nosmolk
22.03.16, 13:06
Jak postąpić w takiej oto sytuacji zawodowej: wysłałam życiorys i list motywacyjny do jednej z firm, w której bardzo chciałam pracować. Firma działa w niszowej, innowacyjnej branży, która mnie interesuje i co ważniejsze, która jest całkowicie zgodna z moim wykształceniem i kwalifikacjami, które długo i ciężko zdobywałam. Takie firmy są tylko trzy w kraju, więc dużego wyboru nie miałam... Dostałam odpowiedź i zaproszono mnie na długą rozmowę, połączoną z weryfikacją moich umiejętności. Po jej zakończeniu prezes - właściciel powiedział mi, że moje kwalifikacje są dla nich idealne i chętnie mnie zatrudni. Zaproponował zarobki, które również mi odpowiadały i przedstawił całemu 8-osobowemu zespołowi. Później pokazał mi regulamin firmy i powiedział, że podpisanie umowy oznacza bezwzględne jego przestrzeganie i poszanowanie zasad panujących w firmie.
I tu pojawia się właśnie mój problem. W regulaminie zapisane jest dosłownie, że szef (właściciel) zwraca się do pracowników po imieniu a oni do niego "proszę pana" a gdy zwracają się w formie pisemnej "proszę Pana" trzeba pisać z dużej litery. Wygląda to absurdalnie (kto takie rzeczy zapisuje w regulaminie???), ale tak jest. Pracuję tam od miesiąca, mam umowę na czas określony, a do tej formy nie mogę się przyzwyczaić. Ponieważ firma jest mała i bardzo dynamiczna, co dziennie po kilkanaście razy każdy z pracowników ma styczność z szefem. I naprawdę przeszkadza mi, że do 30-letniego mężczyzny muszę zwracać się "proszę pana", podczas gdy on do mnie mówi "Jola", mimo że jestem o 3 lata starsza od niego. Uważam to, za złamanie podstawowych zasad sv i brak kultury. Co w takiej sytuacji? Umowa kończy mi się za 2 miesiące, ale chciałabym tam dalej pracować. Inni pracownicy się przyzwyczaili i nie widzą problemu. Zastanawiam się czy kulturalnie z mojej strony byłoby przy negocjowaniu kolejnej umowy - tym razem na czas nieokreślony - poruszyć ten temat. A myślę, że właściciel zaproponuje mi jej przedłużenie. Jak to oceniacie?