Dodaj do ulubionych

WĄTEK WSPOMNIENIOWY .....

17.10.09, 16:53
Proponuję założenie wątku wspomnieniowego o kotach które odeszły już za Tęczowy most.

Myślę, że wiele jest osob, które chciałyby wrzucić na forum wspomnienia o swoim ukochanym kocie(kotach?). Byc może to robią, ale ich posty giną gdzieś na forum. Stąd pomysł takiego wątku.

Jezeli uznacie, że to ma sens to proponuję następujące zasady - wpisy robimy wyłącznie "startując" od pierwszego postu (czyli tego). W tytule, duzymi literami wpisujemy imię kota (kotów?). (zdjęcia mile widziane)Komentarze do wspomnień umieszczamy pod tymi postami, których one dotyczą.

Obiecuję tu kiedyś wrzucić wspomnienia o dwóch moich kotach, ale zrobię to wtedy, gdy pomysł spotka się z Waszą akceptacją i wątek zacznie się rozwijać.


Pozdrawiam Wszystkich, którym było dane doświadczyc tego wspaniałego doświadczenia jak dzielenie kawałka życia(czasem całkiem sporego)z ukochanym zwierzakiem i musieli też przezyć jego odejście.

Myślę, że ludzie, którzy nie doswiadczyli prawdziwej więzi ze zwierzęciem są jakoś ubożsi w swoim człowieczeństwie. Może to zbyt śmiała i zbyt daleko idąca teza, no, coż, ale jakoś tak to czuję.

Zapraszam do Wątku!!!
Obserwuj wątek
    • p.aulinka Re: WĄTEK WSPOMNIENIOWY ..... 17.10.09, 20:14
      Fajny pomysł smile No to zaczynam ...

      FELUŚ - najcudowniejszy , najmądrzejszy kot jakiegokolwiek miałam.
      Przyszedł do nas jakieś 12 lat temu - w samą Wigilię wraz z moim ojcem który późnym popołudniem wrócił z pracy.
      Wielki, puchaty kocur, nie bojący się ludzi - łasił się , obejrzał wszystkie kąty , poocierał się o nogi. Zjadł łaskawie kawałek karpia, dał się pogłaskać (na kolana nie braliśmy bo się trochę baliśmy - był w końcu ooooogromny i zupełnie wyluzowany nasza obecnością smile
      Wyglądał tak pewnie jakby chciał powiedzieć, ze nas to on może jednym pacnięciem łapy.

      Po godzinie - kiedy praktycznie już siadaliśmy do wieczerzy - zażyczył sobie wyjść. Mieliśmy opory bo wieczór Wigilijny był wyjątkowo mroźny - ale kot nie życzył sobie dyskusji i donośnym miauczeniem domagał się otworzenia drzwi. Baliśmy się rozdrażnienia wielkiego kocura - i wypuściliśmy. Potem po 2ch godzinach wyszliśmy i sprawdzaliśmy czy czasem nie kreci się po osiedlu i czy mu nie zimno. Ale kota nie było.
      Mieliśmy wyrzuty sumienia - ze może ten mróz da mu się we znaki ale ponieważ 1 okienko piwniczne było otwarte stwierdziliśmy że da sobie rade i w razie czego tam przenocuje.
      Następnego dnia - ku naszej uldze - kot pojawił się w drzwiach.

      I zaczął przychodzić praktycznie codziennie. Po jakimś czasie okazało się że kot nie był bezdomny a był oficjalnie kotem sąsiadów 2 klatki dalej. Własciwie powinniśmy się domyslić - miał piękne puchate futro i był wiecej niż dobrze odżywiony smile
      Po paru latach okazło sie że miał jeszcze 2 czy 3 domy które odwiedzał ale sporadycznie smile
      Wybrał nas - tamci sasiedzi nawet mieli lekkie pretensje ze "ukradlismy im kota" ale to nie była nasza decyzja a Felusiasmile

      Duzo przeszliśmy i przezyliśmy przez te 12 lat - ale Felek zawsze zadziwiał nas swoja mądrościa (o brzeczacych kluczach juz pisałam kiedys smile), otwierał wszystkie drzwi, szafki, załatwiał się do toalety (przez 12 lat nie wiedzieliśmy co to kuweta i zwirek dla kota smile) , wychodził na spacery - czasem z nami - biegł wtedy przy nodze jak pies (ludzie przecierali oczy ze zdumienia widząc kota bez smyczy biegnacego przy nodze człowieka) .

      W listopadzie 2008 (miał ok 15 lat wtedy, dokladnie nie wiemy ) Felus poczuł się źle - przestał jeść , podejrzewałam nawet że go ktos otruł .
      Walczyliśmy przez 2 tygodnie (opisywałam to na forum) niestety nie udało się. Okazało się że ma na jelitach i trzustce rozległy nowotwór który w ogóle nie dawał objawów a jak dał to juz było za późno na leczenie (kot nie przeżył by nawet narkozy).

      19 listopada 2008 roku, czyli prawie rok temu , dokładnie o godz 22.00 zawiozłam mojego najukochańszego przyjaciela do kliniki i pozwoliłam mu spokojnie odejść. Nie pamiętam żebym kiedykolwiek tak ryczała tak w nocy juz po powrocie do domu.
      Prawde mówiąc nawet teraz jak to piszę to trochę płaczę.
      Felus był z nami bardzo długo i - choc nie był moim pierwszym kotem - był najcudowniejszy i najmądrzejszy na świecie - chocby nie wiem ile kotów przewinęło się przez moje ręce - nigdy żadnego tak nie bedę kochac jak Felka i zaden nie bedzie dla mnie tak ważny ...


      na balkonie:
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/sf/pg/cvd6/JCS8vQTJTVZ6B4YvoX.jpg
      na łózku:
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/sf/pg/cvd6/ctaUiYobbRwjffgaIX.jpg
      na kibelku smile:
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/sf/pg/cvd6/akVyB3WfDe6BFeD73X.jpg
      • p.aulinka Re: WĄTEK WSPOMNIENIOWY ..... 17.10.09, 20:16
        ps. na tym ostatnim zdjeciu widać jaki był olbrzymi smile
        • macarthur Re: WĄTEK WSPOMNIENIOWY ..... 18.10.09, 00:30

          jak na youtubie pokazali kota załatwiającego się do kibelka to był
          show na cały świat a wy ukrywaliście takiego "cudaka"
          smile
          • anmanika Re: WĄTEK WSPOMNIENIOWY ..... 18.10.09, 12:44
            Sama miałam ten pomysł, by założyć ten wątek w święto zmarłych.
            Bonzuś...
            Mój pierwszy kot. Syn kotki którą ktoś wyrzucił, ciężarną w zimę. Chwilę mieszkała pod schodami bloku w którym mieszkają rodzice. Sąsiadka ją wzięła. Urodziły się dwa kotki, jeden czarny i jeden rudy.
            Zawsze miałam słabość do rudości wszelakiej więc wzięłam rudego. To był kot nie z tej ziemi. Rozumiał wszystko co się do niego mówiło, co widać było na niesłychanie plastycznym pyszczku który potrafił wyrazić wszystko. Był niesłychanie grzeczny, wystarczyło powiedzieć :"Bonzuś nie wolno" i on tego nie robił. Zawsze spał ze mną, jak miałam grypę leżał cały czas przy mnie, wychodził tylko do toalety i na jedzonko.
            Jak przyniosłam młodą ze szpitala od razu było widać jak to przeżywa, wyszedł z pokoju ciężkim krokiem patrząc na mnie rozżalonym wzrokiem. Przez tydzień nie spał ze mną w nocy.
            Zawsze wiedział, że to ja otwieram drzwi na klatkę schodową i juz czekał pod drzwiami.
            Żył tylko 4 lata, zmarł na ostre zapalenie trzustki. Od małego był chorowity, być może wiek mamy i jej ciężkie warunki bytowe podczas ciąży się do tego przyczyniły.
            Codziennie mi go brak, mam też wyrzuty sumienia, że nie został zdiagnozowany wcześniej, być może żył by dłużej. Ciągle pamiętam jak leżał pod tlenem w klinice, jak tylko mnie usłyszał zaczął płakać.
            Bonziulku przepraszam....
            https://img29.imageshack.us/img29/3903/bonzik.jpg
    • mary4 Re: WĄTEK WSPOMNIENIOWY ..... 19.10.09, 08:08
      Przepraszam... ja nie dam rady...
      za chwile bedzie rok jak odszedł mój 14-letni pies, jestem w
      kiepskiej formie 5-mcy temu odeszla mama, o kotch utraconych nie dam
      rady, kazde otwarcie zdjęć kończy sie płaczem, innym razem coś
      napisze...
      dziękuje za ten wątek, kiedyś go poczytam i napisze od serca...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka