Koleżanka ma działkę na terenie ROD (Rodzinne Ogródki Działkowe). Działka jest niewielka, jakieś 350m2 ale pięknie urządzona i zadbana, prawdziwy raj. Ma tylko jeden mankament, jest pierwszą działką przy wejściu na spory teren ogrodów. W związku z tym każdy (dosłownie, sama widziałam) po przekroczeniu bramy czuje się zobowiązany powiedzieć "dzień dobry". Jak wchodzi powiedzmy, czteroosobowa rodzina witają się wszyscy po kolei, najczęściej nie jednocześnie i każdemu trzeba odpowiedzieć. Wychodzący mówią "do widzenia" i tak przez cały dzień. Nieważne czy gospodarze grzebią w ziemi obok płotu, czy w głębi działki siedzą na huśtawce odwróceni plecami, czy są w swoim ogrodzie sami czy mają akurat gości. To wszystko sprawia, że koleżanka nie czuje się swobodnie, męczy ją ta grzeczność. Kiedyś podobno jej syn poszedł za grupka ludzi żeby zobaczyć czy witają się tak z każdym kogo zobaczą na innych działkach no i okazało się, że tylko wtedy, gdy nastąpił kontakt wzrokowy, co oczywiste. Wtedy doszedł do wniosku, że ta wyjątkowa grzeczność wobec nich spowodowana jest specyficznym położeniem ich działki. No i w związku z tym pytanie, czy w sytuacji jak wyżej przechodzący powinien postawić na własne dobre samopoczucie (jestem dobrze wychowany więc się witam) czy może lepiej dyskretnie "nie zauważyć" ludzi odpoczywających we własnym ogrodzie?
Ps. Tuje na żywopłot już rosną, są jeszcze małe ale za jakies pięć lat osiągną wysokość przeciętnego człowieka. No ale przerwa na furtke i tak zostanie