Pewnie niektórzy z Was pamiętają mój watek o niedawaniu obściskiwać swego dziecka obcym ludziom. Było tam o wykluczaniu i nierównym traktowaniu

No właśnie. Czy naprawdę mądrze jest i dobrze oczekiwać, że zawsze będziemy traktowani tak samo, jak ktoś inny, np. w towarzystwie? Czy w ogóle WYPADA czegoś takiego oczekiwać?
Sytuacja taka: pewna znajoma urządzała ostatnio urodziny. Zaprosiła kilka osób, że tak powiem z różnych kluczy. Tzn. byli jej stricte znajomi, a także ludzie z pracy i sąsiedzi. Grono zasadniczo niewielkie i nie wszyscy znający się miedzy sobą.
No o ok, fajnie jest poznawać nowe osoby. No i tak się zdarzyło, że sąsiad jubilatki okazał się
kolegą z podstawówki jej współpracownicy. Haha hihi, kopę lat, co za traf. jasne dla ,mnie np. było, że osoby, które się spotkały po tylu latach się z tego cieszą i będą sobie pewnie poswiecać na tej imprze więcej czasu niż innym osobom z grona nowo poznanych. Itak było - nie ze państwo do nikogo się nie odzywali poza sobą, czy tylko z sobą tańczyli, ale no więcej z sobą gadali, niż z pozostałymi z nowo poznanych. O ile dla mnie i jubilatki nie było to nic dziwnego, ani zdrożnego, o tyle wielce to oburzyło panią z klucza "znajomi". uznała, ze to bardzo niegrzeczne, bo należy wszystkim poświecać tyle samo czasu, wszystkich starać się poznać lepiej itd.
Dla mnie to jakiś kosmos....Przecież już poza taka sytuacją jak tu - przypadkowe spotkanie po latach, często się zdarza, że w nowo poznanym gronie z kimś mamy więcej wspólnego, a z kims mniej. Pewnie, ze tego z kim mamy mnie nie należy ignorować, ale na Baala, czy MUSIMY poswiecać takiej osobie tyle czasu np. na imprezie, ile osobie także nowo poznanej, z którą nam się świetnie gada i mamy wspólne zainteresowania?