Dziś w nocy któraś z dziewczyn wymiotowała, niestety nie wiem która. Co gorsza
nie był to "kłaczek", znalazłam dwie plamy lekko pomarańczowy płyn z białawym
śluzem (odrobina włosów tam było ale niewiele). W drugiej plamie znalazłam
trochę jakby skrzepniętej krwi (niewiele, wyglądało to jak płatki chili albo
coś w tym stylu

).
Dałam im mokre, ale ani jedna ani druga się nie rzuciły - i to jest normalne,
bo dałam im kurczaka, a za nim nie przepadają (jakby mogły to by jadły tylko
tuńczyka). Niestety musiałam iść do pracy i teraz się dręczę. Po południu
zadzwonię do naszej wetki, ale próbuję zidentyfikować co się mogło stać.
Teza pierwsza: wczoraj przyniosłam do domu bukiet z wrzosem, Miśka (tylko ona
wskakuje na blat, na którym stoją kwiaty) i go zjadła. Co prawda nie znalazłam
info żeby wrzos był trujący ale cholera wie (poza tym na blacie stoją też
róże, też nie występują w żadnych spisach, poza tym nie wyglądają jakby się
ktoś do nich dobierał).
Teza druga: Migotka wymiotowała raz w piątek i raz w niedzielę, ale wyglądało
to na normalne wymioty (po jedzeniowe). Jednak coś jej jest, coś zjadła co jej
utkwiło i podrażnia przełyk czy żołądek??? W piątek wieczorem zrobiłam im
alukulkę za którą ganiały. Cały czas na nie patrzyłam. Wydawało mi się, że
wpadła pod kanapę, spod której nie mogły jej wyciągnąć. W sobotę kulka została
wciągnięta odkurzaczem - i tam ją odnaleźliśmy w niedzielę (po Migotkowym
pawiku, żeby się upewnić że to nie od tego). Kulka wyglądała na całą (w sensie
objętości) ale poszarpaną (przy czym równie dobrze mógł to zrobić kot jak i
odkurzacz). No ale cholera ją wie, może zjadła kawałek tej folii???
Teza trzecia: ? nie mam pomysłu
Mam nadzieję, że to nic poważnego. Kotaki zachowywały się w miarę normalnie w
nocy i rano. Jak tylko wrócę do domu to sprawdzę czy zjadły i czy były w
kuwecie, ale nie wiem na co jeszcze zwrócić uwagę

Proszę o jakieś rady,
jeżeli ktoś wie co może wywołać takie wodniste wymioty z drobiną krwi?