Dodaj do ulubionych

"Romansowe" domysły

25.02.16, 08:02
Tak mi się nasunęło, po moim ostatnim watku (ale nie tylko). Otóż zauważyłam, ze jeśli w jakimkolwiek wątku (poza wyjątkami) pojawią się męzczyzna i kobieta, to na bank snute sa domysły "romansowe" - a to, ze pani poczuła miete, a to że pan, a to, ze pani zazdrosna, a to ze pan.
Kiedyś stale dowiadywałam się z tego forum, ze moje hehe otoczenie jest "niezwykłe" i "wyzwolone" cokolwiek to znaczy, ale z tego co widzę, to raczej forumowe otoczenie, przynajmniej w części jest jakoś nastawione romansowo, bo ... wszystko się kojarzy.
Teraz pytanie: czy czasem podejrzenia tego typu, w dodatku bez zadnych przesłanek nie sa poza SV?
bo moim zdaniem SĄ!
W realu w ogóle takie cos jest out, na forum no niby można podywagować, ale chyba raczej w deseń "a może? a czy coś wiadomo?", a nie że pani pewnie, pan pewnie itd. a ze nie widać i tak się nie przyznasmile
Obserwuj wątek
    • vi_san Re: "Romansowe" domysły 25.02.16, 08:38
      Amen.
      Ja bym powiedziała nawet "ostrzej" niż ty - jeśli sytuacja w żaden sposób nie wskazuje na wzajemny pociąg - nawet sugerowanie romansu jest nietaktowne - czyli niezgodne z sv!
      Ot, niedawno spotkałam w kawiarni mojego lekarza - fantastyczny specjalista, do tego przystojny mężczyzna. Wszedł gdy ja już siedziałam przy stoliku, nie było wolnych, przysiadł się do mnie. Wypiliśmy razem kawę, pogadaliśmy o książkach [oboje czytamy], po czym każde z nas poszło w swoją stronę. Zapewne, gdybym opisała to zdarzenie np. pytając, czy w przypadku takiego spotkania wypada dopytać o wątpliwości zdrowotne [NIE WYPADA! Nie pytam!], to od niektórych uczestników usłyszałabym, że na pewno czuję do tego lekarza miętę, mam z nim [albo chociaż chcę mieć] romans, i czort wie co jeszcze. Na forum - to pół biedy, ale takimi "sugestiami" w realu - można komuś rozwalić życie... Więc z zasady nie lubię.
      • kora3 Re: "Romansowe" domysły 25.02.16, 08:50
        Obstawiam, ze tak byłoby, jak piszesz Vismile
        Ja zadałam pytanie o to "wykluczanie" po tej akcji, bo wcześniej dyskutowałam tu na forum w temacie i padaly zdania, że wlasnie nie wypada nikogo traktować inaczej niż innego.
        GDYBYM podejrzewała (a bylam przy tym), że pani znajoma jubilatki tak mówi jak mowi, BO pan się jej spodobałi liczyła na bliższe poznanie się, a jego szkolna kolezanka w tym przeszkodzila, TO wcale nie zaczynalabym tematu, bo BYŁOBY WIADOMO DLACZEGO babina se tak mówi smile
        • kora3 Detektywki za dyszkę :) 25.02.16, 09:05
          Tak moja kolezanka określa takie osoby co wszędzie widza romanse. smile
          Miałam kiedyś okazję kilka razy zawodowo spotkać się z miłym panem w kawiarniach. W BIALY dzień bez ukrywania się dodam. Widziala nas 2 razy pewna znajoma i po 2 razie zapytała mnie, czy ja wiem, ze pan jest zonaty. No Vi - wiedziałam, bo pan raz obrączke nosił, a dwa raz odebrał przy mnie tela od zony, co mi kompletnie nie przeszkadzało. ALE stan cywilny pana nie miał tu nic do rzeczy, bo sprawa z jaka się do mnie o interwencję zgłosił nie miała z tym żadnego związkusmile
          Zapytałam babsko dlaczego mnie o to pyta. A ona, ze dlatego, ze już 2 razy widziała nas razem w kawiarni. No i no i ? No ona chce, zebym wiedziała, ze pan ma zonesmile A co mnie to cholibka obchodzi? Jak związek ma ze sprawa ?
          Ona nie wie jaki, informuje mniesmile ALE PO CO Vi? PO CO?smile Jakby mi ta info była potrzebna, to bym pana na wstępie zapytała, nie?
          Nadmieniam, ze baba wie czym się zajmuję. Nadmieniam również, ze nie mogła mnie widzieć w zadnej dwuznacznej sytuacji z panem (np. jak mnie caluje w policzek podczas składania zyczeń,a ona pomyślałaby, ze to element gry wstępnej smile), bo takowych nie było. Nadmieniam również, ze nasze spotkania były W BIALY dzień, w ludnych ogródkach kawiarnianych w Rynku.
          Nawet gdyby były w bardziej ustronnych miejscach typu mniej uczeeszczana reastauracja, toi nadal żaden powód do podejrzeń smile Ten pan postanowił ujawnić się w mediach i latało mu, czy ktoś go zobaczy z dziennkarzem, bo wszak za pare dni miał się ukazać materiał w którym wystąpił z imienia naziwska i wizerunku. Ale czasem ludzie informują media chcąc zachować anonimowość, wiec nawet gdybym spotkała się w bardziej odległym miejscu, to co z tego. A poza tym wszystkim - pan mógłby być nie interesantem, ale np. moim kolega albo kuzynem ze wsi smile i pani też nic do tego, nie?
          • vi_san Re: Detektywki za dyszkę :) 25.02.16, 09:20
            No, to zapewne, w oczach wspomnianej przez ciebie pani miałabym gorący romans ze wspomnianym przeze mnie lekarzem, tym bardziej, że na odchodnym rzucił żartobliwie "To widzimy się za tydzień?", a ja potwierdziłam! I nie dotarłoby do pani, że widzimy się w klinice, bo mam zdjęcie szwów po operacji...
            Nie mam pojęcia po co miałby ci być stan cywilny pana.
            Sama miałam taką sytuację: znajomy z pracy miał "drugi etat" blisko mojego domu. Często z jednego miejsca pracy do drugiego jechał taksówką. Dwa czy trzy razy zaproponował mi podwózkę - ot, i tak jedzie w "moją" stronę, to może wolę wrócić szybciej i bardziej komfortowo niż tłuc się autobusem. I też mnie pewna osoba z pracy zbulwersowana poinformowała, że ów pan jest zajęty! Bo on ma fantastyczną narzeczoną, z którą mieszka i jak mi nie wstyd! No, nie było mi wstyd. Nijak mnie nie interesowało, czy pan ma czy nie ma życia osobistego, ja miałam już wówczas męża, a jedyne co nas łączyło to zakład pracy, w którym pracowaliśmy oboje [i z tegoż zakładu znajomość], oraz kilka kursów taksówką. big_grin
            I, jak już pisałam, węszenie wszędzie "afer rozporkowych" jest poniżej jakiegokolwiek poziomu i zdecydowanie przeczy regułom sv.
            • kora3 Re: Detektywki za dyszkę :) 25.02.16, 09:31
              Vi- sansmile Tacy ludzie, to chyba swego zycia nie mają, albo bardzo nudne, ze wszystko im się kojarzy. Albo sami maja ochote na romans, ale chętnych albo odwagi im brak. Bo ja na serio nie pojmuję, jak NEUTRALNE sytuacje można zaraz kojarzyć w ten sposób. Szczególnie w sytuacjach, gdy czeste spotkania z ludźmi nalezą do czyjegoś zawodu np. albo chodzi o współpracowników i podwozke. Wiem, zaraz ktoś napisze ze haha zdarzajsie takie romanse - aaaaaa tak,. zdarzają smile tylko romansujący ludzie na ogól są dyskretni i nie afiszują się bynajmniej. Przeciwnie - starają się jak najdalej odsunąć od się smile podejrzenia.
              Hehe przypomniało mi się smile Raz robiłam taki materiał o wlodarzu miasta ówczesnym, ale z prywatnej strony - jak mieszka, jak zyje poza pracą, jak rodzina. Zgodził się i jego bliscy też i zaprosili mnie do domu. Byłam akurat w Ryku po coś innego, bez auta i pan prezydent ówczesny zaprosił mnie do swojego w celu wspólnej podróży do jego domu. Rozmawialiśmy przy tym o materiale, z fajnie, ze się zgodził na spotkanie w domu. Jeszcze nie zdązylismy dojechać, a nie jest to daleko, jak jego zona odebrała tela, że alaaaaarm, on ze mną jedzie do ICH DOMUsmile
              Kobicina przygotowana na te odwiedziny nic nie pojęła i mowi, że tak, wire, przygotowała już wszystko - zdjęcia z młodości, kawe zaparzyła smile
              • vi_san Re: Detektywki za dyszkę :) 25.02.16, 09:46
                Oczywiście, że romanse się zdarzają, zarówno w miejscu pracy jak i wśród bliższych i dalszych znajomych! Tylko na prawdę - nie każda sytuacja sam na sam kobiety i mężczyzny kończy się seksem! I doszukiwanie się "romansowości" tam, gdzie nie ma po temu przesłanek - jest i głupie i niekulturalne. A także może być mocno szkodliwe. Np. gdyby w sytuacji kawiarnianej mnie i mojego lekarza widziała jakaś znajoma jego i jego żony i ją "poinformowała" o swoich podejrzeniach jako o "pewności"? Na zasadzie "Słuchaj, widziałam twojego męża w kawiarni z jakąś babką, kawkowali, chichotali... No, na twoim miejscu bym się poczuła zagrożona, wyglądali na bardzo zadowolonych z siebie. Jestem PEWNA, że coś ich łączy, zwłaszcza, że umawiali się na kolejne spotkanie!"... Facet niewinny jak łza sierotki mógłby mieć kłopoty rodzinne [nie że zaraz rozwód, ale sceny różnego rodzaju i natężenia, podejrzenia itd]. Bo jakaś klabzdra "jest pewna". A w gruncie rzeczy guzik wie.
                O istnieniu romansu - uważam, że można poinformować osobę zdradzaną. Tyle, że tylko w przypadku stu procentowej pewności istnienia romansu.
                • kora3 Re: Detektywki za dyszkę :) 27.02.16, 09:51
                  Wiesz Vi -san ... Była tu kiedyś burzliwa dyskusja w temacie tego "informowania", w kilku watkach nawetsmile
                  Jak mam odczucia podobne bardzo do Twoich, powiem nawet ze mam je także z realasmile
                  Byłam kiedyś w sytuacji osoby zdradzanej- dawno to było hihi, ale wówczas była to dla mnie sprawa bardzo bolesna. Tym bardziej bolesna, że zdadzana byłam z osobą sobie znaną (nie jakoś blisko, ale owszem) a o zdradzie wiedziało spore grono owczesnych współpracowników mego eksa. Dla mnie osobiście było to trudne także dlatego, że co ludzie widywani przeze mnie często przy okazjach tak zawodowych, jak i prywatnych zgrywali się na wielkich moich kumpli i kumpele, a za plecami mpoimi i eksa i jego pani ówczesnej śmiali się i plotkowali. Gdy sprawa wyszła na jaw (w sensie ja się dowiedziałam) - miałam do tych ludzi zal, że nawet aluzyjnie nie dali mi nic do zrozumieniasad Jasne, można by rzec - nie chcieli się mieszac, nie obchodziło ich to, bo nie dotyczyło - można by, gdyby to była prawa, a nie była Visad Ich to bardzo obchodziło, plotkowali na całego, zastanawiali się jak się skończy, ale mnie i mezowi pana (którego znali, nieco mniej niż mnie - fakt) nikt nic nie mówił.
                  Te osoby dla mnie zostały Vi skreślone jako prywatni znajomi za to wlasnie smile
                  ALE POZA dwoma z tej ekipy - kobietami dodam. Pierwsza to przyjaciółka mojego eksa - znana mi, ale nie będąca także moją przyjaciółką - trudno wymagać od człowieka, żeby doniósł na swego przyjaciela nawet gdy ten robi źle!
                  Druga natomiast dziewczyna jak sama mi powiedziała potem nic konkretnego nie wiedziała, ani nie widziała. Była to także bliska tamtemu gronu koleżanka, ale pracownica innego działu, która zajmowała pokój na innym piętrze. Wiec obserwacji nijakich nie mogła prowadzić, nawet gdyby chciała. Akurat tak się też wówczas zdarzyło, że w okresie rozkwitania tamtego romansu zaszła ona w swą 2 planowaną ciążę. To zdeterminowało znaczne ograniczenie spotkań na gruncie towarzyskim z jej strony. Tak więc ani w pracy, ani poza nia nie miała za bardzo okazji czegoś konkretnego zobaczyć, czy dowiedzieć się. Coś tam słyszała 5/10, jakieś pogłoski, aluzje, ale nic pewnego. Nie dziwie się, że nie chciała roznosić PLOTEK - np. do mnie. Bo to byłyby plotki, nic więcej z jej strony.
              • horpyna4 Re: Detektywki za dyszkę :) 25.02.16, 16:39
                Być może rzeczywiście takie osoby same nie przepuściłyby żadnej okazji do romansowania, więc sądzą innych według siebie.

                Ale zauważ też, że celem takich wypowiedzi jest przede wszystkim wbicie szpilki innej osobie - czasem rzekomo zdradzanej żonie, czasem pani posądzanej o romans z żonatym. Po prostu ulubionym odczuciem "detektywek za dyszkę" jest Schadenfreude.

                Czasem warto taką paniusię zapytać, czy jej mąż/partner nie ma przypadkiem ciągot homoseksualnych, skoro widuje się go często w towarzystwie męskim. Jak już wszędzie szuka podtekstu seksualnego, to niech i to weźmie pod rozwagę...
    • chris1970 Re: "Romansowe" domysły 25.02.16, 08:57
      Domysły jak domysły, ale zdarzają się gorsze sytuacje, a mianowicie swatanie osób wolnych w obecności obcych.
      Byłem światkiem kilkukrotnie takiego zachowania. Ale też i raz udało mi się zobaczyć jak świetnie można z takiej sytuacji wyjść cało i jeszcze poskromić swatającego.
      W czasie wyjazdu służbowego pewien pan kierownik strasznie chciał wyswatać swojego pracownika, kawalera około 30 lat. Upatrzył sobie kierowniczkę innego działu, pannę w wieku 30+.
      Młody chłopak zaopatrzył się w różne słodycze i zaczął częstować współpasażerów. Kiedy doszedł do siedzeń gdzie siedziała owa kierowniczka z koleżanką, próbował je poczęstować. Jednak panie odmówiły. Wtedy kierownik powiedział coś w tym stylu: pani Kasiu, niech się pani poczęstuje cukierkiem pana Jarka. Owa Kasia podziękowała. Na to kierownik: ależ pani Kasiu, pan Jarek jest naprawdę miły. Na to kierowniczka powiedziała tak: panie Stanisławie, tym się zajmują starsze panie.
      Pan Stasio najwyraźniej nie chciał aby dalej był kojarzony z zachowaniem typowym dla starszych pań.
      • kora3 Re: "Romansowe" domysły 25.02.16, 09:51
        hehe dooobre Chrisie smile Ja pamiętam próbę hehe wystarania naszego fotografa - ówcześnie kawalera 3 tyg. przed slubem. Pan taki włodarz gminy bardzo chciał swoja pracownice wystwatac, w podobnym wieku była jak ten fotograf. No i pyta go, czy on zonaty, bo obrączki nie widać - Nie, kawaler - jeszcze smile to jeszcze to było na poczet zbliżającego się slubu smile
        No i pan się rozochocił i mówi. - O to dobrze, bo pan mi do naszej pani Basi pasuje smile Ładna panna nieprawdaż, porzadna, prtacowita. Mógłby pan ja zaprosić gdzieś ... Na co Łukasz- Bardzo miła ta pani, tyle, ze ja mam teraz mało czasu na spotkania, lusta gości na najbliższe rozrywkowe, to znaczy moje wesele jest już zamknieta smile
    • mim_maior Re: "Romansowe" domysły 25.02.16, 11:09
      To nawet słodkie, że tak Was ekscytuje fakt, że ktoś Was może jeszcze podejrzewać o romanse big_grin
      • chris1970 Re: "Romansowe" domysły 25.02.16, 15:32
        Odnośnie wieku? Może się zdziwisz, ale ciało się starzeje, a dusza nie. W związku z tym huć nie przemija. Oto dowody:
        Moja mama w wieku 80+ korzysta z ośrodka wsparcia dla seniorów. Ma tam masaże, rehabilitacje, obiady, robótki ręczne oraz co jakiś czas potańcówki i spotkania towarzyskie. Bliska koleżanka mamy z tego klubu, pani w wieku chyba 90+ cierpi chyba na coś w rodzaju starczego uwiądu. Baba chłopu nie przepuści. Bierze się za każdego nowego pojawiającego się dziadzia w ośrodku. Dochodzi też do różnych scen i potyczek z innymi paniami, ponieważ ta pani odbija innym seniorkom bliżej im znanych panów. Wystarczy, że któraś spuści takiego z oka na kilka dni, ta pani zaraz się stara "słomianym wdowcem" zaopiekować.

        Jak tu nie podejrzewać wszystkich o romanse, jak przecież bardzo ważna osoba powiedziała, że kraj składa się z ch... d... i.... wasze ulice, nasze kamienice (tu trochę wersja zmieniona). W każdym razie, zostały tu pominięte w tej wypowiedzi pieniądze. Dawno temu słyszałem też takie życiowe motto, że najważniejsze w życiu to: d... i pieniądze i że wszystko się dookoła tego kręci. No, może nie dla wszystkich, ale coś w tym musi być.
      • kora3 Re: "Romansowe" domysły 27.02.16, 10:08
        Zupełnie nie pojmuję dlaczego fakt ten miałby nas hmmm ekscytować. Serio. Lwia czesc ludzi tu piszących jest w tzw. sile wieku - jeśli o to ci chodziłosmile
        Mnie bardziej zastanawia dlaczego ktoś w realu i tu zaraz zakłada sytuacje romansowe w wykonaniu kompletnie mu przecież nieznanych ludzi. Bo ze znanymi sobie jest jednak inaczej....
        Obrazowo: jeśli mojemu facetowi ktoś opowiedziałby w charakterze sensacji, że 3 x z rzedu widział mnie np. na kawie z jakims panem, to o ile plota by nie ubarwiła opowieści o jakieś niezaistniałe szczegóły typu calowanie, przytulanie itd., to najpewniej wcale by się tym nie zainteresował. Gdyby w adekwatnej sytuacji mnie ktoś powiedział, ze jego widział z jakąś panią 3 razy na kawie - to zapytałabym o to - jego, spokojnie i czysto z ciekawości.
        Jasne, możesz podejrzewać hihi, ze z zazdrości, ale nie - właśnie z ciekawości. A ta wynikałaby z ...doskonałej znajomości usposobienia mego partnera oraz charakteru jego pracy smile Jest to człowiek mało towarzyski, ma ścisłe grono prywatnych znajomych, w każdym razie takich, z którymi spotyka się często i solo. Jego praca nie wymaga spotkań poza "firmą", a jeśli takie mają miejsce, to na bank nie tylko z jedna osobą takie spotkania są. Poza tym jeśli się umawia na jakieś spotkania solowe z kimś, to mi o tym mówi, nie na zasadzie spowiedzi bynajmniej, ale informacyjnie, zawsze, od kiedy się znamy, choć nigdy tego nie oczekiwałam. Więc w sytuacji gdyby spotykał się z kims i ja bym o tym nie wiedziała byłabym ciekawasmile
        Ze mną jest dokładnie odwrotnie - jestem towarzyska, mam szerokie grono najróżniejszych znajomych, ale przede wszystkim bardzo często spotykam się z różnymi osobami zawodowo poza miejscem pracy. O takich spotkaniach ja partnera nie informuję, bo i po jakie licho. A jeśli to tylko w sytuacjach, gdy on miałby jakiś pomysł na spędzenie czasu ze mną, a ja mam takie spotkanie umówione: - Sorry kochanie, ale na 18. mam spotkanie z gościem w temacie zawodowymsad i już nie mogę przełożyć. Ale możemy iść na 20 do X-ów, jeśli to dla niech nie kłopot, że się spóźnimy. Ewentualnie idź sam na 18, a ja dojadę, jak skończę z gościem.
        W innych przypadkach - nie, dlatego mój facet nie widziałaby niczego nadzwyczajnego, że ktoś mnie z kims widział w kawiarni.
    • mmoni Re: "Romansowe" domysły 26.02.16, 15:51
      To ja dorzucę kolejną historyjkę z życia wziętą.
      Pan z miejscowości A dojeżdża samochodem do miejscowości C, po drodze przejeżdża przez miejscowość B, w której mieszka jego koleżanka z pracy, w związku z czym ją regularnie podwozi. Pewnego razu w miejscowości B są roboty drogowe i sakramenckie korki. Pani mówi "Zdzichu, wysadź mnie tutaj przy drodze, bo szybciej dojdę do domu na piechotę, zanim byś się przebił przez te korki." Wysiadając spostrzega koleżankę teściowej i się jej kłania mówiąc głośno i wyraźnie "Dzień dobry pani Paciorkowa". Wraca na piechotę do domu, do którego po jakimś czasie wraca uchachany mąż mówiąc "Dzwoniła matka, że przyszła do niej Paciorkowa do pracy powiedzieć, że masz kochanka, bo jakby to było uczciwe, to by cię odwiózł pod dom, a nie przy szosie wysadzał". Mąż na szczęście był rozsądny i wiedział, gdzie należy mieć opowieści matki i pani Paciorkowej.
      • kora3 Re: "Romansowe" domysły 27.02.16, 09:54
        hehe - dobre smile
    • claratrueba Re: "Romansowe" domysły 26.02.16, 19:26
      Myślę, Koro, że tych "którym się kojarzy romansowo" i tych, którym się nie kojarzy jest pewnie mniej więcej tyle samo tylko te wypowiedzi "z podtekstem erotycznym" to bardziej zapadają w pamięć niż te neutralne.
      Ja akurat w realu spotykam ludzi, którzy raczej nie zauważą istniejącego romansu niż dokonają nadinterpretacji. Powód? Prosty- są to ludzie od zawsze przyzwyczajeni do towarzystwa osób płci obojga, relacji koleżeńskich w towarzystwie mieszanym. Jest osoba jedna JEDYNA, która "coś tam widzi więcej" i sugeruje. Czego nikt nie traktuje poważnie ale jakoś się zapamiętuje przez "wyjątkowość".
      Weź również pod uwagę, że o ile w realu, o ile doskonale zna się konkretnych ludzi, romansowe sugestie raczej nie zostaną podchwycone, o tyle w rzeczywistości forumowej, gdzie o bohaterach wątku nie wiemy nic, taka sugestia jednej osoby zostanie podchwycona. Nieświadomie lub świadomie- ot, troszkę pikantnej przyprawy. Dla smaku.
      • kora3 Re: "Romansowe" domysły 27.02.16, 10:18
        Hmmm Claro smile Może i tak, ale w realu chyba paradoksalnie łatwiej jest osobie w typie "sensacyjna ciotka" podchwycić taki temat, gdy nie zna ona pewnych realiów. Np. nie wie ci ona, że pan, co przyjechał i nocuje u X-ów pod nieobecność pana domu, to kuzyn gospodyni, pani z którą często widuje ona Y to przyjaciółka jego zony, której pomaga on w jakimś problemie itd.
        Natomiast na forum opisywane sa konkretne sytuacje, na ogół z podaniem niezbędnych szczegółów - a jeśli bez nich, to można dopytać wątkodawcę bez skrępowania.
        Np.: - "Kolezanka z młodości mojego męza często pozycza od nas niewielkie sumy pieniędzy. Czasem oddaje, a czasem nie. Jak grzecznie wybrnąć z tej sytuacji." i tu może nastąpić dodatek smile "żeby było jasne: to tylko koleżanka meza (i moja także), nigdy nic damsko-męskiego ich nie łączyło i nie łączy". Jeśli dodatek nie nastąpi zapytanie o ewentualną wcześniejsza i obecną relacje koleżanki i meza jest najzupełniej ok. Ale jeśli nastąpi zupełnie nie ma powodu okazywac niedowierzania w to co pisze wątkodawczyni w tym temacie i smuć domysłow.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka