.12.15, 12:13
                                            Moja droga - watek chyba z załozenia watkodawczyni miał obfitowac w refleksje i dygresje na temat jej zwiazku i jego przyszłosci. Wnosze z tego, że raz sama miała watpliwosc czy to własciwe forum, dwa - ni w sumie niewlasciwe. Poniewaz jednak na tym forum poziom kultury wypowiedzi jest wyższy niż na innych, ktore bardziej do tego tematu by się nadawały, to prawdopodobnie Vezbetka wybrała to smile
                                            Ciekawe poniekad, ze TOBIE coś przeszkadza, a autorce wątku - nie smile
                                            • salsa.lover Re: Salsa.lover 08.12.15, 12:23
                                              kora3 napisała:

                                              > Ciekawe poniekad, ze TOBIE coś przeszkadza, a autorce wątku - nie smile

                                              To bardzo proste moja droga. Nie każdy ma czas i ochotę wdawać się w tego typu dyskusje ze stałymi rezydentami forum. Ja też mam już dosyć wink
                                              • kora3 Re: Salsa.lover 08.12.15, 12:30
                                                Rzecz w tym, że Vezbetka nie musiała się wdawać. W któryms swoim poscie napisała, ze dziekuje za wszystkie rady i refleksje, ze porozmawiała z chłopakiem i jaki był rozmowy tej finał.
                                                A Ty chcąs się zwyczajnie pokłócić robisz to, co zarzucasz mnie - zasmiecasz jej wątek i to tekstami ZUPEŁNIE nie na temat smile
                                                • salsa.lover Re: Salsa.lover 08.12.15, 20:39
                                                  kora3 napisała:

                                                  > Rzecz w tym, że Vezbetka nie musiała się wdawać. W któryms swoim poscie napisał
                                                  > a, ze dziekuje za wszystkie rady i refleksje, ze porozmawiała z chłopakiem i ja
                                                  > ki był rozmowy tej finał.
                                                  > A Ty chcąs się zwyczajnie pokłócić robisz to, co zarzucasz mnie - zasmiecasz je
                                                  > j wątek i to tekstami ZUPEŁNIE nie na temat smile


                                                  ależ moja droga wink zanim nieopatrznie wdałam się dziś z Tobą w tę kompletnie bezowocną dyskusję to wątek JUŻ ZOSTAŁ zaśmiecony dziesiątkami TWOICH postów i dywagacji nie na temat. I w zasadzie tylko na to jest moja reakcja.
                                                  Więc proszę łaskawie teraz nie wykręcać kota ogonem i nie imputować mi co ja chcę i z jakich pobudek, bo o tym akurat nie masz pojęcia.

                                                  Bez odbioru tym razem.
                                    • kora3 Niemal caly ten wątej jest dygresją Salsa.lover :) 08.12.15, 11:44
                                      Tak naprawdę niemal caly ten wątek zbiorem róznych dygresji i refleksji roznuch forumowiczów na tematy obok tematu głownego smile Nie twierdzę, ze to źle, tylko stwierdzam fakt.
                                      RW temacie SV wszystko jest jasne - wątkodawczyni pytała, czy wypada o tym porozmawiać z chlopakiem. Dostala odpowiedzi merytoryczne: tak, na tym etapie zwiazku - wypada.
                                      No i na tym w sumie nalezałoby poprzestać, jako, że plany pana, domysły co zamierza i dlaczego to są już TYLKO dygresje i refleksje OBIK tematu głownego smile
                                      --
                                      Korcia
                                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                    • salsa.lover Re: Czynsz 08.12.15, 10:44
                      kora3 napisała:

                      > Zgadzam się z twoimi sugestiami, poza jedną smile - ze etap aranżacji mieszkania j
                      > est taki cudowny dla pary. Ja w tym niczego fascynującego nie znajduje - napraw
                      > dę

                      Dokładnie: TY nie znajdujesz. Ale to nie znaczy, że każdy inny ma tak samo.
                      Zapewniam Cię, że bardzo wiele kobiet odnajduje się w tym jak najbardziej i robi to z ogromną przyjemnością. A już szczególnie po latach mieszkania w wynajmowanych pokojach, gdzie nie można obrazka powiesić bez zgody właściciela domu.

                      Zresztą, pal licho z tym czy to byłaby frajda dla niej czy nie.
                      Pomijanie na tym etapie kobiety swojego życia (skoro tak pan twierdzi) w imię jakiś pokrętnych powodów nie trzyma się kupy. Jeśli on nie chce wraz z nią podejmować decyzji typu gdzie postawić szafę, jaką kupić kuchenkę czy garnki to jest wyraźny znak, że nie z nią i nie dla niej urządza to gniazdko. I ok, ma do tego prawo, w końcu to jego mieszkanie. Tylko niepotrzebnie mydli dziewczynie oczy.
                      • kora3 Re: Czynsz 08.12.15, 10:56
                        Przepraszam, znasz takie pojecie jak "dygresja"?
                        Ktoś napisał, że dla kobiety wsp0omniana aranżacja jest czyms ważnym. przez zastosowanie pars pro toto zabrzmiało to tak, że dla kazdej smile Pozwoliłam sobie na DYGRESJĘ, że nie dla każdej, bo np. ja w tym nic fascynującego nie znajdujęsmile
                        Ta dygresja nie ma nic wspólnego z wątkodawczynią i jej sytuacja, którą - poniekad kilka razy - określiłam jako w moim odczyciu kosmiczną
                • asia.sthm Re: Czynsz 07.12.15, 09:42
                  vezbetka napisał(a):
                  > (...) Racjonalne powody ma.

                  Vezbetko, to nie sa zadne racjonalne powody - to jest koncertowe lanie wody az zal dupe sciska. On zrywa z toba na raty (jak juz ci tu pisano) i ty to dobrze sama wiesz.

                  Jesli jestes prawdziwa i cala ta historia jest prawdziwa, to uciekaj juz natychmiast. Splaw go i niech chlopina sam sie zycia uczy....az sie nauczy. Narazie to mu zwyczajnie odbilo, albo jakas bardzo niezdrowa woda sodowa mu uderzyla.
                  • matylda1001 Re: Czynsz 07.12.15, 12:22
                    asia.sthm napisała:

                    > Jesli jestes prawdziwa i cala ta historia jest prawdziwa, to uciekaj juz natyc hmiast. Splaw go <

                    Tak powinna zrobić, ale rozumiem, że to trudne. To taki skok na główkę do nieznanej rzeki, większość się nie decyduje. Kobiecie około "30" od kilku ładnych lat związanej z jednym człowiekiem wydaje się, że na nim świat się kończy, że być może już nikt się nią nie zainteresuje, że zostanie sama. Pewnie przeraża ją perspektywa budowania życia od nowa. No i zawsze pozostanie niepewność, że może wszystko by się dobrze ułożyło gdyby zdobyła się na więcej cierpliwości bo przecież go kocha. Pewnie będzie tkwiła w tym chorym związku, będzie czekała na swoje przeznaczenie, a jak ono się dokona i tak będzie musiała układać swoje życie od początku.
                    • baba67 Re: Czynsz 07.12.15, 13:25
                      Jeszcze z rok może ja pozwodzić albo i dłużej. Co prawda jestem pewna że to fake ale wzięty z zycia, sama bardzo takim dzieczynom współczuje. Zawsze cenę za głupote lub nawność zapłacić trzeba ale bywa żę jest ona niewspólmierna .
                    • asia.sthm Re: Czynsz 07.12.15, 13:56
                      matylda1001 napisała:
                      > Tak powinna zrobić, ale rozumiem, że to trudne.

                      To jest upiornie trudne, tragiczne, zalamujace - taka bezdenna przepasc raczej a nie nieznana rzeka.
                      Przychodzi jednak taki moment w zyciu, ze sie go, ten skok, wykonuje jesli dojdzie sie samemu do swiadomosci co tak naprawde sie dzieje - krotko mowiac: - jesli przejrzy sie na oczy, uszy i cala reszte zmyslow.
                      Dobre rady raczej nie trafiaja do przekonania, budza opor i swiete przekonanie, ze milosc kazdego wyrachowanego typa uzdrowi.
                • majaa Re: Czynsz 07.12.15, 12:18
                  No niestety Vezbetko, ja też przyłączam się do tych, którzy sądzą, że z racjonalnością ta jego postawa nie ma nic wspólnego. Kochający facet tak się nie zachowuje, po prostu. Moim zdaniem on gra na zwłokę, bo zwyczajnie boi się komplikacji przed wyprowadzką. Przewiduje, że jeśli prosto z mostu przyzna, że nie planuje z Tobą przyszłości, to możesz się wkurzyć i wykopać go teraz z mieszkania i gdzie się podzieje. No i jeszcze te "sceny", płacze, pretensje... po co mu to. A tak, pomalutku, krok po kroku będzie "odstawiał Cię od piersi"... Zresztą Ty sama masz kiepskie przeczucia, tylko rozpaczliwie starasz się je przegonić, co jest zrozumiałe, ale może Ci nie wyjść na zdrowie.
        • matylda1001 Re: Mieszkanie za oknem 05.12.15, 23:03
          vezbetka napisał(a):

          > Trochę mnie uspokoił<

          Raczej uśpił Twoją czujność.
        • lati7 Re: Mieszkanie za oknem 06.12.15, 00:08
          >Jestem po rozmowie. We dwójkę sad Powiedział, że na razie chciałby zamieszkać sam, urządzić mieszkanie i zobaczyć jak to jest być na swoim, a po pół roku mogłabym się do niego wprowadzić. Rozpłakałam się i zapytałam czy to znaczy, że między nami koniec. Powiedział, że absolutnie nie, żebym nadal tu mieszkała, a on będzie płacił swoją część czynszu (350 zł), żeby nikt nie musiał się na jego miejsce wprowadzać. Powiedział, że będziemy się nadal bardzo często widywali, nocowali raz u mnie, raz u niego, w końcu będziemy sąsiadami. Powiedział, że mu na mnie zależy i widzi nas razem, ale po prostu chce mieć trochę czasu i prywatności. Powiedział, że nie dłużej niż pół roku. Trochę mnie uspokoił, uzgodniliśmy sprawę ze współlokatorami, ale nadal mam wątpliwości...<

          A nie mówiłam... Już ci mówię, pozbawiając złudzeń. Facet się rozmarzył o wolności i nie ma ciebie w tych marzeniach. Jest gotów nawet zapłacić czynsz, aby mieć SPOKÓJ.Proponuję pożegnać pana, bo on na to liczy. jakby mi facet po trzech latach związku tak powiedział, chyba by padła! Dla mnie to byłby koniec.
        • asia.sthm Re: Mieszkanie za oknem 06.12.15, 03:10
          vezbetka napisał(a):
          > ..., ale nadal mam wątpliwości...

          Chlopak leje ci wode, bo sam jest ogluszony. Ogladanie tego budujacego sie bloku wywoluje w nim sprzeczne uczucia, targa nim szczescie i rozterka. Sam nie wie czy sie bac czy cieszyc. . Zanim ta chalupa sie zbuduje to wy jeszcze sie bedziedzie tak emocjonalnie kotlowac do utraty tchu. Przez te pol roku, a z pewnoscia spore jak zwykle opoznienie bedzie, zanim jego mieszkanie bedzie gotowe, zdazycie sie albo zadreczyc nawzajem albo dojdziecie do sprecyzowania planow na przyszlosc.
          Rozwaz czy juz teraz nie dac mu wolnosci, niech sie gdzies wyprowadzi i spokojnie czeka. Chce tej wolnosci, to mu ja podaruj.
        • vivi86 Re: Mieszkanie za oknem 06.12.15, 06:43
          no nie wiem....trochę to jak poproszenie koleżanki z klasy czy możemy się tak przesiąść, by ja siadła z Twoją sąsiadką z ławki. Zawsze jest na miesiąc.

          Dziwne. Nie wyrokuję. Ty wiesz jak między wami jest. Ja nie.

          Ja jestem przeciwna mieszkaniu ze sobą przed ślubem, ale jak już mieszkacie to życie po studencku odreagowałabym we dwoje, a nie w pojedynkę.
    • milamala Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 10:21
      Obawiam sie niestety, ze pan nie mysli zamieszkac z toba. Szkoda, ze nie jest uczciwy i trzyma cie w niepewnosci - bo slabo wierze, ze to beztroska kieruje takim dzialaniem. Moim zdaniem pan chce zamieszkac sam, liczac, ze przez nierozmawianie pogodzisz sie z tym faktem, a moze nawet dalej bedziecie ciagneli ten pseudozwiazek.
      Poniewaz sprawa dotyczy twojej przyszlosci, jest powazna, nie stoi nic na przeszkodzie zeby wyraznie zapytac jakie jest jego stanowisko. Nic nie narzucac czy proponowac. Po prostu zapytac jak pan widzi wasza przyszlosc, czy zamieszkacie razem czy osobno, bo jak osobno, to musisz poczynic pewne kroki aby sie do tego przygotowac. Ja gdybym byla na twoim miejscu to nie tracilabym czasu na pana, ktory kupuje mieszkanie i nie chce ze mna w nim zamieszkac. Ale milosc nie wybiera.
    • misseczka Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 12:41
      Moim zdaniem opcja czekania do wyprowadzki i przekonania się wtedy, jakie są zamiary Twojego partnera, nie wyjdzie. Choćby dlatego, że atmosfera już jest gęsta, prędzej czy później nie zdzierżysz i coś powiesz w emocjach. Może lepiej nie czekać, tylko sprowokować faceta do jasnego określenia się w tej sytuacji.

      A jak w ogóle oceniasz ten związek, jako rokujący? Czy Wy w ogóle rozmawialiście o przyszłości? Skoro mieszkacie razem od 3 lat, to pewno w związku jesteście jeszcze dłużej, na dodatek parą nastolatków też już nie jesteście - ludzie w takiej relacji zwykle mają już jakieś oczekiwania co do przyszłości, jakieś plany. Między Wami były takie rozmowy?

      Jesteś pewnie typem nie lubiącym konfrontacji, co ja akurat doskonale rozumiem, bo też taka jestem - dlatego pewno użyłabym sposobu podpowiedzianego tu przez kogoś - zainicjowałabym rozmowę na temat Waszej wspólnej (pozostałej trójki) sytuacji po wyprowadzce. Wtedy Twój partner będzie musiał się odnieść do kwestii Twojego ewentualnego pozostania w starym mieszkaniu, i może będzie to dobrym pretekstem do rozmowy o Waszej przyszłości.
      • baba67 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 13:33
        Najlepiej pozostan w starym mieszkaniu-jesli jestescie dorosłymi pracującymi ludzmi a facet nie traktuje Cię powaznie (tzn nie snuje planow rodzinnych ze ślubem czy bez-nie dla każdego legalizacja jest ważna) to znaczy że wpędza Cie w lata.Wystuka Ci 40 tka oczekiwania na działania i deklaracje i okaże sie może że pan chce założyć rodzinę tyle że nie z Tobą. Teraz wszyscy wiedza że jestes w związku i żaden sensowny gościu sie koło Ciebie nie zakręci. Jeśli sie przeprowadzisz z nim nic tak naprawde sie nie zmieni-mieszkanie będzie jego w każdej chwili moze zerwac i zostaniesz na lodzie. Tak naprawde potrzaba Ci jasnych deklaracji a w naszym sytemie prawnym najkorzystniejszy dla kobiety jest ślub. Po prostu.
        • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 14:07
          No wiesz babo, jeśli dziewczyna zamieszka z gosciem, ale mieszkanie będzie "stalo" tylko na niego i tylko on będzie spłacał klredyt, to jesli potem wezmą ślub - mieszkanie nadal będzie tylko i wyłącznie jego smile
          • mozambique Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 14:22
            ale ona bedzie mogla w nim mieszkac tak długo jak bedzie jego żoną

            polksie prawo chroni instytucje małzenstwa , czy komus sie to podoba czy nie
            • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 14:26
              mozambique napisała:

              > ale ona bedzie mogla w nim mieszkac tak długo jak bedzie jego żoną
              >
              > polksie prawo chroni instytucje małzenstwa , czy komus sie to podoba czy nie


              No niekoniecznie wcale będzie mogla mieszkac tak długo jak będzie zoną...

              Czy państwo chroni instytucję? No tak, na papierze Mozambique.
              żeby się o tym, przekonac wystarczy posłuchac, albo poczytac o np. sprawach rozwodowych.
              • mozambique Re: Mieszkanie za oknem 07.12.15, 11:26
                bedzie mogla ( przynajmnei do czasu orzeczenia separacji jesli nie rozowodu) jak porzadnie poczyta i wdrozy zycie kodeks rodzinny , i siegnei po odpowiednie narzedzia prawne które jej przysługują

                ale 99% ludzie bioracych slub nie ma zielonego pojecia jakie prawa i obowiazki im przysługują to jzu inna sprawa

                malo kto wie ze np "zasiedziałego" konkubenta tez nie mozna tak po prostu wyrzucic ze swojego domu bo sa przepisy które go chronią i jak on je zna i wykorzysta to mozna sie z nim bujać po sądach pare miesięcy
          • baba67 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 17:17
            KIedy splaci kredyt przed slubem-tak.Jesli bedzie go splacal w czasie trwania malzenstwa -nie.
            • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 17:38
              baba67 napisała:

              > KIedy splaci kredyt przed slubem-tak.Jesli bedzie go splacal w czasie trwania m
              > alzenstwa -nie.


              Tu w dużej mierze zalezy od tego z czego będzie splacał Babo smile
              • baba67 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 19:00
                Pisze oczywiście o sytuacji kiedy jest wspolnota majatkowaWtedynawet jeśli zona nie będzie pracowała to i tak mieszkanie nie będzie calkowicie jego własnościa. Chyba że kredyt będą spłacali jego rodzice lub zostanie spłacony z darowiznyale to rzadki przypadek.
                • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 19:21
                  Ponizej napisałam ci na konkretnych przykładach, ze taki przypadek mozna takie ekhmm wymodzić smile
            • kora3 Ciekawostka dla Baby :) 04.12.15, 18:01
              Widzisz Babo - rację masz tylko teoretycznie. Na logikę powinno być tak, że ta czesć mieszkania (procentowo) którą pan spłacił przed ślubem powinna stanowić jego odrębną własnosc, a ta cześć, którą spłacali już w małzeństwie powinna stanowic własność obojga po połowie.
              Tyle tylko, że jeśli się chce, mozna to "obejśc" i to całkiem na legalu. Osobiscie znam taki przypadek, tyle ze akurat tu pani przed slubem zaciągneła kredyt na mieszkanie. No i spłaciła, mniej wiecej połowę kredytu, gdy wyszła za mąż. Obije z męzem mieli dostęp do swych kont bankowych wzajemnie, ale przelewy z ratami kredytu szły zawsze z jej konta. Krotko po slubie pary zmarł ojciec pani i pani otrzymała pewną kwotę pieniędzy z jego polisy. Te pieniądze były tylko tej pani, bo tego rodzaju kasa nie stanowi majątku wspólnego, nawet gdy otrzyma się ją po 20 latach małzeństwa. W kilka lat później doszło do rozwodu i okazało się, że panu przysługuje cześć mieszkania obliczona zaledwie z połowy KILKU rat kredytu. Dlaczego? Ano dlatego, że pani wykazała, że tyle a tyle spłaciła przed slubem, a tyle a tyle z pieniędzy z polisy po śmierci ojca. Zasadniczo ze wspólnych z męzem pieniędzy "poszło" te własnie kilka rat. Sąd dał wiarę pani, a pan nie mogł podważyć wersji bylej zony - kase z polisy faktycznie miała i już jej nie ma a przelewy zawsze szły z jej konta.
              Slyszałam też o takim "przekrecie", gdzie krewni tym razem pana w sytuacji podziału majątku przekonali sąd o tym, ze samochód kupił on z darowizn od nich. Po prostu napisali stosowne oświadczenia, że takie, a takie kwoty przekazali siostrzeńcowi i chrześniakowi. Na nic zdały się wyjasnienia byłej zony, że ona nic nie wie, jakoby krewni dali kasę jej męzowi - wiedzieć nie musi, dali jemu, a nie IM. Krewni ci byli osobami w oczach sądu wiarygodnymi, które z uwagi na swój status majątkowy mogły dać temu panu kwoty, jakie wymienili w oswiadczeniach/.
              • baba67 Re: Ciekawostka dla Baby :) 04.12.15, 19:04
                No to się zdarza-przekreciarze sa wszędzie i to płci obojga. Niemniej to nie zmienia faktu że w naszej sytuacji prawnej facet unikajacy legalizacji związku jest na wygranej pozycji duzo częściej niz kobieta.
                • kora3 Re: Ciekawostka dla Baby :) 04.12.15, 19:29
                  Babo - w kazdym watku o podobnej tematyce spieramy się i w każdym piszę to samosmile Jesli komuś, płec dowolna z dowolnych powodów zależy na legalizacji związku, to bezwzględnie powinien do tego dążyć.
                  Nie zgadzam się jednak z tym, że w takiej sytuacji "wygrany" jest facet smile - jesli masz na mysli finanse, to jesli już - wygrana jest osoba lepiej ogólnie rzecz biorąc uposażona, jesli rzecz jasna nie ma zamiaru dzielic się swoimi dobrami z tą drugą. Trudno powiedzieć, bym ja np. byla "wygrana" w zwiazku z poslubieniem mego eksmęzasmile Gośc się wprowadził do mego mieszkania i korzystał bez ograniczeń z zarobionych przez mnie pieniędzy. Sama więc widzisz, ze wcale mnie to na wygranej pozycji bynajmniej nie stawiało smile
                  • baba67 Re: Ciekawostka dla Baby :) 04.12.15, 20:21
                    Na ogół napisałam, na ogoł to panom sie lepiej powodzi , zegar biologiczny nie tyka , niezobowiązujące do niczego "związki" bardzo im na rękę. To zalezy od czlowieka pewnie, ale jak dziewczyna naiwna i trafi na takiego przyjemniaczka to się z reką w nocniku obudzi.Kiedy jeszcze ta moda na kociełapy do nas nie dotarła od od razu było widać kto kogo w jakim poważaniu ma.Jak się taki musial zenic to ogon podkulał i panna wiedziała na czym stoi, teraz będzie latami zwodził i w koncu młodszej poszuka. Nie wszyscy wielbiciele wolnych związkow tak mają oczywiście, jeśli obie strony tak wolą to ich sprawa.
                    • kora3 Re: Ciekawostka dla Baby :) 05.12.15, 09:39
                      Babo - raz jeszcze - nie rozumiem...Nie rozumiem tematu "zwodzenia" - serio. Czy kobiety sa upośledzone z natury jakoś, że nie potrafią artykułowac swoich oczekiwań?
                      Z doświadczenia - a jestem jak wiesz kobietą smile - wiem, że potrafia, tak w sferze osobistej, jak i np. zawodowej.
                      Nawet ten wątek pokazuje, że wiekszosc kobiet, w tym ja jest zdziwiona postawą watkodawczyni, to znaczy tym, że autorka wątku ma opory przed rozmowa na temat mieszkania ze swoim chłopakiem.
                      • kora3 Kolejna ciekawowtka dla Baby :) 05.12.15, 10:37
                        Mam wrażenie Babeczko, że posługujesz sie nadal pewnym stereotypem, który ukuł się bynajmniej nie przed wiekami, a całkiem stosunkowo niedawno, bo za PRL-u.
                        Otóż w tamtych czasach nadal funkcjonował w wielu środowiskach przedwojenny standard polegający na tym, że kobieta w pewnym wieku powinna wyjśc za mąż. Jesli nie wyszła, zyskiwała status "starej panny" i nadal, choć kobiety zaczęły się kształcić i pracować bez porównania czesciej niż przed II wojną to jednak za maz wychodziły znacznie statystycznie wczesniej niż obecnie. Statystycznie także obowiazywał tu model, w którym standardowo kobieta w zwiazku była od meżczyzny młodsza. To wszystko determinowało to, że meczyzna z załozenia dysponował na wstępie większym uposażeniem, bo pani dopiero zaczynała prace tuż po szkole/studiach a pan już pracował lat kilka. Do tego mimo pozornego równouprawnienia eksponowane i zwiazane z wiekszymi pieniędzmi stanowiska były niejako "z urzędu" zarezerwowane dla męzczyzn (poza nielicznymi wyjatkami branzowymi). Stad faktycznie, niejako z załozenia facet zarabiał lepiej od kobiety i to się na ogół w stadle nie zmieniało jakoś drastycznie. Poza tym nadal funkcjonował przedwojenny model społeczny w mysl którego to pan nie tylko płacił za oboje na randkach smile, ale także to on miał z zalozenia utrzymywac rodzinę, także wowczas, gdy jego małzonka pracowała.
                        Dzis dośc radykalnie zmieniły się realia - ludzie decydują się na powazne wspólne zycie znacznie później - w przypadku ludzi studiujacych, bliżej 30 -stki. Oboje też do tego czasu staraja się wyrobić sobie jakąś pozycję zawodową i oboje maja na to z załozenia rowne szanse. Jednocześnie panowie oczekują, ze panie bedą samowystarczalne w kwestii finansowania wspólnych spotkań/wyjazdów...

                        Co do Babo natomiast do tego, że kobiety mają gorzej itd. Moja znacznie młodsza znajoma (28 l.) bezdzietna panna, poznała nie tak dawno pana - 33 l. bardo przystojny, miły, inteligentny. Pani mu się bardzo sporobała od 1 wejrzenia, on jej także. No i? No i zaczeli się spotykać i pan bardzo szybko zdecydował się na deklarację uczuciową. Pan się pani podoba, ale jak szczerze powiedziała - na miłośc za wczesnie, a jedyne co mogłaby mu teraz zaoferować to seks. Widoki na wspólne zycie widzi nie za bardzo, choć panem jest w sferze intelektualnej i erotycznej dośc zafascynowana. Dlaczego nie widzi? Ano pan jest po rozwodzie, ma z bylego małzenstwa 2 dzieci, sa to dzieci jak się domyślasz małe. Ma z nimi dobry kontakt, poprawny także z ekszoną, płaci alimenty, a wspólny dom wspaniałomyslnie pozostawił byłej małzonce i swoim dzieciom i wyniósł się do rodziców, do mieszkania w bloku. Pan jest fajny na spotykanie się, na seks, ale na partnera zyciowego - nie. Mieszkania nie ma - wprowadziłby się do niej. No ok, niechby było, mieszkanie jest po babci, nieobciazone kredytem, dorzuciłby się do opłat, moze być. Ale pan ma zobowiazania w postaci alimentowania małoletnich dzieci, które to zobowiazanie bedzie miec jeszcze dlugo Babo. Z obiektywnych przyczyn pan teraz nie moze wykonywac pracy dzieki zarobkom z której stac go było na postawienie domu bez większych obciązeń kredytowych. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie mógł do tego zajecia powrócic. Była zona pana prowadzi swoją dzialanośc usługową i na razie jest ok, ale zawsze jej sytuacja moze sie pogorszyć i bedzie oczekiwała wiekszego wkładu pana na dzieci, który to wklad obecnie jest standardowy i stosowny do zarobków pana. Gdyby pani chciała się z nim rozmnazać (czego w najblizszym czasie nie planuje, ale tak w ogóle chcialaby kiedyś mieć dziecko), to na "dzień dobry" jej dziecko miałoby w pakiecie dwoje przyrodniego rodzeństwa, co niekoniecznie byłoby jej marzeniem.
                        Pan jest w pani zakochany i bardzo chętny na stały, takze sformalizowany związek. Pani póki co jest chętna na spotkania i seks, nie zwodzi pana, powiedziała mu jak jest. Bardzo go to zdołowało, ale mimo to nadal chce się z panią spotykać i nadal powraca do swego modelu zwiazku w rozmowach. A pani nie chce i wcale jej się nie dziwię - młoda jest, ma fajnie zapowiadającą się kariere zawodową przed sobą, ma swoje mieszkanie, zdrowych niestarych jeszcze rodziców, grono znajomych - zwyczajnie chce się zabawić. A kiedy zechce miec dziecko, to niekoniecznie z panem z "bagazem" w postaci dwójki małych dzieci, za to bez mieszkania.
                        • lati7 Re: Kolejna ciekawowtka dla Baby :) 05.12.15, 11:14
                          Proszę zauważyć że autorka wątku ma problem, a jakoś nie bierze udziału w tej rozbudowanej dyskusji... Miała, co napisała i tyle smile Nie ma co się rozpisywać i snuć domysły, widocznie problem nie tak wielki.
                          Skoro nie odzywa się od kliku dni, to dalej sprawa jest nierozwiązana, a ona dalej śpi, je i żyje z osobą która trzyma ją w niepewności.
                          A może nam powie ? Zobaczymy.
                          • kora3 Re: Kolejna ciekawowtka dla Baby :) 05.12.15, 11:33
                            E no wiesz, czesto tak jest, że jakas konkretna sprawa przedstawiona w pierwszym poście generuje takze dyskusję na pewnych poziomach ogólnosci. Nie ma w tym nic złego
                            • salsa.lover Re: Kolejna ciekawowtka dla Baby :) 06.12.15, 21:51
                              kora3 napisała:

                              > E no wiesz, czesto tak jest, że jakas konkretna sprawa przedstawiona w pierwszy
                              > m poście generuje takze dyskusję na pewnych poziomach ogólnosci. Nie ma w tym n
                              > ic złego


                              Wiesz, jest też tak, że jak ktoś założy wątek dotyczący konkretnego problemu a tu zamiast odpowiedzi w temacie 2 czy 3 osoby kompletnie przejmują przestrzeń dla swoich osobistych dyskusji, dywagacji i prezentacji własych poglądów (sporo obok tematu), to ja rozumiem, że się odechciewa przez to wszystko przekopywać.
                              • anastazyl Re: Kolejna ciekawowtka dla Baby :) 08.12.15, 12:25
                                salsa.lover napisała:

                                > Wiesz, jest też tak, że jak ktoś założy wątek dotyczący konkretnego problemu a
                                > tu zamiast odpowiedzi w temacie 2 czy 3 osoby kompletnie przejmują przestrzeń d
                                > la swoich osobistych dyskusji, dywagacji i prezentacji własych poglądów (sporo
                                > obok tematu), to ja rozumiem, że się odechciewa przez to wszystko przekopywać.

                                Nie czepiaj się Korci. Ona jest mądra, światowa, bogata, wykształcona i ma na każdą okazję tysiąc historii. To po prostu taki typ osoby. Musi być w centrum uwagi w każdych okolicznościach (nawet na cudzym pogrzebie). W sumie szkoda, bo gdy akurat nie pisze o sobie, to wypowiada się całkiem sensownie. Niestety takich osób nie da się lubić, bo mało kto jednak lubi egocentryków i bufonów.
                                • baba67 Re: Kolejna ciekawowtka dla Baby :) 08.12.15, 21:25
                                  No właśnie anastazyl nikt egocentrykow i bufonów nie lubi, ale chyba o sobie piszesz.
                          • baba67 Re: Kolejna ciekawowtka dla Baby :) 05.12.15, 13:35
                            Autorka to troll animacyjny, moje opinie sa tu czysto hipotetyczne typu "czy Wokulski powinien". Rozpatrywanie wymyslonych problemów pod katem wypada/nie wypada urażąc uczuć autorki jest zabawne. To właśnie charakterystyczna cecha trolli-że się nie odzywają.
                      • baba67 Re: Ciekawostka dla Baby :) 05.12.15, 11:08
                        Artykulują i słysza co chcą usłyszeć-rok dwa trzy bo zawsze coś, potem funkcjonują jako ta Kaśka od Andrzeja i nawet jesli probuja zerwać (niełatwe bo wiaze się cała masa problemów również finansowych -wyprowadzka) to ciagnie sie za nimi pietno Kaśki od Andrzeja i jakos nikt sie do relacji nie pali(bo tyle byli to pewnie sie zejda) . Kobiety nie tyle boja sie artykułować co boja się rozstawać, szukać próbowac. taki cacuś o tym wie.
                        ich wina-pewnie tak
                        • kora3 Re: Ciekawostka dla Baby :) 05.12.15, 11:29
                          Babo, pisalam to już wiele razy i powtorzę - facetów się NIE SZUKA, bo i nie potrzeba tego smile Nie sa jakimis unikatami, jak trufle np., ze swinie trza na nich wysylac smile. Facetów się poznaje i wybiera odpowiedniego. Pisze to tak z doswiadczenia, jak i z obserwacji mądrych kobiet - nie desperatek!
                          Te własnie opisane przez Ciebie sytuacje biorą się ze wspomnianej desperacji Babo. Bo desperatka jest przekonana, że nikt juz jej nie zechce, bo byla Kaską od Andrzeja, bo ma ileś tam lat itd. To jest TYLKO w głowie takiej kobiety - naprawdę. Rozejrzyj się dookoła - zobacz ile kobiet po bardzo powaznych zwiazkach (np. zakończonych rozwodem) z dziećmi znajduje kolejnych partnerów - mnóstwo.

                          A już owo funkcjonowanie jako "Kaśka od Andrzeja" po rozstaniu zwyczajnie mnie śmieszy. A smieszy, bo to tak wcale nie działa, w kazdym razie nie w skali globalnej Babo, a jesli działa to w jakimś maglowym towarzystwie, z którego z oczywistych przyczyn nie rekrutuje się nastepnego partnerasmile
                          Znów mogę się posłużyć własnym przykładem smile - ja w sposób szczególny bylam kojarzona z moim ekspartnerem, bo wszak do niego tu przyjechałam i w czasie, gdy się rozstawaliśmy wiekszosc ludzi mi tu znanych bliżej to były osoby poznane przez niego, a nawet jesli nie, to jego znające i wiedzace, że jesteśmy razem. Do tego po rozstaniu mieszkaliśmy nadal w tym samym mieszkaniu jego krewnej. Nadal przy okazji pracy, a także prywatnie pokazywaliśmy się razem. Z naszego rozstania tajemnicy nie robiliśmy, ale tez nie dalismy w tej sprawie ogłoszeń. Zatem w mentalnosci ludzi funkcjonowalismy nadal jako para, ba niektórzy nawet nie wiedzieli, że my tą parą juz nie jesteśmy. Mowa o niewielkim stosunkowo mieście.
                          No i co Babo? No i kochana nic smile
                          Poznawalam zupełnie normalnie, tak jak dotychczas róznych panów, którzy o ile wczesniej nas nie kojarzyli wspólnie, to łatwo mogli się od znajomych dowiedzieć, że byliśmy para, a nawet ze mieszkamy nadal de facto razem i wcale ich to nie odstręczalo ode mnie.
                          Moj partner akurat ani mnie, ani mojego eksa wczesniej nie znał, ale bardzo łatwo mógł się tych szczegółów dowiedzieć od ludzi, którzy nas i jego b. dobrze znali. Nie obiło mi sie o uszy, by taki wywiad przeprowadzałsmile, ale mógł i to naturalnie, z wielką łatwością np. od mojej przyjaciółki, a swej koleżanki z pracy mógł się tego dowiedzieć.
                          Dowiedział się ode mnie, w naturalny sposób, w rozmowie. Obije nie pochodzimy z miasta, gdzie obecnie mieszkamy, wiec naturalne było moje pytanie jak się tu znalazł i jego adekwatne. On z racji zmian w jego pracy, a ja - no powiedziałam, że przyjechałam do eksa, potem się rozeszłoo, a ja zostałam i teraz mieszkamy razem na przyjacielskiej stopie. No i ? No i nic nadal smile
                • kora3 Dodam jeszcze Babo 04.12.15, 19:44
                  Pozwole sobie dodac, że w opisanej sytuacji mogłoby być dokładnie odwrotnie ze tak powiem płciowo. To wątkodawczyni mogłaby mieć uskładanych trochę pieniędzy i troche mogliby jej dorzucic rodzice.
                  Tymczasem ty przedstawiasz rzecz tak, ze stroną lepiej uposazoną MUSI ZAWSZE być facet. A tak wcale nie jest moja droga. Powiem nawet, że jak obserwuję, to całkiem spora cześć par ma taką sytuację, że uposażenie jest podobne, na podobnym poziomie. Wynika to poniekąd także z tego, że ludzie na ogół dobieraja się w pary kierując się także intelektem i pozycją partnera/rki. Stąd jak juz tu kiedys pisałam malo jest stosunkowo par typu lekarz + sprzataczka, czy prawniczka i murarz.
                  • baba67 Re: Dodam jeszcze Babo 04.12.15, 20:32
                    Watkodawczyni z uskladana kasa i perpektywa lokum w dodatku niebrzydka i niegłupia nie miałaby żadnych problemów ze znalezieniem pana powaznie myślacego o życiu i związkach. I nie zwodziłaby go latami bo jednak większosc kobiet chce mieć dzieci i nie moga sobie, w przeciwienstwie do panow czekac z tym spokojnie do 40 tki. Tu tkwi ta róznica.Partner wątkodawczyni o ile tak nazwać go można nie chce powaznego związku bo czekać może hoho pare lat.
                    • kora3 Re: Dodam jeszcze Babo 05.12.15, 09:59
                      Babo, ja partnera wątkodawczyni nie znam i nie podejmuję się na jego temat wypowiadać smile Te szczegóły, ktore podała tu autorka wątku pozwalają mi jedynie na opinię, że w tym zwiazku jest coś nie tak ze zwyczajną komunikacją i ze dla mnie takie cos byłoby nie do przyjecia.
                      Podane szczegóły pozwalają też na przypuszczenie, że w parze tej kazde moze miec raczej podobny do drugiego status materialny.
                      Czy powiadasz pani w adekwatnej do pana sytuacji nie miałaby problemów ze znalezieniem pana do życia - no dyskusyjne Babo, chocby w swietle powodzenia portali randkowych.
                      Co do biologicznego zegara - ta, no tu masz rację, kobiety mają tu gorzej, bo jesli chcą sie zrealizowac jako matki, to mają na to ograniczony biologia czas. Jakkolwiek mozna wszak to zrealizować z kazdym płodnym i chetnym panem, to jednak większosc pan woli ze stałym partnerem lub męzem. W moim odczuciu należy te potrzebę wyartykułować i już.

                      Poza tym Babo nie ma w tej historii chyba nic o zwodzeniusmile Mnie to wygląda całkiem inaczej - para póki co nie myslal, takze ze strony pani jak sadze poważnie o dzieciach - wnosze z tego, że zwyczajnie nie miała na to warunków mieszkając wspólnie z drugą parą w mieszkaniu o niskim standardzie. Gdy pan zdecydował się za namową pani na mieszkanie w kredycie, ta sytuacja nieco się zmienila, ale tak naprawdę tylko nieco, bo kredyt zapewne niemały trzeba będzie spłacać i jak mniemam jest to kwota i terminowośc odmienna od rat za telewizor, czy także np. samochód.
                      Ale tu wydaje się, że ta para wcale na takie przyszłosciowe tematy nie rozmawiała wczesniej (moge się oczywiscie mylic), bo gdyby np. rozmawiali o dziecku, to po decyzji pana ws. mieszkania naturalne byłoby powrócenie do tematu w kontekscie nowej sytuacji.

                      Czy tu mozna mówić o zwodzeniu? No nie Babo, nie smile Jesli ktos o czyms nie mówi, to znaczy ze go to nie interesuje/nie potrzebuje tego. Zwodzona jest osoba, która swe potrzeby zgłasza i potem jest oszukiwana, że zostaną zaspokojone, a strona o tym zapewniająca wcale zaspokajac nie ma zamiaru. Na zwodzenie jest jednak sposób - zawsze mozna sobie załozyć, że jesli coś nie zostanie zrealizowane do jakiegoś czasu, to się poczyni inne kroki, np. rozstanie.
                      • kora3 do Babeczki - całkiem serio 05.12.15, 12:09
                        Widzę Babeczko, że Ty dość dowolne prezentujesz poglądy, chyba nieco zależne od sytuacji smile
                        Zatem pozwolę sobie zwrócić uwagę na zauważona przeze mnie taką nieścisłość.

                        Otóż jak wiesz ja mieszkanie miałam własne, na stosunkowo długo przed slubem. Moj były mąz jako mój chłopak, a potem narzeczony w żaden sposób nie partycypował w kosztach zakupu tego mieszkania. Po slubie zameldowałam go jako męza, ALE nie uczyniłam go współwłaścicielem mieszkania. O ile pamiętam z naszych wczesniejszych rozmów na takie tematy, nie widziałaś w tym nic zlego, ani dziwnego. I tak się teraz zastanawiam, czy mialabyś takie samo podejscie, gdyby sytuacja była odwrotna - ja wprowadziłabym się do jego kawalerskiego mieszkania, została w nim jako żona zameldowana, ale współwłaścicielem bym nie byla.
                        Zastanawiam się nad tym, bo mam wrażenie, że Ty widzisz i nawet rozpatrujesz "zabezpieczenia" wynikające z formalizacji związku TYLKO od strony kobiety. Kobieta będzie miec prawo do majątku wspólnego, kobieta moze otrzymac od bylego meza alimenty na siebie itd. Tymczasem wszelkie te sprawy działają W OBIE STRONY Babo. Mąż tez ma prawo do majatku wspólnego także wówczas, gdy sam do tego majątku niewiele się przyłożył - jak np. mój były mąż. My akurat podziału majątku nie przeprowadzaliśmy sądownie, bo tak na serio, nie za bardzo hehe było co dzielić. Jedyna naprawdę cenna rzecz - mieszkanie - podziałowi nie podlegało, samochodów nie było sensu dzielić, bo kazdy sobie wziął ten, ,który uzytkował, tym bardziej nie było sensu dzielic jakichś sprzetów kupionych w czasie trwanai małzeństwa, bo w jego trakcie kupilismy sobie chyba tylko nową pralke i telewizor, reszta bowiem była już w mieszkaniu, gdy się wprowadzał. ALE te drobne sprzety oraz te nasze samochody MOGŁY być przedmiotem podziału majątku dorobkowego Babo i dyby mój eksmąz się uparl, to ten podział zostałby przeprowadzony po połowie, choć on w zasadzie nie partycypował w kosztach zakupu tych rzeczy. Jak znam Ciebie, to po ludzku nie uznawałabyś tego za sprawiedliwesmile Ale slowo "prawo" nie jest synonimem słowa "sprawiedliwość" Babo, jest synonimem słowa "porządek". Polski porządek prawny nie widzi małżonków płciowo- nie uznaje, że jesli to kobieta zarabia więcej (albo jesli tylko ona zarabia - co także moze się zdarzyć), to podczas podziału majątku dorobkowego jej nalezy się więcej. Jesli komus nie odpowiada to, że współmałzonek zarabia malo, albo wcale nie zarabia, to moze doprowadzić do rozdzielnosci majątkowej. Jesli nie doprowadza, to znaczy ze to komus co najmniej nie przeszkadza.

                        I w zwiazku z tym kobieta także musi się liczyc z tym, że podzielony z grubsza na połowę zostanie majątek, który sama lub większosci ona w małzeństwie wypracowała, podzielone zostanie także to, co do majątku wniosła, a uczyniła meza współwłascicielem, jesli będa po temu przesłanki moze ona zostać zobowiazana do alimentowania byłego męza. Tymczaem Ty zawsze i ciagle przedstawiasz sytuacje tak, jakby podział majątku czy alimenty na byłego współmałzonka zawsze i tylko dotyczyły kobiety i zawsze były dla kobiety korzystne
                        • kora3 Dla Baby - praktyka 05.12.15, 12:42
                          Całkowicie prawdziwa sytuacja rozwodowa Babo, dodam, że niedawna. Rozwodziło się małzeństwo z bardzo długim, bo około 40 - letnim stażem. Jak się najpewniej domyslasz małzeństwo to nie ma małoletnich dzieci. Mieszkanie, w którym małzonkowie mieszkają kiedyś było tzw. zakładowe, potem na dośc preferencyjnych zasadach małżeństwo je wykupiło. Rozdzielności majątkowej nigdy nie miało. Nie ma najmniejszej watpliwosci, że stadło na poziomie materialnym, na którym funkcjonowało przez większosc czasu trwania małzestwa utrzymywał pan. Pan był górnikiem, obecnie od już sporego okresu czasu jest na emeryturze. Pani również byla czynna zawodowo, z przerwami na urlopy macierzyńskie i wychowawczy na 2 ich współnych, już dorosłych obecnie i samodzielnych dzieci. Pani ta, gdy dzieci były już nastolatkami zaczeła systematycznie uzupełniac swoje wykształcenie. I jednoczesnie zmienila tez pracę obejmujac stanowisko lepiej płatce niz dotychczasowe. Pracowitośc i uzupełnienie wykształcenia pozwoliło pani na awans w instutucji, w której pracowała. Z dość wysokiego stanowiska naczelnika wydziału odeszła kilka lat temu na emeryturę.
                          Tymczasem pan poznała jakąs panią via net i wdał się z nią w romans. Żona o tym romansie się dowiedziala i wniosła o rozwód. Żądała orzeczenia wyłącznej winy męza oraz alimentów na siebie. Tu wazny szczegół - mąż pani ma ok . 4,5 tys. emerytury, pani ok. 2,5 tys. złotych.
                          Sąd przychylił się do pozwu pani w zakresie uznania winy meża, który zreszta nie zaprzeczał, ze ma romans i również chciał rozwodu. Ale alimentów na nia nie zasądził - co było zresztą całkowicie do przewidzenia Babo. Pani ma swoje swiadczenie emerytalne, które pozwala jej na utrzymanie się. Dlaczego miałaby otrzymac od meza alimenty? Jak ona sama mówiła, chciała, zeby poniósł karę za to, że ją zdradził po tylu latach małzeństwa.
                          Rozumiem jej rozgoryczenie, ale alimenty nie są forma kary Babo, tylko wsparcia. Pani wsparcia nie potrzebuje a polski porzadek prawny nie przewiduje odszkodowania za zdradę, czy zmarnowane wg pani lata życia. Mozna powiedzieć, że pani sobie sama winna - gdyby się nie kształciła, pracowała na podrzednym stanowisku i z takiego poszła na emeryturę i miałaby np. 800 złotych tejze, to mogłaby wykazac, że po rozstaniu z mezem jej standard życia znacznie się pogorszy. A jakby wcale nigdy nie pracowała i była przy męzu, to już w ogóle - sąd musiałby jej przyznać alimenty. Ale w takiej sytuacji nie musiał i nawet podstaw nie było. Czy standard życia pani po rozwodzie się pogorszył? No obiektywnie Babo - tak! Łatwiej jest dwóm osobom zyć za 7 tys. złotych miesiecznie, niż jednej za 2,5 - oczywiste. Ale w rozumieniu sadu standard nie pogorszył się ZNACZNIE - pani nie będzie głodowała, ani nie stanie się bezdomna.
                          • baba67 Re: Dla Baby - praktyka 05.12.15, 13:32
                            No i słusznie sąd nie zasadził alimentów. Dlaczego mialby zasądzać?Pani jest czynna zawodowo , na cudzych plecach sie nie chce wozić i bardzo mi sie podoba że prawo jest rozsadne w tej dziedzinie, Pani wybrała na meżą osobe która cięzko nazwać szlachetnym człowiekiem bo każdy podejmuje ryzyko wiążąc sie z kimkolwiek. Ostatecznie dzieki jego pieniadzom przez wiele lat rodzina zyła w dobrobycie to tez trzeba docenić.Jak sie dzidziowi na stare lata przygód zachciało to dlaczego nie miałby tego z własnej emerytury finansować? Przeciez sam ja wypracował.
                            • kora3 Re: Dla Baby - praktyka 05.12.15, 13:42
                              Pani nie jest czynna zawodowo Babo, jest na emeryturze
                        • baba67 Re: do Babeczki - całkiem serio 05.12.15, 13:18
                          Nigdy tak nie twierdziłam.Każdy czyta przez filtr swoich doświadczen.
                          • kora3 Re: do Babeczki - całkiem serio 05.12.15, 13:55
                            bao, no sorka, ale nieraz twierdzilaś, że facetowi np. OPLACA się być w wolnym związku, a kobiecie się NIE OPLACA.
                            Na pytanie dlaczego się pani bardziej oplaca być zoną odpowiadalaś, że:
                            - wszystko co się nabywa jest wspólne - i to poza wyjątkami jest prawda, tylko akurat to bardzo latwo zalatwić, każdą bowiem rzecz ruchomą i nie mozna kupić uwględniając na fakturze czy akcie notarialnym inna osobę- dodam, ze ta osoba nie musi być spokrewniona, spowinowacona, ani nawet nie musi być partnerem zyciowym - mieszkanie czy samochód mozna sobie kupić na spółkę z przyjaciółka, albo znajomym.

                            - dziedziczy się z ustawy po mężu/zonie - to też prawda, co nie przeszkadza dziedziczyć z testamentu po kiimkolwiek kto wyrazi taką wolę - spadkodawca także nie musi pozostawac w żadnej formalnej bliskości ze spadkobiorcą - mozna ująć w testamencie kogo się chce - np. sąsiada.

                            Tu jednakowoż wypadałoby wspomnieć, że o ile spadkodawca ma jakieś zobowiazania np. długi, to spadkobiorca jest zobowiązany do ich uregulowania, jesli oczywiscie spadek przyjmie. I teraz należy się zastanowić, czy w takiej dobrej sytuacji jest np. zona, której z mocy prawa przypada połowa zajmowanego przez nią i meza za jego życia mieszkania, a który miał długi. Jesli odrzuci spadek w postaci połowy lokum, to lokum to przejdzie na Skarb Państwa i pani chcąc w lokalu pozostać bedzie musiała od państwa te część kupić.

                            - w razie rozwodu pani bedzie mogła liczyć na alimenty na siebie ze strony byłego męza - prawda, ale prawda obwarowana wieloma czynnikami i działajaca takze w drugą strone - byly mąz spełniając okreslone warunki także moze takie alimenty na siebie wyegzekwować.
                            Poza tym należy liczyć sie z tym, że jesli maz ów nie zarabia wiele, to i alimenty bedą (jesli bedą) lichutkie, bo i z czego maiałyby być sute.

                            W obliczu powyższego, jak naprawdę z doswiadczenia osobisyego nie widzę, w jaki sposób małeńztwo miałoby być dla mnie bardziej opłacalne niż wolny zwiazek.
                            • kora3 Babo - bardzo wazne! 05.12.15, 14:11
                              Niezależnie od tego, co napisałam powyżej - podkreślę raz jeszcze: każdy, kto z dowolnego powodu CHCE formalizacji zwiazku i jest to dlań sprawa kluczowa, powinien do tego dążyć. Dążenie to zaczyna się od tego, że w powazną relację damsko meską taka osoba, niezaleznie od płci, powinna wchodzić tylko z kimś, kto tego nie wyklucza. O tym czy ktoś wyklucza, czy nie i o innych zapatrywaniach drugiej strony na zwiazki mozna się dowiedzieć po prostu z kimś ROZMAWIAJĄC. Napisałam to capsem, bo zaraz moze paśc koronny argument, ze no tak jasne, Kora radzi na 1 randce wyskoczyc z zapytaniem czy się ze mna ożenisz/wyjdzeisz za mnie i czy imię dla synka Jasiek, a dla córeczki Ania ci się podoba smile
                              Poglady innych ludzi także zwyczajnie znajomych/kolegów/kolezanek poznaje się poprzez najzwyczajniejsze rozmowy.

                              I teraz Babo, niestety, ale muszę powrócic do tematu desperatów i desperatek. Normalnie człowiek otwarty na nowy zwiazek nie zakłada z góry, że osoba z która się zaczął spotykać jest już kandydatem/tka na współmałzonka czy partnera. Daje sobie i tej osobie czas na poznanie się zwyczajnie. Daje go takze wowczas, gdy zaistniał seks w tej parze, bo seks nie jest zadna DEKLARACJĄ, ludzie do niego maja podejscie rózne.

                              Naprawdę nie pojmuję, jak mozna związać się z kims o kim się guzik wie w sensie jego planów na przyszłosc, oczekiwań. Uprzedzając, nie nie chodzi o to, by na którejs randce dac ankiete do wypełnienia smile Takie rzeczy po prosyu wychodza z rozmów, albo także obserwacji.
                              Dla mnie to całkiem naturalne. Np. kiedy zaczełam się spotykac z moim partnerem i znajomośc stała sie zazyła, nie widziałam nic zdroznego w jego pytaniu czy brak dzieci był moja decyzją, czy moze tak wyszło. Powiedziałam jaki mam do tej sprawy stosunek i naturalnie zapytalam jego, czy czuje sie już spełniony rodzicielsko, czy moze jeszcze chciałby miec dzieci. No i dowiedziałam się, ze nie planuje potomstwa, acz gdyby się miało pojawić, nie byłoby to tragedią. W ten sposób obije wiedzieliśmy na cym stoimy: on na tym, że ja dzieci nie chcę mieć, a ja na tym, że on nie ma na nie parcia.
                            • baba67 Re: do Babeczki - całkiem serio 05.12.15, 16:37
                              Oplaca sie nie w sensie kasy, tylko bzyka sobie spokojnie rozglądając sie za kims lepszym (a może zreszta nawet i nie to tylko zwyczajnie nie chce mu sie dzieci kłopotu i wydatkow co jego prawo) podczas gdy panna wiąze ze zwiazkiem nadzieje prokreacyjne.Panna tez ma z tego bzykania korzyśc bo dobrze to wyplywa podobno na caloksztalt ale pozatym traci najlepszy czas na macierzyństwo. Kasa jest drugorzedna , tyle tylko ze dobrze ustawiona panna ma chetnych i zadnemu nie przyjdzie do głowy traktować ja niepowaznie. Zasadniczo pieniadz tylko panem jest złym bo jako sługa sprawdza sie fantastycznie.Pannie z lokum o wiele latwiej jest wykonac copas w doopas jak jej cos nie pasi.Polecam program Rolnik szuka zony-samo życie-genialne studium polskiej mentalnośći.
                              • kora3 Re: do Babeczki - całkiem serio 05.12.15, 16:52
                                Babo - cierpliwie raz jeszcze smile
                                Być moze Ty nie znasz takich związków, ale świat ze tak powiem zna, że dziecko/dzieci pojawiaja się także, gdy zwiazek jest niesformalizowany. Zatem decyzja o dziecku nie jest scisle powiazana z decyzją o formalizacji Babo, a brak formalizacji nie musi byc zwiazany z brakiem posiadania dzieci, co pokazuje życie po prostu. Zycie pokazuje także, ze także w sytuacji gdy jest formalizacja i dzieci mozna sobie wybrać inny model.
                                Zatem to co piszesz przeczy logice smile Nie, to nie znaczy, ze takie sytuacje się nie zdarzają- że pani che dziecka, pan mowi, że póxniej, a nie ma zamiaru wcale, albo z tą panią nie ma zamiaru, ale z formalizacją nie ma to wiele wspólnego. Dzieci nie robi się kolokwialnie mowiac obrączką smile i moge Cię z własnego doswaidczenia zapewnić, że nie chcąc ich miec w małzeństwie mozna skutecznie tego unikać. Dodam, że kobieta ma niezaleznie od formalizacji większe szanse unikniecia ciąży i "nieuniknięcia" niż męzczyzna, wynika to ze tak powiem ze specyfiki obecnie dostępnej antykoncepcji.
                                • baba67 Re: do Babeczki - całkiem serio 05.12.15, 17:15
                                  Nie pisalam że musi byc slub przeciez, chodzi o powazne podejscie do tematu wspolnego życia. Może nielogiczne jest to co piszę wcale sie nie upieram ale własnie tak czuję. Większość kobiet chce ślubu i o nich pisze.To chcenie niczego nie gwarantuje ale one tak czują, tego pragną i jeśli partner naprawde darzy uczuciem będzie chcial swoja kobiete uszcześliwić.
                                  • kora3 Re: do Babeczki - całkiem serio 05.12.15, 18:35
                                    Nie wiem babo, czy wiekszosc chce. Pewnie zależy od sytuacji, podejscia. Nie w tym jednak rzecz. Nie należy przypisywać innym cech nadprzyrodzonych Babo. W tym jasnowidzenia. Jesli jakaś kobieta, albo mezczyzna uwaza slub za kluczową sprawę, nalezy to wyartykułować, a nie oczekiac ze druga strona się domysli. Jesli druga strona deklaruje niechęc, to nalezy przyjac to do wiadomosci, a nie oczekiwac, ze jej sie odmieni i mieć pretensje, ze się nie odmieniło. To jeest bardzo proste
                                    • baba67 Re: do Babeczki - całkiem serio 05.12.15, 19:56
                                      Druga strona na ogół sie domyśla tylko woli rżnąć głupa.Oczywiście to moja subiektywna opinia i nie ma obowiazku zgadzania się z nia.Sama nigdy bym do takiej sytuacji nie dopuściła, z narzeczonym (takim z pierscionkiem )co mu sie wieczne narzeczeństwo marzyło się rozstałam i jedyne czego żałowałam to że tak póżno.
                                      • kora3 Re: do Babeczki - całkiem serio 05.12.15, 20:16
                                        Babo - nawet jesli rżnie głupa, to za przyzwoleniem strony pierwszej smile Wszystko rozbija się o umiejetnosc wyartykułowania swoich oczekiwań i umiejętność zrezygnowania z kogoś/związku jesli nie mają byc spełnione z załozenia, albo ich spełnienie jest obiecywane, ale w czasie/ w sposób nieakceptowany przez zainteresowanego.
    • majaa Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 13:18
      Mieszkasz z facetem 3 lata, jesteście parą, nagle on kupuje mieszkanie, zamierza się wyprowadzać, z Tobą i o Tobie w tej sytuacji ani słowa, a Ty się zastanawiasz, czy jak poruszysz temat, to przypadkiem nie wyjdziesz na desperatkę?... No wybacz, ale nie ogarniam Twoich wątpliwości, nie wiem, na co czekasz właściwie... aż pan i władca zdecyduje i łaskawie zechce poinformować Cię o Twoim losie?
    • marz12ka Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 14:08
      zadaj proste pytanie :
      a tym twoim nowym mieszkaniu planujesz mieszkać sam czy z e mną?
      jak odpowie że oczywiscie że z Toba to ok , a jak nie bedzie wiedział co powiedzieć albo unikał odpowiedzi to sory ale zmień faceta.....
    • misseczka Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 16:39
      W tej całej historii zasady savoir vivre'u można, owszem, zastosować, ale w odniesieniu do Twego partnera i pozostałej dwójki, która wraz z Wami wynajmuje to mieszkanie. Ponieważ, jeśli dobrze zrozumiałam, ich także to ciągłe podkreślanie "swojego mieszkania" irytuje, być może dlatego, że oni sami na własne nie maja specjalnych widoków. I takie zachowanie rzeczywiście nie jest zbyt taktowne i rzeczywiście może denerwować.
      Ale w problemie, który powstał na linii: Ty - Twój partner savoir vivre nie ma nic do rzeczy, bo to nie te zasady powinny skłonić Twego faceta do rozmowy na temat ewentualnego zamieszkania, tylko uczucia, które Was, zakładam, łączą i wynikająca z nich chęć dalszego dzielenia życia. Jeśli nie ma tych uczuć, to żaden savoir vivre nic tu nie pomożesad
    • vilez Re: Mieszkanie za oknem 04.12.15, 19:02
      Widzę, że masz ochotę na pełny związek z partnerem.
      W związku z tym jawi mi się kwestia zupełnie podstawowa: czemu mu o tym nie powiesz?
    • vivi86 Re: Mieszkanie za oknem 06.12.15, 07:16
      Aha i jeszcze jedno. Pół roku do przeprowadzki, pół roku mieszkania samemu=w sumie rok. Dużo czasu. Hmmmm...
      • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 06.12.15, 10:44
        No wiesz, ja wiem czy dużo - jak się kupuje juz istniejące ze tak powiem mieszkanie, to co innego, ale w takim przypadku ...
      • vezbetka Re: Mieszkanie za oknem 07.12.15, 16:49
        vivi86 napisał(a):

        > Aha i jeszcze jedno. Pół roku do przeprowadzki, pół roku mieszkania
        > samemu=w sumie rok. Dużo czasu. Hmmmm...

        Dużo czasu sad Dziękuję za rady jednoznacznie negatywne, ale takie życie sad Jest mi bardzo smutno, ale czuję, że on mnie kocha i swoją przyszłość widzę przy nim. Może to po prostu taka ostatnia chęć wyszumienia się przed poważnymi zobowiązaniami. Zgodziłam się dać mu te pół roku w nowym mieszkaniu, uzgodniliśmy że wszystkie weekendy spędzać będziemy razem na zmianę: u niego i u mnie, a co dziennie chociaż na 10 minut się widzieć. Wierzę, że wszystko się ułoży. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za pomoc.
        • ewa_2009 Re: Mieszkanie za oknem 08.12.15, 00:58
          Czyli weekendy spędza z Tobą, a pozostałe dni (prócz tych 10 minut) z innymi kobietami? No bo w końcu ma się wyszumieć. Ale Ty będziesz miła dobry punkt obserwacyjny, żeby sprawdzić z kim tego dnia wraca do siebie?
        • vi_san Re: Mieszkanie za oknem 08.12.15, 09:39
          Czuć, oczywiście, możesz, ale de facto w NAJMNIEJSZY sposób tego uczucia nie okazuje. Ktoś kto kocha, nie chce "się wyszumieć" [zwłaszcza, jak ma już za sobą okres studencki!]. Ktoś, kto kocha - chce być z kochaną osobą. Chce spędzać z nią czas [nie dziesięć minut dziennie], chce móc rozmawiać "na bieżąco" o różnych sprawach, chce móc się przytulić jak mu coś nie pójdzie, i podzielić się radością z sukcesu. Bezpośrednio.
          "swoją przyszłość widzę przy nim" - pytanie czy ON też tak widzi przyszłość? I nie co mówi, bo powiedzieć można wiele... Przykro mi bardzo, ale w moich oczach to wygląda na grę, mającą na celu uspokojenie ciebie i zagwarantowanie panu świętego spokoju do czasu, aż deweloper nie postawi JEGO mieszkanka - a wówczas zaczniesz coraz częściej słyszeć, że nie może się spotkać, bo czeka na dostawę paneli/szafek/ma pracę, to w weekend u ciebie, że przecież on nie może zapłacić tych 350,- bo on ma teraz pilne wydatki na armaturę/AGD/dużo wyższy czynsz własny... I nie zgodzę się, że panem kieruje chęć "darmowego seksu" - darmowy seks ma w bonusie. Jak dla mnie to wygląda na to, że panu zasadniczo zależy na spokojnym i wygodnym "przekwaterowaniu" do czasu wyprowadzki do nowego locum, a to może uzyskać tylko, jeśli ty będziesz wierzyć, że mimo wszystko cię kocha. No to się poświęca, i obiecuje ci 10 minut dziennie z łaską, a ty się cieszysz....
        • asia.sthm Re: Mieszkanie za oknem 08.12.15, 09:39
          > Zgodziłam się dać mu te pół roku w nowym mieszkaniu, uzgodniliśmy że
          > wszystkie weekendy spędzać będziemy razem na zmianę: u niego i u mnie, a co dzi
          > ennie chociaż na 10 minut się widzieć. Wierzę, że wszystko się ułoży.

          To jest jakas malogustowna farsa. Oby ci rozum jak najszybciej wrocil.
        • majaa Re: Mieszkanie za oknem 08.12.15, 11:35
          Jednym słowem zawarł z Tobą "deal", żeby na razie opanować Twoje negatywne emocje. Ciekawe tylko, jak to potem będzie wyglądało w praktyce. No przykro mi, ale w dalszym ciągu facet nie wygląda mi na kochającego. Ale cóż, skoro jakimś tajemnym zmysłem czujesz tę jego miłość, to ja już nic na to nie poradzę. Mogę Ci tylko życzyć, żebyś się nie pomyliła, choć niestety czynię to bez większej wiary w Waszą wspólną przyszłość.
        • salsa.lover Re: Mieszkanie za oknem 08.12.15, 11:48
          vezbetka napisał(a):

          > ale czuję, że on mnie kocha i swoją przyszłość widzę przy nim.

          No skoro tak czujesz... Cóż, chyba nie chcesz do siebie dopuścić możliwości, że on tę przyszłość może widzieć nieco inaczej.

          > Może to po prostu taka ostatnia chęć wyszumienia się przed poważnymi zobowi
          > ązaniami.

          Kobiety to jednak zawsze potrafią sobie wszystko tak cudownie wytłumaczyć, byle tylko nie widzieć tego, czego nie chcą widzieć.

          Zgodziłam się dać mu te pół roku w nowym mieszkaniu, uzgodniliśmy że
          > wszystkie weekendy spędzać będziemy razem na zmianę: u niego i u mnie, a co dzi
          > ennie chociaż na 10 minut się widzieć. Wierzę, że wszystko się ułoży.

          Eh, grzecznie zgodziłaś się więc nie utrudniać misiowi życia przez te pół roku w zamian za obietnicę chociaż 10 minut widzenia? Zamiast zamieszkania z ukochaną/nym, z którym podobno planuje się przyszłość i rodzinę. Facet rzuca Ci jakiś ochłap a Ty cieszysz się, bo lepsze to niż nic. Wiesz, czasem warto zawalczyć o siebie. Albo on chce być z Tobą albo nie. Jak będziesz dawać tak sobą pomiatać to nic dziwnego, że facet Cię tak traktuje.

          • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 08.12.15, 11:52
            pomijając to, że najprawdopodobniej masz rację co do meritum problemu - mam pytanie - czy Ty swoja wypowiedź uwazasz za kulturalną? Pytam zupełnie poważnie. To jest jak słusznie zauwazasz forum SV i należałoby chyba dołozyć starań, by sformułowac odpowiedź co do meritum identyczna, ale z użyciem słow i zwrotów takich, by nie ponizac zwyczajnie Vezbetki.
            • salsa.lover Re: Mieszkanie za oknem 08.12.15, 12:14
              Czy teraz będziesz odwracać kota ogonem i czepiać się każdej mojej wypowiedzi tylko dlatego, że zwróciłam uwagę, że Twoje zachowanie nie jest zbyt kulturalne?
              Proponuję byś najpiew zweryfikowała swoje własne wypowiedzi i ich kulturalność, a potem zajęła się innymi.
              • kora3 Re: Mieszkanie za oknem 08.12.15, 12:21
                Nie, po prostu zastanawiam się dlaczego uważasz za kulturalne uzywanie słow "ochłap"i "pomiatac" w temacie związku czyjegoś.
                PS. Co to jest "kulturalność"?
        • szpil1 Re: Mieszkanie za oknem 11.12.15, 19:51
          Czytając Twój wątek wspomniałam swoje oczekiwanie na własne mieszkanie. Byłam wtedy w związku z moim przyszłym mężem i radość z tego, ze w końcu będziemy mogli zamieszkać na swoim - bo to mieszkanie mimo tego że prawnie było moje od początku uważałam za nasze wspólne - była tak samo wielka jak to, że w końcu własne mieszkanie będę miała. Także jak czytam, że on chce na razie mieszkać sam, że macie sie spotykać w weekendy czy kiedy tam... to myślę, ze samą siebie oszukujesz. No, ale z drugiej strony ludzie są różni...
    • akle2 Re: Mieszkanie za oknem 10.12.15, 18:54
      Bank się bardzo ucieszy, jeśli mu spadnie z nieba jakiś solidarny współkredytobiorca do tej samej umowy. Pytanie tylko, czy Twój men ma jakieś plany przyszłościowe względem Ciebie, czy chce zakładać rodzinę, a jeśli tak to czy właśnie z Tobą.
      • minniemouse Re: Mieszkanie za oknem 11.12.15, 04:12
        Może to po prostu taka ostatnia chęć wyszumienia się przed poważnymi zobowiązaniami. Zgodziłam się dać mu te pół roku w nowym mieszkaniu, uzgodniliśmy że wszystkie weekendy spędzać będziemy razem na zmianę: u niego i u mnie, a co dziennie chociaż na 10 minut się widzieć. Wierzę, że wszystko się ułoży. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za pomoc.


        masz bardzo laskawego faceta.
        nie zapomnij, jak przyjdziesz znienacka, glosno do drzwi pukac.
        bo moze akurat 'szumi' chlopak, wiec zeby zdazyl gacie zalozyc.
        a na koniec po tej rozmowie po glowce nie zapomnial cie poklepac?

        Minnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka