Na kanwie nieodległego wątku, w którym mowa m. in. o tym, że zapytanie "Czy mogę rozmawiać z właścicielem mieszkania?" skierowane do kobiety, która otworzyła drzwi jest nie halo, bo oznacza, że się zakłada, iż kobieta nie może być właścicielem
Znam panią, której nazwisko kończy sie na literę "y" . Powiedzmy, że nazywa się Renata Biały. Czasem gdzieś widnieje jako R. Biały i ktoś usiłujący się z nią skontaktować telefonicznie prosi z panem Białym. Koleżanka zajmuje dość ważne stanowisko. Miałaby prawo czuć się urażona, ze ktoś zakłada, iż na tym stanowisku może pracować tylko pan

, czy tez powinna być wyrozumiała, że jej nazwisko może sugerować, że jest panem?
W podobnej sytuacji jest mój kolega. Jego nazwisko kończy się na "ska". Nazwijmy go Adam Płoska.

Tak ma we wszystkich dokumentach, nie Adam Płoski, tylko Adam Płoska. No i Adam Płoska czasem też podpisze się tylko inicjałem imienia, albo jego podpiszą. Wychodzi A. Płoska. Dość często jest "identyfikowany" jako kobieta "Czy można rozmawiać z panią Płoską?". Ma prawo czuc się urażony i odbierać to jako założenie, że stanowisko jakie piastuje może pastować tylko kobieta, czy też raczej powinien rozumieć, ze to nie seksizm hehe tylko jego nazwisko, podobnie jak u pani Biały wprowadza czasem ludzi w błąd?
I jeszcze jedno pytanie: co robicie, gdy macie skontaktować się z kimś kogo płci nie znacie? Np. znacie tylko nazwisko, które nie wskazuje na płeć (jak widać powyżej czasem "wskazanie" może okazać się złudne

). Ryzykujecie pomyłkę (i być może "ciężką" urazę pani wziętej za pana bądź odwrotnie

)?