nomya
01.01.10, 15:36
Był z nami ponad półtora miesiąca, podczas którego absolutnie całkowicie
skradł nam serce, to nasz pierwszy kot. Brak mi słów, by opisać to, co teraz
czujemy. Żal połączony ze złością, ale też i szczęście, że ostatnie swoje
chwile spędził kochany w dobrym, troskliwym domku na każdym kroku hołubiony i
przytulany. Jutro się rozstaniemy na zawsze, podjęliśmy decyzję o
nieprzedłużaniu agonii naszego chłopczyka. Nigdy nie zapomnimy ile dał nam
szczęścia swoją obecnością, ile ciepła wniósł do naszego pustego domu.
Będziemy chcieli przygarnąć następnego kociego chłopczyka, ale już nie z
Fundacji, z której Fuksia adoptowaliśmy, bo boimy się kolejnej takiej
tragedii, lecz ze statystycznie "bezpieczniejszego" miejsca, kota, który nie
miał do czynienia ze schroniskiem itp. skupiskami kociąt.