ostatnio widizlam w tv wywiad z jedny panem od SV,bylo na temat zdejmowania
butow kiedy wcodzimy do czyjegos mieszkania.Powiedzial on ,ze butow nie
nalezy/nie trzeba zdejmowac chyba ,ze zostaniemy o to poproszeni przez
wlasciciela mieszkanka.
No i w wakacje mialam taka sytuacje...bylam w sandalkach,zwyklych
skorzanych,weszlam na chwile do znajomego by cos odebrac ...stanelam w
przedopokojui zapytalam grzecznie czy mam zdjac buty.Na co on wywrocil
oczami,zrobil napuszona mine i nieprzyjemnym tonem (jak do idiotki)
odpowiedzial "noooo chyba taaaaak?!?!!?!!!"
Dziwnie sie poczulam;/w sumie wg. SV nie musialam o to pytac ale jakos czulam
sie w obowiazku, zrobilo mi sie nieprzyjemnie jakbym byla nieproszonym
gosciem i chcialam odrazu wyjsc

czy to ja zle cos zrobilam czy on byl wobec
mnie niewychowany? dodam ,ze intensywny zapach kotow jaki unosil sie w jego
domu nie swiadczyl o zbytniej higienie i pedantyzmie...;/