mitta
28.08.11, 11:05
Długo się namyślałam (niestety, za długo). Może dlatego, że nie bardzo wiedziałam, jak podejść do tego tematu. Po wypadku Rodzynki podjęłam decyzję. Dodatkowym impulsem było przekonanie się, gdzie te moje cholercie łażą. Praktycznie całe osiedle jest już przez nie opanowane. Pewnego dnia Lisiczka nie wróciła po rannym spacerze. Wołałam, wręcz darłam się, obeszłam (z duszą na ramieniu) wszystkie ulice. Nie było jej kilkanaście godzin. Był to dla moich kitek ostatni samodzielny spacer. Teraz pół doby siedzą w wolierze, drugie pół w domu. Za chwilę wstawię zdjęcia