Dodaj do ulubionych

Listonosz i telefon

21.05.20, 11:27
Kiedyś przy okazji rozmów o telefonach na forum miałam okazję przeczytać wiele opinii, ze absolutnie nie wypada rozmawiać przez tel. gdy istnieje możliwość, że ktoś sie do nas zwróci. Np. w pociągu gdy konduktor przyjdzie sprawdzić bilety, czy też w kawiarni, gdy może podejść l kelner itd. Nie zgadzałam sie z tak radykalnym podejściem, ale jakoś tam rozumiałam tok myslenia tych, ktorzy wyrazali takie zdanie.

Przypomniało mi sie to wszystko w zwiazku z sytuacją, która zaistniała dziś rano. Otóż wczoraj udało mi się umówić mailowo na telefon dziś rano z pewnym panem posłem. Piszę, ze aż udało, bo chodzi o posła raz mocno zajętego, co można sobie zobaczyć w TV, a dwa - zupełnie mi nieznanego. Zależało mi na tym, by z nim porozmawiać i miło z jego strony, że sie zgodził, mimo naprawdę zapiętego grafiku. Napisał, żebym zadzwoniła o 9.30. No fajnie.
Z racji pandemii pracuję teraz w domu, byłam w nim sama. Podczas rozmowy telefonicznej z panem posłem usłyszałam dzwonek do drzwi, wyjrzałam przez wizjer - listonosz. No i co powinnam Waszym zdaniem zrobić teraz? Wg tego, co wcześniej pisali niektórzy ZAKOŃCZYĆ rozmowę z posłem, skoro mam porozmawiać z listonoszem. Problem w tym, że - co oczywiste - jeszcze nie skończyłam posła pytać o to, co mi potrzebne, a po drugie nie jest to dla mnie osoba, której mogę powiedzieć "sorry, listonosz, zdzwońmy sie za 5 min." Mogłam też listonoszowi nie otwierać, zostawiłby nie zastawszy nikogo awizo. Ale to z kolei - przyznaję - dla mnie kłopot, bo musiałabym zasuwać na pocztę. Zatem otworzyłam panu listonoszowi i bezgłośnie pokazałam na tel. starając się mimiką przekazać, że przykro mi, ale nie mogę przerwać rozmowy. W lot zrozumiał, wyciągnął polecony, pokazał gdzie podpisac. Na moje skinięcie głową w podzięce uśmiechnął się i przyłożył dwa palce do czapki smile Nie wyglądał na specjalnie poniżonego - ale może ten akurat ma tak, że jak go ktoś poniża to się wesoło uśmiecha i "salutuje" - nie wiem, nie znam pana.
A Wy jak zachowalibyście sie w opisanej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 12:15
      Bez przesady, czasem prowadzi się przez telefon ważne rozmowy, których przerwanie nie jest wskazane; nie tylko z posłem, ale np. z lekarzem, co może zdarzyć się każdemu.

      Jeżeli uda się załatwić sprawę z listonoszem bez przerywania takiej rozmowy, to tylko należy się cieszyć.
      • kora3 Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 13:17
        No ja akurat z moim lekarzem spokojnie mogłabym przerwać, bo to jest mój kolega smile Z miejscowymi posłami - też mogłabym przerwać, ale z TYM po prostu NIE!


        Kiedyś był tu cały wąt o tym, jak to szkaradnie jest nie przerwać rozmowy, gdy mamy kontakt z kimś innym - taki własnie, ze NIE zakładamy z tym kimś rozmowy. Zostałam "spacyfikowana" jako wyjątkowo niekulturalna smile a argument, ze bywają rozmowy, których nie można przerwać bez szwanku dla swoich interesów i rozmówcy którym NIE WYPADA powiedzieć "sorry coś tam coś , zadzwonie za 5 min" uznano za wymyślony smile

        Stąd właśnie dziś mi sie tamten wątek przypomniał. Zastanawiam się co poradziliby komuś w takiej sytuacji, albo jak sami by sie zachowali w niej ci orędownicy teorii, że takiego listonosza, czy konduktora strasznie upokarza, że się nie przerwało rozmowysmile
    • 10iwonka10 Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 13:11
      Każda sytuacja jest inna ty bylas w domu rozmawiałaś ....listonosz zadzwonił wiec w pewnym sensie 'wszedł na twoje prywatne terytorium'. Natomiast często w sklepach ktoś nudzi sie w kolejce nawija jakieś pierdoly przez telefon przychodzi jego kolejka pakuje zakupy i dalej nawija ....ogolnie niby ok ale jakos tak nieprzyjemnie w stosunku do sprzedawcy. Mnie sie zdarzyło ze ktoś zadzwonił jak byłam w sklepie, mialam płacić - wiec szybko odpowiedzialam jestem w sklepie ,place oddzwonię za 5 minut.NAtomiast niektórzy tak gadaja,gadaja, zapłacą ida dalej gadają.
      • basia_styk Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 13:23
        10iwonka10 napisała:

        > Każda sytuacja jest inna ty bylas w domu rozmawiałaś ....listonosz zadzwonił w
        > iec w pewnym sensie 'wszedł na twoje prywatne terytorium'.

        Zasadniczo Kora była w pracy, choć ciałem w domu smile A sytuacja rozwiązana najzgrabniej jak się dało.

        • kora3 Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 13:42
          No wiesz tak smile byłam w pracy, ale pan listonosz nie musiał tego wiedzieć, a poza tym co go to obchodzismile
          Pan listonosz normalny widać człowiek - zorientował się, że nie mogę przerwać tej rozmowy i wykazał się zrozumieniem - po prostu smile

          Dzieki za taką ocenę sytuacji smile jakoś nie odzywa sie nikt z tych obrońców "upokarzanych" listonoszy
      • kora3 Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 13:36
        Wiesz, no tak - byłam w domu i nie spodziewałam się listonosza. Ale gdybym w tym czasie no. tak sobie gadała z mamą, albo nawet służbowo, ale z kimś, z kim mogłabym tak "zagrać" to normalnie bym powiedziała "Czekaj chwilę, bo listonosz do mnie idzie", albo "Listonosz mnie nawiedza, zaraz oddzwonię". Tym razem nie mogłam tego zrobić bez szwanku dla moich interesów, ale TEZ co jest dla mnie ważne z punktu widzenia tematyki forum - byłoby to przyznasz bardzo nieeleganckie wobec goscia, którego nie znam wcale, a który w drodze wyjątku znalazł czas na to, by pogadać z jakąś nieznaną sobie dziennikarką.

        Właśnie w tamtym wątku rzuciło mi sie w oczy, że nikt tam nie brał pod uwagę, że nie tylko ze tak powiem odczucia przypadkowej osoby, typu kelner , czy listonosz mogą zostać urażone, czy też mogą się oni poczuć potraktowani "per noga", bo ktoś gada, ale również ROZMÓWCA telefoniczny także moze się poczuć urazony i źle potraktowany.
        • 10iwonka10 Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 15:08
          Ale to sa troche inne sytuacje- Jestes w domu ( teraz jest to dosc widoczne ze bardzo dużo ludzi pracuje z domu wiec listonosz pewno sie domyślił)...tak naprawdę z domu mozna tez miec interview o prace - umówione na konkretna godzinę i traktuje sie to jak profesjonalne spotkanie. Natomiast w sklepie, autobusie ci ludzie gadający godzinami o niczym...potracajacy innych, ignorujących ludzi ich obsługujących- to jest irytujące i niegrzeczne.
          • annthonka Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 15:28
            Czasami jest tak, że nie możesz przerwać rozmowy, bez względu na to, czy rozmawiasz z posłem, prezydentem czy panią kosmetyczką. Listonosz też człowiek i takie rzeczy rozumie. Odpowiednia komunikacja niewerbalna w zupełności wtedy wystarczy.

            Co do gadaczy, to zgadzam się z Iwonką. Jeżeli ktoś stoi przy kasie i rozmawia sobie przez telefon o niczym, a kasjera traktuje jak podajnik do towarów, to jest to niegrzeczne.
          • kora3 Re: Listonosz i telefon 22.05.20, 08:03
            @ Iwonko - wiesz - mnie by zależało na tym, żeby rozgraniczać dwie rzeczy: gdy czyjaś rozmowa PRZESZKADZA i gdy nie przeszkadza obiektywnie. Ktoś kłapiący cały czas w autobusie, gdzie są inni ludzie i zmuszeni są tego słuchać, czy w przedziale kolejowym, w którym są inni podróżni - wg mnie obiektywnie przeszkadza, moze przeszkadzać. Tak samo, jak ktoś idący zagadany i potrącający innych itd. Tu wg mnie sprawa nie podlega zadnej dyskusji - jesli przeszkadza się/może się przeszkadzać innym, to się nie rozmawia - krótko i na temat smile

            Ale już gdy jedziesz sama w przedziale kolejowym, to normalnie rozmawiając z kimś przez tel. nie przeszkadzasz nikomu. No, ale własnie może przyjśc konduktor sprawdzić bilet. No i co z tego?
            W tamtym wątku o którym wspominam było, że gadanie przy takim konduktorze to ignorowanie go, a nawet heh chyba było o poniżaniu, traktowaniu przedmiotowo itd. smile Ja tak nie uwazam - jasne, w takiej sytuacji nalezałoby spodziewac sie ze ten konduktor przyjdzie, ale to nie znaczy, że nie mozna czasu podróży poświecić na rozmowe z kimś, niekoniecznie zaraz tez bardzo ważną, ot na pogawędkę. Konduktor przyjdzie, to się powie "Poczekaj chwilkę, kontrola biletów" - do rozmówcy, a do konduktora "Dzień dobry" i jak sprawdzi bilet - "dziękuję". Nie ma wg mnie potrzeby przerwania rozmowy, bo jak ktoś tu słusznie zauwazył, konduktor nie oczekuje od nas pogawędki, tylko komunikacji w stopniu pozwalającym mu na wykonanie obowiazków. Kompletnie nie rozumiem dlaczego niektórzy uwazają że jest inaczej |smile
    • annthonka Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 14:59
      Zachowałaś się kulturalnie, gestykulacją i mimiką grzecznie przekazałaś, że nie możesz przerwać rozmowy.
      Wszyscy się tu z Tobą zgadzają, więc do czego chcesz przekonać przekonanych?
    • kocynder Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 18:27
      Jestem na 95% przekonana, że listonoszowi jest bardzo wszystko jedno czy rozmawiałaś z posłem, koleżanką czy byłym kochankiem... big_grin Listonosz zwykle nie przychodzi w celu konwersacji, spieszy się, bo ma do rozniesienia jest 300 listów i jakby miał z każdym wymieniać savoir-vivrowe rewerencje - to by do domu wrócił koło północy... wink A serio - nigdy nie zgadzałam się z "terrorystami telefonicznymi" - z żadnej strony. Ani z tymi, co to "można gadać zawsze i wszędzie bo to MÓJ telefon i MOJA sprawa", ani z tymi co to "nie wolno rozmawiać nigdy i nigdzie gdzie ktokolwiek może się do ciebie z czymś zwrócić, bo to obelga i chamstwo bezgraniczne.". Złoty środek - myślę że to najlepsze wyjście. Oczywiście nie wypada paplać przez telefon jeśli np spotykamy się z kimś (w sensie: jesteśmy na spotkaniu z koleżanką A, dzwoni kolega B i radośnie ignorując koleżankę A gadamy z kolegą B o ostatnio oglądanym filmie, o planowanym na za pół roku urlopie itp), ale nie miałam żadnych wyrzutów sumienia kiedy w czasie gdy byłam przy kasie zadzwonił lekarz mojej mamy rozmawiać z NIM, kompletnie ignorując ekspedientkę. Znaczy nie, nie ignorując! Uśmiechnęłam się, skinęłam głową, normalnie pakowałam swoje sprawunki, nie rozwlekając tej czynności w nieskończoność, dałam znać, że płacę kartą, zapłaciłam, skinęłam głową z uśmiechem na pożegnanie i tyle. No, być może zachowałam się po chamsku, ale serio - moja mama w szpitalu i rozmowa z jej lekarzem prowadzącym - były dla mnie ważniejsze niż "przytłamszone" ego pani w kasie! Acz pani nie wyglądała na obrażoną. smile
      Przy czym gdyby np zadzwoniła psiapsiółka, z którą gadam o wszystkim i o niczym co dwa - trzy dni - to spokojnie powiedziałabym "Sorry, kochana, jestem w sklepie przy kasie. Zapłacę i oddzwonię." smile
      • verdana Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 21:20
        Listonosz czy kurierjest jak najbardziej przyzwyczajony do tego, ze przychodzi w takim czasie, gdy ludzie moga robić coś zupełnie innego, nie przychodzi w celach towarzyskich, nie jest umówiony na konkretną godzinę. Podobnie jest, gdy ktoś do nas dzwoni w ważnej sprawie, ale nie umówiony na konkretny czas. Zupełnie czym innym jest zaczynanie rozmowy, gdy wiemy, ze za chwilę będziemy musieli coś załatwić i to my sami zdecydowaliśmy, ze zaatwiamy to tu i teraz. Prowadzenie rozmowy np w chwili, gdy mamy zamówić kawę i serniczek, a kelnerka musi stać i czekać aż powiemy "No więc tak, ten szaliczek to na ulicy Puławskiej, w tym sklepie co wiesz, ale zaczekaj sekundkę, tylko coś zamówię, he, he, zabawne, naprawdę? To jedną kawę i , nie nie po lewej stronie , tylko po prawej i może serniczek, ale nie przed dziesiątą, świeży ten serniczek?, nie do ciebie, ale słucham, to jednak szarlotke, ale zielony lepszy" - tak, to JEST niegrzeczne.
        • kocynder Re: Listonosz i telefon 21.05.20, 22:36
          100/100.
          Z tym, że ja bym poszerzyła twoje rozumienie "telefonicznego chamstwa" nie tylko na samodzielne dzwonienie do kogoś, ale i na odbieranie celem pogwarek w chwili, gdy wiemy że za chwilę coś musimy załatwić. Kolejka do kasy biletowej na dworcu PKP, jedna osoba przed nami. Dzwoni psiapsiółka. "No hejka, kochana! Co u ciebie? To super! A Krzysiek? Co ty mówisz?! Serio?! No, może i tak... A wiesz, widziałam się ostatnio z Lalą, roztyła się jak wieprzek! Żebyś ty to widziała... Jeden do Ustrzyk. A w dodatku spotyka się z tym Pawłem... No, do Ustrzyk Dolnych, przecież mówię! Nie, no to nie do ciebie, skarbie, ta baba w kasie to jakaś debilka! No i mówię ci, ten jej Paweł to koszmar jakiś... Tak, no oczywiście, że normalny! A wiesz, mój brat to się rozwiódł z żoną, bo to lafirynda była... Co?! Dopiero jutro?! A z jakiej racji?! Dzisiaj tylko z przesiadką w Wąchocku? No to niech będzie ten z przesiadką..." itd. No, wszak gadająca nie wybrała sama numeru tylko odebrała, a jednak uważam, że zdecydowanie postąpiła nie w porządku. smile Gdyby odebrawszy telefon powiedziała "A, to ty, Ziutka? Poczekaj, dochodzę właśnie do kasy, kupię tylko bilet i pogadamy, ok? Poproszę jeden normalny do Ustrzyk Dolnych. Dziś już jest tylko kurs z przesiadką w Wąchocku? No trudno, poproszę więc ten z przesiadką. Ile płacę? Kartą. Dziękuję. No, już jestem, Ziutka. Co tam u ciebie?" i wówczas wdała się w dywagacje o Lali, Pawle i bracie - to niczyja sprawa, no, może poza obgadywanymi.
          • kora3 Re: Listonosz i telefon 22.05.20, 08:20
            @Kocynder i @Verdano - ależ to co piszecie jest oczywiste - jak piszę wyżej do Iwonki - można sobie gadać o ile to nie przeszkadza innym (!!!) oraz o ile nie zakłoca KOMUNIKACJI z kimś, z kim się komunikować w tym momencie musimy.
            gadanie jednocześnie o bilecie i jakichś znajomych - w oczywisty sposób tę komunikację zakłóca. Gdyby jednak było tak, że ta pani by nie gadała przy kasie, a jedynie słuchała rozmowcy a do kasjerki skierowałaby krótkie "Jeden normalny do Ustrzyk Dolnych, płacę kartą, dziękuję" w odpowiednich momentach, to komunikacji by nie zakłocało - kasjerka wiedziałaby o jaki bilet chodzi, jaka będzie płatnośc a TO jej jest potrzebne do sprzedaży.
            Jak tu ktoś przytomnie zauważył - kasjer/kelner/listonosz itd. NIE oczekują od nas pogawędki, nie oczekuja maksymalnego zainteresowania, oczekują - słusznie- KOMUNIKACJI na poziomie umozliwiającym im bezkolizyjne wykonanie swoich obowiązków. We wspomnianym przeze mnie wątku piano, że NIE, bo takie traktowanie to uprzedmiotowianie tych osób, traktowanie jak służących o to ich bardzo boli i nie ma takich rozmów tel. których nie mozna na chwilę przerwać smile - nie mam takiego przekonania.
      • minniemouse Re: Listonosz i telefon 22.05.20, 00:07
        Korciu, zachowałaś się w sytuacji podbramkowej jak inaczej zwyczajnie nie dało się.
        nie musisz, ale następnego razu, jeśli ów listonosz przyjdzie, możesz go uprzejmie przeprosić z uśmiechem iż rozmawiałaś z osoba tak rzadko dostępną ze po prostu nie mogłaś ani na ciut ciut moment zawiesić rozmowy. tak by było super uprzejmie smile

        wiąże się to jednak z ryzykiem przepraszania go tak za każdym razem jeśli sytuacja się powtórzy...

        Minnie
        • kora3 Re: Listonosz i telefon 22.05.20, 08:28
          @Minnie, Bogiem a prawdą, to ja bym nawet podejrzewam nie poznała tego listonosza, jakby przyszedł za tydzień, a raczej o ile przyjdzie, to nieprędko smile Wnosze z tego, że nie odbieram czesto korespondencji wymagającej kontaktów z listonoszem - nawet rzekłabym ze odbieram takową bardzo rzadko. Ale gdybym go zapamietala i zdarzyło się go spotkać znów w nieodległym czasie to nie miałabym oporów, zeby go przeprosić za tę sytuację i podziękować za zrozumienie.
    • bene_gesserit Re: Listonosz i telefon 22.05.20, 17:53
      kora3 napisała:
      . Piszę, ze aż udało, bo chodzi o posła raz mocno zajętego, co można sob
      > ie zobaczyć w TV,

      No dobra, ja mogę sobie zobaczyć zajętość tego posła w TV, tylko napisz, którego.
              • kocynder Re: Listonosz i telefon 27.05.20, 21:20
                A czy fakt, że Kora rozmawiała z posłem pochodzącym ze Szczecina koniecznie ją właśnie na Wybrzeżu lokuje? Bo coś przegapiłam? Czyli jeśli zrobię śledzie po kaszubsku - to jestem z Kaszub? wink
                • kora3 Re: Listonosz i telefon 28.05.20, 08:09
                  Nic Kocynder nie przegapiłaś smile Po prostu Bebe WYDAJE się, że można rozmawiać tylko z politykiem z regionu w którym się aktualnie mieszka - takie ma podejście smile dziwne poniekąd, ale niech sobie ma smile
                  • kora3 Re: Listonosz i telefon 05.06.20, 14:25
                    Bardzo mało wiesz o współczesnej prasie - u to nic zlego, tylko no jak się wypowiadasz, to smieszne. smile Poza tym,, oświecę Cię pewnie, z poslem np. z Gliwic mozna pogadać nie tylko o tym, co na Górnym Ślaskusmile , ale także op tym co w Sejmie - no, ale rozumiem, że nie pojmujesz smile
                      • kora3 Re: Listonosz i telefon 05.06.20, 14:43
                        A czym ja mam się denerwować? To tylko forum Bene, tyko forum. A, że tropiciel z Ciebie zaden, jak widać, to tym bardziej nie ma się czym niepokoić. Zaskoczę Cię wszelko pewnie, gdy ci uświadomię, że większosc lokalnych gazet nie ma wiele współnego z władzami miasta, czy województwa. No, ale skąd niby Ty miałabyś takie rzeczy wiedzieć smile
                                  • kora3 Hmmm 06.06.20, 08:08
                                    Wiesz, Twoje zachowanie coś mi przypomniało. Otóż jak miałam ok. 10 lat mój kuzyn - wówczas 19 -latek wraz z rodzicami zmienili mieszkanie. W nowym miejscu mieli za sąsiadkę taką ok. 15- letnią dziewczynę, niepełnosprawną intelektualnie. Zapalała ona do mego kuzyna jakimś uczuciem i okazywała to na miarę swej percepcji. Tzn. gdy go widziała to biegła za nim o wołała "Damian ty byku, ty bykuuuu". Nie wiem dlaczego akurat "bykiem" go nazywała. Kuzyn kilka razy powiedział jej, żeby mu dała spokój, ale szybko zorientował się, że nic to nie da, więc zaczął ja po prostu ignorować. Gdy szedł ze swoją dziewczyną ta biedna sasiadka biegła za nimi i poza bykiem jeszcze coś tam wykrzykiwała. Była niegroźna, moze trochę uciążliwa, ale wiadomo - niepełnosprawna intelektualnie osoba, trudno mieć pretensje. Rodzice jej- mili ludzie - słabo sobie z nią radzili. W końcu trafiła do jakiegoś ośrodka. Kuzyn się od rodziców wyprowadził, ale ich odwiedzał. I razu pewnego już jako żonaty i dzieciaty facet spotkał tę dziewczynę na schodach - też odwiedzała rodzinę bedąc tym ośrodku. Tym razem za nim nie biegła, ale jak się minęli na schodach, to krzyknęła za nim "Damian, ty byku" - tak się jej to chore uczucie do mego kuzyna utrwaliło. Kiedy widziałam jej zachowanie jako mała dziewczynka, było mi jej ogromnie żalsad Bo ona biedna chciała, zeby Damian zwróci na nią uwagę, jakoś zareagował, a on zwyczajnie ją ignorował. Tak jak i pozostali - bo w sumie, co innego mieli robić.
                                    Zawsze, gdy spotykam taką osobę przypomina mi sie ta dziewczyna i jest mi żal takich ludzi ignorowanych i wołających "ty byku", gdy inni po prostu ich ignorują. Żałuję zawsze, że nie umiem pomóc, ale nie umiem ...
                                    • bene_gesserit Re: Hmmm 06.06.20, 11:06
                                      Wybacz, ale nie czytam twoich postów, jeśli są dłuższe niż 3 linijki, z doświadczenia wiem że to strata czasu.

                                      Przeczytałam półtora zdania i zdumiało mnie to, że moje zachowanie nie przypomniało ci twojego zachowania, ponieważ - dla czystej rozrywki, akurat mam trochę ekstra czasu - postanowiłam użyć twoich metod, ujmijmy to uprzejmie, konwersacji. Czyli przejrzałaś się w lusterku i nie rozpoznałaś odbicia.

                                      Adieu, cokolwiek napiszesz i ile to będzie miało nader poplątanych akapitów,
                                      • znana.jako.ggigus Re: Hmmm 06.06.20, 20:11
                                        Bene, metodę lutsra stosowano wobec kory3 wiele razy tutaj. Jedna rzecz to dać się komuś przejrzeć, potrzymać to lustro. A druga rzecz, o wiele trudniejsza, to chęć osoby, której to lustro się trzyma, aby coś tam zobaczyła. To w metodzie lustra jest najtrudniejsze. Nie da rady nikogo zmusić.
                                        A czasem mam wrażenie, gdy sama do tej metody sięgam, że ludzie patrzący na to trzymane lustro, po prostu zamykają oczy.
                                        No i masz rację, że nie przeczytałaś tejże wypowiedzi kory3 do końca.Jest to wypowiedź zupełnie nieadekwatna do tematu, kontekstu. Jak to zwykle w wypowiedziach kory3 jest.
                  • znana.jako.ggigus Re: Listonosz i telefon 05.06.20, 16:15
                    Można, można, w świecie prasy lokalnej kory3 włodarze Podlasia np. mają na podsłuchu i stałej inwiligacji organy rozmaitych aglomaracji. Na wszelki wypadek.
                    A na wszystkim trzyma łapkę oczywiście jedna, nieoceniona siła fachowa.
              • znana.jako.ggigus Re: Listonosz i telefon 05.06.20, 13:28
                Podlasie?Hm ciekawe, z uwagi na trzy albo i więcej prace wszecz znałam parę ludzi z Podlasia (telefonicznie) i kora3 nie pasuje mi do ich miękkiego zaśpiewu i ogólnej łagodności już choćby swoją sygnaturą.
                A tutaj takie sprawy geograficzne, a tu w rzeczywistości sprawy ważkie -zajęty poseł i niezłomna dziennikarka kora3 w akcji...
    • shmu Re: Listonosz i telefon 24.05.20, 10:55
      Szczerze, to w zaleznosci jak wazna jest ta sprawa, osoba z ktora rozmawiam i list na ktory czekam, to albo bym nawet nie zareagowala na dzwonek do drzwi, albo przeprosila osobe, z ktora rozmawiam, mowiac, ze musze cos podpisac i potrzebuje 10 sekund. 99,9% ludzi nie potrafi sie skupic na dwoch czynnosciach na raz, wiec prawdopodobnie przez chwile nie slyszalas, co pan do Ciebie mowi. Jesli by Ci zadal w tym czasie pytanie, lub powiedzial cos waznego, umyka Ci to i wychodzi nieprofesjonalnie.
      Zdania na temat, ze nie wypada rozmawiac przez telefon, jesli jest mozliwosc, ze ktos przerwie, nie podzielam (niepraktyczne). Natomiast, ze nie wypada prowadzic dluzszych rozmow w pociagu, podzielam (chyba, ze jest sie samemu w przedziale, albo miejsce specjalnie do tego przystosowane).
      • aqua48 Re: Listonosz i telefon 24.05.20, 13:14
        Dodam, że nie wypada prowadzić TOWARZYSKIEJ rozmowy w sytuacji gdy np. przychodzi koleżanka z umówioną wizytą a w tym czasie dzwoni ktoś inny nie w typie załatw sprawę i żegnaj tylko z rozwlekłymi pogaduchami.
        Sytuacja gdy się wykonuje jakąś PRACĘ przez telefon i w tym czasie wpada ktoś załatwić inną, krótką sprawę związaną z pracą, usługą itp. (listonosz) nie jest sytuacją towarzyską.
        Moim zdaniem nie wypada również prowadzić TOWARZYSKIEJ pogawędki równocześnie z załatwianiem czegoś. Np. prowadzić rozmowy telefonicznej pakując zakupy przy kasie w sklepie. Uważam że spokojnie można na ten czas się oderwać od telefonu, a kwestię krzywych nóg stryjenki Krysi i hemoroidów wujka Jasia omówić bez biernego udziału listonosza, kasjerki, konduktora itp. Ze zwyczajnego szacunku dla pracy tych osób.
          • 10iwonka10 Re: Listonosz i telefon 24.05.20, 16:55
            Ale to nie ma znaczenia czy wiedział czy nie on zadzwonił do drzwi i w pewien sposób zaklocil ta rozmowę . Natomiast gdy ktoś stoi w kolejce do kasy to ma czas aby sie przygotować i zakonczyc rozmowę.
            • aqua48 Re: Listonosz i telefon 24.05.20, 17:03
              10iwonka10 napisała:

              > Ale to nie ma znaczenia czy wiedział czy nie on zadzwonił do drzwi i w pewien
              > sposób zaklocil ta rozmowę . Natomiast gdy ktoś stoi w kolejce do kasy to ma cz
              > as aby sie przygotować i zakonczyc rozmowę.

              Listonosz wykonywał swoją pracę, która ma w założeniu że jego obecność może komuś w czymś przeszkodzić, zatem jego zachowanie nie podlega żadnej ocenie.
              Natomiast jeśli ja przeprowadzam bardzo istotną rozmowę to nie otwieram drzwi niespodziewanym gościom. Obojętne mi czy to listonosz czy sąsiadka. Każde z nich dzwoniąc niezapowiedzianie do drzwi musi się liczyć z tym że nikogo akurat nie będzie w domu.
              • kora3 @Aqua 25.05.20, 09:17
                Jasne, ze można nie otwierac, choć zeby wiedzieć kto zacz , to trzeba poparzeć przez wizjersmile Z tego forum kiedyś "dowiedziałam się", ze to straszna zbrodnia hehe być w domu i nie otworzyć - a jak już pukający/dzwoniący zorientuje się, że ktoś jest w domu i mu nie otwarto - to podwójna smile

                A powaznie - jasne, ze mogłam nie otworzyć - wszak to napisałam - otworzyłam w SWOIM interesie - bo musiałabym zasuwać na pocztę po list.
            • kora3 Re: Listonosz i telefon 25.05.20, 09:13
              @Iwonko, racja - tu sie zgadzam. jednak no istnieje zawsze jakieś tam prawdopodobieństwo, ze czyjś ważny telefon "złapie" te osobę w sklepie. Nie, ze ona dzwoniła, tylko do niej zadzwoniono. Przykładowo oczywiscie. Jasne, ze w takiej sytuacji mozan już pogadać w tym sklepie, a nie pchać sie rozmawiajac do kasy.
              • aqua48 Re: Listonosz i telefon 25.05.20, 10:09
                kora3 napisała:

                > Jasne, ze w takiej syt
                > uacji mozan już pogadać w tym sklepie, a nie pchać sie rozmawiajac do kasy.

                Jeśli ważny telefon "złapie" osobę w sklepie to dużo grzeczniej jest po prostu WYJŚĆ z niego i spokojnie pogadać na zewnątrz nie przeszkadzając nikomu...

                • kora3 Re: Listonosz i telefon 25.05.20, 10:23
                  Ano pewnie tak Aquo, zawsze mozna coś lepiej, grzeczniej ...smile Miałam kiedyś taką sytuację, że pod sklepem, osiedlowym marketem spotkałam kolegę z wyładowanym wózkiem i tzw. bananem na twarzy. Pytam co go tak cieszy, ani własnie zadzwonili doń z firmy, gdzie starał sie o pracę. Gośc był w nieciekawej sytuacji, poprzedni pracodawca zwinął interes i pan szukał pracy od 3 miesięcy.

                  Nie wiem jak długo trwała ta rozmowa, podejrzewam (!!!), ze przy kasie się nie odbywała, ale kolega miał faktycznie sporo towarów w wózku. Założmy, ze rozmowa "złapała" go gdy miał ich połowę - też sporo. Wg Ciebie powinien wyjść ze sklepu i porozmawiać- ok. Tylko zastanowmy się teraz co z tymi towarami? Powinien tak sobie zostawić w wózku tam gdzie stał? Odkładanie na półki wiązałoby się z wędrówką po sklepie i jednoczesnym rozmawianiem. Najpewniej więc i najlogiczniej było odejść w miejsce mało uczęszczane w tym sklepie, pogadać spokojnie, a po rozmowie kontynuować zakupy.
                  Gdyby szło o osiedlowy sklepik i rozmowa "złapałaby" go w kolejce, to na pewno najlepiej i najrozsadniej byłoby wyjśc, pogadac i wrócić do sklepu po rozmowie.
                  • aqua48 Re: Listonosz i telefon 25.05.20, 12:18
                    kora3 napisała:

                    >Tylko zastanowmy się teraz co z tymi towarami? Powinien t
                    > ak sobie zostawić w wózku tam gdzie stał?

                    Hmm... Koro myślisz, że te towary w wózku były dlań ważniejsze niż nowa praca? Doprawdy? I tak, mógł je spokojnie zostawić, odbyć rozmowę i wrócić po nie.

                    > Gdyby szło o osiedlowy sklepik i rozmowa "złapałaby" go w kolejce, to na pewno
                    > najlepiej i najrozsadniej byłoby wyjśc, pogadac i wrócić do sklepu po rozmowie.

                    Czyli się zgadzasz ze mną.
                    • kora3 Re: Listonosz i telefon 25.05.20, 13:03
                      @Aquo, zgadzam sie w tym zakresie, że gdyby tyle co wszedł do marketu, alboi był w osiedlowym sklepie - to najrozsądniej byłoby wyjśc.

                      Co do Twego stwierdzenia, ze towary były ważniejsze niż nowa praca - nie, nie o to chodzi, ale takie zostawianie zakupów jest tak naprawdę ich no porzuceniem smile Obsługa nie wie, co a z takim bezpańskim wyładowanym wózkiem zrobić. Stoi toto zawadza, ewentualnie mroiżone rzeczy sie rozmrazają, a tu nie wiadomo, czy ktoś po to wróci, czy moze się rozmyślił. To nie jest grzeczne tak zostawić i sobie wyjśc - wg mnie oczywiscie mozesz mieć inne zdanie. Np. ze to obsługi problem, bo jej za to płacą.
                      • aqua48 Re: Listonosz i telefon 25.05.20, 13:22
                        kora3 napisała:

                        > Obsługa nie wie, co a z takim bezpańskim wyładowanym wózkiem zrobić.

                        Wystarczy przy wyjściu ten wózek zostawić i powiedzieć obsłudze, że się po niego wróci Koro. Nie mnóż problemów.
                        • kora3 Re: Listonosz i telefon 25.05.20, 13:30
                          Jak przy wejściu? Przecież, żeby pójść do wyjścia trzeba przejść przez kasy. Jak będziesz próbować minąć kasy z zakupami nie płacąc, to słusznie wezwana zostanie ochrona smile Poza tym, chcą nawet tak zrobić trzeba przedstawić hehe ustnie obsłudze sklep[u o co chodzi, a przypominam, że własnie taka osoba odebrała telefon ws. pracy i ROZMAWIAsmile
                          Ty nie twórz mitów smile
                          • aqua48 Re: Listonosz i telefon 25.05.20, 13:37
                            kora3 napisała:

                            > Jak przy wejściu? Przecież, żeby pójść do wyjścia trzeba przejść przez kasy. Ja
                            > k będziesz próbować minąć kasy z zakupami nie płacąc,

                            Nie pisałam o minięciu kas z wózkiem bez płacenia Koro, czytaj ze zrozumieniem.
                            • kora3 Re: Listonosz i telefon 25.05.20, 14:28
                              Pisałaś o zostawieniu przy wejściusmile Oto Twój wpis "Wystarczy przy wyjściu ten wózek zostawić i powiedzieć obsłudze, że się po niego wróci" - żeby zostawić coś przy wejściu trzeba sie z tym czymś przy tym wejściu znaleźćsmile Wyjście znajduje sie za linią kas - nie wiem jak inaczej mozna zrozumieć Twe poradysmile
                              A z czytaniem ze zrozumieniem - serdecznie Ci polecam takowe - mowa tu o sytuacjo, gdy ktoś PROWADZI ważną rozmowe, której nie może przerwać i NIE CHCE/NIE MOŻE w tym samym czasie wdawać sie w pogawędkę z obsługą sklepu.
                • kocynder Re: Listonosz i telefon 26.05.20, 17:30
                  Aquo - z jednej strony masz rację. Na pewno grzeczniej jest wyjść i porozmawiać na zewnątrz. Ale... Sytuacja z życia wzięta. Zrobiłam spore zakupy w markecie. Odstałam do kasy, kasjerka zaczęła kasować. W tym momencie zadzwonił lekarz prowadzący mojej mamy - była w szpitalu po poważnej operacji. I? Co powinnam, twoim zdaniem, zrobić, żeby być w zgodzie z savoir-vivrem? Zostawić zakupy celem porozmawiania z lekarzem i dowalić ekspedientce pracy z wycofywaniem już "nabitych" pozycji? Nie odbierać telefonu od lekarza i w sumie co mnie obchodzi matka? Odebrać, powiedzieć lekarzowi "Nie zawracaj mi pan gitary, bo w sklepie jestem!"? Odebrać i powiedzieć "Dziękuję za telefon, oddzwonię w wolnej chwili"?
                  Cóż... Ja odebrałam telefon, rozmawiając z lekarzem spokojnie pakowałam swoje zakupy do wózka (nie bawiłam się w układanie w torbach!), pod koniec dałam kasjerce znak, że zapłacę kartą, zapłaciłam, z uśmiechem skinęłam głowa i poszłam precz ze sklepu. Przed marketem spokojnie dokończyłam rozmowę i wówczas "uporządkowałam zakupy, zapakowałam je do bagażnika i tyle. Być może twoim zdaniem postąpiłam wobec kasjerki obelżywie, po chamsku i strasznie ją spostponow3ałam uprzedmiotowiając i traktując jak śmiecia. No, nie wyglądała co prawda na obrażoną, na odchodne uśmiechnęła się grzecznie i tyle...
                  • 10iwonka10 Re: Listonosz i telefon 26.05.20, 19:32
                    Ale kazda sytuacja jest inna - niestety takie rozmowy sa słyszane przez pozostałe osoby w kolejce i kasjerkę wiec raczej szybko mozna wysnuć wnioski czy to coś ważnego czy takie o du...ie Marynie.Jesli to coś ważnego to i w dodatku to nie ty zadzwoniłaś ale odebrałas to sytuacja jest troche inna.
                    • kocynder Re: Listonosz i telefon 26.05.20, 20:18
                      Nie do końca, Iwonko. Aqua napisała: "Jeśli ważny telefon "złapie" osobę w sklepie to dużo grzeczniej jest po prostu WYJŚĆ z niego i spokojnie pogadać na zewnątrz nie przeszkadzając nikomu.". I do tego się odniosłam. Telefon był ważny. I...? Powinnam zapewne, zdaniem Aquy, zostawić wózek z zakupami, częściowo już zeskanowanymi przez kasjerkę i kulturalnie wyjść, coby nikomu konwersacją nie wadzić i nie traktować kasjerki obraźliwie przez zajęcie się kimś innym (tu lekarzem telefonującym w sprawie chorej mamy). A że kasjerce to dowali sporo pracy? No co z tego, w końcu jej nie uprzedmiotowiłam, powinna docenić, a nie w myśli sarkać na "królewnę", które w połowie zakupów wszystko zostawia rozbabrane i leci, bo se musi pogadać przez telefon... I tak, dla kasjerki w t6akiej sytuacji "mniejszym złem" jest wysłuchanie kilku pytań o stan zdrowia chorej niż konieczność wycofywania zeskanowanych towarów, anu7lowanie paragonu, zajęcie innej osoby do odniesienia wszystkich produktów na ich miejsca, a potem (to już chyba dla kpiny) powtarzanie całej operacji - bo zakupy były mi potrzebne, więc PO rozmowie, gdybym postąpiła wedle "kulturalnej" rady Aquy - po prostu wróciłabym do marketu, ponownie obleciała regały zdejmując z półek TE SAME produkty i podeszła ponownie do kasy...
                      • kora3 Kocynder 27.05.20, 08:32
                        Dokladnie - ten "najlepiej" jest zwyczajnie nieżyciowy i w dodatku wcale nie jest ukłonem w stronę personelu sklepu, bo tylko takie zachowanie dodaloby mu pracy.
                        • aqua48 Re: Kocynder 27.05.20, 09:21
                          kora3 napisała:

                          > Dokladnie - ten "najlepiej" jest zwyczajnie nieżyciowy i w dodatku wcale nie je
                          > st ukłonem w stronę personelu sklepu, bo tylko takie zachowanie dodaloby mu pra
                          > cy.

                          Takie jak zalecałam - czyli odrzucenie połączenia, lub powiedzenie dzwoniącemu, że oddzwoni się doń za kilka minut, dodałoby pracy personelowi sklepu Koro? Hmm...Doprawdy?


                          • kora3 Re: Kocynder 27.05.20, 10:19
                            @Aquo, no nie udawaj - CAŁY ten wątek jest o takich sytuacjach, kiedy NIE MOŻESZ/NIE WYPADA ani odrzucić połączenia, ani powiedzieć dzwoniącemu, że oddzwonisz później. Uprzedzajac - zdaję sobie sprawę, że Ty mozesz nie miewać takich sytuacji,ani takich rozmówcow, ale wykaż trochę empatii i zrozum, że inni mają, ok?
                            • aqua48 Re: Kocynder 27.05.20, 10:26
                              kora3 napisała:

                              > CAŁY ten wątek jest o takich sytuacjach, kiedy NIE MOŻES
                              > Z/NIE WYPADA ani odrzucić połączenia, ani powiedzieć dzwoniącemu, że oddzwonisz
                              > później.

                              To Twoje zdanie Koro. A ja twierdzę że i można i jak najbardziej wypada. Nie wypada natomiast odbierać telefonu zawsze i wszędzie. No chyba że masz komórkę przyrośniętą do ręki, albo jesteś strażakiem smile
                      • aqua48 Re: Listonosz i telefon 27.05.20, 09:12
                        kocynder napisała:

                        > Aqua napisała: "Jeśli ważny telefon "złapie" osobę w skle
                        > pie to dużo grzeczniej jest po prostu WYJŚĆ z niego i spokojnie pogadać na zewn
                        > ątrz nie przeszkadzając nikomu.". I do tego się odniosłam.

                        No tak napisałam i tak twierdzę, Ale po pierwsze - wiele razy twierdziłam, że nie zawsze zachowujemy się zgodnie z zasadami grzeczności, po drugie sytuacja którą opisujesz jest jednak trochę inna - skoro już byłaś w trakcie wypakowania zakupów na taśmę, zostawienie ich i wyjście byłoby nie w porządku wobec innych czekających w kolejce do tej kasy. Z jakiegoś powodu uznałaś, że nie chcesz powiedzieć lekarzowi, że w tym akurat momencie nie możesz rozmawiać i oddzwonisz doń za 3 - 5 -10 minut, to była Twoja decyzja. Ja stojąc za kimś w kolejce w sklepie wolałabym jednak nie być mimowolnym świadkiem bardzo intymnej rozmowy na temat stanu chorego. Jako chora również nie chciałabym by mój stan był omawiany głośno publicznie w podobnych okolicznościach.

                        >Powinnam zapewne, zdaniem Aquy, zostawić wózek z zakupami, częściowo już z
                        > eskanowanymi przez kasjerkę

                        Jak ja lubię kiedy ktoś wkłada mi w usta rzeczy których nigdy nie napisałam, ani nie twierdziłam...To takie..odkrywcze?
                        • kocynder Re: Listonosz i telefon 27.05.20, 21:05
                          Nie, Aquo. Napisałaś wyraźnie "Jeśli ważny telefon "złapie" osobę w sklepie to dużo grzeczniej jest po prostu WYJŚĆ z niego". No i tu właśnie była dokładnie taka sytuacja. Byłam w sklepie, zadzwonił telefon i...? Sytuacja nie "była inna" - tylko właśnie dokładnie taka.
                          Serio uważasz, że grzecznym byłoby z mojej strony olać telefon od lekarza, o który sama go poprosiłam i którego nie miał żadnego obowiązku wykonywać, bo mam zakupki? Zakupki sa ważniejsze niż to, co miał mi do powiedzenia lekarz o stanie zdrowia mojej mamy? No, może TWOIM zdaniem - owszem, lepiej mieć w nosie, że człowiek robi mi grzeczność wykraczająca poza jego obowiązki zawodowe i zachować się stuprocentowo "aligancko" wobec ekspedientki, której jest dokładnie obojętne czy rozmawiam przez telefon czy nie, o ile nie utrudniam jej pracy? Podkreślę, bo może za mało wyraźnie napisałam. NIE ZNAM tego lekarza prywatnie. Nie jest moim kolegą. Po operacji poprosiłam, by zadzwonił z informacją o rokowaniach i stanie zdrowia mamy, jak tylko będzie mógł ocenić powodzenie skomplikowanej operacji. Zadzwonił, pech, akurat jak byłam na zakupach. Tak, pomimo mamy w szpitalu robiłam zakupy! No, zadzwonił. W dogodnej DLA SIEBIE chwili, robiąc mi uprzejmość. I miałam w tym momencie potraktować go "z buta", bo ważniejsze zakupy?! Serio? Powiedzieć: "oddzwonię za kwadrans, albo 20 minut, bo teraz w sklepie jestem!"?A po tym kwadransie i telefonie na oddział dowiedziec się, że doktor poszedł na wykład (to szpital akademicki), do poradni, ma pacjenta, albo wreszcie że po prostu pojechał do domu? Tak, lekarz tez człowiek i tez może mieć SWÓJ dom i swoją rodzinę, oraz fanaberię taką, by w czasie po pracy nikt mu głowy nie zawracał pacjentami... Świetny pomysł, jeszcze jakieś? Może tobie twoi bliscy nie są prawdziwie bliscy i w takiej sytuacji wolałabyś w spokoju kontynuować zakupy nie będąc nagabywaną przez jakiegoś chama, który ci dzwoni kiedy ty akurat masz zakupy na taśmie... Ja jednak nie.
                          A na koniec: użyłam słowa "ZAPEWNE". Czyli tryb przypuszczający. To poziom szkoły podstawowej, nie pamiętam która klasa... Czyli nie kłam, bo nie włożyłam ci żadnych słów nigdzie, wyraziłam tylko przypuszczenie wynikające z twoich stwierdzeń. tongue_out
                          • aqua48 Re: Listonosz i telefon 28.05.20, 18:32
                            kocynder napisała:

                            > Zakupki sa ważniejsze niż to, co miał mi do powiedzenia lekarz o stanie
                            > zdrowia mojej mamy? No, może TWOIM zdaniem - owszem, lepiej mieć w nosie...

                            Znowu używasz figury stylistycznej o której wspominałam wyżej - przypisujesz mi to czego nie napisałam. Nie będę polemizować z Twoimi wyobrażeniami, lub jak wolisz "przypuszczeniami", bo to kompletnie bez sensu.
                            A priorytety każdy dorosły człowiek ustala sobie sam.




                            • kocynder Re: Listonosz i telefon 28.05.20, 19:55
                              A ad rem?
                              Jak ci już wyjaśniłam - lekarz NIE JEST moim znajomym, zrobił MI grzeczność na moją prośbę, dzwoniąc w swoim czasie "wolnym" (nie wiem, między jednym pacjentem a drugim, w czasie przerwy, po pracy - w każdym razie absolutnie nie jest jego obowiązkiem telefonowanie do rodzin pacjentów. Zrobił to - z uprzejmości, życzliwości. Wtedy, kiedy mógł. I twoim zdaniem powinnam zignorować telefon od niego, bo mam zakupy i, chroń Bóg kasjerka poczuje się uprzedmiotowiona? Czy oddzwaniać do niego po kwadransie, że już skończyłam nader ważne zakupy i mogę pogadać? Serio? I to by, twoim zdaniem, świadczyło o mojej, pożal się Boże, kulturze? Że wyraźnie proszę obcego człowieka o przysługę, a kiedy spełnia moją prośbę przedkładam jakieś idiotyzmy ponad to?
                              Owszem, nie w porządku byłoby, gdybym zajęta rozmową z lekarzem stała i blokowała kasę, podczas gdy kasjerka czeka na płatność. Nawet zgodzę się z tobą, że GDYBY lekarz zadzwonił do mnie zanim dotarłam do kasy - zapewne postąpiłabym zgodnie z twoim zaleceniem - czyli odebrała połączenie i po prostu wyszła ze sklepu, i to niezależnie od tego ile towarów bym już w wózku miała. Właśnie po to, by móc swobodnie porozmawiać. Więc OGÓLNIE zasada twoja jest słuszna - ale jednak NIE ZAWSZE. W opisanej przeze mnie sytuacji - jakie twoim zdaniem byłoby KULTURALNE wobec WSZYSTKICH rozwiązanie? Wszystkich, czyli zarówno kasjerki (którą de facto nic nie obchodzi czy rozmawiam przez telefon czy nie, o ile nie utrudniam jej pracy) i wobec lekarza, obcego człowieka, którego POPROSIŁAM o przysługę wykraczająca poza jego zawodowe obowiązki i który tą prośbę spełnił?
                              • aqua48 Re: Listonosz i telefon 28.05.20, 20:17
                                kocynder napisała:

                                >jakie twoim zdaniem byłoby KULTU
                                > RALNE wobec WSZYSTKICH rozwiązanie?

                                Gdyby telefon złapał mnie w trakcie wybierania towarów wyszłabym ze sklepu na czas rozmowy zostawiając przy wyjściu/kasie pełny koszyk i dając obsłudze znak że wrócę za chwilę i dokończę zakupów. Zdarzało mi się to i nigdy nie było problemu, zakupy zawsze na mnie czekały.
                                Gdyby to było w kolejce do kasy wyszłabym z niej, i reszta jak wyżej, natomiast gdyby kasjerka była już w trakcie skanowania moich zakupów zapytałabym lekarza czy mogę doń oddzwonić za moment, wyjaśniając jednym zdaniem gdzie jestem i co robię. Dodam, że lekarz dzwoniąc w takiej sprawie powinien zacząć rozmowę od pytania czy jesteś w stanie w tym momencie poświęcić mu chwilę uwagi na rozmowę o stanie zdrowia bliskiej osoby. Jeśli tego nie zrobił to było niegrzeczne.
                                • 10iwonka10 Re: Listonosz i telefon 28.05.20, 22:03
                                  >>>natomiast gdyby kasjerka była już w trakcie skanowania moich zakupów zapytałabym lekarza czy mogę doń oddzwonić za moment,>>>>. Obawiam sie ze nie jest to zawsze takie proste. Jak lekarz jest zabiegany i byl to szybki telefon pomiędzy pacjentami to może sie okazać ze oddzwonisz zostawisz wiadomość a pozniej będziesz siedzieć i czekać na telefon.........
                                • kocynder Re: Listonosz i telefon 29.05.20, 07:11
                                  I zabrzmiałoby to tak jakbyś np. poprosiła dalekiego znajomego dysponującego stosownym pojazdem o pomoc w przeprowadzce, p trakcie najbliższych dwoch tygodni. Znajomy sprawdza w kalensarxu i mówi -Ok, mogę w piątek. - na co ty - Ale ja w piątek robię zakupy! Odpada. Lepiej w sobotę. A w ogóle to zadzwonię jak JA będę chciała i po prostu wtedy od ręki przyjedziesz! - Faktycznie, kwiat kultury...
                                  Co do telefonu WCZEŚNIEJ, czyli podczas chodzenia po sklepie czy w kolejce do kasy to chyba nikt (w tym i ja) nie polemizuje, że powinno się przerwać zakupy celem odbycia ważnej rozmowy.
                                  • 10iwonka10 Re: Listonosz i telefon 29.05.20, 08:21
                                    Ja mysle ze w twojej sytuacji to nawet nie kwestia savoir-vivre ale kwestia czysto praktyczna. Lekarz ma może jeszcze 5 telefonów do zrobienia ...pozniej może kilkugodzinna operacje...i jeszcze może musi biec do prywatnej przychodni gdzie tez pracuje. Jeśli nie porozmawiasz z nim teraz to będzie ci cieżko go złapać pozniej. Aquie sie wydaje ze gość będzie siedział i czekal na telefon od ciebie. Inna sytuacja gdyby to byla koleżanka, maz wtedy spokojnie mozna powiedzieć teraz place w sklepie zadzwonie za 10 minut.
                                    • kora3 Iwonko 29.05.20, 09:02
                                      To JEST kwestia SV jednak. Po prostu Aquie trudno zrozumieć, że są sytuacje i osoby, w których i wobec których NIE WYPADA powiedzieć ze sie oddzwoni za chwile, bo się robi zakupy, albo bo listonosz przyszedł. Szczególnie NIE WYPADA tak czynić, gdy ktoś tak jak lekarz Kocynder, albo posłem mnie robi GRZECZNOŚĆ poświęcając swój czas, gdy NIE MUSI tego robić, a czasu ma mało.
                                      I wbrew temu co pisze Aqua ma tu kluczowe znaczenie, że ani poseł ten nie jest moim znajomym, ani lekarz o którym mowa nie jest znajomym Kocynder. I nie, nie chodzi o to, ze wobec znajomego można być niegrzewczym, a o to, że wobec znajomego nie jest niegrzecznie powiedzieć, że się oddzwoni za 5 min. w takiej sytuacji, a wobec nieznajomego w opisanych sytuacjach - owszem
                                      • aqua48 Re: Iwonko 29.05.20, 09:30
                                        kora3 napisała:

                                        > To JEST kwestia SV jednak. Po prostu Aquie trudno zrozumieć,

                                        Mylisz się Koro, łatwo mi zrozumieć, że są osoby które mają inne zdanie niż ja. Po prostu różnimy się spojrzeniu na pewne sytuacje. Jestem zdania, ze na rozmowę telefoniczną czas powinny mieć OBIE strony, a nie tylko jedna. I że grzecznie jest przed rozpoczęciem spontanicznej rozmowy zapytać rozmówcę czy się mu w czymś nie przeszkadza, oraz że nie jest żadną obrazą gdy ten odpowie że przeprasza ale prosi o chwilę zwłoki bo jest w trakcie innego zajęcia.
                                        Natomiast trudno mi zrozumieć praktykę uprawianą na tym forum ktoś PYTA innych o zdanie, okazuje się że część z nich ma inny niż on pogląd na jakiś problem, sprawę, zatem pytający i inni którzy myślą podobnie jak on mieszają z błotem tych którzy myślą odmiennie używając wszelkich dostępnych środków - a to wyzwisk a to kpiny, a to wysuwania "podejrzeń". I tej wyjątkowo niegrzecznej praktyce zdecydowanie jestem przeciwna. Można się różnić i można się różnić w grzeczny sposób.





                                        > ęcając swój czas, gdy NIE MUSI tego robić, a czasu ma mało.
                                        > I wbrew temu co pisze Aqua ma tu kluczowe znaczenie, że ani poseł ten nie jest
                                        > moim znajomym, ani lekarz o którym mowa nie jest znajomym Kocynder. I nie, nie
                                        > chodzi o to, ze wobec znajomego można być niegrzewczym, a o to, że wobec znajom
                                        > ego nie jest niegrzecznie powiedzieć, że się oddzwoni za 5 min. w takiej sytuac
                                        > ji, a wobec nieznajomego w opisanych sytuacjach - owszem
                                        >
                                        >
                                        >
                                        • kora3 Re: Iwonko 30.05.20, 11:20
                                          A kto tu jakichś wyzwisk używał? Nikt - Ty natomiast ciągle wypowiadasz sie "tonem" arystokratki tłumaczącej plebsowi ze woda w miseczkach na stole jest do mycia, a nie do picia. smile

                                          A co do sedna - własnie o to cały czas Aquo chodzi, że rozmawiamy w tym watku o sytuacjach, kiedy rozmowa NIE jest spontaniczna! W tym własnie sęk. Wszak napisałam w poczatkowym poście - UMÓWIŁAM się z tym posłem na rozmowę o 9.30. Ja go prosiłam o rozmowę, zaproponował taką godzinę, zgodziłam się. GDYBYM o takiej porze już miała umowione spotkanie np. to w trakcie umawiania mogłąm zapytać, czy mógłby zaproponowac jakas inna pore, bo w tej mam już umówione spotkanie i to byłoby ok. Ale skoro nie poprosiłam, to wg mnie powinnam o umówionej porze zadzwonic, a pan poseł powinien odebrać, prawda? Owszem, w takich sytuacjach "rzuca się" kirtuazyjne "może pan/i rozmawiać", ale własnie kurtuazyjne, bo skoro ktoś sie umówił i odebrał, to ...moze smile
                                          Tak samo Kocynder - najpewniej poprosiła lekarza, który jak sie dowiadujemy - nie ma tego w zwyczaju, żeby dał jej znać po stanie zdrowia jej mamy najszybciej, jak tylko bedzie mógł. Gośc się zgodził i ona też niejako sie zgodzila, że jego tel. mógł ją "złapać" na zakupach, czy na kawie z przyjaciółką. Być może lekarz rzucił kurtuazyjnym "Moze pani rozmawiać?", ale ostatnią rzeczą, jaką w takiej sytuacji wypadało powiedzieć byłoby "Przepraszam, ale niestety nie!"
                                          • aqua48 Re: Iwonko 30.05.20, 17:50
                                            kora3 napisała:

                                            > Ty natomiast ciągle wypowiadasz sie "tonem"

                                            Powtarzasz się Koro, jak zawsze tak i teraz z braku argumentów schodzi na mój wymyślony "ton"...

                                            >Być może lek
                                            > arz rzucił kurtuazyjnym "Moze pani rozmawiać?", ale ostatnią rzeczą, jaką w tak
                                            > iej sytuacji wypadało powiedzieć byłoby "Przepraszam, ale niestety nie!"

                                            Niczego takiego nie twierdziłam, natomiast moim zdaniem całkiem naturalną i kulturalną byłaby w tej sytuacji prośba w rodzaju - czy może mi pan dać 5 minut, oddzwonię za moment. Koro, nawet bardzo zajęty lekarz jest człowiekiem, a nie półbogiem i zdaje sobie sprawę że jego telefon może zastać rozmówcę w sytuacji gdy ten nie może rzucić ot tak wszystkiego i rozmawiać i może potrzebować czasu na zorganizowanie sobie chwili spokoju.
                                            Ale oczywiście to co kto uczyni w takiej sytuacji, jaką decyzję podejmie czy bardziej czy mniej z mego punktu widzenia zgodną z s-v. to wyłącznie jego sprawa i wybór.
                                            Powtarzam to co już napisałam w tym wątku - za niestosowanie się do zasad i wymogów s-v nie grozi...nic, wyobraź sobie.


                                            • kora3 Re: Iwonko 30.05.20, 18:18
                                              Heh to nie jest argument, tylko fakt.

                                              Co do reszty - zwyczajnie - mamy inne standardy. I nie chodzi o to ze ktoś jest półbogiem, tylko o to, że wyświadcza nam przysługę i NIE WYPADA tego lekceważyć - zrozum. NAWET jeśli się jest Twego zdania - że cóż to dla zabieganego lekarza w drodze wyjątku zadzwonić do córki pacjentki.
                                              Lekarz poproszony o taką przysługę ma prawo oczekiwać, że córka pacjentki będzie mogła rozmawiać, gdy on zadzwoni, a nie zachowa sie wobec niego jak wobec kolezanki, która zadzwoniła nie w porę. Podobnie umówiony na telefon ze mną poseł miał prawo oczekiwać, że bedę miała czas na te rozmowę - proste.
                                              Tak wiem, do Ciebie to nie przemawia. Ano widzisz, za okazywanie ludziom lekceważenia i braku uprzejmości zasadniczo nie grozi, wyobraź sobie, nic. Poza zdaniem tychże na temat tak się zachowującej osoby, na ogół.
                                    • kocynder Re: Listonosz i telefon 31.05.20, 15:35
                                      Iwonko - gdyby to była koleżanka, mąż czy ktoś mi bliski - to oczywiście grzecznie byłoby powiedzieć, że się oddzwoni za kilka minut, bo się jest akurat przy kasie i robi zakupy. W bliskiej relacji towarzyskiej - to oczywiste i Aqua miałaby 100% racji. Ale jak podkreśliłam - ów lekarz NIE JEST moim znajomym. Poprosiłam go, żeby, gdy już będzie znał rokowania co do stanu zdrowia mojej mamy po poważnej operacji - zadzwonił. Oczywiście, gdybym na prawdę NIE MOGŁA wówczas rozmawiać - to bym go przeprosiła i spróbowała umówić się na inny termin telefonu. Ale uznałam, że dla mnie informacje o stanie zdrowia mamy są ważniejsze. I, dokładnie jak piszesz - nie wiem czy lekarz miał do wykonania jeszcze 5 innych telefonów do innych ludzi zatroskanych o zdrowie bliskich, czy miał później zajęcia ze studentami, kolejne operacje, czy wreszcie nie postanowił pojechać po prezent urodzinowy dla swojego dziecka, co dla niego jest WAŻNIEJSZE niż rodzina pacjentki, która przedkłada zakupy nad rozmowę z nim w momencie, który jemu pasuje... Podkreślę - lekarz absolutnie nie miał obowiązku do mnie telefonować, wyświadczał mi grzeczność! I dlatego absolutnie mi nie wypadało powiedzieć "Teraz jestem na zakupach, oddzwonię jak znajdę czas!". Być może Aqua by tak postąpiła i być może ów lekarz by od niej telefon odebrał... Ba, mam wrażenie, że Aquie się wydaje, iż lekarz by siedział i warował przy telefonie kiedy jaśnie pani zechce oddzwonić... Jednak w większości przypadków - to tak nie działa... I nie, nie traktuję lekarza jak "półboga" itd, ale po prostu jak bardzo zajętego człowieka, który robi mi grzeczność.
                                      • aqua48 Re: Listonosz i telefon 31.05.20, 15:46
                                        kocynder napisała:

                                        > Oczywiście, gdybym na prawdę NIE MOGŁA wówczas r
                                        > ozmawiać - to bym go przeprosiła i spróbowała umówić się na inny termin telefon
                                        > u. Ale uznałam, że dla mnie informacje o stanie zdrowia mamy są ważniejsze.

                                        Czyli jesteśmy jednak dokładnie tego samego zdania - wszak pisałam, że każdy samodzielnie dokonuje oceny sytuacji i podejmuje najlepszą wg siebie decyzję.

                                        > absolutnie mi nie wypadało powiedzieć "Tera
                                        > z jestem na zakupach, oddzwonię jak znajdę czas!". Być może Aqua by tak postąpi
                                        > ła

                                        Przecież pisałam jakbym ja postąpiła - przeprosiła i poprosiła o chwilę zwłoki by móc porozmawiać spokojnie i bez świadków. Nie opowiadałabym gdzie jestem, ani nie mówiła że oddzwonię jak znajdę czas. Doprawdy nie jestem w stanie zrozumieć po co kolejny raz przypisujesz mi coś czego nigdy nie twierdziłam? Czujesz się przez to lepiej?

                                        > mam wrażenie, że Aquie się wydaje, iż lekarz by siedział i warował przy telefonie kiedy jaśnie pani
                                        > zechce oddzwonić

                                        No to masz zupełnie błędne wrażenie. A zamiast wysuwać swoje przypuszczenia lepiej byłoby doczytać to co napisałam.
                                        • kocynder Re: Listonosz i telefon 31.05.20, 15:56
                                          A przyjmujesz do wiadomości, że lekarz może nie mieć ani czasu ani chęci czekać? Że robi mi grzeczność, o którą go poprosiłam i ocze4kiwanie od niego, że jeszcze będzie się do mnie dostosowywał, bo zakupy ważniejsze niż rozmowa z nim - to dopiero byłoby poniżej poziomu? Być może wydaje ci się, że lekarz akademi8cki nie ma żadnych innych zajęć jak tylko siedzieć i czekać aż łaskawie skończę robić zakupy i zechcę oddzwonić. No to mogę cię wyprowadzić z błędu.
                                          I nie, nie jesteśmy tego samego zdania - ty uważasz, że ok jest prosić kogoś o przysługę po czym nie mieć czasu bo zakupy, listonosz czy inna duperela są dla ciebie istotniejsze. Ja uważam, że to właśnie jest chamstwo.
                                          Ewentualnie można wnioskować, że dla ciebie informacje o stanie zdrowia osoby bliskiej są mniej ważne niż zakupy - bo w sumie po kij ten lekarz dzwonił? Wszak równie dobrze mogłam następnego dnia pojechać do szpitala i się dowiedzieć osobiście... Ano mogłam... I nawet pojechałam! A jednak, dziwi cię to zapewne, wolałam wiedzieć jak najszybciej...
                                          • aqua48 Re: Listonosz i telefon 31.05.20, 21:57
                                            kocynder napisała:

                                            > ty uważasz, że ok jest prosić kogoś o przysługę po czym nie mieć czasu bo zakupy, listonosz czy inna duperela są dla ciebie istotniejsze.

                                            Wręcz przeciwnie. Ja uważam, że jeśli proszę kogoś o przysługę i zależy mi czyimś na telefonie to NIE idę sobie w tym czasie beztrosko na zakupy, ani nie odbywam pogawędki z listonoszem ani nie robię sobie kawki. Poświęcam natomiast całą swą uwagę jednej osobie - tej na której mi zależy.

                                            I jak pisałam ogranicz swoje wynurzenia na temat swoich wniosków, przypuszczeń itp., dotyczących tego co myślę i uważam, bo jak widać za każdym razem celujesz kulą w płot. Polecam natomiast czytanie ze zrozumieniem.




                                            • kocynder Re: Listonosz i telefon 31.05.20, 23:28
                                              No, sorry, ale ty uważasz, że jest ok, kiedy ktoś bardzo zajęty robi mi grzeczność i dzwoni wtedy, kiedy JEMU pasuje (zgodnie z tym jak się umówiliśmy!) powiedzieć mu "Ale ja teraz robię zakupy i oddzwonię jak znajdę czas.". Otóż nie, Aqua, to NIE JEST ani grzeczne, ani kulturalne. I jeśli nie powiedziałabyś wówczas lekarzowi, że dla ciebie zakupy są ważniejsze niż jego czas - to i tak niczego nie zmienia. Może zmienić o tyle, że sam lekarz nie uzna cię za chamkę, bo właśnie pomyśli, że skoro odwołujesz WAŻNĄ rozmowę - to masz WAŻNY powód i zapewne do głowy mu nie przyjdzie, że dla jaśniepani ważnym powodem jest... Market. I tak, być może poczeka na twój telefon, właśnie myśląc, że coś WAŻNEGO nie pozwoliło ci rozmawiać. Ale nijak się to ma do TWOJEJ kultury (bądź tego co za kulturalne uważasz). Bo widzisz, dla większości ludzi jednak rozmowa z lekarzem, który operował ich najbliższych jest istotniejsza niż potencjalna uraza kasjerki w markecie. Świadomie piszę "potencjalna" - gdyż pracowałam na kasie i doprawdy było mi bardzo wszystko jedno czy klient gada przez telefon czy nie, o ile w miarę szybko zbierał swoje zakupy, umiał bez rozwlekania zapłacić i tyle.
                                              Zgadzam się z Korą - średnio inteligentny człowiek jest w stanie podpisać odbiór poleconego czy zapłacić karta w markecie bez angażowania w to uwagi i licho wie czego. Tak samo jak jest w stanie nie tracąc wątku rozmowy wyrzucić do kosza papierek, napić się kawy itp. Jeśli ty tego nie umiesz - wówczas ok, masz swoją rację, przekładając ważną rozmowę do chwili kiedy absolutnie nic nie będzie rozpraszało twojej koncentracji - ale jest to jednak dysfunkcja a nie norma.
                                              • aqua48 Re: Listonosz i telefon 01.06.20, 18:01
                                                kocynder napisała:

                                                > ty uważasz, że jest ok, kiedy ktoś bardzo zajęty robi mi grzeczn
                                                > ość i dzwoni wtedy, kiedy JEMU pasuje (zgodnie z tym jak się umówiliśmy!) powie
                                                > dzieć mu "Ale ja teraz robię zakupy i oddzwonię jak znajdę czas.".

                                                Niczego podobnego nie napisałam, interpretujesz sobie moje wypowiedzi jak Ci wygodnie, a to jest nie tylko niegrzeczne, ale również bardzo nie w porządku. Jeśli chcesz rozmawiać w taki sposób, z góry wiedząc co ja myślę i uważam, bo obojętne cobym nie napisała i tak nie chce Ci się tego przeczytać do końca ani włożyć nieco wysiłku w zrozumienie treści, to dyskusja nie ma żadnego sensu. Bądź sobie zatem przekonana że masz rację.




                                                • kocynder Re: Listonosz i telefon 01.06.20, 19:15
                                                  No, niestety, ale DOKŁADNIE to napisałaś. Że twoim zdaniem kulturalnym (jedynym) wyjściem byłoby albo zignorować telefon i nie odbierać, albo też odebrać, powiedzieć, że się nie może rozmawiać i że się oddzwoni. I, jak napisałam - nawet jeśli nie powiesz tego lekarzowi - to to NIE JEST grzeczne wobec niego. I o ile w faktycznie wyjątkowej sytuacji mogłabym się z tobą zgodzić (np prowadzę samochód i nie mam zestawu głośnomówiącego, a nie mam wprawy w równoczesnym prowadzeniu i rozmowie), o tyle, wybacz, zakupy w markecie NIE SĄ czymś ważnym, nie możliwym do przerwania a obsługa terminala nie stanowi tajników fizyki kwantowej. Skoro nie pojmujesz, że niegrzecznym jest przekładanie WAŻNEJ rozmowy z kimś obcym, zajętym, kto robi nam grzeczność, że w ogóle dzwoni - to faktycznie dyskusja z tak "światłą" i "kulturalną" osobą nie ma sensu - widać mam inny poziom wrażliwości...
                                  • aqua48 Re: Listonosz i telefon 29.05.20, 09:41
                                    kocynder napisała:

                                    > I zabrzmiałoby to tak jakbyś np. poprosiła dalekiego znajomego dysponującego st
                                    > osownym pojazdem o pomoc w przeprowadzce, p trakcie najbliższych dwoch tygodni.
                                    > Znajomy sprawdza w kalensarxu i mówi -Ok, mogę w piątek. - na co ty - Ale ja w
                                    > piątek robię zakupy! Odpada. Lepiej w sobotę. A w ogóle to zadzwonię jak JA bę
                                    > dę chciała i po prostu wtedy od ręki przyjedziesz! - Faktycznie, kwiat kultury.

                                    W tej sytuacji gdybym prosiła kogoś o pomoc a ten podałby termin który z jakiegokolwiek powodu mi nie odpowiada mam prawo do grzecznej prośby o zmianę terminu. Bo wiesz, ja jestem zdania, że należy obustronnie uzgadniać terminy nawet oczekiwanych przysług, oraz że żaden człowiek nie ma telefonu przyrośniętego do ręki i istnieje wiele sytuacji gdy rozmowę nawet oczekiwaną można, a nawet trzeba odłożyć, przesunąć by odbyć ją w dogodnych warunkach. A także że jest to całkowicie zgodne z zasadami s-v.
                                    Bardzo ciekawa jestem czy gdybyś telefon od lekarza odebrała np. siedząc na widowni w teatrze lub kinie też omawiałabyś tam na miejscu szczegóły stanu zdrowia mamy? Wszak zwyczajnie poprosić o chwilę na oddzwonienie, Twoim zdaniem nie da się. Przepychanie się między siedzącymi w rzędach innymi w trakcie spektaklu i szukanie wyjścia może trwać nawet kilka minut i też zajmuje cenny czas lekarza. Co byś wówczas zrobiła?


                                    • kora3 Re: Listonosz i telefon 30.05.20, 12:00
                                      Czy Ty Aquo na serio nie rozumiesz, że zarówno "mój" poseł, jak i "kocyndrowy" lekarz za chwilę mogliby zwyczajnie już NIE MIEC czasu, czy też możliwości z nami porozmawiać? Jak wspomniałam - domyślam się, że dla Ciebie każdy z nich znalazłby czas kiedy tylko Tobie by pasowało, ale nie wszyscy mają takie szczęście.

                                      Poseł jest osobą zajętą, nie ja jedna zabiegałam o rozmowę z nim, a w dodatku miał za chwilę komisję. Za pół godziny zwyczajnie już by ie mógł rozmawiać i tyle. Może mógłby za 5 godzin, ale mnie by już wtedy to nie "ratowało". Lekarz od mamy Kocunder zadzwonił do niej w wolnej chwili - być moze zaraz zaczynał operację, pracę w poradni, czy prywatnym gabinecie, miał jechać po dziecko do przedszkola, albo na swoje zakupysmile To Kocynder potrzebowała z nim kontaktu i liczyła się z tym, że bedzie się musiała DOSTOSOWAC do terminu, który pan doktor wybierze. Tak samo ja chciałam kontaktu z posłem i dostosowałam sie do podanej przezeń godziny i w związku z tym poseł miał pełne prawo oczekiwać, że nie bedę w tym czasie podejmowała wizytsmile, czy załatwiała innych spraw- oczywiste.
                                    • kocynder Re: Listonosz i telefon 31.05.20, 16:03
                                      Do0 kina czy teatru nie zabieram komórki. Nie dlatego, że przepychanie się między rzędami jest niekulturalne - ale i po to, by dźwięk dzwonka nie przeszkadzał innym.
                                      W czasie kiedy czekałam na telefon od lekarza - nie miałam wizyty u stomatologa i nie planowałam tez spektaklu teatralnego ani seansu kinowego.
                                      Masz prawo do wszystkiego, również do zachowań chamskich - chamstwo nie jest łamaniem prawa. I jeśli prosisz kogoś o uprzejmość, a POTEM, gdy ów ktoś podaje dogodny termin kręcisz nosem, bez WAŻNEGO powodu - to ty jesteś chamska, a nie ów ktoś, kto w końcu wkurzony może ci powiedzieć "A weź sobie zamów taksówkę bagażową i daj mi święty spokój!". I nie, standardowe zakupy to nie jest ważny powód!
                                      • kora3 Re: Listonosz i telefon 01.06.20, 09:16
                                        Dokładnie - zwyczajnie - dla Aquy najwyraźniej jest ważniejsze, żeby czasem nie uchybić - w swej wyobraźni - kasjerce, której równo lata czy masz telefon przy uchu, byleś sprawnie spakowała swe zakupy i zapłaciła, niż przyzwoite zachowanie sie wobec człowieka, który robi ci przysługę w ważnej dla Ciebie sprawie. I tak, masz rację - okazanie beztrosko lekceważenia takiej osobie jest zwyczajnym chamstwem.
                                        I zupełnie też dla mnie jasne, że czekając na informacje o stanie zdrowia matki nie wybierałaś się do kina/teatru, do dentysty itd., natomiast wcale mnie nie dziwi, ze musiałaś zrobić zwyczajne zakupy spożywcze.

                                        Być może wszelako postawa Aquy wynika z tego, że jak sama napisala ona nie potrafi rozmawiać i wykonywać innej rutynowej czynnosci jednocześnie. A skoro tak, to rozumiem, że musiałaby albo przerwać pakowanie zakupów, albo zrezygnować z rozmowy. W tym wątku jednak jak mi sie zdawało mówimy o przeciętnych ludziach i sprawę rozpatrujemy pod względem SV.
                                      • ola5488 Re: Listonosz i telefon 01.06.20, 11:07
                                        kocynder napisała:

                                        > Masz prawo do wszystkiego, również do zachowań chamskich - chamstwo nie jest ła
                                        > maniem prawa. I jeśli prosisz kogoś o uprzejmość, a POTEM, gdy ów ktoś podaje d
                                        > ogodny termin kręcisz nosem, bez WAŻNEGO powodu - to ty jesteś chamska, a nie ó
                                        > w ktoś, kto w końcu wkurzony może ci powiedzieć "A weź sobie zamów taksówkę bag
                                        > ażową i daj mi święty spokój!". I nie, standardowe zakupy to nie jest ważny pow
                                        > ód!

                                        Czekając na ważny telefon nie wychodzę na zakupy. Po prostu.

                                        Nie rozumiem tej fali emocji, Aqua ma inne zdanie, ja też mam inne zdanie. Bywa i tak, ludzie są różni. W mojej pracy akurat wyjątkiem są osoby (głównie sekretariat), które robią po kilka czynności naraz. Czy na tej podstawie powinnam twierdzić, że FAKTEM jest, że większość ludzi tak ma? big_grin No litości...
                                        • kora3 Olu 01.06.20, 11:44
                                          Na serio czekając na wazny telefon nie wykonujesz żadnych czynności życiowych? Pytam serio, bo ja sobie nie wyobrażam takiego funkcjonowania. Może dlatego, że dla mnie tak 85-90 proc. telefonów na jakie się umawiam słuzbowo jest ważne lub bardzo ważne. No i co? Mam w tym czasie - oczekiwania na nie - nie robić NIC???
                                          Pewne czynności są nam niezbędne do życia, np. zrobienie zakupów spożywczych, czy posiłku - mowa o czasie w domu, pewne musimy wykonać w pracy nawet czekając na coś jeszcze innego. W każdym razie większość ludzi - musi - zrobić zakupu, przygotować posiłek, odebrać dziecko z przedszkola itp.

                                          Co natomiast do "wykonywania wielu czynności naraz" - Kocynder po prostu tak jak ja się ZDZIWIŁA. A zdziwiyśmy się, bo na serio trudno mi sobie przypomnieć w swoim otoczeniu dorosłą osobę, która by nie umiała rozmawiając z kimś normalnie: przeczytac bezgłośnie danych na kopercie, numeru domu obok którego przechodzi, nastawić ekspresu do kawy/czajnika z wodą, włożyć butów i płaszcza, dostrzec koloru swiatła na sygnalizacji świetlnej i całego szeregu innych czynności wykonac, które są RUTYNOWE i nie wymagają skupienia uwagi. Nie twierdzę, że takich ludzi nie ma, ale ci, którzy tak mają nie są większościowi, są ewenementami - po prostu
                                        • aqua48 Re: Listonosz i telefon 01.06.20, 18:06
                                          ola5488 napisała:

                                          > Czekając na ważny telefon nie wychodzę na zakupy. Po prostu.

                                          Otóż to.

                                          > Nie rozumiem tej fali emocji, Aqua ma inne zdanie, ja też mam inne zdanie.

                                          Też tych negatywnych emocji nie pojmuję ani tym bardziej hejtu i odmawiania normalności komuś kto uważa lub robi inaczej. Tak się nie prowadzi dyskusji w sposób kulturalny. ..Znak czasu? Smutne bardzo.
                                        • kocynder Re: Listonosz i telefon 01.06.20, 19:24
                                          Olu - operacja mamy odbyła się wcześnie rano. Informacje o stanie jej zdrowia mogłam otrzymać zarówno około 12:00, jak po 15:00, po 19:00, po wieczornym obchodzie, albo wręcz następnego dnia rano. Zapewne ty nie poszłabyś na zakupy i nie dała jeść dziecku i psu, ani sama nie jadła, ani też wcale byś się tym nie przejęła... Ale ja jakoś tak mam, że uważam iż moim domownikom należy się podstawowy wikt i opierunek, niezależnie od moich nerwów. Fanaberia taka...
                                          Toteż w pełnie się zgadzam, że Aqua może mieć swoje zdanie. Polemizuję tylko z tym, czy to co ona prezentuje w ogóle można rozważać w kategoriach zachowania kulturalnego...
                                          I nie chodzi o robienie kilku czynności na raz - nikt normalny tego nie robi, i zapewne panie w "twoim" sekretariacie również nie. Chodzi o prostą umiejętność połączenia czynności ważnej, wymagającej zaangażowania z czynnością prosta i wykonywaną niemalże automatycznie - jak np podczas ważnej rozmowy telefonicznej zrobienie sobie kawy (co, zdaniem Aquy, świadczy, że olewam rozmówcę i gubię wątek oraz go nie słucham). Oczywiście nie mogłabym pogodzić np rozmowy z lekarzem z tłumaczeniem pieśni z sanskrytu, albo z prowadzeniem wykładu na temat wypadków przy pracy - ale przełożenie zeskanowanych towarów do wózka, w odpowiednim momencie pokazanie kasjerce, że zapłacę kartą, wbicie pinu i odejście - to serio czynności po prostu prozaiczne i nie wymagające ode mnie żadnego zaangażowania umysłowego!
                                          • kora3 Kocynder :) 02.06.20, 08:50
                                            Myślę, ze dochodzimy do etapu, kiedy normalny - w sensie większościowy - człowiek zaczyna się niejako tłumaczyć, że jest większościowy. Bo mniejszościowa reszta jest wręcz heh "oburzona", że jest większościowy i wspomnial o tym smile
                                            Najpierw z tymi czynnościami - no zaczęłyśmy "się tłumaczyć", że nie jestesmy wielbłądami. smile KAZDY kto ma przeciętną zdolnośc obserwacji świata wie, że statystyczny dorosły człowiek potrafi jednocześnie: pakować zakupy i rozmawiać, prowadzic samochód i rozmawiać/słuchać radia, prasowac i oglądać TV/rozmawiać, spacerować z psem i rozmawiać/słuchać muzyki/audiobooka, rozmawiać i rozbić sobie kawę itd. To są OCZYWISTE umiejętności, których nawet za umiejętności się nie uważa. Jeśli ktoś ma problem z łączeniem takich czynności, to albo ta która jest rutynowa nie jest dlań rutynowa (np. mowa o bardzo niedoświadczonym kierowcy), albo taka osoba MA dysfunkcję polegającą na tym, że na nawet machinalnych, automatycznych czynnościach MUSI skupić całą uwagę co uniemozliwia mu wykonanie innej czyynności. Dlaczego to jest dysfunkcja? Ano dlatego, że większość tak nie ma, a większosc tworzy normę. I nie ma się co tłumaczyć z tego smile

                                            Co natomiast do heh pomysłów, że jak czekamy na ważny telefon, to nic nie robimysmile To jest takie typowe podejście ludzi, którzy w ogóle zdają się nie przyjmować do wiadomości, że życie innych może wygladać zupełnie inaczej niż ich własne smile A jesli nie wygląda jak ich własne, to coś z tymi innymi nie tak, pomimo, że stanowią WIEKSZOSCsmile
                                            Tu własnie widzimy takie podejście. Być może Aqua teraz i zawsze i na wieki wieków amen mogła i może sobie pozwolić na to, że oczekujac na wazny telefon nie robi zupełnie NIC, no moze poza czynnościami fizjologicznymi typowo pt. oddychanie (na czym miejmy nadzieję nie musi sie bardzo skupiać). Fajnie, że ma taki komfort, choć wielu ludzi podkreśla, że takie oczekiwanie jest stresujące i fajnie jest się oczekując czymś zająć, żeby móc skupić mysli na czymś innym. Jednak większosc ludzi takiego komfortu nie ma - po prostu. Całkiem sporo ludzi nie ma mozliwości z powodu oczekiwania nie iśc do pracy, ani też zrezygnować z zakupów, przygotowania posiłku, odebrania dziecka z przedszkola itp. Nie moze z tych czynności zrezygnować bez szwanku dla normalnej egzystencji swojej, ale i nierzadko Innych i też nie ma komu ze tak powiem zlecić tych czynnosci, by w skupieniu np. 24 godziny oczekiwać na ważny telefon smile No taki life smile Można samemu żyć w innych realiach, ale nie jest możliwe, ze się NIE ZAUWAZA w jakich realiach zyje większosc.
                                            Tymczasem na forum nierzadko tak bywa, że trzeba "się tłumaczyć" z bycia większosciowym, czy też niekoniecznie wiekszościowym , ale nie takim, jak rozmówca smile Np. ja kiedyś wspomniałam, że czekałam na telefon ws. wlasnie wyników badań bliskiej osoby i będąc na spotkaniu służbowym powiedziałam rozmówcy, że może być tak, iż będę musiała odebrać telefon. "Dowiedziałam się", że jak bliska osoba ma badania, to się waruje w szpitalu, a nie lata po spotkaniach smile Fakt, że byłam wówczas jakieś 400 jm. od tego szpitala nie ma tu znaczenia, po prostu jak się ma bliską osobę na badaniach to sie warujesmile A ze ktoś mieszka i pracuje nie w poblizu bliskiej osoby i NIE MOZE sobie pozwolić w danym momencie na wolne i wyjazd na kilka dni? - no niebywałe moja pani, niebywałe - jak mozna tak mieszkać i jeszcze nie móc sobie pozwolić smile No normalnie - mnóstwo ludzi mieszka jako dorosli niekoniecznie tam gdzie ich rodzice, rodzeństwo, inni krewni, czy przyjaciele. Mnóstwo ludzi ma w pracy taką sytuację, ze nie moze brać wolnego na każde badania każdej bliskiej mu osoby. Jesli ktoś tego nie potrafi pojąć, to podobnie jak z tymi czynnosciami - jest dotknięty jakąś dysfunkcją
                                            • 10iwonka10 Re: Kocynder :) 02.06.20, 09:34
                                              A ja mysle ze tutaj chyba problem jest w czymś innym.Aqua- przyjmuje bardzo autorytatywny ton w dyskusji w stylu 'Bo ja tak uważam" i nie interesuje mnie twoje zdanie. Kora- uwaza ze tylko ona ma racje i będzie wałkować temat do umęczenia aby udowodnic ze ma racje. I ja tutaj zgadzam sie z Ola- ludzie sa rozni- W dyskusji na poziomie wypadałoby wyrazić swoje zdanie a pozniej wysłuchać drugiej strony nie wywyższać sie lub narzucac na sile swojej opinii. Wedlug mnie obydwie te postawy niestety pokazują w pewien sposób brak szacunku do innych......
                                              • kora3 Re: Kocynder :) 02.06.20, 09:58
                                                Iwonko, ja myslę, ze każdy kto wygłasza jakąś opinię ma głębokie przekonanie, że ma rację- w sensie - jest tak, jak uważa.
                                                Ja swoją opinię opieram nie na tym, że "tak myslę i już" tylko na faktach i argumentuję zgodnie z nimi. Na serio przecież większosc ludzi potrafi rozmawiać i wykonywac rutynowe czynności o jakich wspomniałam. I na serio też większosc z nas nie moze sobie pozwolić na to, by czekając na wazny telefon nie wykonywać żadnych czynności typu zakupy, czy praca. Zaprzeczysz?

                                                Nie wiem co jest przejawem braku szacunku w mej postawie? To, ze się nie zgadzam, gdy ktoś zaprzecza faktom? Czyli z szacunku powinnam przytaknąć?
                                                • 10iwonka10 Re: Kocynder :) 02.06.20, 10:22
                                                  Ja mysle ze twoj problem polega na tym ze trudno ci zaakceptować ze ktoś ma inne zdanie, inna opinie Wiekszosc wygrywa w demokratycznych wyborach ale czy we wszystkim ma racje? Mozna nad tym dyskutować.To ze ktoś rozni sie od większości wcale nie znaczy z musi być dysfunkcyjny... Gdybyśmy wszyscy byli tacy sami to świat byłby bardzo nudny....nie byłoby malarzy, artystow, wynalazców...oni sa z reguly'inni' może ekscentryczni ale właśnie ta inność dodaje roznorodnosci. Fakty... tez sa pojęciem względnym jak z tym wirusem obecnie ciagle slysze opinie 'specjalistów ' podobno w oparciu o fakty i co chwile ta opinia sie zmienia. Wy podalyscie przykład pewnych sytuacji ....i gdyby zapytać 10 osob o ocenę to każda by byla inna. Dla mnie twoj przykład z listonoszem nie jest niczym niezwykłym tez bym tak zrobiła....ale gdyby to byl ktoś kto ma jakieś długi może sprawy w sadzie i nie chce sie tam wstawić to rzeczywiście może musiałby przeczytać uważniej to cło co dostał i czy chce to podpisać. czy nie. Tak samo z telefonem od lekarza - tu to kwestia priorytetów nie savoir-vivre - dla mnie zdrowie mamy byłoby najważniejsze.... ale gdybym nagle wyszła z kolejki...zostawila koszyk - obsługa nie wiedziałaby co zrobić polozyc z powrotem towar na polki...moze były tam lody/swieze mięso....Jesli nagle ktos wyjdzie to stad obsługa może wiedzieć czy wróci.....
                                                  • kora3 Re: Kocynder :) 02.06.20, 11:25
                                                    10iwonka10 napisała:

                                                    > Ja mysle ze twoj problem polega na tym ze trudno ci zaakceptować ze ktoś ma inn
                                                    > e zdanie, inna opinie Wiekszosc wygrywa w demokratycznych wyborach ale czy we w
                                                    > szystkim ma racje
                                                    ?

                                                    Iwonko, ja nie mam problemu z akceptacją faktu, że ktoś ma inne zdanie - bynajmniej. Mam bliskich znajomych i przyjaciół nawet mających skrajnie ode mnie odmienne poglądy np. polityczne, ale nie tylko takie. Mnie wszelako w dyskusji interesuje ARGUMENTACJA. Aqua przekonywała, że ludzie - w domyśle w większośc czyli poza wyjątkami - mieliby problem z skupieniem na rozmowie i jednoczesnym przeczytaniem na kopercie swego nazwiska oraz podpisaniem kwitu dla listonosza. Tak zwyczajnie nie jest - jak wspomniałam większość umie wykonać te rutynowe czynności BEZ skupiania sie na nich na tyle, żeby nie skupiać się na rozmowie.
                                                    I ti nie chodzi o to, że "większość ma rację", bo to nie jest kwestia żadnej racji, tylko pewna NORMA wyznaczona przez wspomnianą większośc. Tak samo większość z nas ma dwie ręce, dwie nogi i dwoje oczu. Czy to znaczy, że osoby, ltóre straciły jedną rękę, albo się urodziły bez jednej czy dwojga rąk "nie mają racji"? No nie przecież. To znaczy, że są w mniejszości, poza normą fizyczną.

                                                    To ze ktoś rozni sie od większości
                                                    > wcale nie znaczy z musi być dysfunkcyjny... Gdybyśmy wszyscy byli tacy sami t
                                                    > o świat byłby bardzo nudny....nie byłoby malarzy, artystow, wynalazców...oni s
                                                    > a z reguly'inni' może ekscentryczni ale właśnie ta inność dodaje roznorodnosci.


                                                    Wiesz, ekscentryzm czy kreatywność to jednak trudno podciągać pod dysfunkcje, ale generalnie chodzi o to, że osoby posiadające szczególne zdolności także są w mniejszosci. I nie chodzi o to, że mniejszość jest jakaś zła, tylko o to, że jej cechy są odmienne od większościowych. Nieważne teraz czy in plus, czy in minus. To jest po prostu fakt. Szczególny talent to także mniejszościowa wszak cechasmile Rzecz cała była w tym, że Aqua utrzymywała, że cechy mniejszościowe są norma, a większosciowe wyjątkiem smile

                                                    . Dla mnie twoj przykład z listonoszem nie jest niczym n
                                                    > iezwykłym tez bym tak zrobiła....ale gdyby to byl ktoś kto ma jakieś długi może
                                                    > sprawy w sadzie i nie chce sie tam wstawić to rzeczywiście może musiałby przec
                                                    > zytać uważniej to cło co dostał i czy chce to podpisać. czy nie.


                                                    Iwonko, ale od poczatku była mowa o tym, że JESLI ktoś musiałby się - z dowolnej przyczyny - SKUPIĆ specjalnie na tej czynności z listonoszem, to OCZYWISTYM byłoby, że nie mógłby skupić się na rozmowie. Jak sama przyznałaś - Ty zrobiłabyś tak samo, jak ja - bo obie jesteśmy w tym zakresie większosciowe. W sensie - taka czynnośc nie wymaga od nas skupienia. Mogłaby mimo w innych okolicznościach wymagać? A jasne smile Np. gdybyśmy miały jakieś kłopoty i rozważały nieprzyjęcie listu (nic nie da, dwukrotne awizowanie uważa się za skuteczne doręczenie, ale mniejsza o to). Ale tu mowa była cały czas o rutynowej czynnosci i Aqua podrzymywał, ze nie da się jej wykonac będąc skupionym na rozmowie, a jesli ktoś potrafi, to jest hehe wyjątkowy tak ja jasmile Tymczasem Ty też przyznajesz, że większosc z nas to potrafiłoby - z Tobą włącznie, zatem to nie wyjątkowe, tylko powszechne. Wyjątkowy jest raczej brak takiej umiejętności.


                                                    Tak samo z
                                                    > telefonem od lekarza - tu to kwestia priorytetów nie savoir-vivre - dla mnie zd
                                                    > rowie mamy byłoby najważniejsze.... ale gdybym nagle wyszła z kolejki...zostawi
                                                    > la koszyk - obsługa nie wiedziałaby co zrobić polozyc z powrotem towar na polki
                                                    > ...moze były tam lody/swieze mięso....Jesli nagle ktos wyjdzie to stad obsługa
                                                    > może wiedzieć czy wróci....
                                                    .

                                                    Masz rację, acz w kwestii SV było tu podnoszone, że to bardzo niegrzecznie pakować ze słuchawką przy uchu swe zakupy i pokazując kartę zasygnalizować ze się bedzie nią płacić- niegrzeczne wobec kasjerki. Tymczasem kasjerce chodzi o to, by klient sprawnie spakował swe zakupy i zapłacił nie blokując kolejki. No chyba, ze kasjerka ma jakies rozbuchane ego, albo z jakiejś przyczyny chciałaby z klientem nawiązać rozmowę przy okazji jego zakupów.

                                                    Dodatkowo "zarzuty" wobec Kocynder, że czekając na ważny telefon (który mógł ze tak powiem zaistnieć w ciągu 24 godzin) beztrosko poszła sobie na zalupy są ABSURDALNE. A są, bo nawet jesliby większosc ludzi mogła sobie pozwolić na to, by przez 24 godziny NICZYM się nie zajmować związanym z egzystencją, a tak nie ejsdt smile to i tak nalezałoby potrafic zrozumieć, że akurat Kocynder nie mogłą usiąsć przed TV, czy z ksiazką w oczekiwaniu na telefon lekarza, tylko MUSIAŁA zapewnić sobie dziecku i psu posiłeksmile A w celu zapewnienia MUSIAŁA iśc na zakupy, bo najprawdopodobniej nie dysponuje służbą wink i nie miała też komu zlecić tej czynności - proste.
                                                • ola5488 Re: Kocynder :) 02.06.20, 11:06
                                                  kora3 napisała:


                                                  > Ja swoją opinię opieram nie na tym, że "tak myslę i już" tylko na faktach i arg
                                                  > umentuję zgodnie z nimi. Na serio przecież większosc ludzi potrafi rozmawiać i
                                                  > wykonywac rutynowe czynności o jakich wspomniałam. I na serio też większosc z n
                                                  > as nie moze sobie pozwolić na to, by czekając na wazny telefon nie wykonywać
                                                  > żadnych czynności typu zakupy, czy praca. Zaprzeczysz?

                                                  "Na serio", to swoje opinie wypowiadasz na podstawie swoich osobistych doświadczeń.
                                                  A nie na podstawie faktów wink


                                                  • kora3 Re: Kocynder :) 02.06.20, 11:30
                                                    Nieprawda Olu - to, że większość ludzi potrafi np. prowadzić samochód i rozmawiać/słuchać radia JEST FAKTEM, a nie moją opinią. Tak samo jak to, że wiekszosc z nas potrafi przeczytac na kopercie nazwisko i nie przerywac rozmowysmile
                                                  • ola5488 Re: Kocynder :) 02.06.20, 11:48
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Nieprawda Olu - to, że większość ludzi potrafi np. prowadzić samochód i rozmawi
                                                    > ać/słuchać radia JEST FAKTEM, a nie moją opinią. Tak samo jak to, że wiekszosc
                                                    > z nas potrafi przeczytac na kopercie nazwisko i nie przerywac rozmowysmile
                                                    >

                                                    No cóż, mamy inne zdanie wink
                                                  • kora3 Re: Kocynder :) 02.06.20, 12:00
                                                    Olu, a jak napisze, że większość ludzi ma dwie ręce i dwie nogi to TEŻ napiszesz, ze mamy różne zdania?
                                                    Nie wiem czy prowadzisz samochód, ja prowadzę od 31 lat. Nie trzeba jednak być kierowcą - amatorem, zeby wiedzieć, że WIEKSZOSC ludzi umie to robić jednocześnie rozmawiając z pasażerami, albo z kimkolwiek przez tel. (oczywiście zachowując zasady bezpieczeństwa), słuchać radia czy muzyki z płyty. Jak? Ano będąc tym pasażerem zwyczajnie się to widzi, doświadcza tego, czesto od najmłodszych latsmile

                                                    Czy nie ma ludzi, którzy tego nie potrafią? Są, jasne. Np. niedoświadczeni kierowcy, którzy tak skupiają się na znakach i przerzucaniu biegów przy manualnej skrzyni, że rozmowa ich rozprasza. Ale to im mija wraz z większym doświadczeniem, Osobiscie w życiu znałam tylko jedną osobę, która długo już jeżdzac nie tolerowała rozmów w swoim samochodzie, gdy prowadziła. Był to mąż mojej ciotki, człowiek mający ogromny problem ze słuchem juz w stosunkowo młodym wieku. Najwyraźniej rozmowy innych w aucie mu przeszkazdały, moze siłą rzeczy musiał się wsłuchiwać, żeby coś zrozumieć i to go rozpraszało - nie wiem. W każdym razie wuj był EWENEMENTEM - poza nim nie znam i nie znałam NIKOGO, kto nie potrafiły prowadzc rozmawiac, albo komu przeszkadzałaby rozmowa innych. I nie sądzę, że miałam i mam w życoiu takie heh szczeście, po prostu większosc ludzi rozmawia prowadzac bez żadnego problemu smile
                                              • aqua48 Re: Kocynder :) 02.06.20, 13:02
                                                10iwonka10 napisała:

                                                > A ja mysle ze tutaj chyba problem jest w czymś innym.Aqua- przyjmuje bardzo aut
                                                > orytatywny ton w dyskusji w stylu 'Bo ja tak uważam" i nie interesuje mnie twoj
                                                > e zdanie.

                                                Ależ cudze zdanie zawsze mnie interesuje, natomiast wielokrotnie pisałam, że w kwestii zasad jestem... zasadnicza. To znaczy, że dla mnie zasady to nie czekoladki w pudełku, z których wybieram sobie co chcę i kiedy mi wygodnie jednocześnie twierdząc że czekolady to ja wcale nie jadam. I z zasadami podobnie - kiedy je odpuszczam nie mogę uważać się za osobę która zasad dochowuje. Owszem niekiedy robi się tak, bo w jakimś momencie priorytetem może być zupełnie co innego niż zasady s-v. Ale wówczas to właśnie kwestia priorytetów.
                                                Jeśli ktoś np. wkłada na "po domu" wyplamioną i naddartą bluzkę, lub szwenda się po nim cały dzień w starym szlafroku to niech nie twierdzi, że jest zawsze elegancki, tylko przyzna, że elegancję sobie w domu odpuszcza, bo ma inne priorytety..
                                                A wracając do problemu ważnych telefonicznych rozmów przy kasie to właśnie dzisiaj, przed momentem byłam niechcący świadkiem takiej rozmowy z lekarzem w sklepie. nie dało się w niewielkim sklepie uciec przed panią która na głos omawiała swoje problemy zdrowotne oraz przebieg leczenia. No nie było to w żaden sposób komfortowe dla wszystkich pozostałych. Takie było ( i jest) i moje zdanie i ekspedientki, która tylko spojrzała na mnie wymownie...


                                                • kora3 Re: Kocynder :) 02.06.20, 14:25
                                                  Aquo, ależ Ty starasz się udowodnić swoją rację sofistyczniesmile NIKT nie mówi, że jakakolwiek rozmowa w przestrzeni publicznej zawierająca intymne szczegóły słyszalne dla innych jest w porządku! NIKT, zrozum. W opowieści Kocynder też nie pojawia się nic takiego - więc nie ma co przywoływać przykładów tego rodzaju.

                                                  Tak samo z tym czyms podartym i starym szlafroku smile A dlaczego zaraz tak? Dlaczego nie w nowej tunice i fajnych leginsach, dlaczego nie w jeansach i w T-hircie. Bycie eleganckim w ubiorze Aquo WCALE nie oznacza ubierania się wszędzie w gajer u faceta, czy o zgrozo wink garsonke u kobiety. W swoim domu, nie spodziewając się gosci człowiek ma pełne prawo być na luzie. Nie w czym brudnym, podartym, poplamionym - skąd Ty masz takie skojarzenia ? - ale niekoniecznie w czymś co pasuje na wyjście do opery, czy nawet na przyjęcie. Elegancki strój to strój DOSTOSOWANY do aury i okoliczności. Zatem niekoniecznie oficjalny Aquo.

                                                  Zabawne, bo mam nieodparte wrazenie ze na innym forum byłaś jedną z tych osób, które wyrazały zdumienie z oburzeniem, gdy napsiałam, ze ja rzeczy żadnych poplamionych czy spranych nie mam, bo takowe wywalam. Nie wykonuję bowiem brudzących prac, do których takie coś jednorazoiwo mogłoby mi się przydać - w sesnie zalożyc do prac ziemnych i wywalic po użyciu, a ani do zajęc sportowych, ani na "p[o domu" takich rzeczy nie uznaję. Ale moze jednak nie bylaś to Ty - przy okazji zajrzę do tamtego watku, to sprawdzę .

                                                  Nie wiem skąd masz skojarzenia, że po domu ludzie chodz brudni, czy obdarci, ale owszem - ktoś kto nie jest do zajęc domowych wizytowo, lecz na luzie schludnie ubrany jak najbardziej może mówić, że jest zawsze elegancki.

                                                  W tym wątku uderza mnie jeszcze jedna rzecz. Nie tylko w tym zresztą ...Otóż gdy mowa o rozmowach telefonicznych wszyscy skupiają się na kimś kogo mozemy spotkać czy spotykamy face to face - np. listonoszu, kasjerce, ale NIKT nie mysli o naszym rozmówcy. Tak jakby osoba, z którą porozumiewamy się via telefon Z GRUNTU byłą mniej ważna i mniej godna szacunku, niż nawet przypadkowa osoba spotkana face to face.

                                                  Skąd takie przekonanie? Biorąc choćby mój przykład z listonoszem. Z posłem byłam UMÓWIIONA, z listonoszem- bynajmniej. Wg Ciebie posłowi, którego uusilnie prosiłam o rozmowę mogłąm rzucić "Przepraszam, jestem zajęta, oddzownię" choć nasza relacja na to NIE pozwala, ale listonoszowi nie wypadało pokazać, że nie mogę przerwać rozmowy i przepraszam i załatwić z nim sprawy bezgłośnie i w kilka sekund. Dlaczego? Bo listonosz mnie widział i ja jego, a poseł mnie i wzajemnie - nie? To przecież nie ma - w każdym razie nie powinno mieć - znaczenia. Znaczenie ma to, że poseł był ze mną na rozmowę UMOWIONY, robił mi przysługę, nie jest moim kolegą z którym wypada się spoufalać! Ale nawet gdyby nie robił przysługi on mnie, ale ja jemu, to TEZ nie wypadałoby mi obcej osoby zbywać "oddzwonię" gdy się UMÓWILIŚMY.
                                                  • aqua48 Re: Kocynder :) 02.06.20, 15:46
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Nie wiem skąd masz skojarzenia, że po domu ludzie chodz brudni, czy obdarci,

                                                    Nie mam takich skojarzeń Koro, na miłość, podałam to jako calkowicie wymyślony PRZYKŁAD. Wymyślony. Bez podtekstów ani intencji tropienia co myślę o Twoim ubiorze i o tym czy wyrzucasz sprane podkoszulki. Aaaaa....




                                                  • kora3 Re: Kocynder :) 03.06.20, 08:52
                                                    Zwyczajnie zapytałam, bo ja nie mam wyobrazenia, że po domu ludzie chodzą obszarpani i brudni. Zastanawiał się skąd u Ciebie takie przekonanie smile
                                                • 10iwonka10 Re: Kocynder :) 02.06.20, 14:56
                                                  Ja mysle ze dobrze jest być zasadniczym i nie naciągać reguł zachowania ale jest tez kwestia tego jak jesteśmy odbierani. Moze to nie twoja intencja ale na tym forum wlasnie mozna cie odebrać jaka taka bardzo autorytatywna osobę. Nie wiem dlaczego ale zapadł mi w pamięci watek w którym pisałaś ze ....nie pamietam dokładnych slow ale ze każdego traktujesz tak samo. Wywiązała sie wtedy dyskusja bo chyba każdy to inaczej interpretowal. Ja każdego staram sie traktować z szacunkiem ale nie tak samo....Psychologicznie jest to nie bardzo możliwe-chyba zle ktoś jest osoba autystyczna i zachowuje sie jak robot. Ton glosu, mowa ciała, temat rozmowy...roznia sie gdy sie rozmawia ze starsza ciocia a np z 20 letnia siostrzenica. Natomiast przykład z wyplamiona ,naddarta bluzka to dobry przykład - takie niechlujne odpuszczanie sobie wszystkiego jak jest sie w domu. Natomiast ten przykład z lekarzem - nie tylko ze to jest mało komfortowe ale czasem trzeba sie skupic zwlaszcza ze jeśli lekarz podaje wynik badan czy jakieś zalecenia. Nie bardzo sie to da polaczyc z płaceniem i pakowaniem towaru.Ja bym w takiej sytuacji chyba szybko powiedziała komuś z obsługi ze zaraz wrócę i wyszla- ale to w małym sklepie w dużym....chyba bym poszła z wozkiem/koszykiem gdzies do kata i tam porozmawia spokojnie.
                                                  • kora3 Iwonko 02.06.20, 15:29
                                                    Nie tylko NIE DA sie traktowac wszystkich jednakowo, ale też nie byłoby to wcale grzecznesmile
                                                    To, że należy wszystkich traktować kulturalnie i z szacunkiem, nie jest tożsame z traktowaniem tak samo. Przykładowo uprzejme "dzień dobry" w stosunku do nielubianego, czy malo znanego sąsiada jest traktowaniem kulturalnie i szacunkiem TAK SAMO, jak :"Hej hej, miłego dnia" do sąsiada dobrze znanego i lubianego. Jedno i drugie jest kulturalne i STOSOWNE do RELACJI.
                                                    Zachowanie bardzo serdeczne, takie jak do dobrego znajomego, wobec osoby mało sobie znanej, znanej tylko służbowo itd. jest bardzo NIEGRZECZNA manierą - sztucznym skracaniem dystansu. Nie wierzę, że Aqua o tym nie wie, albo wiedząc o tym nie zgadza się z tym, zatem ten tekst o traktowaniu wszystkich tak samo by chyba wyjątkowo nieudanym skrótem myślowym w jej wykonaniu.
                                                  • aqua48 Re: Iwonko 02.06.20, 15:57
                                                    kora3 napisała:

                                                    >Przykładowo uprzejme "dzień dobry" w stosunku do niel
                                                    > ubianego, czy malo znanego sąsiada jest traktowaniem kulturalnie i szacunkiem T
                                                    > AK SAMO, jak :"Hej hej, miłego dnia" do sąsiada dobrze znanego i lubianego. Jed
                                                    > no i drugie jest kulturalne i STOSOWNE do RELACJI.

                                                    Nie Koro. Dzień dobry jest kulturalne i stosowne do KAŻDEJ relacji, jako zgodne z zasadami, natomiast wesołe "hej hej, buziaki, papatki itp" jest stosowane przy zawieszeniu zasad. Natomiast stosowne nie jest w żadnym razie choć popularne i rozpowszechnione. Podobnie z wszelkimi kolokwializmami, skrótami sms-owymi i schematami mailowymi. Są stosowane, ale nie stosowne. Co prowadzi do kuriozalnych sytuacji gdy osoba nierozróżniająca tych dwóch rejestrów (autentyk!) stosuje w mailu do promotora załączając swą pracę dyplomową do oceny i poprawy, formułkę która wydaje jej się grzeczna i stosowna " w razie jakichkolwiek wątpliwości proszę nie wahać się zadać pytania, postaram się na nie odpowiedzieć". I ręce opadają.


                                                  • kora3 Re: Iwonko 03.06.20, 09:07
                                                    Wg mnie Aquo zupełnie mieszasz groch z kapustą smile

                                                    Co do tej formułki, to ona jak najbardziej JEST stosowna - tylko nie w tej sytuacji i konfiguracjismile Dodam, że jest to formułka w bardzo oficjhalnym tonie - który heh uważasz, za jedyny zgodny z zasadami.

                                                    Niemniej to doskonały przyklad Aquo na ZAPRZECZENIE Twej tezy, jakoby dało się, czy powinno się - jak twierdziłaś - wszystkich traktować jednakowo, Bardzo dobrze ze go podałaś smile

                                                    Otóż ta formułka jest bardzo poprawna i jak najbardziej pasuje, by tak napisał ekspert wydający opinię do o tę opinie proszących, nauczyciel akademicki do studentów/dyplomantów, ale także zwyczajnie szef do podwładnych, czy nawet kontrahent do kontrahenta.
                                                    Cała sprawa polega na tym, że poza ostatnią parą smile, napisanie tego w konfiguracji ODWROTNEJ jest niedopuszczalne smile
                                                  • aqua48 Re: Iwonko 03.06.20, 11:48
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Co do tej formułki, to ona jak najbardziej JEST stosowna
                                                    > Otóż ta formułka jest bardzo poprawna i jak najbardziej pasuje, by tak napisał
                                                    > ekspert wydający opinię

                                                    Hmm.. formułka jest niezbyt zgrabną kalką językową z angielskiego (If you have any questions, please don't hesitate to contact us). Wyuczoną i stosowaną najczęściej przez telemarketerów lub innych pośredników handlowych.
                                                    Zatem nie jest stosowna w żaden sposób w podanej przeze mnie sytuacji Koro. Ani w jedną ani w drugą stronę.
                                                  • kora3 Re: Iwonko 03.06.20, 12:25
                                                    A ja uważam przeciwnie Aquo - ładnie jest podkreślić, że w razie wątpliwości można bez skrepowania zadawać pytaniasmile
                                                    Jasne, że nie w każdej sytuacji pasuje - o tym cały czas mówimy - pasuje w sytuacji bardzo oficjalnej.
                                                    Podobnie jak w takowej pasuje napisać "zgodnie z ustaleniami telefonicznymi pozwalam sobie drogą mailowa skierować do Państwa prośbę o konstant z Panem XY. Byłby to dla nas zaszczyt, gdyby zechciał udzielić nam wywiadu"smile - przykładowo.
                                                  • aqua48 Re: Iwonko 03.06.20, 16:02
                                                    kora3 napisała:

                                                    > A ja uważam przeciwnie Aquo - ładnie jest podkreślić, że w razie wątpliwości mo
                                                    > żna bez skrepowania zadawać pytaniasmile

                                                    Tyle że zdecydowana większość wykładowców akademickich potrafi to uczynić bez konieczności używania w ciemno utartych, schematycznych zwrotów kojarzących się z pseudoeleganckim językiem korporacyjnym...

                                                  • 10iwonka10 Re: Iwonko 03.06.20, 17:58
                                                    To chyba różnice kulturowe sa znów- nie ma w tej formulce nic pseudoeleganckiego. Pracowałam w różnych firmach mniejszych i większych i jest to dosc standardowa i grzeczna formułka. Zawsze używana na zakończenie jakiegoś pisma.To rodzaj 'otwartego' pisma jeśli masz watpliwosc to skontaktuj sie z nami.... Rozumiem z w Polsce pisze sie w formie 'zamkniętej' Z Poważaniem i spadaj na drzewo.
                                                  • kora3 W kwestii formułek Iwonko 04.06.20, 07:39
                                                    W Polsce bardzo różnie - zwykle właśnie zależnie od relacji i że tak powiem sytuacji.
                                                    Taka formułka "na stałe" - w sensie w każdym mailu do każdego, to nie jest najlepszy pomysł. Bo własnie nie uwzględnia ona wspomnianych - relacji i sytuacji. Jasne, jesli ktoś np. zawodowo zajmuje sie tylko wysyłaniem ofert i doradzaniem klientowi, to moze każdy mail tak kończyć. Ale nie powinien tej formułki kopiować bezmyślnie na inną korespondencję, jak w przykładzie Aquy.

                                                    Student czy dyplomant piszacy do promotora, że ten moze bez wahania pytać o co chce i student/dyplomant mu hehe pomoze, jest tyleż śmieszny, co bezczelny Iwonko - przyznasz. Promotor może studenta/dyplomanta pytać o wszystko co dot. jego pracy BEZ nawet kurtuazyjnego przyzwolenia i to ON może pomóc autorowi pracy, a nie odwrotnie. Taka bezmyślnie skalkowana formułka brzmi naprawdę idiotycznie, o ile nie obraźliwie dla promotora. Jednak w konfiguracji ODWROTNEJ - gdyby to promotor był nadawcą maila - jak najbardziej wypadałoby mu podkreslić, że dyplomat może lizyć na jego pomoc i jesli ma pytania czy wątpliwości bez wahania ( w wolnym tłumaczeniu smile: bez strachu, skrępowania itp.) może pisac i pytać.

                                                    Dla zobrazowania Iwonko - pomyśl, jakby to wyglądało, jakbym ja np. wysyłając do autoryzacji wywiad z przykładowo profesorem prawa, zakończyła go formułka, że jesli pan profesor będzie miał wątpliwości czy pytania(???) to moze bez wahania pisać, na pewno pomogę?smile No właśnie big_grin, ale już odwrotnie - ze strony profesora byłoby to calkiem ok przecież.
                                                  • 10iwonka10 Re: W kwestii formułek Iwonko 04.06.20, 08:00
                                                    Alez ta formulka jest używana w pismach urzędowych klient-instytucja. Ktoś dostaje list/pismo może czegoś nie rozumie/moze ma wątpliwości wiec moze zadzwonić /napisac aby problem został rozwiązany

                                                    >>>Wyuczoną i stosowaną najczęściej przez telemarketerów lub innych pośredników handlowych. >>> Co to za określenie wyuczona? Czyli dzień dobry i przepraszam to tez wyuczona formułka?
                                                    Nie to nie wyuczona ale bezmyślnie skopiowana formułka z innego języka i uzyta niepoprawnie.
                                                    Wysylajac prace do promotora raczej napisałabym .. w stylu....dziekuje za poświęcony czas i byłabym wdzięczna za wszelkie opinie/sugestie /komentarze....
                                                  • kora3 Re: W kwestii formułek Iwonko 04.06.20, 08:30
                                                    Ano właśnie - bardzo dobrze byś napisała, ja też bym tak napisała - nie miałam okazji, bo w czasach gdy ja studiowałam Internet "raczkował" i nie służył jeszcze do powszechnego komunikowania się, a tradycyjnych listów się raczej do wykładowców akademickich, czy nauczycieli nie wysyłało. smile

                                                    Teraz komunikacja via mail z tymiż to nic nadzwyczajnego i fajnie, ułatwia kontakt. Ale własnie należy rozróżniać co i jak do kogo wypada napisać, także w kwestii początku maila, jak i w kwestii zakończenia.

                                                    Ja wczoraj do włodarza nieodległego miasta napisałam - o zgrozo smile na messengerze tak: - Adasiu, weź mi autoryźnij te parę zdanek, cośmy rano zamienilismile Tylko żwawo, bo to na jutro idzie. Pozdro. Nie podpisałam sięsmile Nie wypadało? Wypadałosmile Takie mam z owym włodarzem relacje, a autoryzacji via messenger sam chciał - zapytałam jak chce się autoryzować - a weź jak zwykle ma messie wyślij, jak już bardzo chcesz (zwykle chcę w ważnych sprawach, zawsze sie może zdarzyć jakieś przekłamanie, zawsze ktoś moze chcieć jeszcze coś dodać).

                                                    Jednak nie z każdym wypada tak zrobić - oczywiste. Ostatnio kontaktowałam się z pewnym politykiem, którego osobiscie nie znałam wczesniej, ani nie kontaktowaliśmy się wcześniej. No moze poza zadaniem przeze mnie pytania na konfie prasowej, gdy tu gościł przy okazji pewnych wydarzeń. Numer tel. dostałam od kolegi - też polityka, tyle, ze dobrze mi znanego, który to zaanonsował mnie u tamtego, że tak powiemsmile było więc podczas rozmowy "panie posle" i "pani redaktor", a na koniec przy pytaniu o autoryzację pan poseł zapytał- Ma pani konto na FB? Świetnie! Jesli to nie kłopot, to czy możemy skontaktować sie na FB? Przepraszam, ale bardzo lubię tę formę, łatwiej mi tak, niz mailowo. Nie a problemu? No to super! Zatem do sklikania na Fejsiesmile.
                                                    Ktoś oczywiscie moze się oburzać, że jaki to niewychowany poseł, ba - nawet były minister smile - ale jak dla mnie wszystko ok było i jest. Niemniej no własnie panu posłowi wypadało zaproponować mi taka forme kontaktu, ale ODWROTNIE nie.
                                                    Jak zauwazam, wielu ludzi nie czuje tych niuansów, szczególnie młodych, ale nie tylko.
                                                    Raz naprawdę "umarłam", gdy mój kolega po fachu podczas., gdy sedzia na rozprawie ogłaszał przerwę wstał i grzecznie, bo grzecznie, ale zapytał, czy jest szansa na wyrok dzisiaj. Miał wiele szczęścia, że trafił na spokojnego sędziego smile - bo inny ukarałby go odpowiednio i wydali z sali bez możliwosci powrotu. A ten sędzia tylko zrobił tzw. wielkie oczy i powiedzia "Wie pan dotychczas nie zdarzyła mi sie taka sytuacja i udam teraz, że nie słyszałem tego pytania" - bardzo zgrabnie.
                                                    I nie, wcale nie ejst to typowe zachowanie dla dziennikarzy smile wszyscy jak jeden paliliśmy sie ze wstydu za kolegę. sad Czy rozumiem, że ta informacja była dlań ważna? No jasne - gość z newsowego medium. Natomiast jako i reszta nie rozumiem, jak mógł się tak zachować. Mógł zapytać sędziego o to, a jakże - PO ogłoszeniu przez sąd przerwy, wychodząc z sali jako i reszta. Normalnie "Bardzo przepraszam panie sędzio, ale mam pytanie: czy jest szansa na to, że wyrok zapadnie dziś?" Sędzia niekoniecznie odpowiedziałby, ale jest spora szansa, że tak. Ale na Boga - nie podczas trwania rozprawy takie pytaniasmile Gośc się potem tłumaczył, że wydawca go cisnął, a on z sądami niewiele wcześniej miał do czynienia. To bez znaczenia, zachował się skandalicznie!
                                                  • kora3 Re: Iwonko 04.06.20, 07:23
                                                    Pewnie tak Aquo. Tylko wszystko zależy od relacji nadawca - w tym przypadku maila i odbiorca.
                                                    Wbrew temu co piszesz, nie traktujemy - zgodnie z zasadami SV - jednakowo ludzi smile
                                                    Ja do swoich studentów owszem piszę czasem - "Gdyby ktoś z Was miał jakieś pytania, czy potrzebował pomocy, piszcie - na pewno postaram się pomóc. Pozdrawiam" - i tak wypada. Ale nie zawsze tak wypada - zrozum to. Gdy relacja między adresatem i nadawcą jest bardzo formalna, a nadawca w dodatku ma świadomość, że odbiorca moze mieć pytania lub wątpliwości, ale moze jednocześnie KREPOWAć się zadać je lub rozwiać smile to bardzo ładnie ze strony nadawcy, że podkreśla iż mozna pytać. Głupio byłoby napisac - nie muszą się Państwo krepować/bać pytac, więc formułka z tekstem "bez wahania" jest bardzo ok smile
                                                  • aqua48 Re: Iwonko 04.06.20, 09:47
                                                    kora3 napisała:

                                                    > wszystko zależy od relacji nadawca - w tym przypadku maila i odbiorca.
                                                    > Wbrew temu co piszesz, nie traktujemy - zgodnie z zasadami SV - jednakowo ludzi
                                                    > smile

                                                    Nie Koro, zasady nie zależą od relacji. I nie zmieniają się w zależności od tego z kim mamy do czynienia.. Od relacji natomiast zależy to czy je stosujemy, czy też decydujemy się na zawieszenie ich jak np. w przypadku Twojej korespondencji z wzmiankowanym Adasiem którym jesteś w tak zażyłych stosunkach.
                                                    Profesorowi NIE WYPADA kończyć maila do studentki słowami "całuski", choć jeśli ta studentka jest jego bratanicą i chrześnicą to być może tak uczyni smile Ale będzie to nadal POZA zasadami s-v.







                                                  • kora3 Aquo :) 04.06.20, 10:19

                                                    Wydaje mi się, że rozumiem Twój tok myslenia. Tobie chodzi o to, jak mniemam, ze zasady mamy jedne - te które obowiazują w relacjach oficjalnych. Wszystko co czynimy POZA tymi relacjami jest także POZA zasadami - jest zawieszeniem zasad. Czy o to Ci chodzi?

                                                    Jesli tak, to jak wspomniałam - rozumiem, ale jednak nie do końca zgadzam sie z tym zdaniem. A nie zgadzam się do końca, bo idac tym tokiem rozumowania, choć jest bardzo logiczne, wyjdzie nam na to, że około 80 proc. naszych zachowań jest całkowicie kulturalne i jednocześnie poza zasadami SVsmile Zgodzisz się?
                                                    Jesli większość naszych zachowań jest jednocześnie poza zasadami i kulturalne, to zasady stają sie mniejszościowe.
                                                    Oczywiście - uprzedzając - Ty mozesz napisać, że w grobie bliskich - przyjaciół, rodziny, znajomych także kierujesz się zasadami i bardzo rzadko je zawieszasz i ja Ci uwierzę na słowo smile Tylko, że o ile tak jest, to jest to zachowanie mniejzościowe - wiekszosc ludzi w bliskim gronie NIE stosuje oficjalnych zasad, a zastosowanie ich w tymże byłoby zwyczajnie wobec tego grona niegrzeczne. Dlaczego? Dlatego, że to grono ma SWOJE zasady, odmienne od oficjalnych, ale w pełni w tym gronie przyjęte i akceptowane.

                                                    Dla zobrazowania: czy do obcej osoby na powitanie mówi się "dzień dobry" a w rozmowie zwraca się "pan/i" absolutnie bez dodawania imienia? No tak - nie zaprzeczysz. Ale jesli tą obcą osobą jest ksiądz np. to się mówi doń "proszę księdza" i jakkolwiek "dzień dobry" jest dopuszczalne, to i dopuszczalne są "szczęśc Boże" oraz "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Zastanówmy się teraz, czy to jest jeszcze zawieszanie zasad ogólnych ze względu na duchowny stan rozmówcy, czy jest to już nowa ZASADA podyktowana tym stanem?

                                                    Podobnie - do lekarza medycyny mówi sie zwyczajowo (!!!) pani doktor/panie doktorze, pomimo, ze nie ma naukowego tytułu doktora nauk medycznych. Można mówić |"roszę pani/proszę pana" ale nie uważa sie tego w kontakcie pacjent - lekarz za zbyt grzeczne. Czy takie zwracanie się do lekarza przez pacjenta - pani doktor/panie doktorze to zawieszenie ogónych zasad jeszcze, czy już inna ZASADA związana z zawodem rozmówcy?

                                                    Z powodu powyższych wątpliwości smile ja stoję na stanowisku, że w określonych kregach, sytuacjach itd. tworzą się właściwe im ZASADY, które są zasadami i są odmienne od ogólnych zasad.
                                                  • aqua48 Re: Aquo :) 04.06.20, 11:09
                                                    kora3 napisała:

                                                    >
                                                    > Wydaje mi się, że rozumiem Twój tok myslenia. Tobie chodzi o to, jak mniemam, z
                                                    > e zasady mamy jedne - te które obowiazują w relacjach oficjalnych. Wszystko co
                                                    > czynimy POZA tymi relacjami jest także POZA zasadami - jest zawieszeniem zasad.
                                                    > Czy o to Ci chodzi?

                                                    Dokładnie tak Koro.

                                                    > rozumiem, ale jednak nie do końca zgadzam sie z
                                                    > tym zdaniem. A nie zgadzam się do końca, bo wyjdzie nam na to, że około 80 proc. naszych zachowań jes
                                                    > t całkowicie kulturalne i jednocześnie poza zasadami SVsmile Zgodzisz się?

                                                    Nie, Koro ani nie może być całkowicie kulturalne i jednocześnie POZA zasadami, bo wówczas właściwie wszystko co robilibyśmy poza zasadami, a wg naszego uznania czy wygody byłoby kulturalne, a tak niestety nie jest, ani w osiemdziesięciu procentach.

                                                    > Jesli większość naszych zachowań jest jednocześnie poza zasadami i kulturalne,
                                                    > to zasady stają sie mniejszościowe.

                                                    Owszem to mniejszość ludzi zachowuje się ZGODNIE z zasadami. I zawsze Koro tak było, bowiem zasady s-v były i nadal są elitarne - czyli mające na celu utworzyć dla pewnej grupy ludzi odróżniający ich od innych, a także ułatwiający poruszanie się pewien kod i system zachowań w określonych sytuacjach towarzyskich.


                                                    > Oczywiście - uprzedzając - Ty mozesz napisać, że w grobie bliskich - przyjaciół
                                                    > , rodziny, znajomych także kierujesz się zasadami i bardzo rzadko je zawieszasz
                                                    > i ja Ci uwierzę na słowo smile Tylko, że o ile tak jest, to jest to zachowanie m
                                                    > niejzościowe - wiekszosc ludzi w bliskim gronie NIE stosuje oficjalnych zasad,
                                                    > a zastosowanie ich w tymże byłoby zwyczajnie wobec tego grona niegrzeczne.

                                                    Nie Koro takie zachowanie nie jest niegrzeczne, niegrzeczne jest domaganie się innego zachowania. Ot przykład - ktoś z dalszej rodziny prosił mnie o podanie numeru telefonu do mojej przyjaciółki, którą znamy osobiście oboje. Ja bliżej tamta prosząca osoba nieco luźniej. Powiedziałam zgodnie z wyznawanymi przeze mnie zasadami których też zawsze dotrzymuje ta koleżanka, że zapytam ją o pozwolenie i jeśli się zgodzi to oddzwonię, w reakcji na co spotkałam się z oburzeniem, że jak to nie podałam tego telefonu od ręki. No nie podaje się cudzego numeru każdemu, bez poproszenia tej osoby o zgodę. Obojętne czy to rodzina, czy przyjaciele.
                                                    Co do reszty zwyczajnie wymyślasz, normalnie i grzecznie jest zwrócić się do lekarza proszę pana i zapewniam że żaden lekarz się o taki zwrot nie obrazi. Te "doktory" Koro są takie.. hmm prowincjonalne smile



                                                  • kora3 Re: Aquo :) 04.06.20, 12:07
                                                    aqua48 napisała:
                                                    > Dokładnie tak Koro.

                                                    Ok smile


                                                    > Nie, Koro ani nie może być całkowicie kulturalne i jednocześnie POZA zasadami,
                                                    > bo wówczas właściwie wszystko co robilibyśmy poza zasadami, a wg naszego uznan
                                                    > ia czy wygody byłoby kulturalne, a tak niestety nie jest, ani w osiemdziesięciu
                                                    > procentach.


                                                    I widzisz tu nie mogę się zgodzić Aquo. Na przykładzie: czy pytanie kogoś obcego o życie seksualne jest kulturalne wg zasad SV? Ano, na pewno nawet, NIE. Ale nie ma NIC niekulturalnego w tym, że lekarz ginekolog pyta pacjentkę o takie rzeczy jak kiedy by ostatni stosunek, czy nie odczuwa podczas współżycia dyskomfortu, czy nawet także czy współżyje z jednym, czy kil;koma partnerami w tym samym czasie. Wg Ciebie to jest zawieszanie zasad - ale w praktyce to jest całkowita NORMA, że lekarz może o to pytać. Normą jest przy tym to, że nie wypada od lekarza oczekiwać adekwatnych odpowiedzi zwrotnych. smile
                                                    Podobnie o współzycie seksualne moze penitenta pytać spowiednik. Nie musi, ale penitent idąć do spowiedzi moze się spodziwać takich pytań, nieprawdaż? Ano prawdażsmile Zwrotnie na pewno nie należy spowiednika o to pytac smile
                                                    U teraz rodzi się pytanie - czy lekarz, ewentualnie spowiednik postępują niekulturalnie?

                                                    >
                                                    > Owszem to mniejszość ludzi zachowuje się ZGODNIE z zasadami. I zawsze Koro tak
                                                    > było, bowiem zasady s-v były i nadal są elitarne - czyli mające na celu utworz
                                                    > yć dla pewnej grupy ludzi odróżniający ich od innych, a także ułatwiający porus
                                                    > zanie się pewien kod i system zachowań w określonych sytuacjach towarzyskich.


                                                    Nie wiem teraz, czy świadomie manipulujesz, czy nieswiadomie, ale manipulujesz. Nie chodzi Aquo o to, że większosac ludzi jest niekulturalna, a tylko jakaś tam elita trzyma się zasad. Chodzi o to, że większość ludzi w BLISKICH relacjach zupełnie naturalnie stosuje inne kody, niż w oficjalnych. Być może Ty nie masz takich sytuacji, wierzę, ale ja gdy np. źle sie czuję mogę o tym powiedzieć np. partnerowi, czy przyjaciółce. Tak normalnie, to sie OBCYCH ludzi, poza lekarzem rzecz jasna, nie absorbuje, ani nawet zwykle nie wtajemnicza w swe dolegliwości, prawda? Rzecz w tym, że mowa o ludziach bliskich, a nie obcych i dla wiekszosci ludzi nie ma niczego nadzwyczajnego w powiedzeniu bliskim o złym samopoczuciu. I owszem, jest to KULTURALNE.
                                                    >
                                                    > Nie Koro takie zachowanie nie jest niegrzeczne, niegrzeczne jest domaganie się
                                                    > innego zachowania.


                                                    Na serio? Wiesz, przed chwilką dzwoniła moja mama. Pogadałam z nią jakieś 5 min. i powiedziałam, że "sorki mamuś, ale czekam na tel. z prokuratury. Zdzwonimy się później ok?" - no pewnie, że ok. Gdyby zadzwonił ktoś niebliski, to albo bym nie odebrała, albo powiedziała na wstępie: "Przepraszam najmocniej, ale nie mogę w tej chwili rozmawiać. Pozwoli pan/pani,. że oddzwonię za 30 min." Czy naprawdę wypadałoby mi tak zwrócić się do matki, w dodatku przez "pani"?smile


                                                    Ot przykład - ktoś z dalszej rodziny prosił mnie o podanie n
                                                    > umeru telefonu do mojej przyjaciółki, którą znamy osobiście oboje. Ja bliżej ta
                                                    > mta prosząca osoba nieco luźniej. Powiedziałam zgodnie z wyznawanymi przeze mni
                                                    > e zasadami których też zawsze dotrzymuje ta koleżanka, że zapytam ją o pozwole
                                                    > nie i jeśli się zgodzi to oddzwonię, w reakcji na co spotkałam się z oburzeniem
                                                    > , że jak to nie podałam tego telefonu od ręki. No nie podaje się cudzego numeru
                                                    > każdemu, bez poproszenia tej osoby o zgodę. Obojętne czy to rodzina, czy przyj
                                                    > aciele.


                                                    Twój przykład Aquo jest zupełnie nietrafiony wg mnie. Dlatego, ze nijak nie jest potwierdzeniem Twej tezy. OGÓLNIE bowiem, także w relacjach prywatnych - NIE podaje sie numeru telefonu czyjegoś nie mając pewności, czy ta osoba życzyłaby sobie tego.
                                                    czy nie ma wyjątków? Są - oczywiście. W pracy mamy wręcz OBOWIĄZEK podać służbowy numer współpracownika, gdy ktoś szuka z nim kontaktu. A w prywatnych relacjach? Ot miałam taką sytuację: zadzwonila mama mego partnera do mnie i poprosiła o numer do ...swojego syna (którego wówczas nie było ze mną). Numer miała "od wieków", ale zmieniła sobie aparat tel. i cześc jej się "przerzuciło" na nowy, a część nie. Oczywicie mogłąm zadzwonić do partnera i zapytać, czy życzy sobie, aby jego mama, z którą dodam nie jest skonfliktowany smile miała doń numer, czy też niesmile Nie dzwoniłam i numer podałam, bo uwazałam za zbędne pytanie. I uważałam słusznie, mój partner chyba by zbaraniał, jakbym z takim pytaniem zatelefonowała. smile Natomiast gdy jego numer chciał mój kolega, to owszem - zapytałam, czy mogę dać. Czyli jego matkę potraktowałam inaczej niż kolegę - wstrętne, nie?smile


                                                    > Co do reszty zwyczajnie wymyślasz, normalnie i grzecznie jest zwrócić się do le
                                                    > karza proszę pana i zapewniam że żaden lekarz się o taki zwrot nie obrazi. Te "
                                                    > doktory" Koro są takie.. hmm prowincjonalne smile


                                                    Może sa prowincjonalne, ale tak jest przyjęte także w wielkich miastach smile podobnie jak mówienie przez uczniów per "pani profesor/panie profesorze" do nauczycieli szkół średnich. I podobnie przyjęte jest nazywanie prowadzących zajęcia na uczelni tytułem naukowym lub zawodowym.
                                                  • aqua48 Re: Aquo :) 04.06.20, 15:29
                                                    kora3 napisała:

                                                    > I widzisz tu nie mogę się zgodzić Aquo. Na przykładzie: czy pytanie kogoś obceg
                                                    > o o życie seksualne jest kulturalne wg zasad SV? Ano, na pewno nawet, NIE. Ale
                                                    > nie ma NIC niekulturalnego w tym, że lekarz ginekolog pyta pacjentkę o takie rz
                                                    > eczy

                                                    Koro zmiłuj się. Zasady s-v obowiązują na poziomie kontaktów TOWARZYSKICH nie profesjonalnych. Nie rozpatrujemy pytań lekarza tak jak pytań przy stole u cioci Jadzi...

                                                    > większość ludzi w BLISKICH relacjach
                                                    > zupełnie naturalnie stosuje inne kody, niż w oficjalnych.

                                                    A niechże sobie stosują, na zdrowie jednakże nie ma to nic wspólnego z zasadami s-v. I nie można takiego zachowania nazywać zachowaniem grzecznym ani kulturalnym. Możesz Koro zwracać się do prezydenta miasta albo kraju w prywatnej rozmowie lub prywatnej korespondencji per stary koniu, lub wyleniała małpo, jeśli obojgu Wam to nie przeszkadza, ale to nie jest w żadnym stopniu zgodne z s-v. I z tego powodu nie wolno Ci tej maniery na sferę oficjalną przenieść.

                                                    > tak jest przyjęte także w wielkich miastach smile

                                                    Być może bywamy w innych miastach Koro. W żadnym w którym byłam u lekarza ten nie obrażał się gdy zwracałam się doń proszę pana. Nie znam też księdza który obraziłby się na zwrot proszę pana.


                                                  • kora3 Re: Aquo :) 05.06.20, 09:10
                                                    aqua48 napisała:
                                                    >
                                                    > Koro zmiłuj się. Zasady s-v obowiązują na poziomie kontaktów TOWARZYSKICH nie p
                                                    > rofesjonalnych. Nie rozpatrujemy pytań lekarza tak jak pytań przy stole u cioci
                                                    > Jadzi...


                                                    A nie nie nie Aquo, wcale nawet niesmile Zasady SV obowiązują także w kontaktach służbowych, nie tylko w towarzyskich - nie wiem skąd przyszło Ci do głowy, że tylko w tych ostatnich.
                                                    Lakazra w takiej sytuacji TEŻ obowiazują zasady - powinien pytać o to co mu potrzebne kulturalnie, starać się nie wprawić pacjentki w zakłopotanie i pytać o to, co mu faktycznie potrzebne. Nie jest wcale tak, jak sugerujesz, że skoro pyta służbowo - dla niego - to zasady go nie obowiazują.

                                                    > A niechże sobie stosują, na zdrowie jednakże nie ma to nic wspólnego z zasadam
                                                    > i s-v. I nie można takiego zachowania nazywać zachowaniem grzecznym ani kultura
                                                    > lnym. Możesz Koro zwracać się do prezydenta miasta albo kraju w prywatnej rozmo
                                                    > wie lub prywatnej korespondencji per stary koniu, lub wyleniała małpo, jeśli o
                                                    > bojgu Wam to nie przeszkadza, ale to nie jest w żadnym stopniu zgodne z s-v. I
                                                    > z tego powodu nie wolno Ci tej maniery na sferę oficjalną przenieść.
                                                    >


                                                    Alez nikt nie mówi o przenoszeniu - w tym rzecz. smile

                                                    > Być może bywamy w innych miastach Koro. W żadnym w którym byłam u lekarza ten n
                                                    > ie obrażał się gdy zwracałam się doń proszę pana. Nie znam też księdza który ob
                                                    > raziłby się na zwrot proszę pana.


                                                    Wiesz Aquo, a ja nie spotkałam się jeszcze z sytuacja, by ktoś powiedział "wie pan/i, poczułem się urazony/obrazony, że nie nazwał mnie pan z należnym tytułem" - serio. Ludzie zwykle o tym nie mówią wprost.
                                                    Co do księdza - ja owszem spotkałam sie z tym, że ksiądz nie tylko poczuł się chyba smile urazony, ale także dał temu wyraz. Rzecz działa się na korytarzu pewnej plebanii. Jakiś pan własnie wychodzil i na odchodne ksiądz mu powiedział "To nieprawdopodobne, pan przyszedł prosić o chrzest dla dziecka, a do księdza mówi pan "proszę pana"" - dośc powiem ci oburzonym tonem smile I ja się z tym ksiedzem ZGADZAM. A zgadzam się, bo wychowaliśmy się w Pl w takiej kulturze, że wszyscy wiemy, że zwracać sie do księdza powinno per "proszę księdza" i nie ejst to zadne wyznanie wiary, a zwyczajnie dostrzeganie stanu kapłanskiego kogoś z kim nie jesteśmy na ty. Szczególnie zas idąc do tego księdza prosić o sakrament dla swego dziecka, należałoby o tym pamiętac. Natomiast gdy poznajemy/spotykamy księdza w sytuacji niezwiazanej z jego stanem kapłanskim, owszem, dopuszczam, jako i większość księzy - jak obserwujęsmile
                                                  • kocynder Re: Kocynder :) 02.06.20, 15:53
                                                    Iwonko - co do lekarza opisałam sytuację dość dokładnie. Rano moja mam była operowana. Poprosiłam lekarza by zadzwonił do mnie kiedy już będzie wiedział jakie są rokowania itd. Co też uczynił. Lekarz nie jest moim kolega ani nawet znajomym, zgodził się zrobić mi grzeczność, chwała mu za to. Nie posiadając służącej musiałam sama pójść po zakupy. Wbrew "światłym" wnioskom Oli - nie zawsze się da wyręczyć kimś innym. Mąż był wówczas na dwuletnim kontrakcie więc jakby trudno byłoby mu skoczyć po zakupy. Dziecko za małe by mogło samodzielnie robić zakupy "dla domu". Odległość od najbliższego sklepu "z dowozem" - około 30 km. I, oczywiście, gdybym była po prostu w sklepie - to postąpiłabym tak, jak zaleca to autorytarnie Aqua - czyli pozostawiła wózek z wybranymi towarami pod opieką np ochrony albo kasjerki a sama wyszła porozmawiać na zewnątrz. Rzecz w tym, że lekarz niefortunnie zatelefonował, kiedy BYŁAM JUŻ PRZY KASIE - kasjerka miała już zeskanowane połowę moich, sporych zakupów! I tu Aqua upiera się (głupio!), że kulturalnie byłoby albo nie odbierać wcale telefonu, albo tez odebrać i powiedzieć lekarzowi, że nie mam czasu rozmawiać i że oddzwonię za 10 - 15 minut. Uważam, że ani jedno ani drugie rozwiązanie nie ociera się nawet o kulturę - wbrew opinii wygłaszającej. Abstrahując już od moich nerwów o mamę to za te 10 czy 15 minut lekarz może po prostu nie mieć czasu na rozmowę! Bo może zadzwonił tuż przed pójściem ponownie na blok operacyjny? A może w przerwie wykładów dla studentów? I moim zdaniem NICZEGO w tej kwestii nie zmienia fakt, iż Aqua nie powiedziałaby lekarzowi iż ów niecierpiący zwłoki fakt, nie pozwalający jej wysłuchać informacji o stanie zdrowia bliskich to kasa w markecie. Bo to w żaden sposób nie umniejsza tego, że takie potraktowanie (zlekceważenie, przekładanie itp bez WAŻNEGO powodu) nie jest kulturalne, choć być może jest zgodne ze świętymi zasadami Aquy. Tyle, że już niezbyt z s-v...
                                          • ola5488 Re: Listonosz i telefon 02.06.20, 11:03
                                            kocynder napisała:

                                            > Olu - operacja mamy odbyła się wcześnie rano. Informacje o stanie jej zdrowia m
                                            > ogłam otrzymać zarówno około 12:00, jak po 15:00, po 19:00, po wieczornym obcho
                                            > dzie, albo wręcz następnego dnia rano. Zapewne ty nie poszłabyś na zakupy i nie
                                            > dała jeść dziecku i psu, ani sama nie jadła, ani też wcale byś się tym nie prz
                                            > ejęła... Ale ja jakoś tak mam, że uważam iż moim domownikom należy się podstawo
                                            > wy wikt i opierunek, niezależnie od moich nerwów. Fanaberia taka...

                                            Ale ja to rozumiem, nie jestem duchowym bytem i również robię zakupy do domu, zawożę auto do mechanika, wyprawiam dzieci do szkoły a siebie i męża do pracy wink Natomiast jeśli czekam na BARDZO ważny telefon (a sytuacja, w której moja mama miałaby operację dla mnie taką jest), to praktycznie wszystko podporządkowuję tej ważnej sprawie. Wcześniej można zrobić zakupy lub kogoś o nie poprosić, ostatecznie zamówić online etc. Jest naprawdę mnóstwo możliwości, aby przesuwać te priorytety w grafiku ,,ważnych spraw".

                                            Tak, ja pewnie nie miałabym głowy do zakupów i wysłałabym po nie męża lub zamówiłabym z dostawą. Ale przyjmuję, że Ty możesz mieć inaczej.
                                            • kora3 Re: Listonosz i telefon 02.06.20, 11:39
                                              Olu, mam pytanie techniczne, mogę? Jak się dorosłego człowieka, bo jak mniemam mąż Twój jest takowym wyprawia do pracy??? Pytam całkiem serio...

                                              A co do reszty - no tak, Ty byś tak zrobiła na miejscu Kocynder, ale ...no nie byłaś na jej miejscu. Nie wiemy kiedy to było - może nie było wtedy tak popularnych jak teraz usług dostawy do domu zakupów spożywczych? Ty byś poprosiła meża, zeby zrobił. Fajnie, tylko ze Kocynder mogła nie miec meza/partnera wtedy, albo mieć w pracy poza miejscem zamieszkania, albo i w miejscu, ale był w pracy. Mogła też nie mieć zwyczajnie kogoś innego, żeby poprosić go o zrobienie zakupów. I nie mogła dziewczyna "nie mieć głowy do zakupów z powodu choroby matki", bo była jedyną osobą, która mogła zapewnić żarełko sobie i dziecku, nie licząc psa.

                                              Nie tylko LUDZIE są różni, rózne są na ogół też SYTUACJE Olu. Nie każdy moze sobie pozwlic na 24- godzinne wyłączenie się całkiem z zycia z powodu oczekiwania na ważny telefon, nie każdy ma kogoś kogo moze posłać na zakupy, bo on głowy nie ma do tego - po prostu.
                                              • ola5488 Re: Listonosz i telefon 02.06.20, 14:03
                                                kora3 napisała:

                                                > Olu, mam pytanie techniczne, mogę? Jak się dorosłego człowieka, bo jak mniemam
                                                > mąż Twój jest takowym wyprawia do pracy??? Pytam całkiem serio...

                                                Tam na końcu była taka emotikonka z przymrużonym oczkiem, o taka Koro: wink
                                            • kocynder Re: Listonosz i telefon 02.06.20, 15:59
                                              Operacja mamy wynikła nagle, nie była planowanym zabiegiem. Serio przewidzisz, że np jutro pod wieczór twojego męża zabierze pogotowie? Masz wróżbitę Macieja w znajomych na fejsie? Miałam wówczas taką sytuację, że NIE MIAŁAM kogo poprosić o pomoc, mąż był na kontrakcie zagranicznym, najbliższy sklep "z dostawą" ponad 30 km. Dziecko za małe by samodzi8elnie zrobić zaopatrzenie dla domu. Proszę o inne "mnóstwo możliwości"?
                                              Oczywiście GDYBY zabieg mojej mamy był planowy - to wszystko dałoby się ustawić inaczej, zorganizować itd. I serio, w kilka dni później ogarnęłam. Ale W TYM konkretnie momencie - po prostu "na już" nie było możliwości. I tak, pomimo mamy w szpitalu ośmieliłam się pójść po zakupy. Skandal, doprawdy... tongue_out
                                              • ola5488 Re: Listonosz i telefon 02.06.20, 18:55
                                                kocynder napisała:

                                                > Oczywiście GDYBY zabieg mojej mamy był planowy - to wszystko dałoby się ustawić
                                                > inaczej, zorganizować itd. I serio, w kilka dni później ogarnęłam. Ale W TYM k
                                                > onkretnie momencie - po prostu "na już" nie było możliwości. I tak, pomimo mamy
                                                > w szpitalu ośmieliłam się pójść po zakupy. Skandal, doprawdy... tongue_out

                                                Rozumiem, że to nadal budzi emocje. Ja podeszłam do tego jak do czysto akademickiej dyskusji. W sytuacji tak dramatycznej, jak